Biwak

Przeczytano: 739 razy
Biwak

BiwakTo było naprawdę upalne lato. Karina całe wakacje spędzała z kuzynką na wsi. Może nie było to jej wymarzone miejsce, ale nie widziała się z nią tak długo, że po długich namowach, dała się wreszcie przekonać. Niestety, nie miały żadnych nad wyraz pasjonujących zajęć. Monika – bo tak miała na imię kuzynka – nie miała żadnych znajomych w tej niewielkiej mieścinie, a ci, którzy mieszkali nieopodal, wyjechali nad morze, jeziora, w góry.

Jedyną rozrywką były spacery do pobliskiego pięknego lasu i nad rzekę. Dnie upływały im wiec na rozmowach i opalaniu się. Tak, opalaniu, to jednak dobre było jedynie na początku. W końcu słonce zaczęło na tyle bezlitośnie świecić, że należało od niego uciekać. Chroniły się w domu, wieczorem w cieniu na werandzie i rozkoszowały się lenistwem. Nie długo jednak było im ono dane…

Pewnego wczesnego ranka, usłyszały pukanie do drzwi. Monika wstała i krótkiej bawełnianej koszulce z rozpuszczonymi prostymi, ciemno – blond włosami, otworzyła drzwi. Ujrzała w nich wysokiego mężczyznę, mniej więcej w jej wieku, o pięknym, uwodzicielskim uśmiechu. Ten widok wywołał na jej twarzy wyraz zadowolenia.
– Słucham? – zapytała.
– Cześć. Właśnie przyjechałem z kolegą na wakacje. Podróżujemy na Polsce z plecakami… Chciałem zapytać, czy pozwoliłabyś, abyśmy rozbili namiot na twojej łące przed domem.
– Pewnie. – odpowiedziała nagle Karina, wyłoniwszy się z głębi domu.
– Naprawdę? świetnie. – ucieszył się. – Przepraszam, nie przedstawiłem się, mam na imię Paweł. A to mój przyjaciel Daniel. Daniel! Chodź tu! – zawołał do kolegi.

Podszedł do nich nieco niższy od Pawła brunet o kręconych włosach. Wyraźnie nie miał tej pewności siebie, co drugi mężczyzna, ale miał za to w sobie coś słodkiego i przejmującego.
– Cześć. – przywitała go Monika z najszczerszym i najpiękniejszym uśmiechem.





W ten oto sposób zaczęły się ich wspólne wakacje. Nie spędzały już dni na samotnym przesiadywaniu w domu lub lesie, a na wspólnych wycieczkach, długich rozmowach i ogniskach. Paweł posiadał zdolności muzyczne, wiec umilał każde ognisko grą na gitarze i śpiewem. Oczywiście już pierwszego dnia każde z nich wiedziało do czego ta znajomość zmierza, ale postanowili niczego nie przyspieszać. To było miłe, posiedzieć razem, nieco poflirtować i niczym się nie przejmować. Nie było miedzy nimi nawet konfliktów względem upodobań co do tej drugiej osoby. Od razu, kiedy Paweł zobaczył wychodzącą z mroku domu ciemnowłosą Karinę w koszulce spod której wyłaniały się zabójcze długie nogi, wiedział, że nie pozostanie mu obojętną. Nieco spokojniejsza od niej Monika, znakomicie pasowała za to do Daniela, a i on nie śmiałby zgłaszać jakichkolwiek sprzeciwów.

Czwórka zaprzyjaźnionych osób postanowiła wprawdzie z niczym się nie spieszyć, ale nie oznaczało to zupełnej ascezy seksualnej! Nadszedł wieczór, kiedy księżyc świecił wyjątkowo pięknie, a Paweł z chrypą – rodem od Bryana Adamsa – wyśpiewywał same ballady. Zrobiło się sentymentalnie… po paru kolejnych kawałkach mężczyzna odłożył gitarę i nie odrywając wzroku od swojej wybranki, usadowił się blisko niej. Nie wiedzieć kiedy, oboje znikli za drzwiami domu.
– Poszli sobie. – zauważył raczej mało odkrywczo Daniel.
– Rzeczywiście. – odparła Monika i Delikatnie uśmiechnęła się. – podróżujecie w każde lato? – zapytała, kiedy cisza zaczęła być nieco krepująca.
– Tak, zwykle. Oboje to lubimy. Polska jest piękna.
– To prawda.
– I ty te?.
– Słucham? – nie dowierzała.
– Przepraszam. – zawstydził się.
– Ale? nie masz za co, to miłe. – podziękowała i pocałowała go w policzek.

Reakcja była taka, jakiej oczekiwała. Ich usta szybko spotkały się i połączyły w pocałunku delikatnym, lecz namiętnym i głębokim. Po chwili, nie odrywając się od siebie, weszli do namiotu. Monika czuła pod sobą zwinięty śpiwór. Wyjęła go. Czuła, jak dłonie Daniela wsuwają się pod jej bluzkę.
– Zdejmij ją. – poprosiła.
Zrobił to. Później ona zdjęła jego ubranie, ciągle gładząc całe ciało chłopaka. Było napięte i silniejsze, niż mogła się tego spodziewać. Jego dłonie podążyły w kierunku spodni i – już pewnym ruchem – zdjął je z niej, kładąc twarz na jej brzuchu.
– Chyba się zakochałem. – wyszeptał, całując jej skore.

Nie lubiła takich wyznań, nie po tak krótkiej znajomości, ale teraz sprawiło to, że poczuła się jeszcze lepiej. Jego usta, przenosiły się z brzucha coraz niżej. Unosząc jej pośladki, zaczął całować bardzo delikatnie wzgórze łonowe kobiety, rozkoszując się tym intymnym zapachem, który przyprawiał go o zawrót głowy. Wrócił do jej ust. Był świadom erekcji, która zaczynała na dobre nim rządzić. Nagi położył się na Monice i przytulił ją mocno. Nie mogła nie zauważyć stanu w jakim się znajduje. Wcisnęła rękę miedzy ich ciała i pieściła jego członka tak długo, aż była pewna, że dłużej nie wytrzyma żadne z nich. Wzięła jego dłoń i położyła na swojej piersi. Ścisnął. Mocno. Dotykał jej. Wtopił twarz miedzy obie i całował.
– Wejdź we mnie. Chce tego! Wejdź! – jęczała.

Poddał się zupełnie swemu pożądaniu. Dziewczyna uniosła biodra, a on zdobywał ją pchnięciami, czuł na swym członku wargi sromowe przez które się wdzierał, czuł jej wnętrze. Tak, posiadł ją, pławiąc się w obopólnej namiętności!

To była pierwsza ich wspólna noc. Czy były następne? No cóż.