Powrót do domu

Przeczytano: 689 razy
Powrót do domu

Powrót do domuPewnym krokiem weszłam do domu. Nie pamiętałam, kiedy ostatnio czułam się tak świetnie ze sobą. Byłam lekka, podekscytowana, pełna energii. Skierowałam się do łazienki. Męża nie było w domu. Odkręciłam gorącą wodę, wlałam płyn, przez chwilę patrzyłam, jak robi się piana. Zaczęłam się rozbierać… najpierw ściągnęłam bluzkę… pachniała świecami i winem, na kołnierzu, tam, gdzie Marcin głaskał mnie po szyi palcami umoczonymi w winie. Potem spodnie… uśmiechnęłam się mimowolnie, przypominając sobie, jak kilka godzin wcześniej robił to on… Wreszcie bieliznę… pachnącą jeszcze podnieceniem, pachnącą tym, jak bardzo byłam wilgotna, kiedy Kasia i Marcin robili to ze mną w zmysłowym trójkącie, zaledwie kilka godzin wcześniej. Przysiadłam na brzegu wanny, przed oczami wciąż miałam świece, w ustach smak camemberta i czerwonego wina… delikatnie wiodąc palcem wokół swoich ust wspominałam czułe pocałunki Kasi…

Wrzuciłam ciuchy do kosza na bieliznę i było mi wszystko jedno, czy mąż wyczuje zapach obcych perfum. Przy jego wrażliwości zresztą wydawało mi się to zasadzie nieprawdopodobne. Zrobiłam sobie kubek pysznej herbaty z cytryną. Najpełniej odprężam się przy gorącej herbacie – umiarkowanie mocnej, lekko słodzonej – koniecznie z odrobiną świeżego soku z cytryny. Uwielbiam taką herbatę…

Zanurzyłam się w wannie. Ciepła woda otaczała mnie i rozluźniała. Mimo znakomitego samopoczucia, fizycznie czułam stres, jaki towarzyszył mojej wyprawie. Oparłam głowę o brzeg wanny i popijałam zawartość kubka. Leniwie patrzyłam na swoje stopy. Nagle zesztywniałam, słysząc, jak otwierają się drzwi mieszkania. Paweł wrócił! Słyszałam, jak rozbiera się w przedpokoju, jak szeleści… no właśnie, szeleści. Czymże on tak szeleści? Drzwi do łazienki uchyliły się. Stanął w nich Paweł, a w ręce trzymał bukiet róż.
– Cześć… – powiedział.
Wyprostowałam się w wannie, zszokowana.
– Czcześććć- wybąkałam.
– Chciałbym Cię przeprosić – powiedział zdecydowanym tonem, patrząc w moje, rosnące ze zdziwienia w oczy. Jak to? Ja wracam do domu, przerżnięta na wszystkie strony przez poznaną na czacie parę, a w domu nie dość, że nawet cienia awantury, to jeszcze mąż przynosi bukiet róż na przeprosiny?! Czułam się kompletnie zbita z tropu, absolutnie nie wiedziałam jak się zachować.
– Przeprosić? Ale za co przeprosić?
– Zrobiłem coś bardzo złego… – przemknęło mi przez myśl, że zrobił to, co ja kilka godzin temu, że mnie zdradził i poczułam uderzenie gorąca i wzbierającą wściekłość. Mnie zdradziłby? Jak to? Przecież… przecież… w tym miejscu mój tok rozumowania zaczął się załamywać, z dość oczywistego przecież powodu. Zmieniłam wyraz twarzy na pytające spojrzenie…
– Bo widzisz… ja… ja nie mogłem zapomnieć o tym, co kiedyś zaszło między nami, na imprezie. Kiedy zaproponowałaś seks w trójkącie. Wściekłem się wówczas i Cię uderzyłem. Długo myślałem o tym, że zachowałem się wtedy strasznie, choć niełatwo mi to teraz przez Tobą przyznać. Na swoją obronę mam tylko to, że byłem kompletnie zaskoczony, a w dodatku pijany. Ale to marne usprawiedliwienie.
– Posłuchaj… ja już o tym…
– Nie, daj mi skończyć, proszę! – zdecydowanie uciął moją wypowiedź
– Więc odkąd o tym powiedziałaś coś we mnie się zmieniło i zacząłem robić rzeczy, jakich nigdy bym wcześniej nie zrobił. Nie, nie zdradziłem Cię, ale zrobiłem coś gorszego – zacząłem czytać Twoje maile i archiwum Twojego GG, sprawdzać Twoją komórkę, jak jesteś w łazience… rozpaczliwie starałem się.. – głos zaczął mu się łamać – to znaczy miałem nadzieję, że znajdę powód, dla którego to powiedziałaś… i wtedy przeczytałem o nich. Zamarłam. Mimo gorącej wody zrobiło mi się nagle zimno. Tymczasem Paweł, stojąc nade mną z tym bukietem róż, kontynuował:
– Czytałem, jak robisz to z nimi na czacie. Czytałem, jak się umawiacie. A potem… potem jechałem za Tobą. Zaparkowałem daleko i przez lornetką patrzyłem w okna na 6. piętrze. W pewnym momencie zobaczyłem Tam Ciebie… mignęłaś mi przez chwilę… w samej bieliźnie, oni byli tam razem z Tobą…

