Marta

Przeczytano: 879 razy
Marta

Stała tak zziębnięta i przemoczona na tym zapomnianym przez Boga przystanku autobusowym i rozglądała się niepewnie dookoła. Jeszcze raz dała się namówić tej rudej suce, swojej szefowej, na pracę do późna w nocy. A ta oczywiście, zamiast jakiejś premii pozwoliła jej tylko na późniejsze przyjście jutro do pracy. Do pracy, której właściwie nie lubiła. Baba na babie i ciągle te niewinne przycinki A masz już jakiegoś chłopaka Martusiu, a może chciała byś poznać mojego sąsiada? O nie ! Raz już poszła na taką swataną randkę. Za dwa dni całe biuro wiedziało, co jadła, co piła i czemu on jej nie chciał. Przeżyła koszmar. Chyba umie sama sobie ułożyć życie. Przecież połowa ludzkości to faceci i pewno jest kilku wspaniałych, opiekuńczych, odpowiedzialnych… rozmarzyła się pomimo chłodu. Światła autobusu wyrwały ją nagle z zamyślenia. Przebiegła w deszczu do drzwi i wskoczyła do środka. W autobusie było całkiem pusto. Przy wejściu siedział jednak jakiś mężczyzna, który na widok Marty wstał i zupełnie naturalnym ruchem wskazał jej swoje miejsce. Odruchowo usiadła. Autobus ruszył a nieznajomy przypatrywał się jej i trzymając się uchwytu kiwał się w takt drogi.

– Ma Pani mokre włosy – odezwał się nagle. Miał niski, aksamitny głos. Odruchowo spojrzała w górę. Uśmiechnął się. Wydał jej się sympatyczny.
– Słucham? – odpowiedziała.
– Mówiłem, że ma Pani całkiem mokre włosy i szkoda by było się przeziębić.
– A co to pana obchodzi!

Odezwała się opryskliwie bo dobrze wiedziała jak dzisiaj wygląda. Była wprawdzie dość zgrabną i ładną dziewczyną, ale ten deszcz skleił jej blond włosy co tylko uwydatniło jej smukły, ale orli nos. Od dawna podejrzewała, że właśnie ten nos nadawał jej twarzy zasadniczy wygląd co odstraszało niestety wielu facetów. Wtedy, pochylił się i podał jej dużą (czystą !) chustkę. Wtarła nią grzywkę i czoło, bo woda ściekała jej do oczu. Niestety pobrudziła ją trochę tuszem. Nie wiedziała co ma teraz zrobić. Przecież nie odda mu takiej upapranej chustki. Ale nieznajomy szybko rozwiązał ten problem. Po prostu odebrał chustkę z jej rąk i wrzucił do kosza. Spojrzała na niego z wdzięcznością.

– Może jednak ogrzeje się pani gorącą kawą przed powrotem do domu? – zaproponował
– No… dobrze – zgodziła się, mając w perspektywie kolejny samotny wieczór – ale w takim stanie, nie widzę siebie w jakimś extra lokalu.
– OK, jak tu wysiądziemy to niedaleko będzie taki klub studencki. Na pewno są jeszcze otwarci.
– Dobrze, powiedziała. Ale ja nic o panu nie wiem.
– Och, tak mi przykro, nieznajomy zaczął gwałtownie przepraszać – nazywam się Piotr Kolicki
– Marta – odpowiedziała z uśmiechem.

Autobus zatrzymał się właśnie na przystanku, więc wysiedli i szybko pobiegli pod wiatę. Marta nigdy tu nie była. Lało coraz mocniej. Musieli przebiec około 50-ciu metrów przez jakieś zapuszczone podwórze do tego klubu. Nieznajomy zdjął płaszcz i osłonił ją od deszczu.

– Biegniemy? – zapytał.

Kiwnęła głową i pobiegli. Biegli tak przez błoto i wysoką, nigdy chyba nie koszoną trawę. W połowie drogi, dziewczyna nagle potknęła się i upadła.

TO NIE BYŁ PRZYPADEK !

To nieznajomy nagle podstawił jej nogę a potem, kiedy upadła, wepchnął jej w usta knebel, widocznie miał go wcześniej przy sobie. Przerażenie sparaliżowało ją zupełnie. Ale on dokładnie wiedział czego chce. Przydusił kolanami jej ramiona do ziemi i powolnym ruchem zaczął rozpinać swoje spodnie. Widziała tylko na tle jaśniejącego już nieba – górującą nad sobą, ciemną sylwetkę. Już nie pada pomyślała głupio. Była całkiem zrezygnowana. Napastnik już to zauważył. Spokojnie rozpiął jej bluzkę, wygarnął ze stanika obie, bielejące teraz w ciemnościach piersi – popatrzył na nie przez chwilę – i wsunął powoli, pomiędzy nie swój nabrzmiały członek. Marta zamknęła oczy i bezsilnie zacisnęła pięści. Nie chciała niczego słyszeć ani widzieć. Nie mogła jednak przestać go czuć – obcego, gorącego i napierającego coraz szybciej i szybciej.

