Irina

Przeczytano: 1 079 razy
Irina

IrinaBył pochmurny, zimowy wieczór. Nad Moskwą unosiła się gęsta, lodowata mgła. Mróz zapierał oddech w piersiach. Przechodnie niemal biegli po ulicach, by jak najprędzej znaleźć się w ciepłych domach przy szklance gorącej herbaty. Jednak w jednym miejscu atmosfera była zgoła inna. W Teatrze Bolszoj tętniło właśnie od przygotowań do jednej z największych imprez w Rosji – wyborów Miss Moskwy. W garderobach duszno było od zapachu perfum, niektóre dziewczęta paradowały po sali w samej bieliźnie, a nawet topless. Królewny. To była szansa ich życia. Wygrana w konkursie oznaczała rok odmiany, niezwykłej zabawy, balów, ucieczki od codziennej rosyjskiej szarości. Dlatego każda z nich robiła co tylko mogła, żeby właśnie tego wieczoru, przy dziesiątkach nadzianych sponsorów wznieść się na wyżyny urody i intelektu.

Była dopiero 18. Impreza miała zacząć się o 22. Przy lepszej pogodzie publiczność zaczęłaby pewnie już powoli zapełniać siedzenia na widowni, żeby powoli wczuwać się w klimat imprezy. Tym razem jednak sala była jeszcze zupełnie pusta. Ze sceny widać było równiutkie rzędy puchowych foteli. Był to największy i najdroższy teatr w mieście. Niektórych dziewcząt nie byłoby pewnie stać nawet na to, żeby przyjść z kimś tutaj na spektakl, popijając sok we foyer.

Irina była jedną z uczestniczek konkursu. Jej latynoska uroda wyróżniała ją spośród tłumu blondynek i rudych. Jej czarne kręcone włosy spływały na opalone plecy. Miała prostą, dumną sylwetkę i średnie, bardzo apetyczne piersi. W tej chwili osłaniał je jedynie czarny koronkowy stanik. Miała na sobie niewiele więcej. Zgrabną wypiętą pupcię uwypuklały również czarne stringi. Prezent od chłopaka. „Paweł dziś tu będzie” – pomyślała Irina i uśmiechnęła się do siebie. Nie pasowała do tego obrazka. Gdyby urodziła się kilka tysięcy kilometrów stąd byłaby u siebie, wśród zielonych palm, gorącego klimatu. Sączyłaby kolorowe drinki i pożądliwym wzrokiem rozbierała naoliwione ciała mężczyzn grających w siatkówkę plażową. Ale cóż.. Dane jej było mieszkać tu, w zimnej Rosji, i jakoś się w tym wszystkim odnaleźć. Może kiedyś zdarzy się cud i wyjadą z Pawełkiem na zawsze? Może to właśnie dzisiaj jest ten dzień, który wszystko zmieni?

Zakłopotana poczuła, że musi wyjść do toalety. Niestety nie było takowej w pomieszczeniu. Miała już gotową kreację do wyjścia na scenę, nie mogła ryzykować przypadkowego zabrudzenia. Wyjść w samej bieliźnie? Trochę głupio, ale to przecież tylko parę kroków. W garderobie był taki szum, że nikt nawet nie zauważył jak wyszła.

Ogarnął ją chłód korytarza. Była przecież prawie goła. Na szczęście trafiła bez problemu. Wracając ze zdenerwowania zaczęła iść w przeciwną stronę. Zorientowała się po kilku krokach i już miała zawracać, gdy nagle usłyszała odgłosy zabawy. Były to same męskie głosy, stłumione przez futerał drzwi. Na tabliczce widniał napis „JURY”. Było słychać, że jurorzy byli już kompletnie pijani.

