Czerwone pośladki pingpongistki

Przeczytano: 892 razy
Czerwone pośladki pingpongistki

Czerwone pośladki pingpongistkiTa historia zdarzyła się naprawdę i… bardzo niedawno.

Studiuję na uniwersytecie. W ramach obowiązkowych godzin wychowania fizycznego zapisałem się na siatkówkę, jednak termin, w którym te zajęcia się odbywają jakoś nie bardzo mi pasuje, więc często się na nich nie pojawiam. Wiąże się to z koniecznością odrabiania nieobecności na jakichś innych zajęciach. Zazwyczaj wybieram popołudniową koszykówkę we wtorki, jednak w tym tygodniu coś mi wypadło, więc postanowiłem wybrać się w środę na ping-ponga. Kiedyś trochę grałem, więc pomyślałem, że nie powinienem mieć większych problemów.

Nauczyciel (sympatyczny facet około pięćdziesiątki, ubrany w niebieski dres) zgodził się bez problemów, więc przebrałem się w szatni, po czym wszedłem na salę i usiadłem na długiej ławce wraz z innymi studentami. Zajęcia z tenisa stołowego były „koedukacyjne” – podobnie jak moja siatkówka, w przeciwieństwie jednak do koszykówki (chyba zbyt kontaktowa…) – i z przyjemnością zauważyłem, że większość osób stanowią studentki, niektóre naprawdę ładne. Siedziałem więc patrząc, jak ze swojej szatni wychodzą kolejne dziewczyny, zaopatrzone w rakietki, ubrane najczęściej w krótkie spodenki i luźne koszulki.

Zwróciłem uwagę zwłaszcza na jedną. Niewysoka szczupła blondynka, z włosami spiętymi w koński ogon, ubrana w szarą bluzkę (pod którą rysowały się średniej wielkości piersi) i bardzo krótkie, obcisłe pomarańczowe spodenki. Miałem nadzieję, że wychodząc z szatni przejdzie obok mnie, zanim siądzie na ławce, bo bardzo mnie korciło, by popatrzeć na jej pośladki. Zbliżała się, a ja przypatrzyłem się jej twarzy. Miała okrągłą (ale nie do przesady) buzię, zielono-niebieskie oczy, bardzo ładny mały zadarty nosek i wydatne wargi. Szczęście się do mnie uśmiechnęło – studentka przeszła obok mnie i skierowała się na dalszą część długiej ławy. W miarę dyskretnie powiodłem wzrokiem za jej tyłeczkiem i nie rozczarowałem się. Miała niezbyt szerokie, ale za to pulchne i kształtne pośladki, co znakomicie podkreślał jej strój – spodenki nie dość, że opinały się na jej pupie bardzo ciasno, to jeszcze kończyły się tak wysoko, że nie sposób było pozostać obojętnym…

W końcu wszyscy zajęli miejsca i wuefista ustawił krzesło na przeciwko nas. Przywitał się i zaczął czytać listę obecności. Spoglądałem w lewo za każdym razem, kiedy wywoływał nazwisko jakiejś dziewczyny. Wreszcie okazało się, że „moja” studentka ma na imię Beata. Nawet ładnie.

