Poley – brutal

Przeczytano: 1 085 razy
Poley - brutal

Poley - brutalPoley Vino fantazjuje na temat brutalnego seksu.

Łazienka. Kabina prysznicowa, wanna, półka z jakimiś szamponami i kosmetykami… Ona i on w wannie…

Popchnął ją do tyłu, klęczała, on wstał, dotknął naprężonym członkiem jej twarzy… Gwałtownie otworzyła oczy i pochyliła głowę do przodu, chcąc uniknąć tego dotyku. Ale on musiał natychmiast, już. Złapał ją lewą ręką za włosy, odciągnął do tyłu, pomasował prawą ręką napięty członek, chwycił go u podstawy i uderzył nim w jej policzki i usta, raz z prawej.. raz z lewej.. i znowu z prawej. Nie miała już zamkniętych oczu, patrzyła przestraszona. Nie zauważyła, że już dochodził. Zaczął szczytować. Dotknął główką jej ust i pierwszy skurcz wyrzucił spermę właśnie tam, dając jej spłynąć po brodzie. Wszedł męskością w jej włosy i drugie tryśnięcie wbiło tam ładunek nasienia.

Szarpała się i przeszkadzała rękoma, ale kopnął ją pod przeponą, żeby przestała. Zdecydowanym ruchem wycelował w jej twarz; trzeci skurcz wstrzelił spermę w jej usta, otwarte w bolesnym bezdechu na skutek wcześniejszego kopniaka w brzuch. Kilka dalszych konwulsyjnych skurczy przyniosło już tylko po parę kropli nasienia, które rozmazał członkiem po jej zamkniętych znów oczach, mieszając je z jej łzami. Potem chwycił jedną ręką jej policzki, ścisnął, a drugą ręką zgarnął trochę swoich gęstych soków z jej twarzy do jej rozwartych lekko na skutek uścisku ust. Próbowała wypchnąć językiem, ale bezskutecznie, bo blokował ręką. W końcu odruchowo przełknęła i tę porcję, i co tam jeszcze miała z jego wytrysku; wtedy ją puścił.
„Posmakuj mojej spermy, musisz się przyzwyczaić” powiedział głośno i wyraźnie.
Wychodząc z wanny kopnął ją jeszcze raz w brzuch, za karę, że przeszkadzała mu w obspermianiu jej twarzy. Rozległo się przeciągłe burknięcie – to kopniak wyzwolił trochę gazu i coś tam jeszcze z jej odbytu. Sam się zdziwił, skąd u niego tyle agresji i brutalności. Poszedł pod prysznic, potem wziął portfel. Zauważył, że ona sprząta wannę, dobra dziewczyna, chciał ją pogłaskać po głowie, powiedzieć jakieś dobre słowo, ale przypomniał sobie o spermie w jej włosach…

Wychodząc, podniósł też swoją plastikową butelkę z piciem. Nagle zaświtała mu pewna myśl. Dziewczyna nadal była pochylona nad wanną. Podbiegł, złapał ją od tyłu za krocze, szarpnął w górę i do przodu. Jęknęła z bólu, ale zgodnie z jego przewidywaniami udało mu się ją przewiesić przez brzeg wanny: głowa i ręce na dnie, pupa wypięta w górę nad zaokrągloną żeliwną krawędzią, nogi na podłodze.
„Tylko spróbuj mi się ruszyć!” – powiedział.
Odkręcił butelkę, była tam jeszcze z połowa wody. Wcisnął końcówkę w jej odbyt i mocno ścisnął butelkę, wpompowując płyn. Dziewczyna zaskowyczała głośno, zaczęła rozdzierająco płakać i uderzać czołem o dno wanny.
„Ooooch, och och! Ooooch, och och!” Wyjął butelkę, ostrożnie, żeby nie uszkodzić wylotu jej odbytu.
Pochylił się, podniósł ją za szyję lewą ręką, a prawą otwartą dłonią trzasnął w twarz.
„Chcesz jeszcze, czy się zamkniesz?” – spytał cicho.
„Za… amknę…” odpowiedziała, szlochająca, udręczona, z krwią kapiącą z nosa.
„Tylko proszę już tam nieeeeeee!” – znów rozdarł ją przeżałosny płacz, ale kolejne uderzenie w twarz ponownie ją uciszyło.

