Solarium

Przeczytano: 346 razy
Solarium

SolariumW to pochmurne, październikowe popołudnie jak co czwartek wracając z pracy zaszedłem do solarium. Już w progu przywitała mnie zawsze uśmiechnięta „od ucha do ucha ” pracująca tu Basia, wysoka, kruczowłosa opalona na czekoladkę dziewczyna. Kiedyś w żartach powiedziałem jej, że z tą opalenizną jest swoistego rodzaju reklamą zakładu, bo któż to nie słyszał bajki o szewcu, co bez butów chodził. Mą uwagę skwitowała uśmiechem i powiedziała, że szef jej pozwolił po zamknięciu korzystać ze stołu, toteż i ona nie ma zamiaru rezygnować z tego.
Przyjemnie nam się razem rozmawiało, często więc tak organizowałem sobie czas, aby mieć przed seansem kilkanaście minut na pogawędkę.
W czasie naszych rozmów lubiłem patrzeć prosto w jej niebieskie oczy, miała je prześliczne i choć czasem na jej twarzy nie gościł uśmiech, z oczu zawsze emanowała radość.

Na dworze zaczął siąpić jesienny deszcz, weszliśmy więc do środka, zapłaciłem za dzisiejsze opalanie, lecz musiałem poczekać na swoją kolej, bo pod lampami była jakaś kobieta, która weszła na 25 minut. Zaczęliśmy żartować, że jeszcze się tam spali na popiół, a na wyposażeniu zakładu nie ma urny. Powiedziałem Basi, że po 6-7 minutach leżenia w bezruchu zaczyna mi się nudzić, więc jak ta kobieta tak długo tam ma zamiar wytrzymać. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, nawet nie usłyszeliśmy, kiedy ona wyszła spod lamp i się ubrała. O dziwo, wcale nie była zwęglona, a kiedy podeszła do nas, aby umówić się na kolejną wizytę niemalże nas wystraszyła. Po jej wyjściu Basia zdezynfekowała łóżko i zmieniając płytę CD w wieży na mój ulubiony Perfekt powiedziała z szelmowskim uśmiechem:
– Dość gadania – wskakuj na łóżko!
Spojrzałem na nią figlarnie, pogroziłem palcem, lecz uśmiechnąłem się również. Wszedłem do środka, zamknąłem za sobą drzwi ( nie na żaden klucz, lecz na najzwyklejszą klamkę ) i rozebrałem się. Wchodząc pod lampy założyłem słuchawki w których brzmiały już takty utworów Perfekt, zamknąłem wieko, jeszcze przycisk Start i pozostało już tylko błogie rozkoszowanie się wszechogarniającym ciepłem .. Suuuuuuper…

W pewnym momencie coś poczułem… Nie, nie zdawało mi się… ktoś bawił się moimi stopami. Otworzyłem oczy, wyświetlacz wskazywał 7 minutę seansu, spojrzałem w dół, ale nie widziałem nic oprócz wszechogarniającego światła bijącego od kilkudziesięciu rozświetlonych lamp. Ale ktoś najwyraźniej dotykał mego ciała. Zanim moje oczy zdążyły się przyzwyczaić do światła, usłyszałem:
– Minęło 7 minut – pomyślałam, że się nudzisz.
To Basia… Zamknąłem oczy, głowa opadła mi na podnóżek… Byłem zupełnie osłupiały i szczerze mówiąc nawet nie mogłem się ruszyć. A może nie chciałem.

Czułem tylko jak Basia ssie palce u moich stóp. Kiedy skończyła je pieścić rozpoczęła wędrówkę w górę mego ciała od strony nóg wsuwając się pod wieko łóżka. Przesuwała swoimi delikatnymi paluszkami po moich nogach – łydkach, kolanach, udach… Było bardzo gorąco, leżałem cały spocony i … coraz bardziej podniecony. Z mojej głowy krew zaczynała odpływać i zasilać inny organ, który zapewne zaczął zadziornie podrygiwać w kierunku zbliżających się do niego paluszków Basi. W pewnym momencie poczułem palce na swoim członku, najpierw dotknęły go delikatnie, nieśmiało, jakby od niechcenia, pomruk zadowolenia jaki wydobył się z moich ust był znakiem, że przyzwalam na czynione przez nie pieszczoty. Nagle Basia tak mocno zacisnęła palce na moim członku, że niemalże syknąłem z bólu, ale natychmiast ustąpił on zniwelowany ciepłem jej ust dotykających moich jajek.