Gdy nauczyciel sprawdził już obecność, postanowił podzielić nas na trzy grupy. Cztery chętne osoby mogły pójść pobiegać po parku, znajdującym się przed budynkiem Uniwersyteckiego Centrum Wychowania Fizycznego, cztery kolejne miały pójść do małej sali, gdzie znajdował się tylko jeden stół, by grać w debla, a pozostałe dwadzieścia miało zostać i ćwiczyć na dziesięciu stołach pod okiem wuefisty. Jako że ochotników do biegania nie było, nauczyciel zdecydował się samemu dokonać podziału. Cztery osoby, które się spóźniły, zostały wysłane do parku (za to mogły iść do domu pół godziny wcześniej od innych – już po godzinie). Przyszła pora na wyznaczenie osób do debla w małej sali.
– O, może państwo – powiedział wuefista, wskazując na siedzącą na końcu ławki parę. Chłopak i dziewczyna wstali… – Kogo by tu jeszcze… – popatrzył na mnie. – Umie pan grać, panie…
– Goldstein. Trochę umiem… – odpowiedziałem.
– No to pójdzie pan do salki z tą dwójką – uśmiechnął się. – No to może jeszcze do kompletu jakaś pani… – Spojrzał na listę, a ja zacząłem się modlić, żeby tą panią była Beata. – Pani Beata, co pani na to?
Zwróciłem wzrok na dziewczynę.
– Chętnie – powiedziała, uśmiechając się ślicznie.
No i poszliśmy w czwórkę do małej sali.
– Tomek – wyciągnął do mnie rękę chłopak, gdy już zamknęliśmy za sobą drzwi. – A to moja Ania.
– Miło mi, Paweł – odpowiedziałem, ściskając ich dłonie. Ania była niską, krótko obciętą blondynką. Miała nieco więcej ciałka, niż Beata, ale w niczym nie umniejszało to jej urodzie, a wręcz przeciwnie. Była ubrana w luźną bluzkę i spodnie od dresu. Miała duże piersi i „klasyczną”, niemałą i bardzo ładną pupę. Tomek był bardzo wysokim i szczupłym brunetem, z kilkudniowym zarostem i w wąskich okularach.

Odwróciłem się do Beaty, przedstawiliśmy się sobie, po czym w czwórkę ustaliliśmy, że zagramy trzy mecze, każdy do trzech wygranych setów. Na początek Tomek z dziewczyną mieli grać razem przeciwko mnie i Beacie. Za każdym razem, gdy dziewczyna serwowała bądź odbierała podanie Ani, ustawiałem się centralnie za nią, podziwiając jej pośladki w ruchu. Były naprawdę cudowne i bardzo mnie pobudzały (miałem luźne spodnie, więc jakoś udawało się to ukrywać…). Poza tym, Beata grała bardzo dobrze. Wygraliśmy po dość zaciętym spotkaniu 3:1. Potem ja byłem w parze z Anią. Grała nieco gorzej, ale i tak przyjemnie było patrzeć na jej pupę. Niestety, przegraliśmy 0:3. Na koniec zagraliśmy chłopcy na dziewczyny. 3:0 dla nas nie było zaskoczeniem. Podziękowaliśmy sobie za grę – Ania pocałowała Tomka, Beata podała mi rękę. Przytrzymałem ją może odrobinę zbyt długo, patrząc jej w oczy. Uśmiechnęła się.

– To co robimy teraz? – spytał Tomek, przerywając mój podryw. – Minęło dopiero dwadzieścia pięć minut…
– Może zagramy w „ganianego” – zaproponowała Ania.

Ta gra polega na tym, że po każdej stronie stołu stają dwie osoby. Pierwsza serwuje, po czym biegnie na drugą stronę. To samo czynią wszystkie następne. Biega się dookoła stołu, przebijając piłkę. Komu się nie uda – odpada. Zostają trzy osoby, a potem dwie, które grają ze sobą finał do trzech punktów (oczywiście już bez biegania…).
– Bardzo chętnie – zgodziła się Beata.
– Dobrze – powiedział Tomek. – A co wy na to, żeby dla urozmaicenia grać na klapsy rakietką? Osoba, która pierwsza odpadnie, dostanie rakietką w tyłek od osoby, która wygra.
Pomysł bardzo, ale to bardzo mi się spodobał. Zgodziłem się ochoczo, mając nadzieję na to, że będę mógł trochę poklepać pośladki dziewcząt, choć oczywiście grały one całkiem dobrze i wcale nie było pewne, kto będzie dostawał. Obie studentki nie miały nic przeciwko, więc rozpoczęliśmy grę.

