Zimowe poranki

Przeczytano: 440 razy
Zimowe poranki

Zimowe porankiZimowe poranki… nigdy ich nie lubiłam. Hałaśliwy budzik przerywający sen, ciemności za oknem i zimna woda w łazience. Pozostanie w łóżku nie wchodziło w grę. Musiałam wstać, umyć się i ubrać, zjeść śniadanie. Najgorsze było wyjście z domu. Mróz szczypał mnie w policzki gdy szłam przez zaspy do autobusu. Zbliżając się do przystanku poślizgnęłam się na oblodzonym chodniku i upadłam. Poczułam ostry ból w plecach. Jeden z mężczyzn stojących na przystanku szybko do mnie podszedł.
-Czy coś się pani stało?- zapytał. Pochylał się nade mną z troską w oczach. Miał na sobie ciemny kożuszek, wełniany szalik i wysokie buty. -Źle się pani czuje?- zapytał jeszcze raz.
-Nie, wszystko w porządku- odpowiedziałam. Podał mi rękę.

Chciałam wstać, ale nie mogłam. Przygryzłam dolną wargę.
-Nie dam rady…- szepnęłam.
-Czy pani coś złamała? Nie byłam pewna.
-Myślę, że to tylko potłuczenie. Proszę się o mnie nie martwić. Chyba jednak się martwił.
Stał przez chwilę obok mnie, jakby się nad czymś zastanawiając.
-Muszę pani jakoś pomóc. Proszę się o mnie oprzeć i wstać. Czy pani jedzie do pracy?
-Na uczelnię. Jeszcze studiuję… A pan pewnie gdzieś się śpieszy…
-Nie pan, tylko Jacek…- uśmiechnął się do mnie.
-Nie, wyszedłem tylko na krótki spacer.
Stwierdził, że powinnam się położyć, zamiast gdziekolwiek jechać i że na pewno nie zostawi mnie samej. Zaproponował, że zaprowadzi mnie na pobliską plebanię. Pomyślałam, że to chyba dobry pomysł. Nareszcie zobaczę, jak wygląda nasz nowy wikary.
-Gdzie jest plebania?- zapytałam.
-Nie wie pani… nie wiesz? Przecież tutaj mieszkasz, prawda?
-Nie chodzę do kościoła.- ucięłam. Nie był to temat, o którym lubiłam rozmawiać. Idąc, rozmawialiśmy dalej.

Jacek wypytał o rodzinę i studia. Droga była dość długa, więc miałam dużo czasu, żeby mu się przyglądnąć. Był naprawdę przystojnym facetem, kędzierzawym szatynem z niebieskimi oczami i dołeczkiem w brodzie. Szliśmy wolno w stronę kościoła. Zdziwiłam się, widząc, że mój opiekun nie dzwoni do drzwi. Otworzył je kluczem, który wyjął z kieszeni. Kiedy weszliśmy posadził mnie na krześle w kuchni i pomógł zdjąć płaszcz. Wtedy weszła jakaś kobieta.
-Niech będzie pochwalony- powiedziała.-Gdzie ksiądz się podziewał?
Ksiądz? Czy ja dobrze usłyszałam?
-No, gdzie ksiądz był? I kim jest ta osoba?
Jacek wyjaśnił całą sytuację. Kobieta zmierzyła mnie podejrzliwym spojrzeniem i wyszła na dwór, trzaskając drzwiami.
-Jesteś… księdzem?- zapytałam. Potwierdził, nie patrząc mi w oczy.

Wziął ode mnie beret i szalik, a później uklęknął i zaczął rozsznurowywać moje buty. Zdjął je, ale ciągle nie wstawał. Klęczał, trzymając w rękach moją stopę.
-Jaka śliczna, malutka nóżka…-zamruczał. -A jaka zimna. Zaczął ją rozcierać. Jestem bardzo wrażliwa na dotyk, więc od razu zrobiło mi się cieplej. Nie mówiąc już o tym, że widok klęczącego przede mną mężczyzny w koloratce był szalenie podniecający.
-Ciepło?- zapytał. W odpowiedzi tylko się uśmiechnęłam. W chwilę później poczułam, że jego rozgrzane ręce wędrują po moich łydkach.
-Co ksiądz… Jacek, co ty robisz???- prawie, że krzyknęłam.
-Mam przestać? Znalazłam się w kropce.