Nie wierzyłam w to, co słyszę. Czułam, że zaczynam tonąć, brzegi wanny stawały się coraz wyższe, a ja opadałam coraz bardziej w ciemniejącą wodę, która wydawała się coraz bardziej lodowata.
– To dziwne, ale zamiast się wściekać, zamiast wpaść tam i wyrwać Cię stamtąd – zacząłem myśleć o tym, co tam robiliście… o tym, jak oni Cię dotykają… – dopiero teraz, pod bukietem, dostrzegłam, że kiedy to mówił, a jego spodniach zaczęło rosnąc wybrzuszenie… – więc pojechałem do kwiaciarni i postanowiłem Ci powiedzieć, że przepraszam Cię za to, że zachowałem się wtedy tak podle, przepraszam Cię za to, że włamałem się do Twojego komputera i za to, że Cię śledziłem. Przyrzekam, że żadne z tych zachowań już się nie powtórzy. Ale najbardziej przepraszam Cię za to, że musiałaś umawiać się z nimi w tajemnicy przede mną. Jestem Twoim mężem i powinnaś móc o wszystkim ze mną porozmawiać. Czuję się w tej chwili tak, jakbym zabrał Ci coś bardzo ważnego. Proszę Cię: wybacz mi.

Mijały minuty. Z całą pewnością były to jedne z dłuższych minut w moim życiu. Mieszały się we mnie wszelkie możliwe uczucia. Nienawiść, przerażenie, ulga, miłość, niepewność – wszystko to we mnie wirowało, kłębiło się z sobą, nie pozwalając zająć stanowiska wobec tego wystąpienia. Bałam się, że zaraz zza tych kwiatów on np. wyjmie broń i mnie zastrzeli, że w następnym zdaniu powie, że mnie opuszcza, miałam nadzieję, że się obudzę, że to sen jest może po prostu…

Paweł tymczasem położył delikatnie kwiaty na pralce i… zaczął się rozbierać. Patrzyłam na niego bez zrozumienia, a on powoli rozpinał koszulę, patrząc mi w oczy. Patrząc bardzo zdecydowanie, przyszpilając mnie spojrzeniem do brzegu wanny. Patrzył tak, jakby nie oczekiwał odpowiedzi, jakby było oczywiste, że to przyjmę. I niewiele się pomylił, bo co ja mu mogłam powiedzieć? Że to nie mnie widział, że to nie mój komputer był? Rozpiął pasek i zaczął zsuwać spodnie. Slipy ujawniały bardzo mocno swoją zawartość, wkrótce zresztą wraz ze skarpetkami wylądowały na podłodze. Podszedł do mnie. Stanął przy krawędzi wanny, jego penis, wykazujący w tym momencie pełną gotowość do akcji, znajdował się dokładnie na wysokości mojej twarzy. Przez sekundę myślałam, żeby wziąć go do buzi, objąć swoimi mokrymi, pełnymi piany dłońmi i wsunąć w usta rozgrzane ciepłą herbatą, ale nie dał mi ma to szansy, ponieważ po prostu, bez pytania, wszedł do wanny.