Zaserwowałem, Tomek odegrał trudną piłkę i Beata trafiła w siatkę.
– No to mamy pierwszą ofiarę – stwierdziłem z uśmiechem. – Zobaczymy, kto będzie katem – dodałem, mając oczywiście nadzieję, że „katem” będę ja. Niestety, wygrała Ania (miała przy tym naprawdę dużo szczęścia). Beata z uśmiechem na twarzy odwróciła się plecami do niej. Ania uderzyła bardzo lekko. Szkoda, liczyłem, że Beatka trochę chociaż popiszczy.
– Co tak słabo? – Tomek również był niezadowolony.
– Przecież to tylko zabawa – odpowiedziała Ania.
– No, ale im mocniej, tym ciekawiej. Będziecie miały większą motywację do dobrej gry.
Dziewczyny uśmiechnęły się i graliśmy dalej. W następnej grze pierwsza odpadła Ania, a ja przegrałem w finale z Tomkiem.
– No chodź, maleńka – student przywołał swoją dziewczynę, po czym uderzył rakietką na pewno mocniej niż wcześniej Ania Beatę, ale nie na tyle, by sprawić jej jakiś większy ból.
– Auu – krzyknęła cicho.

Tomek dał jej buziaka, uśmiechnął się z przekąsem i graliśmy dalej. W trzeciej partii wreszcie wygrałem, tyle że „ofiarą” był Tomek. Uderzyłem go bez większego przekonania.

W następnej grze znów na początku odpadła Beata. Udało mi się wyeliminować Tomka i w finale nie miałem żadnych problemów z Anką (zwłaszcza, że miałem o co grać).
– Nareszcie – uśmiechnąłem się do Beaty. – Ja nie będę taki delikatny, jak twoja koleżanka – dodałem, udając groźne spojrzenie.
– Tylko nie bij za mocno – poprosiła wesoło dziewczyna i podeszła do mnie.
– No wypnij się trochę, żebym miał jak uderzyć – skarciłem ją w żartach.
Beata pochyliła się nieco do przodu.
– Porządniej – powiedziałem. – Oprzyj ręce na stole.
– No już, za dużo byś chciał – uśmiechnęła się.
– Bo będzie bardzo mocno.
– Nie boję się – stwierdziła rezolutnie i pochyliła się jeszcze troszkę, jednak nie oparła rąk o stół, tak jak jej kazałem.
Stanąłem z boku dziewczyny, wziąłem krótki zamach i uderzyłem solidnie w jej śliczną pupę. Rozległ się odgłos soczystego plaśnięcia.
– Aaaaaaaaa, boooliii – zapiszczała Beatka, odskakując nieco i chwytając się za pośladek.
– Trzeba się było lepiej wypiąć – wzruszyłem ramionami i uśmiechnąłem się złośliwie. – No już dobrze, grajmy.

loading…



Już po chwili Beata znowu czekała na rakietkowego klapsa, którego tym razem miał wymierzyć jej Tomek. Dostała dość mocno, tym razem w prawy pośladek, jednak uderzenie było słabsze od mojego i dziewczyna przełknęła to jakoś bez krzyku.

W następnej partii miałem pecha. Odpadłem pierwszy, a wygrała Beata.
– No, to możesz się zemścić – stwierdziłem, odwracając się od niej.
– Nie będę taka – uśmiechnęła się, klepiąc mnie tylko lekko.
– No jak chcesz, ale nie licz że będziesz miała taryfę ulgową.
– Paskudny jesteś!
– Może, ale przynajmniej gra ciekawsza.
Później odpadła Ania, a ja grałem w finale z Beatą.
– Ratuj mnie – prosiła Ania koleżankę.
– Zrobię, co mogę.
Nie udało jej się. Wygrałem, choć po zaciętej walce.
– Tomek, poproś go, żeby nie bił mocno – Ania popatrzyła z nadzieją na chłopaka.
– Paweł wygrał, więc ma prawo do takiego klapsa, na jakiego będzie miał ochotę – uśmiechnął się student.