W tym samym ułamku sekundy drzwi otworzyły się z impetem i nagle Irina znalazła się oko w oko z krępym mężczyzną. Miał rozpiętą marynarkę i rozsupłany krawat. Stał w rozkroku gapiąc się na ten niezwykły widok. Nagle wstąpiła w niego żądza, chwycił Irinę za rękę i siłą wciągnął do środka. W jednej chwili pożałowała tej eskapady do toalety. Była w centrum dużej klimatyzowanej sali. Na środku stał wielki dębowy stół. Przy nim siedziało czterech mężczyzn w towarzystwie kilku butelek wódki.
– Popatrzcie panowie kto nas odwiedził – prychnął mężczyzna, który wciągnął ją do sali. Czuć było od niego alkoholem i papierosami. Był obleśny. Czuła na plecach jego ciepły, nieświeży oddech.
– Ulala – zarechotali biesiadnicy. No Stiepan, niezłe dupy przyciągasz. Nie przedstawisz nam swojej koleżanki?
Taksowali ją wzrokiem. Czuła ich lepkie spojrzenia, dotykały ją jak macki ośmiornicy.
– No kurewko. Podejdź tu bliżej. Chcemy ocenić twoje walory – zaczęli wiercić się w fotelach i głaskać się po kroczach. Irina zauważyła, że ich spodnie były już wyraźnie uwypuklone. Nie wróżyło to nic dobrego. Chciała obrócić wszystko w żart. Zmusiła się do uśmiechu, bąknęła pod nosem „miłej zabawy” i ruszyła w stronę drzwi. Alkohol buzował już jednak w ich głowach na tyle, że stawali się agresywni.
– Nie tak prędko dziwko – krzyknął najwyższy z nich. Pod stół! Stiepan złapał ją za włosy i zmusił, żeby uklękła.
– Mam ochotę na dobre lody. A wy panowie? – zaryczał wysoki. Pozostali mężczyźni pogmerali w swoich rozporkach i niezdarnie powyciągali na wpół stojące kutasy. Irina widziała to wszystko z perspektywy stołu. Czuła się jak suka.
– No dalej miss! Ssij go porządnie – rozkazał wysoki. Grisza (tak miał na imię) miał chyba u nich autorytet, bo nikt nie śmiał mu się sprzeciwić.

loading…



Irina ociągając się wzięła członka do ust. Miał ostry, nieprzyjemny zapach. Żeby cała ta sytuacja była do zniesienia z całych sił wyobraziła sobie, że pieści Pawła. Ruszała delikatnie dłonią w przód i w tył, rytmicznie zanurzając w ustach kutasa swojego oprawcy. Może to i dobrze, że nie widziała jego twarzy. Musiał być na niej grymas samczego zadowolenia, nie znosiła takich spojrzeń u mężczyzn. Zaczęła nawet myśleć, że być może ta sytuacja zwiększy jej szanse w konkursie. Fakt, bardzo chciała wygrać. Nie sądziła jednak, że trzeba będzie zapłacić za to aż taką cenę. Alkohol spowolnił trochę podniecenie Griszy i zaczął się niecierpliwić.
– Kurwa, dosyć tego. Chcę cię przejebać suko. Wstał od stołu i ruszył w kierunku cipki przestraszonej dziewczyny.
Jego koledzy nie mieli odwagi się do niej zbliżyć. Słyszała tylko ich stłumione jęki i mlaskanie brandzlowanych kutasów. Na efekty nie trzeba było długo czekać, mieli w końcu przed oczami jedną z najpiękniejszych finalistek konkursu. Jeden po drugim zastygali w bezruchu, kurczowo chwytali się za członki i przy asyście pojękiwań wytryskiwali na dywan lepką spermę. Ostatni został Stiepan. Bezradnie targał kutasa, ale wódka była skuteczną blokadą, żeby i on doznał ulgi.

Tymczasem Grisza zerwał z dziewczyny stringi i bez żadnych ceregieli władował jej się do cipki. Jego kutas może nie był taki duży jak jej chłopaka ale była zupełnie sucha i czuła wyłącznie ostre pieczenie. Zaczęła kwilić z bólu. Grisza wziął jej jęki za znak rozkoszy i zaczął posuwać ją jeszcze mocniej. Wkładał w to tyle energii, że w całej sali słychać było obijanie się o siebie pośladków. Warczał przy tym „chcesz wygrać?”, „chcesz wygrać dziwko?”.

W końcu doszedł i Stiepan. Wychylił się do przodu, złapał się za tłustego kutasa i chlusnął potężną jak na jego posturę porcją spermy. Jego wytrysk był tak obfity, że część spermy wylądowała jej na włosach, ku uciesze jego kolegów. Obleśna świnia, pożałuje tego! W pewnej chwili Grisza przyspieszył ruchy i Irina miała nadzieję, że jej horror zaraz się skończy. Była tak otępiała ze strachu i bólu, że zupełnie wyłączyła psychikę. Poruszała swoim ciałem jak robot, jak nakręcana zabawka. Tymczasem Grisza wyjął członka z jej cipki i jęcząc ruszył w kierunku jej twarzy. Chciał wylać na nią całą swoją frustrację i podniecenie.

