Moja była nauczycielka

Przeczytano: 1 180 razy
Moja była nauczycielka

Moja była nauczycielkaPamiętam ją z liceum, była wówczas świeżo upieczoną panią magister chemii. Przyszła do szkoły z prawdziwą misją wbicia „czegoś” do głowy niesfornej młodzieży. Była surowa i wymagająca, bez reszty oddana pracy, ambitna. Każdą lekcję rozpoczynała kartkówką. Wówczas nie wydawała się zbyt atrakcyjna, miała włosy jak siano, zawsze, niestarannie zaplecione w warkocz, masę piegów na zadartym nosie. Była grubawa, ubierała się we flanelowe koszule, stare dżinsy i adidasy. Jedynie oczy zawsze miała piękne, wielkie, błyszczące, nieco rozmarzone i niezwykle przenikliwe.

Nigdy nie miałem u niej dobrych stopni, zawsze prześlizgiwałem się jakoś z roku na rok. W szkole miałem opinię zdolnego nieroba, dlatego też zazwyczaj udawało mi się na koniec roku skończyć z oceną „mierną”. Tak na zachętę – mówiła.

Ukończyłem liceum, i poszedłem na studia, minęło kilka lat. Panią Beatę spotkałem na stacji, wysiadałem z pociągu, ona też. Wyciągała z wagonu wielki, obity skórą fotel. Próbowała go podnieść, był jednak dla niej za ciężki. W pierwszej chwili jej nie poznałem, była odmieniona, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nie nosiła już warkocza, miała długie, kasztanowe, starannie rozczesane włosy, wywinięte, pomalowane tuszem rzęsy trzepotały zalotnie, z czasów szkoły pozostało jedynie przenikliwe świdrujące spojrzenie dużych szarych oczu. Po piegach nie było nawet śladu, także nosek, lekko zadarty wydawał się teraz uroczy. Schudła, ubrana była w fioletową, zwiewną sukienkę z dekoltem, sięgającą przed kolano, i biały sweterek, zapinany na guziki. Jej strój podkreślał niezwykle zmysłową, kobiecą figurę. Miała zgrabne nogi okryte czarnymi rajstopami, na stopach pantofle na niewysokim obcasie.

Dłuższy czas mocowała się z wielkim fotelem, mebel jednak nie dawał się podnieść, więc zaczęła go wlec po ziemi. Postanowiłem podejść do niej i się przywitać.
– Dzień dobry – ukłoniłem się.
– Dzień dobry – odparła machinalnie, nie patrząc nawet na mnie.
Dopiero po chwili spojrzała, kiedy zorientowała się, że wciąż ją obserwuję. Z zaciekawieniem zaczęła mi się przyglądać, w pierwszej chwili mnie nie poznała, wyczytałem to w jej oczach.
– Poznaje mnie pani? – zapytałem z uśmiechem.
– Daniel? – powiedziała, po zastanowieniu, jakby zgadywała – wiesz w pierwszej chwili nie zorientowałam się, że to ty.
– No, ja też nie od razu panią rozpoznałem. Wygląda pani jakoś inaczej.
– Ty też wydoroślałeś – stwierdziła z uśmiechem.
Popatrzyłem na nią i na mebel który przywiozła ze sobą.
– Pomóc pani z tym fotelem? – zapytałem.
Spojrzała na mnie, szczerze uśmiechnąłem się.
– Przydała by mi się pomoc – powiedziała – dostałam go w spadku, w Warszawie przewiozłam taksówką, do domu mam niedaleko, myślałam, że dam radę. Ale rzeczywiście, przyda mi się pomoc.
Chwyciłem fotel i podniosłem do góry, był diabelnie ciężki, ale nie dałem tego po sobie poznać.
– Pomogę ci – powiedziała.
– Nie, nie trzeba – stęknąłem – nie jest wcale taki ciężki. Gdzie go zanieść?
– Mieszkam tam – wskazała domek, z niewielkim ogródkiem, jakieś sto pięćdziesiąt metrów od stacji. Doskonale było go widać z peronu. Ucieszyłem się, że to tak niedaleko. Ten fotel to było naprawę ciężkie „kurewstwo”.