Anka zrezygnowana oparła ręce o stół i zachęcająco wypięła pupę. Nie mogłem się powstrzymać. Uderzyłem naprawdę mocno, jej pośladki porządnie zafalowały.
– Łaaaaaaaaaaaaa… – krzyknęła. – Jesteś okropny.
Popatrzyłem na Tomka, zastanawiając się, czy nie przegiąłem, ale on tylko mrugnął do mnie porozumiewawczo i graliśmy dalej. Gdy wygrała Ania, a ofiarą był Tomek – chciała się na nim zemścić i z uśmiechem przylała mu chyba najmocniej jak umiała.
– Oż ty – zaśmiał się Tomek. – Jeszcze zobaczymy.
Jednak w kilku następnych partiach wygrywały dziewczyny. Ja sam dostałem dwa razy od Beaty – nie żałowała mi. Raz też dziewczyny trafiły na siebie, jednak Beata oczywiście była dla Anki pobłażliwa.
– To nieuczciwe, nas bijesz mocno – zaprotestował Tomek.
W odpowiedzi Ania pokazała mu język i pocałowała go w policzek.

W końcu Beata odpadła pierwsza. Tomek zaserwował specjalnie dość nieporadnie, tak że mogłem ściąć piłkę, nie dając najmniejszych szans Ani.
– Masz ochotę? – spytał, gdy stanęliśmy na przeciw siebie w finale.
– Byłbym wdzięczny – odparłem.
Tomek specjalnie dał mi wygrać. Uśmiechnąłem się do niego i podszedłem do Beaty. Popatrzyła na mnie błagalnym wzrokiem.
– Mam nadzieję, że teraz będziesz grzeczna – pogroziłem jej palcem – i ładnie wypniesz pośladki, opierając się o stół. Bo jak nie, to będzie dużo, dużo mocniej niż ostatnio.
Dziewczyna spojrzała na moją dłoń zaciśniętą na rakietce i zrobiła dokładnie to, co chciałem. Pochyliła się, opierając łokcie o blat i mocno wypinając pupę.
– No, to rozumiem – pochwaliłem ją, po czym uderzyłem znienacka. Klaps był bardzo mocny. Beatka krzyknęła naprawdę głośno:
– Aaaaaaaaaaaa, ałaaaaaaaaaaaaaaaaa – miało nie być mocno.
– To kara za poprzednie nieposłuszeństwo – mrugnąłem do niej.
– To nie fair, wy potraficie dużo mocniej bić i macie do tego więcej okazji – zaprotestowała Ania.
– W takim razie mam pomysł – stwierdziłem. – Może pokażecie dziewczyny, że naprawdę jesteście lepsze, a przy okazji będziecie miały okazje do zemsty za mocne klapsy?
– Niby jak? – spytała sceptycznie Beata, masując obolałe pośladki.
– Zagramy w debla. Ja z Tomkiem na was.
– No przecież nie mamy z wami szans.
– Ale będziecie miały poważne ułatwienie: zagramy do trzech wygranych setów, każdy do jedenastu punktów. I na początku każdego seta będziecie prowadziły 5:0. Co wy na to?

Studentki popatrzyły na siebie niepewnie, jednak już po chwili Ania powiedziała:
– No w sumie, to może być.
Beata też skinęła głową.
– No to dobrze – kontynuowałem – ale dla przegranej drużyny musi być kara.
– Co proponujesz? – spytała Anka.
– Każdy ze zwycięskiej drużyny będzie mógł dać dwadzieścia dowolnie mocnych klapsów rakietką każdemu z drużyny przegranej.
Dziewczyny podeszły do siebie i naradzały się przez moment.
– Dziesięć klapsów – powiedziała po chwili Beata.
– Piętnaście – zaproponował Tomek.
– Niech będzie – zgodziła się Anka. – Ale do końca zajęć już tylko piętnaście minut, co będzie, jeśli nie zdążymy?
– Nie martwcie się, szybko sobie z wami poradzimy – uśmiechnąłem się pewny siebie.

I zaczęliśmy grę. Jednak wcale nie było tak łatwo, jak myślałem. Beata serwowała w taki sposób, że Tomek nie mógł sobie poradzić z jej mocną wewnętrzną rotacją i za każdym razem odbijał piłkę w aut. Pierwszego seta przegraliśmy 6:11. Jednak w drugim mieliśmy lepsze ustawienie – ja radziłem sobie z serwisem Beatki, a to Anka nie radziła sobie z moi.

