Jazda konna

Przeczytano: 450 razy
Jazda konna

Jazda konnaSłońce leniwie pięło się po błękitnym niebie, nie pozwalając tym samym by właścicielka pokoju, którego okna wychodziły na wschód, miała choćby minutę dłużej pozostać w łóżku. Dziewczyna ostentacyjnie zerknęła na budzik. Była siódma. Nieludzka godzina jak na wakacyjny poranek, ale ten dzień miał być wyjątkowy, czekała na niego cały rok. Chociaż Agata już od dawna uważała się za w pełni dorosłą, jej nieco nadopiekuńcza i być może nieco przewrażliwiona mama, nigdy nie wypuściła na dobre córki spod swoich skrzydeł. Wiele osób zarzucało Pani Leszczyńskiej, iż tym sposobem robi tylko krzywdę swojemu dziecku, a już z pewnością jej nie pomaga… Zdawać by się jednak mogło, że konserwatywna matka nie zauważała tych uwag. Agata musiała doczekać się dziewiętnastki by namówić rodzicielkę na samodzielny wyjazd. Jedyną towarzyszka podróży miała być jej dobra koleżanka – Iwona. Obie dziewczyny łączyła oprócz przyjaźni, wspólna pasja – od dzieciństwa jeździły konno. Wakacyjny wyjazd musiał więc mieć wiele wspólnego z tymi zwierzętami…

*
– Kochanie, ale na pewno wszystko wzięłaś? – dopytywała się przejęta Pani Leszczyńska.
– Tak mamo, pytałaś już o to dzisiaj już ze sto razy….
– Córcia, to zapytam jeszcze sto pierwszy jak będzie taka potrzeba, martwię się o Ciebie, nigdy nigdzie sama nie jechałaś. A, i pamiętaj – jak Ci tam będzie źle, albo nie będzie Ci się podobało, to wracaj pierwszym pociągiem!
– Dobrze, ale ja z góry wiem, że będzie fantastycznie. Zastanów się – z końmi, codziennie jazda w górach… jak może być inaczej? – rozmarzyła się Agata.
– Chodźmy już w takim razie, bo spóźnimy się na pociąg – oświadczyła matka i zgarnęła kluczyki ze stołu.

Kiedy obie wsiadły do samochodu, dziewczyna ostatni raz zerknęła na dom. Wiedziała, że będzie tęsknić, ale była przekonana, że ten samodzielny wypad w dodatku w góry i na konie będzie najlepszym wakacyjnym wyjazdem jej życia. Z niecierpliwością tłamsiła w ręku telefon w oczekiwaniu na sygnał od Iwony, która miała dać jej znać jak tylko wyjedzie od siebie z domu. Niemalże na zawołanie – komórka zaczęła dzwonić. Po kilku sekundach Aga zdecydowała się odebrać. Trzymała telefon przy uchu, a jej źrenice robiły się coraz większe, chwilę potem telefon wyślizgnął się z ręki i upadł na siedzenie.
– Co się stało?! – mama dziewczyny ostro zahamowała widząc przerażenie malujące się na twarzy jej córki.
Agata ledwo złapała oddech, podniosła słuchawkę. Zdążyła powiedzieć ciche „cześć”.
– Co jest kochanie, co się stało!? – dopytywała zaciekawiona rodzicielka.
– Iwona ze mną nie pojedzie. Jej tata miał zawał… – wykrztusiła.
– Rany boskie! Jak to?
– Nie wiem, nie mogła nawet mówić. Powiedziała tylko, że mnie bardzo przeprasza i że nie jedzie… Nie może zostawić ojca.
– A ty…? – niepewnie zapytała Leszczyńska.
– Chyba jadę… Nie wiem co mam zrobić… Za pół godziny mam pociąg…
– Pojedziesz sama..?
– Mamo, jest już wynajęty domek… Wszystko zapłacone inaczej te pieniądze przepadną, poza tym tak bardzo się nastawiłam…. Z drugiej strony może powinnam być przy Iwonie, sama nie wiem… – wkrótce miało się spełnić marzenie Agi, kiedy nielitościwy los pokiereszował jej plany.
– Może zadzwoń do niej? Zapytaj czy nie będziesz jej potrzebna… – zaproponowała mama.
Po kilku minutach dziewczyna była już pewna, że może spokojnie jechać. Iwona stanowczo zaprotestowała jakoby przyjaciółka miała z tego powodu zrezygnować z zaplanowanego wyjazdu. Po godzinie, z wyrzutami sumienia, nieco kwaśniejszą miną i pozbawionymi entuzjazmu myślami – jechała już pociągiem do Brzezin.