Zeszliśmy po schodach na ulicę, minęliśmy kiosk i prosto chodnikiem dotarliśmy do jej działki. Po środku stał niewielki, parterowy budynek, z białymi elewacjami i przestronnym tarasem. Otworzyła mi furtkę, wniosłem fotel na podwórko i postawiłem przed drzwiami. Miałem zamiar iść już w swoja stronę, kiedy pani Beata powiedziała:
– Pomóż, proszę wnieść mi go do środka, to zajmie tylko chwilkę.
Zgodziłem się, znowu podniosłem ciężkie draństwo. Otworzyła mi drzwi, wniosłem fotel do mieszkania. Domek składał się z piwnicy i parteru, był tam nie wielki, salonik, sypialnia, przedpokój, kuchnia i łazienka. Urządzony był schludnie i z gustem. W pokojach dominowały ciepłe, kolory.
– Postaw go w salonie – powiedziała.

loading…



Zaniosłem meble i zostawiłem na środku pokoju. Sapnąłem i otarłem pot z czoła. Przez moment staliśmy naprzeciwko siebie, zapanowała „głupia” cisza.
– Może, napijesz się czegoś – zaproponowała.
W sumie i tak nie miałem nic do roboty, postanowiłem skorzystać z zaproszenia.
– Z chęcią – rzekłem.
– Co chcesz? – spytała – herbatę, kawę, a może coś mocniejszego?
– Herbatę – oznajmiłem, głupio było by pić alkohol w obecności mojej nauczycielki. Nie ważne, że szkołę skończyłem dawno temu, panią Beatę wciąż traktowałem jak pedagoga.

Poszła do kuchni i nastawiła wodę, usiadłem na fotelu, tym samym, który przed chwilą przytaszczyłem. Ona ściągnęła pantofle, usiadła na kanapie i wyciągnęła nogi.
– Jak dobrze być w domu – rzekła.
– Czy nadal pracuje pani w szkole? – zapytałem.
– Przestań proszę już z tym „pani” – wydęła usta – to nie liceum. A ja nie jestem już nawet nauczycielką, teraz pracuję w firmie kosmetycznej.
Podeszła do mnie, lekko kołysząc biodrami i wyciągnęła rękę.
– Jestem Beata.
Wstałem, lekko uścisnąłem jej dłoń i grzecznie ukłoniłem się.
– Przedstawiać się raczej nie muszę – powiedziałem – pani… To znaczy… znasz moje imię.
– Owszem znam – zaśmiała się – któż by nie zapamiętał takiego nicponia.
– Trochę mi głupio – powiedziałem – w szkole byłem okropny, ciągle się spóźniałem i nigdy nie chciało mi się uczyć. Tak naprawdę zawsze liczyłem na pani… twoją litość.
– Wiem – uśmiechnęła się – zawsze byłeś zdolny, ale leniwy. Przepuszczałam cię tylko dlatego, że byłeś uroczy. Zawsze, kiedy czegoś chciałeś robiłeś tę swoją „minkę”.
– Minkę? Nigdy nie robiłem minek.
– Jak to nie – parsknęła – teraz też ją zrobiłeś – założyła nogę na nogę – przychodziłeś po lekcji uśmiechałeś się i wpatrywałeś się we mnie tymi swoimi niebieskimi oczkami. „Tak pani profesor”, „Dobrze”, „Już nigdy nie będę”. Pamiętam to dobrze.

Woda w czajniku zagotowała się, Beata naszykowała dwie herbaty, przyniosła je do salonu, jedną podała mi, drugą postawiła na kredensie i usiadła na sofie, naprzeciw mnie.
– To chyba musiało być denerwujące – stwierdziłem z uśmiechem.
– Nie – powiedziała, przechyliła lekko głowę i popatrzyła w bok zamyślonym wzrokiem – to było całkiem przyjemne. Ty jedyny z chłopców w waszej klasie traktowałeś mnie z szacunkiem.

Pamiętałem to dobrze, chłopcy w szkole nie lubili jej, była surowym i wymagającym nauczycielem, na lekcjach wciąż robili sobie z niej żarty, przezywali ją „pryszczata Beata”. Głupio by im się zrobiło, gdyby zobaczyli ją teraz. Zadbaną atrakcyjną kobietę, nieco po trzydziestce, pełną wdzięku, seksowną i zmysłową. Oj było by im bardzo głupio.