W efekcie wygraliśmy na przewagi 14:12. Kolejny set padł znowu łupem dziewczyn. W czwartym wygraliśmy my. Decydująca partia miała dramatyczny przebieg. Najpierw dziewczyny prowadziły już 8:2, jednak po zmianie stron, wzięliśmy się do odrabiania strat. Zrobiło się 10:10. Zaserwowałem mocno na Ankę. Nie odbiła. Teraz ona serwowała na swojego chłopaka. Tomek dał dobry return, Beata podbiła jeszcze piłkę w górę, lecz ja skończyłem wymianę bezwzględną ściną.
– No to leżymy i kwiczymy – stwierdziła przerażona Ania, patrząc na koleżankę.
– Przykro nam dziewczyny, szykujcie tyłeczki – zaśmiał się Tomek.
– Kochanie, nie możecie nam odpuścić? – Ania podeszła do swojego chłopaka, zrobiła maślane oczka i zaczęła całować go w szyję. – Mogę się ładnie odwdzięczyć… – uśmiechnęła się figlarnie, oblizując wargi.
– Chwila, chwila – stonowałem nastroje. – Ty Aniu możesz faktycznie jakoś zadośćuczynić Tomkowi, ale co ze mną?
Ania spojrzała z nadzieją na Beatę.
– Nie patrz tak na mnie. Co ja mam robić Pawłowi? Ja mam chłopaka!
Trochę mnie to stwierdzenie zbiło z tropu, ale tylko trochę.
– W takim razie sprawa jest jasna. Dziewczyny, oprzyjcie się o stół i wypnijcie mocno tyłeczki – powiedziałem, a Tomek na zachętę klepnął ręką Ankę w pupę.
– Eeech… – westchnęła ciężko Beata, spełniając polecenie. – Chyba nie mamy wyboru. Miejmy to już za sobą. Tylko nie znęcajcie się nad nami za bardzo, proszę…
– To zależy od tego, czy grzecznie przyjmiecie karę – zaśmiałem się. – To jak robimy, kolego – spytałem Tomka – którą chcesz najpierw.
– Niech będzie Beata.
Było mi to nawet na rękę – sam chciałem sobie zostawić Beatkę na deser.
– No to co, dziewczynki, zaczynamy – powiedziałem, podchodząc z rakietką do apetycznie wypiętej pupy Ani. Postanowiłem zacząć z wysokiego C. Wziąłem duży zamach, rakietka zaświszczała w powietrzu. Trafiłem bardzo mocno w prawy pośladek. Anka zapiszczała i uderzyła pięścią w stół z bólu i ze złości. Nie zdążyła jednak nic powiedzieć, a kolejny potężny klaps spadł na jej lewy pośladek.
– Błagam! – krzyknęła. – Nie tak mocno…

W tym samym czasie Beata dostawała od Tomka. Mój partner zaczął spokojniej ode mnie, dając dziewczynie na początek dwa trochę lżejsze klapsy, co oczywiście nie znaczyło, że nie były one bolesne. Widziałem, jak Beata bardzo się po nich krzywi. Zająłem się Anią. Moje trzecie uderzenie było również lżejsze – chciałem dać jej trochę odpocząć, żeby potem jeszcze lepiej „smakowało”. Anka pisnęła, ale jakby trochę z ulgą. Po chwili uderzyłem znowu mocno, w ten sam pośladek co wcześniej. Dziewczyna zajęczała, a ja z przyjemnością patrzyłem, na jej rozedrganą pupę. Pozazdrościłem w tym momencie Tomkowi, że może mieć ją na co dzień i oglądać ją bez tych spodni i kryjących się pod nimi majtek, których linia rysowała się wskazując, że są to klasyczne figi. Uderzyłem lekko i dla odmiany – w lewy pośladek.