Nagle jej ciało z powrotem odzyskało swobodę. Otworzyła oczy i zobaczyła tylko jasne niebo nad sobą. Po chwili czyjeś ręce, uniosły ją i postawiły na ziemi. Upadła jednak na kolana, gwałtownie wymiotując. Po chwili wstała i rozejrzała się wokoło, zapinając nerwowo bluzkę. Zobaczyła przed sobą przystojnego chłopaka w granatowo-białym dresie. Koło jego nóg kręcił się wesoło, zabłocony spaniel.

loading…



– Kim Pan jest? spytała cicho.
– Nazywam się Wiktor Zworski – usłyszała w odpowiedzi – jak się Pani czuje?
– A jak pan myśli ! – Ale skąd się Pan tu wziął o tej porze?
– Zwykle biegam tu każdego ranka z moim psem i to on zauważył, że coś dzieje się w trawie. Ona tu jest tak wysoka, że ja pobiegł bym dalej. Ale kiedy ten facet zobaczył mojego Amika, od razu rzucił się do ucieczki. Nie mogłem mu się przyjrzeć, bo zasłonił się płaszczem.
– I wtedy znalazłem Panią.
– Ja za to aż za dobrze go pamiętam – szepnęła Marta nawet mi się przedstawił
– To dobrze – powiedział Wiktor, ujmując ją pod rękę – to się przyda Policji. Jak Pani pójdzie teraz ze mną to podwiozę Panią na najbliższy komisariat.
– O nie – wyrwała mu się dziewczyna – żadnych dochodzeń i żadnych procesów. Nie chcę żeby mnie wytykali palcami w pracy i na ulicy. Bo tak właściwie przecież do niczego nie doszło.
– Ale przecież, jeżeli go teraz nie złapią, to jakaś inna dziewczyna będzie musiała przejść przez to samo co Pani a może nie mieć już tyle szczęścia.
– To mnie teraz nic nie obchodzi – odpowiedziała Marta próbując oczyścić spodnie z błota – proszę mnie tylko odprowadzić do autobusu.
– Jak Pani sobie życzy – zakończył tę dyskusję Wiktor.

Poczekali jeszcze wspólnie na autobus. W tym czasie chłopak dał Marcie numer swojej komórki bo, jak mówił, obawia się czy ten facet nie będzie chciał jej uciszyć. Autobus odjechał, a Wiktor i jego Amik pobiegli w stronę domu. Marta wbiegła na schody, wpadła jak burza do domu i zrzuciwszy wszystko na podłogę weszła pod prysznic. Obmywając swoje nagie ciało, wciąż czuła pomiędzy swoimi piersiami – tamtego twardego i gorącego… Co dziwne teraz, gdy minął już szok – zaczęło w niej narastać podniecenie. Zamknęła prysznic, wzięła duży ręcznik kąpielowy i podbiegła do łóżka. Położyła na nim ręcznik, położyła się na brzuchu i wsunęła pośpiesznie swoją dłoń pomiędzy szeroko rozwarte uda. Jej długi środkowy palec powoli zaczął masować szparkę. W miarę jak narastało podniecenie, coraz wyraźniej napływały pod jej powieki obrazy minionej nocy. Pamiętała dokładnie członek napastnika, który na tle nieba wydawał się taki ogromny… podświadomie zaczęła z zapamiętaniem ssać kciuk, wprawiając jednocześnie swoje biodra w coraz to szybszy rytm. W jej, zapełnionych kciukiem ustach powoli narastał jęk rozkoszy…

– MARTA! CO TY WYPRAWIASZ !! – usłyszała za sobą męski głos.

Zamarła! Jak ja teraz wyglądam! pomyślała jeszcze półprzytomnie. Odwróciła się próbując przykryć się kawałkiem ręcznika. Przed nią stał Artur, mąż sąsiadki. Po prostu zobaczył niedomknięte drzwi jej mieszkania i zaglądną co się stało.

NIGDY nie spodziewał się TAKIEGO widoku. Przez chwilę patrzyli na siebie. Marta zauważyła, jak jego spodnie w okolicy rozporka wyraźnie się napinają. Tak, to było to na co w tej chwili czekała. Odrzuciła ręcznik, wstała z łóżka i podeszła do Artura. Lewą ręką objęła jego szyję i stając na palcach, pocałowała. W tym czasie jej druga ręka wsunęła się w jego spodnie i mocno uchwyciła tę twardą, gorącą gałąź, która gwałtem wyrywała się na światło. Nic nie mówiąc Artur podniósł ją do góry i położył na łóżku. Dziewczyna ciężko dysząc patrzyła jak z poza rozpiętych właśnie spodni wyskakuje jego gorący i wielki Zeppelin. Nie wytrzymała musiała GO ścisnąć i włożyć sobie do ust.

Nie mogła jednak zmieścić w nich tego wielkiego kawału mięcha. Ujęła więc go w obie dłonie i zaczęła gwałtownie masować. A kiedy już stał się twardy jak kawał rozgrzanej stali Artur pchnął ją na łóżko, zarzucił sobie jej nogi na ramiona i wbił się w nią z gwałtownością Tsunami. Marta chwyciła jego ręce i przycisnęła do swoich gorących, tak długo czekających na to piersi. Jeszcze przez myśl przebiegła jej pamięć tamtych dłoni i pogrążyła się, w nigdy wcześniej nie osiągniętej z taka intensywnością ROZKOOOSZY!!!

Obydwoje zwalił z nóg ten nieoczekiwany, ale taki fantastyczny seks. Marta, jeszcze zaróżowiona po TAKIM orgazmie – leżała nago na plecach, a Artur klęczał przed łóżkiem i dyszał, położywszy głowę na jej gorącym, płaskim brzuchu. Dziewczyna uniosła rękę i odruchowo zatopiła swoje palce w jego czarne, gęste, lekko skręcone włosy. Na ten ruch Artur podniósł głowę, popatrzył dziewczynie w oczy – po czym zaczął się cicho śmiać. Marta też zachichotała, przypomniawszy sobie pozycję w jakiej zaskoczył ją sąsiad. On także dobrze pamiętał widok jej zgrabnego tyłeczka rzucanego w przód i w tył spazmatycznymi ruchami bioder i jej stłumione jęki których nikt nie miał usłyszeć.