Najpierw zaczęła lizać jedno, potem drugie… uhmmm… Trwało to jakąś chwilę, po czym poczułem jak Basia metodą trzepotu skrzydeł motyla przesuwa się na czubek członka. Gdy już do niego dotarła, powolutku ściągnęła skórkę i zaczęła czubkiem mojego penisa przesuwać po swoich ząbkach – zupełnie tak jakby myła sobie zęby. Nagle otworzyła usta i jednym zdecydowanym ruchem wsunęła go sobie głęboko do gardła. Z moich ust wydobył się jęk zadowolenia, a ona rozpoczęła zabawę z moim członkiem, wsuwała go sobie do ust, wysuwała, od czasu do czasu wciskając pomiędzy zęby i skórę policzków, cały czas mlaskając i mrucząc z zadowoleniem. Byłem wniebowzięty. Szczypała moje brodawki, palce drugiej ręki wkładała mi do ust. Czułem, że za chwilkę będę szczytował, ale w pewnym momencie Basia powiedziała:
– Minęło ponad 20 minut opalania – czy nie czujesz się znudzony?

Otworzyłem oczy, licznik wskazywał 23 minutę seansu. Celowo już na samym początku ustawiła więc dłużej niż zapłaciłem. Wyłączyłem lampy i podniosłem wieko łóżka, teraz dopiero zobaczyłem Basię.

loading…



Stała na podłodze, a cały tułów od pasa w gorę miała wsunięty pod wieko łóżka, łokciami opierała się obok moich kolan, a w jej ustach cały czas tkwił czubek mojego nabrzmiałego do granic możliwości pulsującego penisa. Jedną ręką trącała moje jajka, tak jak trąca się strunę w gitarze, drugą … miała wsuniętą w swoje majtki. Miała na sobie niebieską koszulkę niemalże idealnie zgrywającą się z kolorem jej oczu i plisowaną, jeansową minispódniczkę. Dałbym sobie głowę uciąć, może nawet obydwie, że jak przyszedłem do solarium była w lnianych, czerwonych bojówkach.

Ale nie miałem czasu na zastanawianie się nad jej ubiorem. Podnosząc się z łóżka poczułem, że dziś jestem zdecydowanie bardziej spocony niż zazwyczaj i z całą pewnością nie była to tylko zasługa dłużej niż zazwyczaj pracujących lamp. Tymczasem Basia już pozbyła się całej swojej garderoby i teraz to ona położyła się na łóżku, delikatnie podniosła nogi zginając je w kolanach, po czym powolutku rozchyliła je i dopiero teraz ujrzałem jej kobiecość w całej okazałości… Zgłodniały kobiety napawałem się tym widokiem… Basia była szczuplutką dziewczyną więc i piersi nie były zbyt duże, ale brodawki ogromne i spiczaste, zachęcające do pieszczot, płaski brzuszek i ociekająca śluzem cipka z wyraźnie zaznaczonymi, mięsistymi wargami spomiędzy których figlarnie uśmiechała się do mnie łechtaczka. Całość udekorowana owłosieniem wydepilowanym w kształcie serduszka – całość wyglądała bosko. Usłyszałem:
– Długo tak będziesz stał ?