loading…



Położył mi dłonie na ramionach i przesunął tak, żeby usiąść za mną. Byłam cała spięta, wciąż nie mogąc uwierzyć w to, co się dzieje. Paweł zaczął masować mój kark… głaskać mnie dokładnie tam, gdzie kilka godzin wcześniej Marcin przesuwał swoje, zwilżone winem, palce… Po chwili masowania zaczęłam się rozluźniać, w przeciwieństwie do Pawła, którego erekcja uwierała mnie coraz bardziej. Tymczasem on masował moje plecy, co chwilę zwilżając je ciepłą wodą… muszę przyznać, że było to bardzo przyjemne… w pewnym momencie do jego dłoni dołączyły usta… muskał mnie nimi za uchem, tak, jak lubię… całował mnie delikatnie tak, jak żaden inny mężczyzna… uwielbiam te jego pocałunki… Pochyliłam się tak, aby miał jak najlepsze możliwości pieszczenia i całowania mojej szyi, wtedy prawą dłoń zanurzył pod wodę i z całej siły ścisnął mój pośladek.
– Było Ci z nimi dobrze? – szepnął mi do ucha, jednocześnie rozluźniając uścisk i ponownie go wzmacniając, rozluźniając i wzmacniając…
– Tak – wyszeptałam…
– Bardzo mnie podnieciło to, co zrobiłaś… Zrobiłem to w samochodzie, sam. Nie mogłem się powstrzymać… – Czy to naprawdę mój mąż? Czy to możliwe, żeby coś takiego, jak seks w aucie przyszłoby mu do głowy? A w dodatku seks solo? Nigdy bym nie podejrzewała, że jest do tego zdolny… – delikatne muskanie zmieniło się w kąsanie. Ugryzł mnie w okolicy mojego lewego ramienia, jęknęłam trochę z bólu, ale jeszcze bardziej – z przyjemności… nigdy wcześniej nie był taki…

Poczułam, jak palec Pawła zaczyna masować mnie między udami. Całą dłoń miał pod moją pupą, czułam ją doskonale; położył swój palec na mojej łechtaczce i zaczął ją delikatnie masować… pocierając jednocześnie dokładnie każdy czuły punkt między moimi udami i pośladkami. Woda ponownie zaczęła robić się ciepła… cieplejsza… po chwil już całkiem gorąca…
– Patrzyłem na Was, zastanawiając się, jak to z nimi robisz… jak całujesz się z tą dziewczyną, kiedy on bierze Cię od tyłu… zaciskałem rękę na swoim fiucie i robiłem to, wyobrażając sobie, co robicie na łóżku, którego już nie widziałem przez lornetkę…

Podniecała mnie jego nowa bezpośredniość, podniecało mnie to, że myśląc o moim wybryku tak bardzo się nakręcił… zaczęłam sobie wyobrażać, jak mógł wtedy wyglądać… niby elegancki facet, w garniturze… w porządnym aucie… z przymrużonymi oczami, z oparciem odchylonym do tyłu… Rozpięty pasek, rozporek, jego dłoń zaciśnięta na twardym penisie, przesuwająca się do góry, na dół, do góry… na dół… Zaczęłam zastanawiać się, co by było, gdybym w tym samym czasie mogła być na siedzeniu obok i patrzeć na to…

Zapragnęłam go poczuć w swoich ustach, wstałam, odwróciłam się i ułożyłam się na czworakach w wannie przed nim. Zaczerpnęłam powietrza, włożyłam głowę pod wodę, nie było trudno go znaleźć, wielki, sztywny… a jednocześnie taki aksamitny w dotyku… Wsunęłam go w usta pod wodą, czułam smak wody z płynem do kąpieli, praktycznie całkowicie dominujący moje doznania… Zacisnął rękę na moich włosach, zaczął poruszać moją głową… Wiedziałam, że musi być wniebowzięty, szkoda, że tu, pod wodą, nie mogłam w tym samym czasie widzieć jego miny… Po chwili szarpnęłam głowę do tyłu, aby zaczerpnąć powietrza… ledwie złapałam oddech, on gwałtownie szarpnął mnie ku dołowi… Znów 30 sekund ssałam go pod wodą, jednocześnie pieszcząc dłonią jego jądra oraz miejsce między moszną i odbytem… Tym razem jeszcze nie brakowało mi powietrza, kiedy to on szarpnął mnie do tyłu, pozwolił odetchnąć, po czym znów skierował pod wodę… – Więc to tak – pomyślałam – teraz on decyduje o tym, kiedy mogę oddychać… pieściłam go dalej, zastanawiając się, czy ten mężczyzna to faktycznie mój mąż, przecież tak niepodobny teraz do siebie… Szarpnięcie, oddech… tym razem nie zdążyłam, zaczęłam się lekko krztusić pod wodą, ale on się tym nie przejął, tylko sam zaczął ruszać biodrami, wepchnął mi swojego penisa głęboko do gardła, na ustach poczułam jądra… nie przestawałam go masować, co powodowało, że coraz żywiej się poruszał… przez wodę słyszałam, że jęczy coraz głośniej… Szarpnięcie, oddech… mój kaszel…