Popatrzyłem na nią, wyglądała pięknie, uroczo, odgarnęła włosy odkrywając delikatną, jedwabistą szyję i dekolt, siedziała naprzeciwko mnie z nogą założoną na nogę, sukienka lekko ściągnęła się odkrywając uda, jej delikatny zapach roztaczał się wonią po całym saloniku, był cudowny, oszałamiający.
– Wiesz? Podobałeś mi się – powiedziała patrząc mi prosto w oczy – nawet o tobie fantazjowałam.
To wyznanie ścięło mnie z nóg, nie bardzo wiedziałem co odpowiedzieć, zrobiło mi się gorąco, chyba się zarumieniłem.
– Nie bądź taki speszony – rzekła, wstała i podeszła do mnie – nie mów mi tylko, że ty nigdy nie fantazjowałeś o nauczycielkach.
– No w sumie – szepnąłem nieśmiało – to nawet o tobie.
Uśmiechnęła się usiadła na poręczy fotela.
– Naprawdę? – nieco zdziwiła się – kiedy pracowałam w szkole nie byłam zbyt atrakcyjna.
– No i co z tego – parsknąłem – przecież byłem nastolatkiem, wiesz dobrze, jacy są chłopcy, kiedy mają kilkanaście lat. Po za tym zawsze miałaś piękne oczy…
Popatrzyła na mnie lekko zaskoczona komplementem.
– No tak – oznajmiła po chwili – pamiętam co wypisywaliście w ubikacji na mój temat.

Lekko schyliła się, dekolt sukienki opadł w dół, pod nim zobaczyłem beżowy biustonosz w którym kołysały się dwie, jedwabiste piersi.
– O czym dokładnie myślałeś?
– Słucham?
– No, gdzie „to” chciałeś zrobić?
Pytanie nieco mnie zaskoczyło, popatrzyłem jej w oczy, było w nich coś niesamowitego, błyszczały jak dwa ogniki, jej klatka piersiowa kołysała się w rytm oddechu.
– W klasie, po lekcjach – odparłem – na biurku. Chciałem ściągnąć z ciebie tą koszulę i bluzkę, wiem, że nie nosiłaś stanika.
– Skąd? – zmrużyła brwi i wydęła usta.
– To było widać – uśmiechnąłem się – twoje sutki odznaczały się pod koszulką i nie było widać szelek stanika na plecach, chłopcy w liceum wyczuleni są na takie rzeczy.
Delikatnie objęła mnie i przeczesała ręką moje włosy.
– Mali zbereźnicy – szepnęła czule.
Spoglądała na mnie spod przymrużonych powiek, jej długie rzęsy nadawały oczom niesamowitego czaru.
– A ty? – zapytałem – gdzie chciałaś się kochać?
Popatrzyła mi prosto w oczy, jej usta pomalowane były delikatnie różową szminką, kobiecy zapach zupełnie mnie omotał, zauroczył.
– W magazynku – powiedziała z lekkim drżeniem głosu – na stole laboratoryjnym.

Wywołałem z pamięci obraz szkolnego składziku, przy sali chemicznej, z pułkami, wypełnionymi po brzegi szkłem laboratoryjnym i rozmaitymi fiolkami, których zawartości nigdy nie poznałem. Przypomniałem sobie też wielki stół, z drewna, o blacie, obitym blachą. Nawet nie zauważyłem, kiedy moja dłoń spoczęła na jej udzie, w zamyśleniu zrobiłem to bezwiednie, zorientowałem się po fakcie. Nie cofnąłem jej, Beata nie protestowała. Popatrzyłem jej w oczy. Delikatnie zacząłem gładzić wewnętrzną stronę jej nogi. Ona przesiadła się do mnie na kolana i przytuliła, delikatnie ujęła rękoma moją głowę, zanurzyła dłoń w moich włosach. Poczułem podniecenie. Pocałowałem ją, wpierw ostrożnie, delikatnie, bałem się, że ją spłoszę, nie wiedziałem jak zareaguje. Ona odwzajemniła pocałunek, tak więc maiłem jej przyzwolenie, przywarłem do jej ust mocno i namiętnie muskając wargi. Nasze języki splotły się, tańcząc w szalonym tempie. Moja lewa ręka wciąż delikatnie gładziła jej udo, zataczałem palcem na jej nodze ósemki, zygzaki i coraz szersze kręgi, docierające wciąż dalej, pod sukienkę. Druga dłoń spoczęła na plecach, muskała biodra ramiona i łopatki. Zacząłem pieścić szyję Beaty, schodziłem wciąż niżej, potem ramię i dekolt.

loading…



Moja dłoń wolno, ślamazarnie podążała w kierunku jej szparki, rozchyliła nieco nogi, wreszcie dotarłem do jej krocza, przez majtki i rajstopy czułem ciepło, bijące z jej cipki. Ściągnęła mi koszulę i zaczęła błądzić rękoma po mojej klatce piersiowej, to było niezwykle przyjemne uczucie, czuć jak delikatne dłonie Beaty prześlizgują się po moim torsie, gładzą tors i zjeżdżają niżej, aż do linii wyznaczonej, przez pasek spodni.

