Na dachu

Przeczytano: 518 razy
Na dachu

Na dachuMam na imię Ewa, mam 27 lat i od ślubu czyli od roku mieszkam z mężem w typowym dla wielkich miast wieżowcu. Nasi sąsiedzi to starsi ludzie w większości emeryci. Doszłam do wniosku, że dach to doskonałe miejsce do opalania się bo i tak nikt z sąsiadów nigdy się tam nie pofatyguje.

Tego dnia szłam do pracy na drugą zmianę więc przed południem postanowiłam wystawić ciało do słonka. Wzięłam karimatę, krem do opalania, radio i butelkę napoju. Wjechałam windą na ostatnie piętro, później schodami do suszarni a stamtąd szybem na dach. Zamknęłam za sobą blaszane drzwi a klamkę podparłam wypróbowaną wcześniej deską. (To na wypadek gdyby jednak ktoś chciał wejść na dach). Wieżowiec górował nad innymi blokami więc roztaczał się z niego piękny widok na sporą część miasta. Rozłożyłam karimatę, zdjęłam zieloną sukienkę a jeszcze raz upewniwszy się, że drzwi są podparte deską zdjęłam stanik i majtki. Nasmarowałam ciało kremem, włączyłam jakąś muzyczną stację i położyłam się. Gorące promienie słoneczne oblewały moje ciało a sporadyczne mocniejsze podmuchy wiatru poruszały moimi włosami. Leżałam tak jakiś czas gdy nagle uświadomiłam sobie, że słyszę czyjś głos.
– Myślałem, że sąsiadka farbuje włosy na rudo ale widzę, że i na cipce rude więc to chyba naturalny kolor, prawda?

Podskoczyłam jak oparzona, chciałam wziąć ubranie ale nie było ich w miejscu, w którym je położyłam więc niezgrabnie zasłoniłam ile mogłam rękami. Oślepionymi od mocnego słońca oczami widziałam tylko sylwetkę człowieka i dopiero po chwili zaczęły rysować się szczegóły. Odruchowo spojrzałam na drzwi na dach. Dalej były podparte deską więc musiał tu być zanim przyszłam. Ale ze mnie idiotka, że nie sprawdziłam dokładnie. Co ja teraz zrobię. I tak mnie tu nikt nie usłyszy. Przede mną stał mężczyzna 45-50 krótko ostrzyżony, siwawy z zakolem łysiny na pół głowy. W ręku trzymał moje ubrania. Rozpoznałam w nim sąsiada z czwartego lub piątego piętra. Chyba ma żonę nauczycielkę i jedną albo dwie córki.
– Proszę mi oddać ubranie – zawołałam ukrywając strach pod pozorem poirytowana.
– Ma pani niezłe ciałko.
– Ubranie – zawołałam z udawaną wściekłością i zrobiłam krok w jego kierunku.
– Chyba pani nie chce żeby jakiś podmuch wiatru porwał te ciuszki i rozrzucił po całym mieście – prawda? – powiedział z uśmiechem i machnął moim stanikiem tak jakby chciał go zrzucić z dachu.
– Nie, proszę nie – powiedziałam wystraszona – jak ja wtedy wrócę do mieszkania..
– Dobrze, dobrze ale nie ma nic za darmo – powiedział
– Czego pan chce? Pieniędzy? Zapłacę.
– Chcę zobaczyć jak pieścisz swoją rudą cipkę.
– Zwariował pan? – krzyknęłam i w tym momencie zobaczyłam jak mój stanik leci w dół niesiony podmuchem wiatru.
– Tak czy inaczej będzie niezłe widowisko. Albo ja sam popatrzę jak się zabawiasz cipeczką, albo z sąsiadami zrobimy ci wspaniałe powitanie na klatce schodowej jak będziesz wracała do mieszkania w stroju Ewy. Co wolisz?
– Ewa w stroju Ewy – co za ironia losu – pomyślałam. Proszę, niech mi pan tego nie robi.
– Ja ci niczego nie robię.
– Niech mi pan odda ubranie.
– Połóż się i do dzieła.
Nie miałam wyboru. Zrobiłam co kazał. Położyłam się na karimacie i zaczęłam głaskać włoski na cipce.
– Złotko, nie kombinuj tylko rozchyl nóżki i rób to jak należy bo znów coś poleci.

