Gosia

Przeczytano: 637 razy
Gosia

Gosia– A może jeszcze jedna herbatę? – zaproponowała.
Spojrzał na zegarek. Dochodziła jedenasta wieczorem.
– Będę musiał już iść – powiedział bez przekonania.
– Zostań jeszcze trochę.
– Dobrze.

Po chwili w milczeniu pił trzecią z rzędu herbatę. Boże, jak fajnie się z nią milczy – pomyślał. Rozmowa nie kleiła się, ale on mógł tak siedzieć godzinami, milcząc i patrząc na nią. Jej twarz, jej piękne, opalone ciało, jej długie, zgrabne nogi i stopy, śliczne stopy… jeeej, jakie ona ma piękne stopy… Właściwie nie wiedział, dlaczego ona mu się tak podobała. Albo raczej – dlaczego czasami mu się podobała bardziej, a czasami mniej… – No cóż – pomyślał – może czasami wygląda ładniej, a czasami nie? Nie, to niedorzeczność. Chociaż może… – uśmiechnął się do siebie niezauważalnie. Włączyła radio. Zawsze tak robi – pomyślał – gdy wydaje jej się, że skończyły się tematy do rozmowy. A ja wcale nie muszę rozmawiać. Lubię tak milczeć i patrzyć na nią. Znów spojrzał na zegarek. Piętnaście po jedenastej. Musze iść – pomyślał – zanim dojadę do domu, będzie północ.
– Wiesz, będę musiał już iść… – zaczął.
– Zostań jeszcze. Proszę.
– Do rana?
Uśmiechnęła się.
– Tak…

Opuściła oczy i zaczęła się bawić trzymaną w rękach książką. Poczuł się troszkę niepewnie. Czy ona rzeczywiście tego chce? Powoli wstał z fotela i zbliżył się do łóżka, na którym siedziała. Odłożyła książkę. Czekała. Usiadł i objął ją ramieniem. Pocałował w policzek. Przytuliła głowę do jego ramienia i podbródka, on wtulił się w jej włosy i siedzieli tak przez chwilę w milczeniu.
Poczuł, że w spodniach robi mu się ciasno – miał już pełną erekcję. Ciekawe, czy zauważyła – pomyślał.

Pocałowała go w usta. Delikatnie, potem śmielej. Pochylił się i pocałował ją w szyję, tuż pod uchem. Drżącą ręką rozpiął jeden guzik u jej bluzki… Cholera, chyba się rumienię – pomyślał. Zdobył się na odwagę, popatrzył jej w oczy i uśmiechnął się. W jej oczach zobaczył pożądanie, ale również ciekawość małej dziewczynki. Zaczęła rozpinać jego koszulę. On w tym czasie uporał się z jej bluzką i odsłonił czarny, sportowy stanik. Ładny – pomyślał – ale zakrywa coś jeszcze ładniejszego… wbrew obawom stanik udało mu się rozpiąć dość łatwo.

Odsunął się trochę i popatrzył na jej niewielkie, jędrne piersi. Ciemne sutki były już twarde, końcówki sterczały jak antenki. Powoli zbliżył do nich usta. Poczuł jej zapach. Delikatny i świeży…
Głośno westchnęła, gdy zaczął całować i pieścić jej piersi. Oddychała coraz szybciej, w końcu odchyliła się do tyłu i położyła na łóżku. Szybko pozbyli się reszty ubrań. Położył się delikatnie na niej, rozkoszując się gładkością jej skóry. Całował jej usta, policzki, oczy, czoło, włosy.

Teraz przyszła kolej na nią. Powoli rozchyliła nogi i uniosła biodra do góry. Zapraszała go do środka… Wszedł w nią delikatnie, nie przestając pieścić i całować jej ust i piersi. Objęła go udami i przyciągnęła do siebie. Zatracili się we wspólnych pieszczotach. Świat dookoła przestał istnieć.

Dedykuję, oczywiście, Gosi 🙂