Rozpiąłem dwa górne guziki, przy jej sukience, jedwabisty materiał zsunął się z ramion, odsłaniając piersi, odziane cienkim, sportowym biustonoszem, w kolorze ciała. Na cienki elastyczny materiał stanika napierały brodawki, twarde sutki niemal przebijały się przez tkaninę.
Wstaliśmy z fotela, mocno przytuleni do siebie pieściliśmy się wzajemnie. Rozpięła mi spodnie i wsunęła dłoń w majtki, poczułem niesamowity ucisk, penis stawał się coraz twardszy i sztywniejszy, z każdą sekundą mocniej napierał na dżinsy. Przewróciliśmy się na podłogę. Drewniana klepka przykryta była puszystym, wełnianym dywanem.

Ona leżała na plecach, ja klęczałem tuż przy niej. Przeczesałem ręką jej włosy, uśmiechnęliśmy się do siebie. Wsunąłem dłonie pod sukienkę i ściągnąłem majtki razem z rajstopami. Zacisnęła nogi jak nieśmiała dziewczynka przy pierwszym zbliżeniu z mężczyzną, pomiędzy udami widziałem ciemny trójkącik, pokryty delikatnymi włoskami.

Rozpiąłem guziki sukienki i rozchyliłem materiał odsłaniając jej zgrabne ciało, aż po pępek. Miała cudowny brzuszek, opalony, płaski z lekkim wzgórkiem, tuż nad łonem, nie mogłem oderwać od niej wzroku, wyglądała pięknie, leżała na plecach, z rękoma za głową. Materiał rozpiętej sukienki zsunął się ukazując nagie biodra i brzuch, także z drugiej strony niesforny jedwab opadł z ud, odsłaniając łono.
Beata rozpięła stanik i odkryła piersi, jędrne, nie duże, ale kształtne. Sutki sterczały na baczność czekając na pieszczoty. Przywarłem ustami do jej brodawek i pieściłem, delikatne muśnięcia przeplatałem z namiętnymi pocałunkami. Mój język krążył wokół jej sutków, dłonie gładziły biodra cicho mruczała. Zszedłem niżej, wpierw całowałem mostek, potem brzuszek, następnie wzgórek nad łonem i łono, aż dotarłem do szparki. Była ciepła, wilgotna, pachniała podnieceniem. Rozchyliłem nogi Beacie, spoglądała na mnie spod przymkniętych powiek, delikatnie przygryzając palec. Zacząłem pieścić jej muszelkę, wpierw całowałem wargi, potem zanurzyłem język w jej wnętrzu, wyprężyła się jak struna, nogi rozstawiła szerzej i wypięła biodra. Jej dłonie błądziły w moich włosach. Zacząłem pieścić łechtaczkę, delikatnie ssać, muskać lekko językiem. Jej oddech stał się płytki i szybki, zaczęła poruszać biodrami, wzdychała przy tym namiętnie. Podniosłem na chwilę głowę by popatrzeć na piersi kobiety, które delikatnie falowały w rytm naszych ruchów.
– Nie przerywaj – szepnęła i przycisnęła moje usta do swojej wilgotnej cipki.

Pieściłem jej szparkę z pełnym zaangażowaniem, starając się dać mojej partnerce jak największą rozkosz. Szło mi dobrze, wkrótce biodra Beaty zaczęły poruszać się szybciej, kolejne jęknięcia stawały się bardziej żywiołowe i głośniejsze, widziałem delikatne wypieki na jej policzkach. Oddech nie równy i szybki, przeplatał się z cichymi westchnieniami. W pewnej chwili uniosła biodra ku górze i zastygła na moment w bezruchu, potem poczułem dreszcz, jaki przebiegł przez jej ciało. Beata opadła na podłogę oddychając głęboko. Położyłem się obok niej pocałowałem w usta.
– Nikt mnie jeszcze nie całował tam na dole – powiedziała – to niesamowite uczucie.
Leżeliśmy przez chwilę na podłodze, gładziłem jej ciało, jej ręce krążyły po moim torsie.
– Jeszcze tego nie robiłam – wyszeptała.
– Czego?
– Nie pieściłam mężczyzny tam – wskazała na dół – no wiesz.
– Może czas by spróbować – uśmiechnąłem się.

