Powtórka kwartetu

Przeczytano: 1 806 razy
Powtórka kwartetu

Powtórka kwartetuPrzy każdej z rozmów z M., S. lub W. wspominaliśmy te cudowne chwile naszej wspólnej zabawy i przyrzekaliśmy sobie, że musimy to kiedyś powtórzyć. Ale jakoś ciągle nie mogliśmy znaleźć wspólnego terminu, aby bez stresów oddać się nieskrępowanej zabawie i spędzić wspólnie seksowny czas. Udało się nam wreszcie znaleźć taką sobotę i niedzielę, kiedy wszyscy mieliśmy niczym niezajęty czas.

Wszystkim udzieliło się podniecenie przygotowaniami do spotkania. Rozplanowaliśmy, co kto przygotuje, aby nie tracić później czasu na przygotowania. Był więc termin, ustalona „chata” (oczywiście moja, gdyż największa, no i wszyscy zgodnie stwierdzili, że u mnie jest najlepiej), zrobiona wyżerka, „napitki i popitki” zakupione. Pozostawało nam jedynie czekać cierpliwie na ten dzień… a właściwie dzień, noc i dzień. O rany… Damy radę? Pożyjemy, zobaczymy…

Aż nadszedł ten dzień. Spotkanie było ustalone na bardzo wczesne godziny południowe i wszyscy jak jeden mąż, raczej facet i dwie kobietki stawili się o umówionej godzinie. Przygotowania do biesiady nie trwały długo, szczególnie gdy wszystko było przygotowane wcześniej… nic tylko rozstawić i wspólnie zasiąść… i balować… Na „rozgrzewkę” zaproponowałem toast:
– Niech żyje przyjaźń, zabawa i dobry seks!

Siedzieliśmy wszyscy na kanapie tworząc dwie pary. Dwie pary… Tak, bo S. i W. od dawna stanowili jakąś tam parę, a po pamiętnym dniu z M. my także spotykaliśmy się o wiele częściej niż dawniej, nie tylko, żeby wspólnie wypić kawę, bo M. została parę razy na noc u mnie, bywaliśmy tu i ówdzie wspólnie i jakoś tak wyszło, że dla znajomych staliśmy się parą. Siedzieliśmy więc sącząc dobry „napitek”, poprzytulani do siebie, rozmawiając o tym, jakie to życie jest piękne, a jedynie ludzie są parchaci. Zaproponowałem na dobry początek zabawy wspólne wypalenie shishy. Ponieważ to mój świeżutki nabytek przywieziony z zagranicznej wojaży wszyscy chcieli spróbować czegoś nowego. Przygotowałem tę „fajkę pokoju” i postawiłem na ławie. Rozpaliłem i jako pierwszy zaciągnąłem się aromatycznym dymem. Po pokoju rozszedł się aromat wanilii, pomarańczy i… zdobytych zaufanymi kanałami charakterystycznych liści, które Bob Marley tak bardzo uwielbiał. Kolejny mach i przekazałem cybuch kolejnej osobie, uprzedzając, że to specjalnie wzmocniona na dzisiejsze spotkanie wersja shishy. Kolejno zaciągaliśmy się dymem i czuliśmy się świetnie, beztrosko, swobodnie, całkowicie rozluźnieni… Zrobiło się nam wszystkim gorąco. Nie wiem, czy to wpływ „procentów”, czy „dymków” spowodował, że prawie jak na komendę zaczęliśmy się rozbierać.

M. jako pierwsza zdjęła wystrzałową bluzeczkę i naszym oczom ukazały się jej piersi. Przygotowała się na tę zabawę, nie zakładając pod nią staniczka. Wypięła dumnie pierś w przód mówiąc:
– Jeszcze jeden ciuch i będę nago…

Popatrzyliśmy na nią… S. siedziała jeszcze w pełnym ubraniowym rynsztunku, a M. wstała, rozpięła w seksowny sposób spódniczkę, zakręciła biodrami, spódniczka opadła w dół, odsłaniając nieosłoniętą figami całkowicie ogoloną cipkę. Zgodnym chórem pochwaliliśmy ją za odważne „wejście” i teraz S. pokazała, że także jest przygotowana na „balety”. Kazała W. rozsunąć zamek w jej obcisłej sukience. Po minie W. zrozumiałem, że S. także poza sukienką nie ma nic więcej na sobie. Kocimi ruchami zaczęła zsuwać ją w dół ukazując nagie plecy i pośladki, potem zgrabne uda, a sukienka z szelestem opadła na dywan. Wyciągnęła ręce w górę, zakołysała biodrami i powoli obróciła się w naszą stronę ukazując przód swego opalonego ciała. Zaskoczyło nas to, co zobaczyliśmy. Między jej piersiami rozpięty był złoty łańcuszek, trzymając się klipsami jej brodawek kołysał się w rytm jej ruchów. W pępku błyszczał spory czerwono lśniący kryształ, a pod nim, spomiędzy rozstawionych szerzej ud, zwisały przyczepione do cipki, także na złotych łańcuszkach dwa w tym samym kolorze kryształki. W połączeniu z malutką kępka jej czarnych włosków nad szparką całość przedstawiała się imponująco, wywołując u mnie i u W. natychmiastowy wzwód. Już widok nagiej M. wzbudził ruch w naszych spodniach, a prezentacja S. wywołała eksplozję erekcji. Tego nie dałoby się nijak ukryć… zresztą po co, to miało właśnie tak zadziałać.

