Pan czy władca?

Przeczytano: 526 razy
Pan czy Władca?

Pan czy Władca?W komnacie panował mrok. Chłodne podmuchy wiatru delikatnie poruszały aksamitne zasłony okrywające sporej wielkości łoże. Krwisto czerwona kotara była tak lekka i przewiewna, iż maskowała jedynie obraz roztaczający się na posłaniu. Odgłosy dobiegające z dwóch gardeł były jednak tłumione i zatrzymywane na masywnych ścianach z kamienia. Komnata, do której prowadził długi, ciemny korytarz, a następnie kręte schody, znajdowała się na szczycie północnej wierzy zamku…
– Hah… hah… panie mój! … Aaaagh!

Opadł na bordowe poduszki przyozdobione złotymi haftami. Dyszał ciężko, zasłaniając oczy przegubem ręki. Jego lekko długie włosy rozsypały się wokół głowy tworząc brązową aureolę.
– Pobrudziłeś mi brzuch, Nataniellu… – Szepnął mu na wpół niewinnie i rozkazująco jego władca.
– Proszę. – wysapał. – O wybaczenie, o najłaskawszy. Już się tym zajmuję.

Gdy niewiele wyższy od szatyna mężczyzna usiadł i wygodnie oparł się o stertę poduch, Nataniell uklęknął naprzeciw.
– Wasza miłość pozwoli. – rzekł i delikatnie rozchylił nogi swego pana. Usadowił się między nimi i nachylił nad lśniącym od kropelek spermy brzuchem. Wystawił język. Nim jednak dotknął skóry jasnowłosego usłyszał rozkaz.
– Podaj mi wino.
– Tak jest, panie.

Skinął głową na znak szacunku i zszedł z łóżka. Rozchylił poły karmazynowego materiału i podszedł do stolika przy oknie. Podniósł z niego smukłą butelkę i nalał z niej ciecz koloru wiśniowego wprost do wypolerowanego kielicha. Po chwili wrócił i wręczył naczynie dystyngowanym ruchem.
– A teraz wróć do zajęcia.
– Wedle rozkazu. – pokłonił się i ponownie zajął pozycję klęczącą pomiędzy kolanami blondyna.

Z pozoru spokojnie, zaczął zlizywać resztki swojej wydzieliny. Doskonale wiedział, które miejsca należy dopieścić bardziej niż inne. Znał dobrze wymogi swego władcy. W momencie gdy dotarł do podbrzusza poczuł jak coś go dotyka w szyję. Podniósł się powoli i ujrzał pod sobą stojącą męskość jasnowłosego. Spojrzał oczekująco w granatowe oczy pijącego. Blondyn upił ostatni łyk i rozprostował palce zaciśnięte na nóżce kieliszka. Ten zaś upadł i poturlał się i po jednej z poduszek. Następnie uśmiechnął się jednoznacznie i przymknął oczy. Nataniell nie potrzebował zachęceń. Pocałował leciutko sam czubek członka by następnie obdarować takimi samymi muśnięciami resztę przyrodzenia. Kątem oka dostrzegł jak jego pan co rusz zaciska powieki i wygina w grymasie rozkoszy wargi. Ta jedna zmiana na twarzy władcy doprowadziła do tego, że sam szatyn poczuł jak jego penis domaga się zainteresowania. Rozpoczął długą zabawę polegającą na leniwym oblizywaniu trzonu. Od czasu do czasu pochłaniał ustami całą męskość.

Powoli do jego uszu zaczęły dochodzić ciche westchnienia. Szczęśliwy ze swojej roboty rozchylił jeszcze bardzie nogi ciemnookiego i oblizał całe jego krocze. Ponownie wrócił do muskania przyrodzenia, lecz tym razem zaczął dotykać i masować jądra blondyna. Westchnienia stały się głośniejsze i szybsze. Szatyn zaczął nieco przygryzać główkę penisa.
– Mhaa! Wystarczy! – władca przerwał mu zabawę i posadził go na swym podbrzuszu.

Ciemnowłosy uniósł się i chwytając członka blondyna nabił się nań. Krzyknął stłumionym głosem. Mimo, iż przed chwilą był w podobnej sytuacji poczuł ból. Starał się jak mógł, by ukryć swe odczucia.
– Nat… – szepnął zatroskany książę. Podniósł się z poduszek i przywarł wargami do ust sługi. Szatyn z wdzięcznością oraz radością pozwolił ciemnookiemu pogłębić pocałunek. Wiedział jedno. Nikt nie potrafi całować lepiej od jego pana.

Zachęcony przyjemnym dotykiem dłoni w okolicach bioder zaczął się unosić i opadać. Z początku robił to powoli. Nie chciał bowiem zakończyć pocałunku. Blondyn jakby wyczytał jego myśli i pchając ostrożnie kochanka położył go na plecach. Nie przerywając tańca języków zaczął poruszać szybko biodrami. Leżący niżej oplótł mężczyznę rękoma oraz nogami. Ich jęki tłumione w zwartych ustach w końcu znalazły ujście, gdy ciepło zalewało oba ciała, a rozkosz sięgała zenitu. W trakcie mocnych pchnięć byli w stanie jedynie przelotnie łączyć wargi w pocałunku.
– Ja… ja już… nie… mogę… dłużej! – wysapał zmęczony Nataniell.
– Ja też… kochany…

Natrafił na prostatę powodując dreszcz u młodzieńca. Oboje doszli.
– Ghaaa!!!
– Aaaahh!!!

Opadli targani gorącą falą rozkoszy.
– Powiedz to… powiedz… – wydyszał blondyn. Wciąż leżał na kochanku, tkwiąc w nim.
– Panie… ja…
– Powiedz…

Z lekkim rumieńcem wypowiedział z miłością.
– Kocham cię… mój książę.