Nie protestowała, uklęknęła na de mną i ściągnęła spodnie, odchyliła majtki, mój przyjaciel już prężył się, gotowy na solidną dawkę doznań. Ujęła go ręką, nachyliła się, przez moment patrzyła na moją pałę, potem pocałowała ostrożnie żołądź. Popatrzyła mi w oczy, gładziłem ręką jej włosy. Jej usta objęły główkę penisa, z początku nieco niezdarnie, kiepsko jej szło, chwyciłem głowę Beaty i pokazałem jak ma to robić. Szybko się uczyła, poczułem język oplatający się na główce penisa, zaczęła polerować ustami mojego fiuta, najpierw wolno, ostrożnie, nieśmiało i delikatnie, potem coraz szybciej. To było niesamowite, jej wargi obejmowały główkę, by po chwili pochłonąć penisa, do nasady, jeździła tak przez chwilę, by następnie opleść język na żołędzi. W końcu nie wytrzymałem, wystrzeliłem wprost do jej ust, była zaskoczona, może nawet nieco zszokowana, nie wypuściła jednak mojej maczugi z buzi, dokładnie wylizała fiuta do ostatniej kropli spermy. Położyła się obok mnie i przytuliła pocałowałem ją namiętnie.
– Jak było? – zapytałem.
– Dziwnie – stwierdziła – ale przyjemne – uśmiechnęła się – a tobie się podobało?
– O tak – powiedziałem – bardzo.

Chwilę poleżeliśmy na podłodze, odpoczywając, by przenieść się następnie do sypialni. Po środku pokoju stała nie zaścielona wersalka, nakryta brązowym kocem. Beata ściągnęła sukienkę i stanik, położyła się na brzuchu, zadzierając stopy do góry, zupełnie jak mała dziewczynka. Wsparła głowę na dłoni, drugą bawiła się kosmykiem włosów. Ściągnąłem spodnie, majtki, buty i skarpetki, położyłem się obok niej. Obydwoje byliśmy nadzy, moja dłoń krążyła po jej plecach i pośladkach.

Odgarnąłem jej włosy z karku i zacząłem pieścić delikatnie szyję, potem ramiona, przesuwałem się wolno na dół wzdłuż kręgosłupa, do tali, następnie przyszła pora na mokre od kobiecych soków pośladki i uda. Rękoma jeździłem wzdłuż bioder. Wspięła się na kolana wypinając pupę, między udami widać było lśniącą, ogoloną cipkę, pocałowałem ją, Beata wyprężyła się jak kotka i rozstawiła szerzej nogi.

Kilkoma ruchami doprowadziłem mojego misia do „postawy zasadniczej”, po czym wszedłem w nią. Jęknęła, zacząłem poruszać się szybciej i mocniej. Jej pośladki falowały przy każdym uderzeniu. Ona cichutko pojękiwała, kochaliśmy się tak przez chwilę, by potem zmienić pozycję. Usiadłem na wersalce, ona weszła mi na kolana chwyciła mojego penisa i ustawiła go w odpowiedniej pozycji, by potem nabić się na niego jak na sterczący pal.

Oplotła mnie nogami i zaczęła poruszać biodrami, miałem przed sobą jej piersi, kołyszące się w rytm naszych ruchów. Coraz głośniej wzdychała, dreszcze ogarniały nasze, zroszone potem ciała. Następnie odchyliliśmy się do tyłu, obydwoje wsparliśmy się na rękach, mogłem obserwować moją kochankę w pełnej okazałości, podniecenie potęgował widok pochwy, łączącej się z penisem. Nasze biodra kołysały się coraz szybciej, obserwowałem podniecenie, malujące się na jej twarzy. W końcu dotarliśmy do „finału”, pchnąłem ją moją dzidą i poczułem skurcz, miała orgazm, oboje mieliśmy, jęknęła głośno. Zastygliśmy na moment w górze. Wyszedłem z niej, a następnie oblałem jej szparkę i uda spermą. Położyłem się obok niej i zasnęliśmy przytuleni do siebie.

To był ostatni raz, kiedy ją widziałem, później przeprowadziła się do Wrocławia. Dostała tam nową, lepszą posadę. Pisaliśmy do siebie przez jakiś czas, ale w końcu kontakt się urwał. Czasem, jak wysiadam z pociągu obserwuję jej dawny domek, sprawdzam czy przypadkiem nie pali się tam światło. Nie wiem, może kiedyś jeszcze ją spotkam.