Jego dotyk był niezwykle przyjemny, przerażała mnie jednak myśl, że ktoś może nas zobaczyć. Jakby odgadł moje myśli. Wziął mnie na ręce i zaniósł do małego, przytulnego pokoju. Stało tam biurko i regały z książkami. Jacek posadził mnie na biurku i zamknął drzwi na klucz. Rozejrzałam się na około.
-To kancelaria parafialna- powiedział, podchodząc do mnie. Znów uklęknął przede mną. Tym razem patrzył mi długo w oczy. Pogłaskałam go po głowie. Bawiłam się pasmami kręconych włosów i delikatnie dotykałam twarzy.
-Chodź do mnie bliżej- poprosiłam. Jacek wstał z podłogi i stanął przy mnie.
Wyciągnęłam do niego ręce i wtuliłam się w niego. Pierwszy pocałunek był trochę niezręczny i niebyt długi. Następny – bardziej namiętny. Po chwili Jacek całował delikatnie moją szyję. Przeniknął mnie dreszcz. Zaczął rozpinać moją koszulę. Pod spodem miałam tylko podkoszulek na ramiączkach. Jego usta były coraz niżej. Jednocześnie głaskał moje ramiona i plecy. Nie pozostałam bierna – zaplątywałam pasma jego włosów między palce i wdychałam ich zapach. Podniósł podkoszulek, aby móc dotykać moich piersi.

loading…



Bardzo delikatnie głaskał sutki opuszkami palców. Zaczął je leciutko ssać i jednocześnie przygryzać. Było mi już bardzo gorąco. Cichutko jęknęłam. Jacek odsunął się ode mnie. Popatrzyłam na niego z oczekiwaniem.
-Nie mogę ci zrobić krzywdy- powiedział.
-Krzywdy? Zrobisz mi krzywdę, jeśli mnie teraz zostawisz.
Podeszłam do niego i mocno go objęłam. Powoli rozpinałam jego czarną koszulę, zdjęłam koloratkę i podkoszulek. Wtuliłam się w jego szerokie, łagodne ramiona. Już po chwili dotykałam jego klatki piersiowej i brzucha. Był harmonijnie zbudowany, a linie jego ciała były miękkie i subtelne. W tym momencie przeraźliwie go pragnęłam. Nie byłam tylko pewna, czego on ode mnie oczekuje. Żył przecież w celibacie. Czy miał w ogóle jakieś doświadczenia erotyczne? Zaczęłam rozpinać jego spodnie. Zsunęłam je nieco i położyłam rękę na jego pośladkach. Głaskałam je leciutko, a później podeszłam do niego od tyłu lizałam plecy, schodząc coraz niżej.
-Połóż się na brzuchu- poprosiłam.

Ułożył się na miękkim, puszystym dywanie przed biurkiem. Zdjęłam z niego spodnie. W dalszym ciągu dotykałam jego pupy i bioder, zarówno rękami, jak i czubkiem języka. Oddech Jacka stawał się coraz szybszy. Na chwilę przerwałam, ażeby za moment zająć się karkiem i rowkiem wzdłuż kręgosłupa.
-Dobrze?- zapytałam.
-Och… tak. Tylko trochę niewygodnie. Usiadł przodem do mnie.
Jego bokserki były mocno opięte. Dotknęłam go w tym miejscu. Zajęczał i złapał moją rękę.
-Dotykaj mnie. Zsunęłam jego bokserki.
Czułam na sobie jego spojrzenia, gdy dotykałam penisa. Bardzo delikatnie zsunęłam napletek i pokryłam tę najbardziej wrażliwą część pocałunkami. Leciutko lizałam główkę, jednocześnie dotykając trzonu i podstawy. Cały czas wzdychał i cichutko jęczał. Bardzo pragnęłam, żeby było mu dobrze. Zdawałam sobie sprawę, że stosunek nie wchodzi w grę. Prezerwatywy na plebanii?

Przerwałam pieszczoty i ułożyłam się na plecach.
-Dotykaj mnie nim- poprosiłam.
-Dotykaj nim moich piersi. Pochylił się nade mną.
Całował mnie długo i gwałtownie. Trzymając penis w ręce przesuwał go po moim brzuchu i piersiach, ażeby w końcu umieścić go między nimi. Przytrzymałam je rękami. Zaczął się poruszać, najpierw powoli i delikatnie, a potem coraz szybciej i mocniej.
-Kochanie- powiedział -Kochanie, dłużej już nie mogę!
-Spuść się na mnie… proszę, zrób to… Po chwili doszedł, głośno jęcząc i szlochając.

Całowałam go czule i delikatnie. Potrzebował dużo czasu, żeby wrócić do rzeczywistości.
-Pozwól mi zająć się tobą…- wyszeptał. Rozebrał mnie i ułożył na plecach. Sam położył się niżej, między moimi nogami. Najpierw długo całował stopy, później łydki. Jego język wędrował po moich udach, aż do wzgórka Wenus. Dotykał go, długo i subtelnie, bawił się włoskami. Pocałował delikatnie wargi i lekko je rozchylił. Głaskał językiem łechtaczkę, a później zaczął ją leciutko ssać. Jego ręce mocno ściskały moje pośladki. Byłam niesamowicie podniecona.
-Nie przestawaj…- wyszeptałam. Było mi naprawdę dobrze. Jego ruchy stawały się coraz bardziej gwałtowne, a wkrótce do języka dołączyły palce. Penetrował nimi moje bardzo już mokre wnętrze. Spełnienie nadeszło nagle. Leżałam drżąca w ramionach Jacka. Przez szum w uszach słyszałam jego słowa. Mówił namiętne, urywane słowa i obdarzał mnie delikatnymi pocałunkami. Od tej pory często odwiedzam moją parafię.