Dar od Boga – kleryk

Przeczytano: 595 razy
Dar od Boga - Kleryk

Dar od Boga - KlerykMieszkam na peryferiach wielkiego miasta, nocą nie jeżdżą tu autobusy, a o taksówkę bardzo ciężko jednak jakoś musiałam wrócić tego dnia do domu. Byłam troszeczkę na rauszu, opijałam z przyjaciółkami zamążpójście jednej z nas, tzw. wieczór panieński. Było gdzieś ok. godziny 3.. może już troszkę bliżej 4 w nocy. Zostało mi do przejścia jakieś 5 może 7 km. Nie wiem czemu uparłam się by wracać samotnie do domu po nocy i to jeszcze na piechotę. Ja wielka fanka własnych 4 kółek, może czułam co się wydarzy?

To była letnia noc, ale nie było ciepło. Miałam na sobie letnią sukienkę z dużym dekoltem z cienkiego materiału. Nie przewidywałam powrotu do domu po nocy na piechotę.. ani tego, że właśnie dziś w nocy zacznie padać deszcz. Nawet nie próbowałam łapać okazji.. stróżki wody ciekły mi z całkiem mokrych włosów. Właśnie rozmyślałam o tym, że nieźle po tej wyprawie się rozchoruję gdy zatrzymał się samochód.
– Witam Panią.. może podwieźć – zapytał młody mężczyzna przez lekko uchyloną szybę.
– Dzień dobry… nie dziękuję.. już mam blisko do domu..
– Oj nie wiem czy takie blisko, jest Pani cała przemoczona, proszę wsiadać – mówiąc to przechylił się i otworzył grzwi od pasażera.

W samochodzie zapaliło się światło i uświadomiłam sobie, że znam skądś tego faceta. Odjechaliśmy. Ciągle nie mogłam sobie przypomnieć skąd ja go znam. Nie był rozmowny, a i ja byłam zbyt zmęczona żeby zagadywać. Nagle rozległ się huk.
– No i ładnie! – krzyknął chłopak
– Co się stało??
– Chyba złapaliśmy gumę
Wyszliśmy z samochodu, z lekka już zaczęło świtać. Faktycznie, maluszek miał sflaczałe kółko.
– A ja nie mam zapasowego koła.
– Haha.. widać teraz już nie będę samotnie podróżującą kobietą po nocy – uśmiechnęłam się szeroko, strasznie mnie rozbawiła zatroskana mina chłopaka.
Teraz mogłam ocenić, że był nawet bardzo przystojny. – i jak teraz też mnie pan odprowadzi do domu? – zapytałam
– Dawno mi nikt nie mówił ‘pan’, ale bardzo chętnie
– Ohh możemy sobie mówić na ‘ty’. Weronika jestem.
– Dawid – podał mi rękę – no to przed nami przynajmniej godzina spaceru

Szliśmy sobie powoli, rozmawiając o pogodzie, naszym mieście… Strasznie zaczęłam marznąć chyba odchodził mi alkohol… Dawid zauważył to i nieśmiało mnie objął. Przeszedł mnie dreszcz. Nieznajomy przystojny mężczyzna o silnych zdecydowanych ramionach, bardzo wczesny ranek na około las. Zupełnie nie wiem czemu strasznie mnie to podnieciło. Z wrażenia, aż się potknęłam. Dawid objął mnie mocniej w pasie. Stwierdziłam, że to idealna, wręcz harlequin owska okazja do pocałunku. Uwiesiłam się mu na szyi i zaczęłam całować. Na początku jakby się wzbraniał, ale gdy ścisnęłam dłonią jego męskość przez spodnie odblokował się zupełnie. Jakoś tak nieumiejętnie dotykał moich piersi… zaczęłam rozpinać mu koszulę.
– Nie… nie powinniśmy… ja…
– Masz dziewczynę? – zapytałam
– Nie.. ale…

Zamknęłam mu usta pocałunkiem ściągając mu do końca koszulę. Nadal ta sytuacja mnie bawiła, zupełnie nie wiem co się ze mną działo. Na środku drogi z obcym facetem. Postanowiłam, że bezpieczniej będzie się ukryć w brzozowym zagajniku.. młody nie stawiał oporów. Dawid nadal lekko protestował, ale chyba tylko z kokieterii, jej a myślałam, że takie rzeczy robią tylko kobiety. Poszliśmy w głąb zagajnika, żeby nikt nas nie dojrzał z szosy. Zdjęłam jego koszulę i rozłożyłam na trawie, potem szybko ściągnęłam sukienkę, majteczki i stanik.
– Na co czekasz – zapytałam się patrząc na osłupiałego Dawida – ściągaj spodnie zanim się rozmyślę
– Weroniko ale ja…
– Nie podobam Ci się?
– Nie to nie tak, podobasz mi się bardzo ale.. – nie chciałam słuchać, zabrałam się za ściąganie mu spodni, byłam strasznie podniecona i rozpalona, pierwszy raz zdarzyło mi się coś takiego.