loading…


*
Kiedy wysiadła na dworcu w tej małej miejscowości przez chwilę poczuła się najbardziej zagubioną istotą na Ziemi. Nie wiedziała dokąd iść, co ze sobą zrobić. Wzięła się jednak szybko w garść i sięgnęła do kieszeni po wizytówkę. „Brzeziny 14” – odczytała. Z nie lada wysiłkiem przytaszczyła wielką torbę do najbliższego postoju taksówek i podała kierowcy wskazany na kartce adres. Kiedy samochód zatrzymał się pod drewnianym szyldem z napisem „Stadnina pod Brzozami” na twarzy Agaty pojawił się promienny uśmiech. Z rozpędu o mały włos, a zapomniałaby zapłacić taksówkarzowi. Stała jak słup wpatrzona w tabliczkę, kiedy nagle usłyszała jakiś głos.
– Zamierzasz tak tutaj stać czy może wejdziesz dalej? – spod kowbojskiego kapelusza patrzyła na nią para czekoladowych oczu. Przeszywające spojrzenie i szelmowski uśmiech właściciela tych niebywałych tęczówek, tak ją zahipnotyzowały, że nawet nie zauważyła kiedy chłopak wziął od niej walizkę i gdzieś z nią poszedł…
– Ej, gdzie ty z tym idziesz? – zapytała zbulwersowana.
– Do twojego domku. Tak w ogóle, Michał jestem. – przedstawił się, poprawiając kosmyki długich, kasztanowych włosów, które niesfornie opadały mu na twarz.
– Agata… – odpowiedziała cicho.

Podążała jego śladem, kiedy wkrótce stanęli przed uroczym drewnianym domkiem. Werandka ukryta pod bujnymi liśćmi bluszczu, kamienna ścieżka, karminowe pelargonie na malutkim balkonie i woń kwitnącej nieopodal jabłoni – to wszystko robiło tak bajkowe wrażenie, że Aga po raz kolejny stała jak wryta i nie mogła oderwać wzroku od swojego nowego miejsca zamieszkania.
– Ślicznie tutaj…
– Domek jak każdy inny. Mamy tu takich 6, tylko w pewnych odległościach od siebie. No, to czuj się jak u siebie. Co do koni, umówisz się z szefem kiedy będziesz miała jazdy i jak długie. Główne zabudowania, o te tam – wskazał ręką – to karczma, która pełni tu też rolę stołówki. Tam mamy posiłki. Obok jest stajnia i dom właścicieli. – wyjaśnił krótko.
– Aha… To ty nie jesteś stąd? – zapytała nieśmiało Aga.
– Nie, przyjechałem tu tak samo jak ty, ale powiedzmy, że jestem tu już stałym bywalcem i wiem gdzie co jest. Jak będziesz czegoś potrzebowała to mój domek jest za tym strumykiem.
– Ok, dzięki. O której jest kolacja?
– O 19. Śniadania o 9, a obiady o 14. Chodź może do karczmy, chyba, że chcesz się najpierw rozpakować – uśmiechnął się Michał.
– Przyjadę tam później, na razie się troszkę tutaj rozejrzę – Aga również odpowiedziała uśmiechem.
Chłopak wbił w nią ciekawskie spojrzenie i już bez słowa udał się w kierunku owych zabudowań.