Nagle Irinie stanęła przed oczami twarz Pawła. Miał przestraszone, zaskoczone oczy. Gdyby wiedział, że jego dziewczyna została właśnie brutalnie zgwałcona, rozerwałby ich wszystkich na kawałki. Był przecież ochroniarzem. Dlaczego tym razem jej nie ochronił? Wstąpiła w nią wściekłość. Grisza stał nad nią, trzepał kutasa i dyszał z podniecenia. Widać było, że zaraz skończy. „O nie skurwielu, nie będzie ci dobrze” – pomyślała Irina i z całej siły ugryzła naprężonego członka, aż poczuła w ustach krew.
– Ach ty suko – zawył z bólu Grisza.
Podniecenie minęło mu w jednej chwili. Złapał się za obolałe krocze rozglądając się wkoło mętnie wściekłym wzrokiem. Kątem oka zauważył stojącą na stole butelkę. Chwycił ją i z całej bydlęcej siły uderzył nią w głowę Iriny. Zaskoczona dziewczyna poczuła potworny ból w skroni, poczuła jakby ktoś narzucił jej na oczy czarną płachtę i bez czucia głucho upadła na podłogę.
– Grisza, coś ty kurwa narobił – Stiepan podskoczył do podchmielonego kolegi, który tępym wzrokiem patrzył na nieprzytomną Irinę. Jego kutas zdążył już zupełnie zwiotczeć i żałośnie zwisał z rozporka. Półnaga dziewczyna leżała na podłodze jak kłoda. Z jej skroni wypływała strumyczkiem gęsta krew. Część z niej wsiąkła już w dywan. Jurorów ogarnęła panika.

– Co teraz z nią zrobimy? Kurwa, przecież wsadzą nas do pierdla. Chodźcie, musimy coś wymyślić. Gorączkowo zaczęli biegać po pokoju.
– Szanowni państwo – rozpoczął konferansjer z pedalską intonacją. – Niestety mam dla państwa smutne wieści – kontynuował z miną jakby właśnie chciał podrapać się po dupie. Jedna z uczestniczek dzisiejszego konkursu, Irena Wysocka miała wypadek i nie może dziś wystąpić.

Po tych słowach zrobił grymas i wzruszył ramionami jakby ta informacja była dla niego bardzo nie na rękę. Po sali rozszedł się niespokojny szept. Ludzie patrzyli na siebie pytając „co się stało?”, „jak to?”, „dlaczego?”. Konferansjer poczuł się w obowiązku powiedzieć coś więcej.
– Pani Irina poślizgnęła się i spadła ze schodów. Biedaczka szła do toalety, było ciemno, rozumieją państwo. Właśnie w tej chwili jedzie do szpitala. Z tego co wiem nic jej nie będzie. To ostatnie zdanie było zupełnie zmyślone, widział przecież z jakim pośpiechem kładziono ją na nosze i jak zdenerwowany był lekarz badający jej puls. Ale co tam, najważniejszy jest przecież dzisiejszy show. Dziewczyny rozglądały się wokół zdezorientowane. Nie tak miał się zacząć ten wieczór. Ale myliłby się ten, kto podejrzewałby je o zbytnią wrażliwość. Tu i ówdzie widać było złośliwe uśmieszki. Teraz było ich o jedną mniej. Mniejsza konkurencja, większa szansa na wygraną.

Paweł zdyszany wbiegł do teatru. W oddali słychać było jeszcze coraz cichsze echo karetki. Udało mu się w ostatniej chwili wybłagać szefa o wcześniejsze zwolnienie z pracy. W takim dniu musiał być przecież świadkiem występu jego ukochanej. Może świadkiem triumfu? Na szczęście było jeszcze kilka wolnych biletów. Zapłacił w pośpiechu, zgarnął resztę do kieszeni i z bijącym sercem wszedł do środka. Oślepił go blask reflektorów. Odruchowo podniósł dłoń do twarzy zasłaniając oczy. Po krótkiej chwili powróciła mu ostrość spojrzenia. Powoli obejrzał wszystkie modelki. Nie było Iriny… Z niedowierzaniem rozejrzał się dookoła. Nie zważając na to, że jest w teatrze wyciągnął z kieszeni komórkę i drżącymi palcami wystukał nerwowo jej numer. Odpowiedział mu krótki sygnał, tak krótki jak jego oddech.