– Dziękuję – powiedziała Anka, uśmiechając się do mnie niewyraźnie. Skoro dziękowała mi za to, że biłem słabiej, to naprawdę musiało ją już boleć. Spojrzałem na Beatę, która dostawała od Tomka konsekwentnie coraz mocniejsze klapsy. Na jej twarzy pojawiły się wypieki, a ona pojękiwała z przymkniętymi oczami z bólu. Postanowiłem, że do końca będzie już ostro. Biłem Ankę rakietką tylko po lewym pośladku i wkładałem w kolejne uderzenia coraz więcej siły. Dziewczyna krzyczała coraz głośniej błagając, żebym przestał. Byłem jednak nieugięty. Widziałem, że Tomek tak samo postępuje z Beatą. Po twarzach obu studentek płynęły łzy, gdy dawaliśmy im ostatnie klapsy. Kiedy wreszcie odgłosy wydawane przez rakietki uderzające w jędrne tyłeczki umilkły, obie dziewczyny opadły na stół szlochając.

Tomek podszedł do Ani, podniósł ją i przytulił. Nie wiedziałem, czy powinienem zachować się tak samo w stosunku do Beaty, jednak postanowiłem spróbować. Dotknąłem jej ramienia i powiedziałem:
– No, już dobrze. Macie teraz trochę przerwy przed drugą serią.
Popatrzyła na mnie smutna. Otarłem łzę z jej policzka. Przytuliłem ją do siebie. Nie zaprotestowała.
– Proszę, odpuście już nam – powiedziała Anka, wciąż wtulona w Tomka. – To tak bardzo bolało… Nie czuję tyłka…
– Umowa jest umową – odparł z szelmowskim uśmiechem na ustach chłopak. – Chyba jesteście uczciwe i potraficie jej dochować. Zresztą, żadna krzywda wam się nie stanie. Pupcie trochę pobolą i przestaną.
– Ma rację – dodałem. – Pośladki to taka fajna część ciała, którą można porządnie sprać, nie powodując najmniejszych obrażeń. Co najwyżej przez jakiś czas będą czerwone.
– Przez was chyba przez tydzień nie będę umiała usiąść – Beatka uśmiechnęła się gorzko. Wyglądała cudownie.
– Nie będzie tak źle – powiedziałem. – A w ogóle to obie macie naprawdę świetne…

Nie dokończyłem, bo w tym momencie do salki wszedł nauczyciel.
– No, mili państwo, kończymy na dziś – zakomunikował.
– Ufff – dziewczyny odetchnęły zgodnie, kiedy wyszedł, pozostawiając za sobą otwarte drzwi.
– No to chyba nam się upiekło – ucieszyła się Ania.
– Nie ma mowy – zaprotestowałem. – Umowa jest umową i nie wiem, jak Tomek, ale ja mam zamiar otrzymać swoją drugą część nagrody.
Tomek kiwnął głową, zgadzając się ze mną.
– Ciekawe jak chcecie to zrobić, skoro facet zaraz zamyka salę? – spytała Beata.
– No Anka dostanie swoją część w domu, zaraz jak wrócimy. I nie będzie taryfy ulgowej – uśmiechnął się do niej. – A co do ciebie i Pawła, to to już wasza sprawa.

Beatka popatrzyła na mnie.
– Mieszkam niedaleko – odezwałem się. – Dosłownie dwie ulicę stąd. W mieszkaniu z dwoma kumplami, ale mam osobny pokój, a oni są dziś na imprezie. Więc…
– Myślisz, że pójdę z tobą sama do ciebie?
– No a czemu nie? Przecież nic ci nie zrobię. Oni – wskazałem na Pawła i Anię – wiedzą gdzie będziesz, więc choćbym miał taki zamiar, to skrzywdzenie cię byłoby po prostu głupie. Ale zapewniam, że chcę jedynie dokończyć karę. Beata spojrzała niepewnie najpierw na Ankę, potem na jej chłopaka, wreszcie na mnie.
– Chłopak czeka na mnie w domu. Nie mogę… Naprawdę.
– Widzę, że coś się wykręcasz – powiedział Tomek. – To tak to jest teraz z honorem u dziewczyn? Najpierw się zakładacie, potem nie dotrzymujecie słowa, a potem dziwicie się, jak was ktoś nie szanuje.
To wyraźnie rozdrażniło Beatkę. Dziewczyna uniosła się honorem.
– Tak uważasz? No dobra, niech będzie. Idziemy się przebrać, a potem pójdę do Pawła.
– No, to rozumiem – uśmiechnąłem się i klepnąłem ją w pupę. Odwróciła się do mnie, ale nic nie powiedziała. Tylko pokręciła głową i poszła w kierunku szatni.