Z moją żoną nie kochałem się już prawie miesiąc, więc byłem wygłodniały jak pies. Dwa razy nie trzeba było mi tego powtarzać. Podszedłem do niej, rozchyliłem płateczki je róży i zacząłem ją ssać. Na początku delikatnie, rozkoszując się każdą chwilą z nosem zatopionym w jej pachnącą konwaliami cipkę. Moje pocałunki stawały się coraz bardziej natarczywe, brutalniejsze. Przygryzałem falbanki jej cipki delikatnie poruszające się niczym firanki na wietrze, wsysałem jej wargi rozchylając je palcami, po to aby głębiej się wwiercić języczkiem skręconym w rulonik w jej kobiecość będącą teraz o centymetr od mojej ociekającej jej śluzem twarzy. W pewnym momencie chwyciła mnie za głowę i przyciągnęła do swoich piersi. Delikatnie je dotknąłem, nie były duże, ale ich kształt przypominający dojrzałą gruszkę mocno mnie intrygował, były bardzo jędrne i twarde, a spiczaste sutki zachęcały do pieszczot. Zacząłem lizać, kąsać i całować najpierw jeden, ale w taki sposób, aby omijać brodawki, drugi w tym czasie racząc pieszczotami ręką. Po chwili zacząłem ustami pieścić i drugi. Wiła się pode mną niemiłosiernie leżąc na łóżku, które było pokryte moim potem, prosząc jednocześnie, abym wreszcie pocałował lub chociaż dotknął jej sutek. Kiedy wreszcie chciałem to zrobić, oplotła nogami mój tyłek w taki sposób, że nie bardzo mogłem się ruszyć. Przyciągając mnie do siebie poczułem, że mój członek znalazł się dokładnie u wejścia do jej pochwy. Końcem mojej maczugi czułem emanujące z jej wilgotnej cipki ciepło. Zrobiła delikatną korektę tyłeczkiem, oplotła mnie nogami bardziej, przyciągnęła do siebie i już byłem całkowicie w niej zanurzony. Zrobiła to w taki sposób, że musiałem się ogromnie powstrzymywać, aby nie dojść sporo przed czasem. Spojrzałem w jej oczy zasnute mgłą, a jakby czytając w moich myślach odpowiedziała na pytanie które w ogóle nie padło:
– Nie bój się, biorę tabletki…

Ten błogostan sprawił, że oczy zaszły mi mgłą, krew zaczęła szybciej pulsować w żyłach a nogi miałem jak z waty. Ale po kilku sekundach ocknąłem się i dopiero teraz postanowiłem pokazać Basi jakie umiejętności nabyłem w temacie dawania rozkoszy kobietom…

Kochaliśmy się… zresztą nieważne. Choć coś niech pozostanie naszą słodką tajemnicą.

Szczytowaliśmy niemalże jednocześnie wyczerpani padając sobie w ramiona… Spoceni, szczęśliwi całowaliśmy się jeszcze przez chwilę nie mogąc nacieszyć się swoimi ustami, gdy nagle odezwał się mój telefon. Jednocześnie przez na wpół otwarte drzwi do pomieszczenia w którym stało łóżko zobaczyliśmy gromadkę osób czekających przed solarium i spoglądających z niecierpliwością przez żaluzje. Ach ta Basia, przed wejściem do mnie zamknęła zakład od środka na klucz.

W powietrzu wciąż czułem unoszący się zapach konwalii z jej cipki i mój pot wymieszany z zapachem piżma i cytrusów z wody kolońskiej. Mieszanka iście sexy. Ubraliśmy się szybko i tyłem wyszliśmy z budynku. Na dworze panował delikatny półmrok. Buziak na pożegnanie… Ja poszedłem do domu, a ona otworzyć solarium rozwścieczonym do granic wytrzymałości kobietom.

Przed 21 pod byle pretekstem czmychnąłem z domu, podjechałem samochodem pod solarium. Odwiozłem Basię do domu i jeszcze raz podziękowałem jej za dzisiejszy „seans”. Zażartowała, że muszę zapłacić za czas jaki byłem dłużej aniżeli wykupione 10 minut. Sięgnąłem po portfel, lecz Basia powiedziała, abym przyniósł jej te pieniążki w następny czwartek. Zapisała mnie na godzinę 20:50 na dziesięć minut. Będę w tym dniu ostatnim klientem…

Od tamtego dnia minął już prawie rok. Za każdym razem solennie chcę zapłacić te ponadplanowe kilkanaście minut, ale Basia, a to ma już wyłączoną kasę, a to nie ma drobnych, żeby mi wydać. Za każdym razem zwrot kasy odkładamy na za tydzień.

Do dziś co czwartek chodzę na solarium, tyle tylko, że teraz umawiam się już tylko na godziny krótko przed zamknięciem…