Nadal rozrywały ją spazmy rozpaczy, lecz przestraszona starała się wylewać łzy bezgłośnie, zakrywając nawet dłonią usta i niemal dusząc się od tych starań. Szybkim ruchem zgiął ją do poprzedniej pozycji, rozpiął rozporek, napełnił butelkę do połowy własnym moczem, chciał znów wcisnąć w jej tylny otwór ale się rozmyślił. Wziął z półki oliwkę dla niemowląt, otworzył, przytknął do jej rozetki. Zaciskała pośladki, ale parł mocno i w końcu wstrzyknął potężną porcję olejku do wnętrza jej pupy. Potem wziął butelkę z ciepłym moczem, tym razem weszła już łatwo, ścisnął, trochę wylało się bokiem, ale większość jego złotego płynu weszła tam gdzie trzeba. Klepnął ją w tyłek:
„Do wanny!” zakomenderował – „Nie tak! Prosto stój! Tak, przodem do mnie.”
Spojrzał wprost w jej wystraszone oczy. W jej twarzy był przestrach i nieme błaganie. Nie wiedziała czego się teraz miała spodziewać. Ale jego plan był prosty: lewatywa, żeby móc potem wcisnąć swój członek w czyściutki odbyt. Wciąż patrząc jej w oczy, nagle uderzył ją dość mocno pięścią w brzuch. Zobaczył coś w rodzaju zdziwienia w jej oczach. Rozległ się jej cichy jęk i głośny, przeciągły odgłos – to brązowy strumień wystrzelił z jej pupy, opryskując ścianę i wannę.

Grymas bólu i zażenowania wykrzywił jej ładną buzię. Uderzył jeszcze raz. Oprócz brudnego płynu i dalszej porcji gazu, jej odbyt opuściło też parę kawałków czegoś gęstszego. Nie mając innego oparcia, zgięta po uderzeniu runęła na niego, jej czoło na jego piersi, jej dłonie na jego ramionach, cała trzęsąca się w bólu i rozpaczy. Szturchnął ją w brzuch kolanem. Wyleciała już tylko odrobina rzadkiego kału, który powoli spływał po jej nogach.
„Umyj się świnio!” – rozkazał.
Drżącą ręką odwinęła z kranu nad wanną wąż z prysznicową końcówką, odkręciła kran i opłukała najpierw odbyt i pośladki, a potem brudne od kału uda, łydki, ścianę, wannę.
„Jeszcze raz. No, dalej, wypinaj się!” – rozkazał. Zaczęła rozpaczliwie protestować. Wyszła z wanny, runęła na podłogę, objęła jego nogi i z płaczem błagała żeby już nie, żeby się zlitował, żeby już nie wkładał jej butelek w pupę, że ona zrobi co on zechce, będzie go lizać i całować, tylko
„Proszę, proszę, proszę, już nie w pupęęęęę… Nieeeeeeheeeeheeee” – poniósł ją spazmatyczny płacz.
„Chcesz lizać? No to liż” – odparł i szybko się rozebrał.

loading…



Rozłożył czysty ręcznik na podłodze, położył się na nim na plecach z głową przy samej ścianie, uniósł rozstawione nogi do góry tak mocno, że jego stopy spoczęły na ścianie za jego głową. Jego odbyt był teraz dobrze wyeksponowany.
„No, liż!” – zawołał.
Stała i patrzyła z mieszaniną niedowierzania i przerażenia. Postanowił jej dać trochę czasu. Leżał w podniecającym oczekiwaniu na wilgotny język liżący jego rowek. Dziewczyna w końcu podeszła, uklęknęła, pochyliła buzię nad jego jądrami i zaczęła je na zmianę delikatnie całować i lizać, najpierw jedno, a potem drugie. Potem zaczęła jeździć językiem po jego członku. Było to przyjemne, ale postanowił przywołać ją do porządku.
„Tu! Tu masz lizać!” – pokazał palcem. Spojrzała na niego przestraszona, po czym pochyliła się i dotknęła językiem okolicę odbytu. Wycofała język. Dotknęła jeszcze raz i znowu wycofała. Westchnął, wstał. Uciekła w róg pomieszczenia:
„Nie! Nie” – skuliła się w kącie. Złapał ją za włosy, przyciągnął jej zapłakaną twarz do swojej twarzy.
„Za dobry jestem dla ciebie!” – wysyczał.
„Już będę! Już będę!” – wykrztusiła.