loading…



Wcześniej byłam w dwóch stałych związkach, w których dochodziło do 1 zbliżenia po dobrych 3 miesiącach bycia razem. Gdy wzięłam w dłonie jego penisa, jęknął cicho, położył mnie na swojej koszuli i zaczął we mnie wchodzić. Na początku z lekką nieśmiałością, a potem coraz mocniej.. nie przestawaliśmy się całować. Coraz głośniej pojękiwałam, aż wreszcie zaczęłam szczytować, a on trysnął ciepłą spermą na moje piersi. Fantastyczne uczucie spełnienia.. Matko, dawno nie było mi tak dobrze z facetem. Leżeliśmy oboje na wznak patrząc w jaśniejące niebo.
– Boże co ja zrobiłem…
– Sprawiłeś, że miałam najlepszy orgazm w swoim życiu! – powiedziałam
– Weronika… ja.. o Boże, będę smażył się w piekle…
Odwróciłam się na bok w jego stronę, głowę podparłam na łokciu.
– Dawid co Ty gadasz, było wspaniale, to normalne, że dwoje młodych ludzi się pożąda, kocha…
– Weronika Ty nic nie rozumiesz! – poderwał się – było mi wspaniale, jesteś moją pierwszą kobietą.. ale ja nie mogę.. ja… Boże Weronika, ja jestem klerykiem niedługo zostanę księdzem!
– Żartujesz!! ?? – wydało mi się to takie nieprawdopodobne… teraz już wiem dlaczego wydawał mi się znajomy… widziałam go w kościele.
– To nie może się wydać co my tutaj robiliśmy… błagam nie mów nikomu…

Nie mogło do mnie to dotrzeć. Ten przystojny chłopak, który przed chwilą sprawił, że miałam największy orgazm w swoim życiu, będzie księdzem. Absurd! Poderwałam się z ziemi, zaczęłam zakładać majtki i stanik.. potem szybko wciągnęłam sukienkę.
– To jakiś żart! – krzyknęłam i zaczęłam iść w kierunku szosy
– Weronika zaczekaj! – krzyknął wciągając szybko ubranie – Weronika! Ja próbowałem Ci powiedzieć.. przepraszam, zachowałem się jak bezmyślne zwierze… zero rozumu.. błagam nie mów nikomu.
– Spoko! – wrzasnęłam, byłam totalnie zbita. W życiu bym się nie spodziewała, ze spotka mnie właśnie takie coś. Dogonił mnie
– Weronika, wybacz mi…
– Co mam Ci wybaczać Dawid, stało się, tylko błagam nie zwalaj winy na mnie! – dotknał mojego ramienia – Nie dotykaj mnie więcej! Daj mi spokój, nic nie było, nic nie robiliśmy, nie znam Cie!
– Weronika…
– Zostaw!! – Doszłam do szosy, akurat nadjeżdżał jakiś samochód, pomachałam, zatrzymał się…

Nie mogłam dojść do siebie. Przez całe dwa tygodnie nie wychodziłam poza dom. Siedziałam i rozmyślałam o tym co zaszło. Powinnam się cieszyć, że to tylko ksiądz, a nie chłopak zarażony wirusem HIV czy żółtaczką grupy c. Tylko stało się coś strasznego… ja go nadal pragnęłam i pożądałam. Postanowiłam, że najlepiej będzie zapomnieć.. Wieczorami wyobrażałam sobie, że przychodzę do kościoła, jesteśmy tam sami.. wchodzimy po schodkach na balkonik gdzie stoją organy i gdzie zazwyczaj podczas mszy gra podpity organista. Całujemy się namiętnie. On odwraca mnie tyłem do siebie, każe się oprzeć o stary taborecik i wchodzi we mnie od tyłu, bardzo mocno i głęboko.. a ja staram się nie jęczeć głośno, ale on widać lubi te pojękiwania, uderza lekko ale zdecydowanie w moje pośladki co jeszcze bardziej mnie podnieca, piersi falując uderzają o siebie za każdym razem gdy główka jego penisa wchodzi najgłebiej we mnie. Ja szczytuję pierwsza.. potem siadam na taboreciku i biorę do ust jego penisa, liżę go delikatnie, drażniąc koniuszkiem języka wędzidełko.. w końcu on nie wytrzymuje łapie mnie za włosy i sam wsuwa we mnie swoją męskość po chwili głośno szczytując…

Jednak Dawid nie dał o sobie zapomnieć na długo. Na mieście ciągle się na niego natykałam. Jednak na nic poza głupim ‘niech będzie pochwalony’ oraz tęsknym wzrokiem sobie nie pozwalaliśmy. Któregoś razu gdy spotkaliśmy się na ulicy dał mi małą karteczkę.

„Weroniko, ja nie mogę przestać o Tobie myśleć, śnisz mi się po nocach, jesteś moim marzeniem, proszę spotkajmy się jutro o 19 przy wielkiej topoli”

Nie wiedziałam co o tym myśleć, ale postanowiłam się spotkać.
– Hej…
– Weronika, ja.. ja jestem w Tobie zakochany, nie mogę przestać o Tobie myśleć, pragnę Cie…
– Pojedzmy do mnie..

Tego wieczoru kochaliśmy się jak szaleni… pokazałam Dawidowi wszystko to czego nauczyłam się z poprzednimi mężczyznami. Dawid był zachwycony zwłaszcza z pieszczenia oralnego jego męskości.
– Ucieknijmy razem… – powiedział po którymś stosunku z kolei..

Dawid nadal jest klerykiem, chce zrezygnować w odpowiednim momencie. Spotykamy się potajemnie już od ponad dwóch tygodni… jest doskonałym kochankiem. Nawet udało nam się spełnić moją fantazję w pomieszczeniu dla organisty. Dziękuję Bogu – w końcu to dzięki niemu się spotkaliśmy!!