loading…



* * *

Czekałem razem z Tomkiem przed budynkiem, aż dziewczyny się przebiorą i wyjdą. Zapaliłem papierosa. Spytałem go o ten pomysł z zabawą w klapsy. Powiedział, że bardzo to lubi i że czasem daje klapsy Ani, choć ona raczej jakoś specjalnie za tym nie przepada. Obie studentki wyszły w końcu przebrane i odświeżone. Miały trochę kwaśne miny – na pewno były na nas w pewnym stopniu złe i na pewno w nieco większym stopniu bolały je tyłki.

Trzeba Beatce przyznać, że faktycznie była honorowa. Nie marudziła już więcej i nie próbowała żadnych wykrętów. Po prostu pożegnała się z Anią i Tomkiem i poszła ze mną do mojego mieszkania.

Po drodze rozmawialiśmy na takie bardziej neutralne tematy. Powiedziała, że studiuje filozofię i że jest na drugim roku. Ma starszego o rok (czyli będącego w moim wieku) chłopaka, imieniem Rafał (studiuje politologię). Poopowiadaliśmy sobie jeszcze o paru sprawach, aż doszliśmy do mojego lokum. Otworzyłem drzwi i puściłem ją przodem. Zapaliłem światło i zaprowadziłem ją do mojego pokoju.

– No to co, Beatko… przechodzimy do rzeczy? – spytałem z uśmiechem.
– Skoro nie mamy wyjścia…
– Usiądź na łóżku – powiedziałem. – Mam propozycję. Jeśli chcesz, możesz zamienić rakietkę pingpongową na rękę. Bo muszę zaznaczyć, że będę dawał bardzo mocne klapsy, mocniejsze niż Tomek, a ręką ciągnie jednak dużo mniej. Co ty na to?
– Jestem zdecydowanie za – uśmiechnęła się, a z jej ślicznej buzi zniknął wyraz napięcia.
– No ale to nie wszystko – kontynuowałem. – W zamian za to, że oszczędzę zdecydowanie twoją pupę, ty do lania musisz zdjąć spodnie i zostać w samych majtkach.

Zamurowało ją.
– Nie, nie mogę… To już by była przesada…
– No jak chcesz. Ja nie będę naciskał. To tylko propozycja była.
Usiadłem na łóżku obok niej i przełożyłem ją sobie przez kolano.
– Pamiętaj – dodałem jeszcze – że jeśli w czasie lania zmienisz jednak zdanie, to możemy negocjować.
– Zaczynaj już, proszę…

Chwyciłem rakietkę do ręki i uderzyłem z całej siły. Nie miała już na sobie tych seksownych pomarańczowych spodenek, zamiast tego ubrana była w obcisłe sztruksy, świetnie uwydatniające walory jej pupy. Ale tak czy siak – musiało okropnie ciągnąć, bo zawyła głośno, wtulając twarz w poduszkę. Uderzyłem ponownie – równie mocno. Krzyknęła głośniej. Trzecie uderzenie. Zasłoniła ręką pośladki. Chwyciłem jej dłoń i przesunąłem na plecy. I czwarty raz – jeszcze boleśniejszy niż poprzednie. Zaczęła płakać.

– Błagam, przestań, to tak boli – wyjęczała…
– To może jednak zdecydujesz się na proponowaną zmianę?
– Nie…
Uderzyłem najmocniej jak umiałem. Rozległo się głośne plaśnięcie, a zaraz potem jeszcze głośniejszy krzyk.
– Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa… Dobrze, dobrze… – wydusiła przez łzy. – Zgadzam się. Może być bez spodni…
– OK – uśmiechnąłem się pod nosem. – Ale jako że zdecydowałaś się zbyt późno, to klapsów ręką będzie dwadzieścia.
– Co?! To nieuczciwe!
– No to mogę bić dalej rakietką. A nie włożyłem jeszcze w żadne uderzenie nawet połowy siły – skłamałem.
– Nie, nie, tylko nie to. Dobrze, niech będzie dwadzieścia.
– No to ściągaj spodnie, królewno.