*
Karczma rodem prosto z Dzikiego Zachodu zrobiła niebagatelne wrażenie na Agacie. Drewniane ściany, stylowy kominek, bar przy którym można było usiąść i skosztować całej gamy alkoholi rozmaitego kalibru czy też spróbować czegoś z tutejszego menu. Michał przy kolacji cały czas zerkał na Agę, ale nie zamienił z nią w czasie posiłku ani jednego słowa. Dziewczyna była natomiast tak pochłonięta rozmową z właścicielem stadniny, że nawet nie zauważyła kiedy zegar wiszący pod sufitem wybił 20. Zebrała się więc szybko i udała do swojego domku. Czuła się tu trochę samotna. Nie było żadnej osoby w jej wieku, ośrodek był pusty. A z jedyną bratnią duszą jaką mógłby zdawać się Michał ciężko było nawet chwilę porozmawiać. Zdawał się być taki niedostępny… W głębi duszy czuła jednak, że długie włosy niedbale opadające mu na czoło, uśmiech, przeszywający wzrok, podarte dżinsy i rozpięta flanela kręcą ją bardziej niż widok niejednego aktora uważanego powszechnie za uosobienie piękna. W tym chłopaku po prostu było coś niezwykłego. Nie wiedziała jeszcze do końca co, ale już teraz czuła, że jedno jego spojrzenie przyprawia ją o dreszcze.

Siedziała już od kilkunastu minut nad książką. W pokoju paliła się tylko mała nocna lampka, a delikatny wiatr stał się nieproszonym gościem, który wkradał się przez uchylone okno. Nagle energicznym ruchem zamknęła okładki lektury i poczuła nieodpartą chęć przejechania się na koniu. W końcu po to tutaj przyjechała, więc nie mogła znieść myśli, że puści się galopem przez te dzikie pola i łąki dopiero jutro. W przypadku Agi od myślenia do działania niedaleka byłą droga więc wsunęła na nogi trampki i nie zamykając nawet drzwi, pobiegła do stajni.

Było już późno i dobrze wiedziała, że konie o tej porze są już nakarmione i nikogo przy nich nie będzie. Mimo to wolała jednak zachować ostrożność by nie zostać zdemaskowaną przy nocnych eskapadach. Po głowie chodziły jej tylko słowa właściciela który uprzedzał o konsekwencjach zabierania koni w teren bez jego pozwolenia. Nie było tu jednak mowy o pytaniu się kogokolwiek o jakąkolwiek zgodę. Drzwi siodlarni były uchylone co nieco ją zaniepokoiło. Nacisnęła jednak klamkę i ostrożnie weszła do środka. W półmroku zobaczyła zarysy sylwetek koni, a głuchą ciszę przerwało ciche rżenie. Podeszła do jednego z boksów i już miała chwycić zasuwkę kiedy spostrzegła, że jest już otwarta. Kiedy znalazła się w boksie o mało co nie zemdlała z przerażenia. W ciemnościach zupełnie nie zauważyła Michała, który stał z drugiej strony i najwyraźniej miał niezły ubaw z całej sytuacji.
– Co Ty tutaj robisz? – zagadnął kiedy opanował już tłumiony śmiech.
– O to samo mogłabym zapytać Ciebie. – odparła chłodno.
– Więc nie pytaj. Weź Pioruna i zrób to, po co tu przyszłaś. – mruknął i wyszedł z boksu.
– Zaczekaj!
Michał zatrzymał się i odwrócił.
– A Ty? Wciąż nie wiem co robiłeś tu o tej porze.
– Przekonasz się. Być może niedługo – odparł tajemniczo i zniknął w siodlarni.

Lada moment pojawił się z siodłem przewieszonym przez rękę. Kilka minut później wyprowadził przed stajnię Czarnego, jednego z najbardziej niespokojnych, tutejszych koni.
– Może więc pojedziemy razem? – rzucił niespodziewanie.
– Skąd wiesz, że chcę jechać?
– Bo sam po to tutaj przyszedłem – uśmiechnął się – nie od dziś mam ten zwyczaj. Uwielbiam jazdę nocą, a jeśli Ty też, to nie pozostaje mi nic innego jak zaproponować Ci moje towarzystwo.