M. podeszła do W. i zaczęła rozpinać kolejne guziki koszuli, spod której zaczął wyłaniać się klasycznie zbudowany tors, przyozdobiony o nietypowym splocie złotym łańcuszkiem. Przytuliła się nagimi piersiami do niego, dłońmi manipulując przy pasku od spodni i mocując się z zamkiem. Zsunęła jego spodnie w poniżej pośladków, wyjęła ze spodenek sterczącego kutasa, kierując go w bok, żeby swoją sztywnością nie przeszkadzał w tuleniu się do jego brzucha. Spomiędzy nich wyzierał obnażony ze skórki nabrzmiały łepek, podnieconego do granic możliwości kutasa W. M. pozwoliła W. uwolnić się do reszty z ubrania. Stali tak naprzeciw siebie, nadzy, patrząc sobie w oczy i uśmiechając się wzajemnie. Widać sprawiało im to niezmierną przyjemność. Stali tak, że czubek penisa W. dotykał jej brzucha… ja i S. patrzyliśmy z przyjemnością na tę scenę.





S. wprawnie ściągnęła ze mnie t-shirta, pozbawiła mnie też dolnej części ubrania. Stojąc za moimi plecami bawiła się moim podnieconym członkiem, na czubku którego pojawiła się natychmiast śliska kropelka. Ścisnęła go mocno raz, i drugi… ujęła w dłoń zebrane w sobie jajka, tak że całkowicie schowały się w jej dłoni, drugą tymczasem jednym ruchem zdarła poza główkę całą skórkę. Lśniący łeb pokazał się w całej okazałości, bezczelnie wskazując na stojących nadal naprzeciw siebie M. i W. S. przesunęła kilkukrotnie dłonią, odsłaniając bezwstydnie co chwilę śliską główkę niebywale podnieconego kutasa. Dreszcz przeszedł mi po plecach, kiedy sterczące sutki S. otarły się o nie. Na pośladkach czułem jej biodra, kołyszące się rytmicznie na boki i w przód, podniecając mnie jeszcze bardziej, chociaż to, co się we mnie działo, było prawie szczytem. S. nie zważała na to, lecz przeciwnie – była świadoma swoich poczynań i prowokacji. M. i W. zerkali na zabawy S. ze mną… sami także nie stali bezczynnie, lecz bawili się sobą. W. wpychał rękę między rozstawione nogi M. i można się było domyślić, że jego palce nie próżnują drażniąc wilgotną szparkę M., pobudzając jej łechtaczkę. Ja także robiłem podobnie, więc dlaczego W. nie miałby robić podobnie – wszak jesteśmy facetami i zawsze dążymy do jednego celu: wsadzić swojego sterczącego kutasa w gorącą i wilgotną cipkę, ruszać nim w niej aż do chwili, kiedy wystrzeli z niego nasza sperma. Na tym polega ta odwieczna damsko-męska seks zabawo-gra.

M. pociągnęła W. w naszą stronę. Podeszli bliżej, a M. wzięła w drugą rękę także moje berło, w jednej trzymając berło W. i zaczęła jednocześnie zsuwać z nich napletki. S. w tym czasie, stojąc z tyłu, ugniatała nasze skurczone w sobie woreczki. Przeszła na stronę M. i zamieniła się zajęciem z nią… M. stanęła za S. ujmując w dłonie jej jędrne piersi, bawiąc się sutkami, przesunęła dłonie w dół aż doszły do szparki S. Ta czując prócz naszych rąk także dłonie M. stanęła w rozkroku, ułatwiając nam lepszy dostęp do jej gorącego i wilgotnego wnętrza. Nie była to jednak komfortowa pozycja dla dalszych zabaw, więc zmieniliśmy ją na leżącą. S. leżała z szeroko rozchylonymi nogami ukazując nam swoją szeroko rozwartą muszelkę. M. nadal masowała ją, wsadzając swoje palce… najpierw dwa, po chwili trzy… S. dyszała, a M. coraz mocniej masowała jej cipkę, która błyszczała od nadmiaru gorącej śliskości. M. poczynała sobie coraz śmielej z jej muszelką… teraz cztery palce zagłębiły się w ową śliskość. Prawie cała dłoń M. wchodziła w głąb cipki S. Patrzyliśmy wręcz z uwielbieniem na te poczynania dziewczyn leniwie przesuwając dłońmi po swoich sterczących kutasach. M. tymczasem poszła do łazienki i przyniosła oliwkę w żelu, nałożyła jej trochę na dłoń, rozsmarowała po niej i… wsadziła całą dłoń w szparkę S. Cichy jęk rozkoszy wyrwał się z ust S., a dłoń M. masowała wnętrze jej cipki.