Próbowałam pieszczoty pozorować ale nawet takie ruchy po jakimś czasie wywołały uczucie podniecenia. Mimo woli zaczęłam palcem przeciągać po wargach. Poczułam wilgoć i gorąco, które pojawiło się w moim wnętrzu. Zaczęłam pieścić łechtaczkę co spowodowało jeszcze większy efekt podniecenia. Czułam, że przestaje panować nad tym co robię. Przez przymrużone oczy widziałam lekki uśmiech na twarzy mojego oprawcy. Próbowałam sobie wyobrazić, że robię to przed swoim mężem lecz ilekroć zamknęłam oczy tyle razy pojawiał mi się obraz sąsiada. Najgorsze było to, że świadomość tej sytuacji zaczęła sprawiać mi przyjemność. Ja – młoda, szczęśliwa mężatka masturbuje się przed obcym, starszym facetem w wieku mojego ojca. Na dodatek muszę robić co każe. Nawet mój mąż nie ma nade mną takiej władzy.

loading…



Moje palce coraz głębiej zanurzały się w norce i coraz intensywniej pieściły łechtaczkę. Moje pomarańczki zrobiły się twarde a sterczące brodawki zdradzały moje wielkie podniecenie. Poczułam jego dłoń na swojej piersi. Nie protestowałam może ze strachu a może z podniecenia. Czułam jak delikatnie gładzi raz jedną a raz drugą pierś, delikatnie ściskał i pociągał brodawki. Wiedział co robić żeby sprawić kobiecie przyjemność. Moja wagina była rozpalona z pożądania. Przez przymrużone oczy widziałam jego dłoń przesuwającą się w dół mojego ciała przez brzuch do wzgórka łonowego. Przez chwilę czochrał rude, lepkie od moich soków włoski na wzgórku łonowym po czym powoli zanurzył we mnie trzy palce. Wyjął je i zbliżył do moich ust. Rozchyliłam je a on wsadził palce tak, że na języku czułam smak swojej cipki. Nie robiłam tego wcześniej więc moje podniecenie jeszcze się zwiększyło. Zaczęłam językiem penetrować rowki między palcami poszukując pozostałości tego smaku.
– Unieś wysoko kolana – usłyszałam jak przez mgłę.

Bezwiednie zrobiłam co kazał. Byłam już tak podniecona, że pragnęłam żeby we mnie wszedł. Pragnęłam jego penisa. Nigdy wcześniej niczego takiego nie czułam. Nie kręcili mnie inni mężczyźni, nie zdradzałam męża bo on mi w zupełności wystarczał. Mężczyzna, zamiast opuścić spodnie i mnie przelecieć, przyklęknął między moimi nogami i lewą ręką nacisnął moje nogi pod kolanami tak, że moja i tak wypięta pupa lekko się uniosła. Palce prawej ręki zaczął zagłębiać się w mojej gorącej cipce. Wsadzał je raz głęboko a raz płytko. Raz szybko a raz wolno. Te palce czułam w sobie w każdym miejscu. Drapał mnie i łaskotał, pieścił i rozdzierał. Kciukiem za każdym razem ocierał łechtaczkę. Po chwili ruchy jego palców stały się coraz szybsze i mocniejsze. Jeden z wilgotnych już palców zaczął wchodzić w moją pupę. Czułam gorąco rozchodzące się w moim wnętrzu. Oddech miałam krótki i bardzo szybki. Zaczęłam ściskać sutki. Fale dreszczy wstrząsały moim ciałem a mięśnie zaczęły sztywnieć i wtedy wybuchłam.

Z mojej kobiecości eksplodowały fontanny soku. W oczach zawirował świat. Miałam dwa lub trzy potężne, spazmatyczne skurcze po których opadłam bez sił. Moje ręce i nogi podrygiwały. Wtedy on założył sobie moje nogi na ramiona, dłońmi uniósł pupę do góry i zaczął językiem pieścić moją norkę. Delikatnie ssał nabrzmiałą łechtaczkę a gdy wsuwał język do pochwy czułam jak moja cipka w rytmie skurczów obejmuje go mocniej. Gdy otworzyłam oczy zobaczyłam, że w promieniu metra wszystko było mokre. Mężczyzna wycierał sobie twarz i ubranie moją sukienką a moja cipka poruszała się jeszcze w rytmie gasnących skurczów.
– Oddaję sukienkę – powiedział – i podał mi zieloną kulę zwiniętego materiału. – Nie spodziewałem, że jesteś taka soczysta.
Nie odezwałam się szybko zakładając ją na siebie. Była pomięta i była prawie cała mokra od mojego soku. Nie wiedziałam co mam robić. Uciekać, krzyczeć prosić o jeszcze… Patrzyłam na niego jak palcami delikatnie ugniatał materiał trzymanych w dłoni moich majtek. Dotykał ich tak jakby zamiast materiału dotykał mnie. Znów poczułam falę gorąca.
– Muszę iść – powiedział podając mi majtki. Do widzenia. Nie odpowiedziałam ale pomyślałam „do zobaczenia na dachu”. To było coś wspaniałego czego jeszcze dotąd w swoim życiu nie zaznałam.

Nie pamiętam, żebym w szczycie największych uniesień z mężem przeżyła podobny orgazm. Myślałam, że to nie możliwe. Muszę przyznać, że na polu erotyki mój mąż jest wspaniały, ale do pięt nie dorasta sąsiadowi. Doświadczenie to jednak bardzo cenna rzecz.