Agata z uśmiechem na ustach dosiadła Pioruna i w pełni ufając Michałowi, pokierowała konia jego śladem. Jechali długo. Noc była ciepła, a niebo bezchmurne. Jedynie miliony migoczących gwiazd i połyskująca na złoto tarcza księżyca zdobiły szafirową kopułę. Dziewczyna zaczęła się już niepokoić, że za nadto oddalili się od stadniny, jednak najwyraźniej Michał nic sobie z tego nie robił. W jednej chwili zaczął galopować i wręcz uciekać Agacie. Przerażona, zaczęła za nim krzyczeć, tłumaczyć, że nie zna tego terenu i tym bardziej nocą może się zgubić. Michał był bezwzględny. Jakby zupełnie nie docierał do niego jej głos. Zatrzymał się jendak nieoczekiwanie na niewielkiej polanie, którą przecinał mały strumień.
– Nieopodal jest jezioro, chodź, pokaże Ci, to moje ulubione miejsce.
– Nie rób tego więcej. Bałam się, że mnie tu zostawisz. Przecież wiesz, że nie trafiłabym sama do ośrodka.
– Wiem też jak pięknie iskrzą Ci oczy w blasku księżyca. – powiedział nieco ciszej i zeskoczył z konia.

loading…



Podszedł do Pioruna, na którym wciąż siedziała Agata i podał jej rękę. Kiedy dziewczyna znalazła się już na trawie, nie zastanawiając się dłużej, objął ją w talii. Ich oddechy nagle się splotły, a oczy spotkały się na jednej linii. Wpatrzeni w siebie stali tak przez krótką chwilę, która zdawała się trwać wieki. Nieoczekiwanie Michał wpił się jak w usta Agaty, zachłannie całując każdy ich kawałeczek. Jego język zagłębił się w nią i pieścił wyszukanymi sposobami. Całowali się z coraz większą dziką pasją, namiętność sięgała granic, a czarnowłosy chłopak sięgnął do zapięcia koszuli Agaty. Rozpinał ją z uwagą, guzik po guziku. Delikatnie odsłonił jej nagie ramię, bez ramiączka od biustonosza. To jeszcze bardziej pobudziło rozpalone już do granic możliwości zmysły. Zapragnął ją mieć tu i teraz, zwierzęcy instynkt i agresja jaką w sobie kumulował zwyciężyły tajemniczość i dystans. Agata nie opierała się, już od pierwszych chwil marzyła o tym co za chwilę mogło nastąpić. Zrzuciła z niego pospiesznie flanelę i ujrzała nagi tors. Przejechała po nim ręką…

Gdy Michał przycisnął ją do siebie, poczuła jak uginają się pod nią nogi. Upadła na ziemię, a chłopak wykorzystując okazję, nachylił się nad nią. Obdarował czułym pocałunkiem jej usta, a kiedy jego miękki język opuścił wargi, poczuła go na dekolcie i szyi. Piersi zaczęły falować w rytm przyspieszonego oddechu, a sutki nabrzmiały z podniecenia. On wprawnymi ruchami palców zaczął je pieścić, następnie muskać ustami. Bawił się nimi jak prawdziwy wirtuoz sztuki miłosnej. Wiedział gdzie ją dotknąć by doprowadzić do maksymalnej rozkoszy. Przewrócił ją na brzuch i zdzierając do reszty białą koszulę, zaczął robić jej masaż karku. Przeciągły pomruk i uśmiech na twarzy były wyrazem zadowolenia Agaty i aprobaty dla tego co robi. Oddała mu się w pełni, pozwoliła by jego silne dłonie masowały jej plecy i dotykały pośladków. Nie był delikatny, chciał raczej by czuła jego siłę i nacisk jego ciała. Powoli, linią kręgosłupa dotarł znów do pośladków – tam się zatrzymał. Odwrócił ją przodem do siebie i głaszcząc palcami po brzuchu sięgnął do rozporka jej dżinsów.
– Jesteś tego pewna?
– A czy te bystre oczy, które aż płoną żywym ogniem, nie widzą, że jest to moje jedyne aktualne marzenie? – odpowiedziała zawadiacko się uśmiechając.