Tym razem szarpnął mnie mocniej, tak, że zmusił mnie do zmiany pozycji na normalne klęczenie. Byłam strasznie podniecona tą sytuacją, nigdy nikt mnie w taki sposób nie traktował… Paweł wsunął się między moja uda i teraz czułam go między nimi. To było coś w rodzaju pozycji na jeźdźca, tylko że w wannie. Było ciasno, nie mogłam szeroko rozchylić ud, sprawiło to, że moja cipka była także bardzo wąska. Nie mógł się łatwo w niej zmieścić, jednakże pchnął tak mocno, jednocześnie naciskając na moje ramię, że poczułam, jak wdziera się cały we mnie. Miał tak zaciętą minę, że nie wydawał się przejmować tym, czy mnie coś boli, czy też nie. Silnie naciskał na moje ramię, nabijając mnie na swojego naprężonego penisa, niezbyt szybko, ale bardzo zdecydowanie. Ciasnota wanny sprawiała, że czułam go o wiele mocniej niż w łóżku, czułam, jak dokładnie wsuwa się we mnie, czułam każdy centymetr, mocno ocierający się o ścianki mojej rozgrzanej już do czerwoności szparki.

Drugą dłonią przesuwał po moim wyeksponowanym ciele, po moich piersiach, po dekolcie, po brzuchu… co chwilę mocno szczypał moje sutki, a ja… będąc wciśnięta między boki wanny, będąc nabijana na niego naciskaniem na ramię i zachłannie dotykana – czułam się tak, jakbym odbierała karę za swoją niewierność. Nigdy, poza tym jednym policzkiem – nigdy wcześniej nie był wobec mnie brutalny, zawsze w łóżku był delikatny, czuły. Teraz wydawał się kompletnie innym mężczyzną, a ja chętnie poddawałam się temu, pragnęłam, aby mnie pieprzył bez opamiętania, aby mnie szarpał, aby dał mi naprawdę mocny wycisk, aby zrobił to tak, żebym popamiętała swoją zdradę…

Po kilku chwilach jego jęczenie stało się bardzo głośne, zaczęło przechodzić w krzyk, wsunęłam mu w usta swoje palce i wówczas poczułam, jak dochodzi, z całej siły wbijając się we mnie, wbijając mi w ramię paznokcie i wijąc się pode mną z rozkoszy… opadł i głośno wciągał powietrze; puścił też wreszcie moje ramię. Wstałam, dopiero teraz dostrzegając, że boki moich kolan są otarte do czerwoności o brzegi wanny. Wychodząc z wanny wytarłam się i podałam mu jego ręcznik. Wciąż dyszał.
– Kochanie… chyba musimy popracować nad Twoją kondycją – powiedziałam, puszczając mu szelmowsko oczko. I choć nie był w stanie wyartykułować słów, to swoją miną dał mi do zrozumienia, że z radością podejmie się tej pracy…

Nie miałam żalu o to, że nie było mi tym razem dobrze. Czułam się zaspokojona tym, co działo się wcześniej u Kasi i Marcina, a poza tym – poza tym wydawało mi się szalenie seksowne to, że na tym skończył się nasz łazienkowy seks. Niewierna żona nie zasłużyła na przyjemność orgazmu… nie tym razem. Taka mała kara. Cholernie dla mnie podniecająca.