Klękliśmy z W. obok głowy S. i nasze penisy znalazły się nad głową… sięgnęła po nie i nakierowała do swoich ust. Chwilę lizała je… aż wsadziła oba do buzi. Musiała je mocno trzymać, gdyż naprężone do granic wytrzymałości wyrywały się niesfornie spomiędzy jej warg. S. zmieniła pozycję – klęczała teraz z wypiętym tyłkiem w stronę M., aby ta mogła w tej pozycji prócz cipki miała widok na jej czekoladowe oczko. A i S. łatwiej było teraz trzymać w ustach nasze penisy i ssać je coraz namiętniej. M. patrzyła na nas lubieżnie.
– Też chcę, żeby moją cipkę wypełniło coś do granic – powiedziała.

Odeszliśmy od głowy S. i zaszliśmy M. od tyłu. W. położył się między jej nogami, a ona natychmiast nadziała się na jego berło, ja klęknąłem z tyłu i przymierzyłem swojego do jej zajętej przez kutasa W. cipki. Powoli zacząłem go wsadzać w jej śliską jaskinię, aż po sam koniec. Razem z W. powoli ruszaliśmy się synchronizując nasze ruchy, żeby przypadkiem nie wyślizgnęły się z jej jestestwa. M. czując to rozluźniła jak najbardziej mięśnie wokół swojej cipki, tak że oboje byliśmy w niej po same worki. Nasze kutasy jednocześnie, w tym samym rytmie przesuwały się w jej jaskini. M. dyszała z zadowolenia…
– Chcę jeszcze więcej, jeszcze pełniej, jeszcze głębiej – szeptała M. – O tak! O to mi chodziło i tego chciałam…

Nasza orgia nabierała nieznanego dotąd wymiaru, gdyż robiliśmy rzeczy, których nigdy wcześniej nie próbowaliśmy i nawet nie rozmawialiśmy o takich zabawach. Nie wiem, czy to wpływ wypalonej shishy z ziołem, czy wypitego alkoholu, czy jednoczesne połączeniu obu czynników… fakt, że puściły hamulce, a fantazja podsuwała nam najróżniejsze modele dalszej zabawy. Dłoń M. nadal penetrowała wnętrze S. W. masując swojego kutasa drugą ręką głaskał pośladki M. Ja robiłem podobnie: napletek raz po raz odsłaniał lśniącą główkę, a palce drugiej zagłębiały się w czeluście i zakamarki jej szparki. Zapewne dla kogoś patrzącego z boku byłby to piękny widok… rozgrzane chucią ciała, seksualne zachowania i czynności… mmmmmm.

Ciałem S. co rusz wstrząsał spazm rozkoszy – widocznie praca dłoni M. robiła swoje. Także ruchy klęczącej M. robiły się gwałtowniejsze, a oddech i westchnienia coraz głośniejsze. S. jęknęła i nagle znieruchomiała. M. zatrzymała ruchy dłonią w jej wnętrzu i powoli zaczęła ją wycofywać. Widać było, że S. przeżywa orgazm. M. nadal rytmicznie kręciła zgrabnym i wypiętym w naszą stronę tyłkiem. Obejrzała się i szeroko uśmiechnęła do nas obu. Dłoń W. i moja pracowicie masowały jej nabrzmiałe wargi, stwardniałą z podniecenia łechtaczkę. M. przekręciła się na plecy umożliwiając nam lepsze pieszczenie jej rozgrzanego krocza. Brzuch drgał spazmatycznie – M. „dochodziła”… Nagle wygięła się w łuk, zastygła na chwilę w bezruchu i… opadła całym ciężarem na dywan. Dyszała, leżąc z zamkniętymi oczami, masowała dłońmi swój brzuchu.

Patrzyliśmy z W. na obie dziewczyny, leżące na wznak na dywanie, obie po przeżytym orgazmie, z nadal szeroko rozwartymi szparkami, z połyskującymi oliwką i ich własnymi sokami wargami i łechtaczkami, nadal głęboko oddychającymi i powoli wracającymi do rzeczywistości. Ich oddechy uspokajały się. Klęczeliśmy z W. na podłodze naprzeciw pięknych kobiety, sycąc i napawając nasze oczy ich widokiem, widokiem zaspokojonych seksualnie kobiet, nadal jeszcze gorących i pełnych niepojętego erotyzmu. Czuliśmy, że to jeszcze nie koniec dzisiejszych igraszek. Zresztą my nadal byliśmy pełni naszych śmietan i liczyliśmy, że oddamy je tym pięknym kobietom w jakiejkolwiek zechcą postaci, w którekolwiek miejsce zechcą…