Nie musiała zachęcać go ponownie. Rozpiął spodnie. Chwilę później pozbył się także swoich. Kiedy się na niej położył poczuła twardość przy udach, a jej wyobraźnia zaczęła pracować na pełnych obrotach. Póki nie widziała jego skarbu, czuła jeszcze większe podniecenie. Serce biło jak szalone, a myśli zadręczały się by odpowiedzieć na pytanie, cisnące się do głowy – kiedy to będzie? Chciała już, a jednocześnie trwająca chwila była tak piękna, że mogłaby ją zachować już na zawsze. Michał zaczął ocierać się o nią, pocierając tym samym o materiał bordowych majteczek Agi. Czuła podchodzącą już wilgoć, ale on był bezlitosny. Zdawać by się mogło, że lada chwila jego stojący w bokserkach penis eksploduje, a on w najmniej oczekiwanym momencie wstał, podszedł do konia i sięgnął po przytroczony do siodła sznurek.
– Ręce – warknął zmieniając się z czułego kochana w tyrana.
Agacie jednak to imponowało i posłusznie dała nadgarstki by ten mógł ją związać. Kiedy była już unieruchomiona zsunął bokserki i stał tak przed dziewczyną jak słup soli. Nagi, w pełnej okazałości… Jej zmysły szalały na ten widok, a on torturował ją tym widokiem. Sięgnął do swojej męskości zaczął ją gładzić, dotykać. Wiedział, że Aga wiele by dała by zrobić to za niego, a jednocześnie podniecało go jak wije się na ziemi, nie mogąc nic zrobić. Oblizywała się na sam jego widok, lecz granice jego wytrzymałości też pękły. Podszedł do niej i niemalże usiał jej na twarzy. Aga czuła tę cudowną męską woń, zapach dzikości i namiętności. Uśmiechnęła się tylko i szepnęła
– Nawet żyjący samotnie pustelnik, poczuje ciarki na plecach na widok nagiej kobiety, która powtarza mu cichutko „weź mnie”. Wiem, że mi się nie oprzesz….
– Dlaczego kobiety tak często mają rację? – zapytał i pochylił się nad nią zaczynając całować jej piersi.

Oblizywał sutki dookoła, zaczął je nawet podgryzać, a ból jaki to nawet przynosiło jeszcze bardziej rozpieszczał Agę. Rozwiązał ją i zdzierając z niej resztkę bielizny wpił usta w jej kobiecą perłę. Jego giętki język radził sobie doskonale, a nagrodą okazały się cichutkie pojękiwania Agi. Wzdychała z otwartymi ustami i przymkniętymi oczami, odchylając głowę do tyłu. Paznokcie z całych sił wpijała w ziemię. W skroniach pulsowała jej krew, jednak największy dreszcz czuła tam na dole, kiedy masował jej muszelkę. Nieoczekiwanie podniósł się i bez żadnego uprzedzenia, z całą brutalnością i brakiem zahamowań, wszedł w nią. Poruszał się w niej jak szaleniec, nabierał szatańskiego tempa. Jej pośladki drgały i trzęsły się, piersi podskakiwały, z krtani dobiegało kocie mruczenie i dzikie jęki. Zaciskała zęby, czuła jak wariuje w niej, jak robi z nią co tylko chce. Kiedy zwolnił zrozumiała, że przeżywa najcudowniejszą noc swojego życia. Nie pozwolił jej jednak długo rozmyślać, znienacka zaczął wręcz na niej cwałować jak dziki, nieokrzesany koń, rozdzierać jej korytarz tajemnic. Nadszedł szczyt. W jękach i błogiej rozkoszy w krzyku i odgłosach namiętności – doszedł – eksplodował wprost do jej wnętrza, a kilka sekund po nim, także ją zalały fale orgazmu. Pocałował ją namiętnie i tylko do ucha szepnął
– Czuję się przy Tobie jak w raju….