Podniosła się ciężko z moich kolan i stanęła przy łóżku. Odwróciła się tyłem i odpięła guziki przy swoich sztruksach. Po chwili opuściła je powoli na dół.

Zrozumiałem, dlaczego tak niechętnie podchodziła do zostania w samych majtkach. Na sobie miała bardzo seksowne błękitne stringi, wychodzące apetycznie spomiędzy jej pośladków (całych czerwonych, z licznymi śladami po uderzeniach). Przełożyłem ją sobie ponownie przez kolano i pochwaliłem jej pupę, jak i efekt lania, które jej sprawiłem. Speszyła się i nic nie odpowiedziała.
– No, to kontynuujemy. Jeśli chcesz, możesz liczyć do dwudziestu.
– Nie, dziękuję.
– W porządku, będę liczył za ciebie.

Rozpocząłem lanie. Już po pierwszym klapsie na jej obolałym tyłeczku pojawił się wyraźny ślad mojej rozwartej dłoni, który po chwili zaczął czerwienieć, by wreszcie zlać się z tłem. Pisnęła. Biłem ją metodycznie w oba pośladki na przemian. Musiało ją cholernie boleć, ale dzielnie znosiła karę. Płakała, trochę krzyczała, wtulona w poduszkę, ale nie wyrywała się za bardzo i nie kazała mi przestać. Po każdym klapsie, wypowiadałem głośno: jedenaście, dwanaście, trzynaście, czternaście… Pośladki mojej ping-pongistki były już tak czerwone, że myślałem, że przy następnym pojawi się krew. Ale dalej biłem bardzo mocno. Ona krzyczała, a ja widziałem, jak łzy spływają po jej ślicznych policzkach. Wreszcie doszedłem do dwudziestego. Dłoń piekła mnie jak wszyscy diabli, więc mogłem sobie mgliście wyobrażać jaki ból odczuwa dziewczyna. Leżała na moich kolanach i cała drżała. Gdy jednak odwróciła do mnie twarz, pojawił się na niej uśmiech.

– Chyba nie powiesz, że ci się podobało? – spytałem lekko skonsternowany.
– Wiesz… Jeszcze nigdy nie miałam tak dziwnego orgazmu – odpowiedziała, ścierając łzy.

Zamurowało mnie. Rozchyliłem lekko jej nogi i zauważyłem, że jej stringi w miejscu przylegającym do cipki są całe mokre.
– Nie wiedziałem… że taka z ciebie masochistka – wykrztusiłem w końcu.
– Ja chyba też nie – odpowiedziała, podnosząc się z łóżka i sięgając po spodnie. – A teraz muszę już lecieć, bo jak się spóźnię za bardzo, to chłopak będzie zły.
– Może sprawi ci lanie? – spytałem z uśmiechem.
– Nie wiem… – zamyśliła się – nie wiem, czy on to lubi. I w ogóle to chyba lepiej by było, gdyby nie oglądał dziś mojej pupy.
– Chyba masz rację… Jak dobrze pójdzie, to możesz pokazać mu ją pojutrze. – Podeszliśmy do drzwi wyjściowych. Chwyciłem ją za rękę. – Spotkamy się jeszcze kiedyś?
– Nie wiem – odpowiedziała. – A masz zamiar pojawić się jeszcze na ping-pongu?
– W sumie to wykorzystałem już limit nieobecności na siatkówce… Może podasz mi swojego maila.

Spojrzała na mnie, wyciągnęła się na palcach i szepnęła mi do ucha adres. Pocałowała mnie szybko w usta i wybiegła z mieszkania. Stałem z otwartą gębą powtarzając sobie po cichu adres jej maila i słuchałem oddalających się kroków…