Wrócił na miejsce, przyjął poprzednią pozycję. Podbiegła, już nawet nie klękała, położyła się na brzuchu, przez chwilę walczyła ze sobą, po czym zaczęła z płaczem i widocznym obrzydzeniem lizać jego odbyt, długimi ruchami języka. Jej język zaczynał pomiędzy pośladkami od strony pleców, potem czuł jego zdecydowany ruch w górę, poprzez odbyt, aż do nasady jąder. I w górę, i jeszcze raz, po rozszerzonym rowku. Powtarzała to rytmicznie.
„Teraz tylko dziurę. Całuj, liż. Trochę wyżej. O, tak dobrze” – odczuł niesamowite zadowolenie. Poczuł zbierający się gaz, domagający się uwolnienia. Ulżył sobie dokładnie wtedy, gdy jej usta objęły okolicę odbytu a język delikatnie penetrował brzegi otworu. Niewielka porcja cuchnącego gazu z krótkim, przytłumionym przez jej usta pruknięciem trafiła prosto w jej język. Odskoczyła z obrzydzeniem, ale widząc jego irytację czym prędzej wróciła do poprzedniej pozycji, obawiając się widocznie dalszych kopniaków czy bicia. Zajęło jej to ładnych parę sekund zanim się w końcu przemogła i zaczęła znów lizać.

Bardzo go to podnieciło. Nie obchodziło go już, czy lewatywa była wystarczająca czy nie, czy jej tylne wnętrze jest zupełnie czyste… Gwałtownie wstał, zaciągnął ją znów na brzeg wanny.
„Nieeeee! Nieeee!” – rozdarła się.
Płakała spazmatycznie, ale nie zważał na to. Wziął butelkę z oliwką, przyłożył do tylnego otworu dziewczyny, wlał w nią jeszcze trochę. Usiłowała się wyprostować, ale chlasnął ją ostrzegawczo parę razy dłonią po plecach i boku. Przestała stawiać opór. Przez chwilę jeździł czubkiem penisa po jej rowku. Zatrzymał dokładnie na otworze odbytu. Zadrżała na całym ciele. Pchnął powoli. Główka weszła do połowy w jej śliski od olejku odbyt. Jęknęła. Pchnął dalej. Jego główka weszła już cała, a mięśnie jej odbytu spazmatycznie zacisnęły się na trzonie jego członka. Ruszał powoli biodrami w górę, w dół i na boki, by spenetrować swym organem jej wnętrze. Było tam ciepło, ciasno i przyjemnie. W dole poczuł elastyczną ściankę. Pochylił się, wsadził palec w otwór sromu swej ofiary i namacał obły kształt główki swego własnego organu, oddzielonego od jego palców jedynie elastyczną ścianką we wnętrzu ciała dziewczyny. Nie zważał na jej jęki, że boli i błagania by przestał. Najpierw pomasował się jeszcze trochę, a potem wyjął palce z cipki i zaczął po prostu ciężko pracować, wykonując szybkie ruchy w jej pupie. Jej odbyt nadal zaciskał się na jego trzonie, a żołądź ocierał się o ciepłe i ciasne wnętrze. Wycofał się trochę, tak, by główka była ściśnięta w otworze jej pupy. To rozwarcie jej tylnego otworu sprawiło jej widoczny ból, zaskowyczała jak cierpiąca suka, ale równocześnie mięśnie jej odbytu kilkakrotnie zacisnęły się spazmatycznie na główce jego penisa, wywołując u niego kolejną falę rozkoszy.

Nie mógł już dłużej czekać. Pchnął najdalej jak potrafił, aż po same jądra, które zaczęły już brać udział w tym niesionym przez orgazm procesie wypchania nasienia na zewnątrz. Poczuł bolesny nieomal skurcz w okolicach moszny. Jej dziewiczy odbyt w ciągu paru sekund wypełniła jego sperma. Dziewczyna zaczęła kwilić, szlochać. Wycofał się, spojrzał na jej zapłakaną twarz. W nozdrza uderzył go zapach jego członka – był to zapach jej odbytu, jej kału. Rzucił ją na kolana. Nie musiał nawet bić. Wiedziała, co ma robić.

Posłusznie wzięła do ust jego mięknący już organ i wyssała do czysta. Na kolanach przesunęła się w stronę wanny i zwymiotowała. Podciągnęła się do kranu i wypłukała usta. Zapragnął spuścić się jeszcze jeden raz. Zaczął się onanizować szybkimi ruchami. Gdy wymęczony członek dał za wygraną i był bliski wytrysku, podszedł do dziewczyny. Zrezygnowana, umęczona otworzyła usta. Nawet nie zdążyła possać. Wepchnął tak głęboko, że znowu miała odruch wymiotny. Dławiła się, usiłowała wycofać głowę, ale przytrzymał rękami za włosy na jej skroniach, bo właśnie tryskał, prosto w jej gardło. Po paru sekundach uwolnił jej głowę. Zakrztusiła się jego nasieniem, kaszlała, nie mogła złapać oddechu, część uszła jej nosem. Wycisnął parę ostatnich kropel białawej cieczy na jej jasną pierś.

Fajnie było, pomyślał i powoli zaczął odpływać w krainę snu. Nie ma jak fantazje!