Poley i dziewica

Przeczytano: 719 razy
Poley i dziewica

Poley i dziewicaCo to za ciało leży tam bez ruchu, na stole do masażu? A, to Poley. Poley Vino, dokładnie mówiąc. Poniesiony na fali własnych fantazji, przez chwilę zapomniał, gdzie jest, ale teraz był już gotów do zejścia z nieba na ziemię. Stół do masażu, ciemny pokój, mała Chinka ściera ręcznikiem jego spermę ze swojej ręki i lewej piersi.

Fajnie było, ale jednak nie był tak do końca zadowolony. Denerwowała go lekko wyniosłość tej małej i to, że nie pozwoliła mu na bardziej zaawansowane pieszczoty. I jeszcze w dodatku się rozmyśliła i najpierw dała mu lekko dotknąć cipeczkę, a potem jednak nie. Na stosunek nie liczył, w takich miejscach nie można na to liczyć i nawet nie chciał zespolenia, nie po to tutaj przyszedł; ale lubił jednak trochę więcej uległości i trochę więcej szacunku dla klienta.

Wstał, pokazała mu drogę do prysznica, korytarzem do końca i w prawo. Prysznic nawet dość czysty… Umył brzuch i co tam jeszcze było lepkie od jego nasienia. Wytarł się pachnącym świeżością ręcznikiem, wrócił do pokoju. Ubierał się nie patrząc na nią. Znowu zadała jakieś głupie pytanie… A właściwie dziwne pytanie, o nazwę dzielnicy, w której się znajdowali. Domyślił się, że była nietutejsza i pewnie niedawno przybyła. Podał nazwę zupełnie innej dzielnicy w odległym mieście. I jeszcze powiedział, niby żartobliwie, cicho, twarz przy twarzy:
„Nie zadawaj zbyt wielu pytań!” i głupio się zaśmiał.
Definitywnie było w niej coś, a może w nim, co powodowało u niego ledwo wyczuwalne uczucie złości pomieszanej z lekkimi wyrzutami sumienia. Te wyrzuty to chyba z powodu jego wcześniejszych fantazji na temat Maryi, której obraz wisiał na ścianie. Gdy dziewczyna doprowadzała go do wytrysku masując jego członek ręką, on sobie ucinał pogawędki z Matką Bożą – niby nic, od dawna przecież nie był religijny, ale widocznie jest coś takiego zakodowane w mózgu, że jak kiedyś wierzyłeś, to potem masz wyrzuty gdy zbluźnisz.

Nagle tknęła go pewna myśl. Zdjął rękę dziewczyny z klamki, popchnął ją lekko z powrotem wgłąb pokoju i cicho zapytał, o co chodzi z tymi pytaniami o dworzec, o dzielnice… Czy mógłby w czymś pomoc? Czy ona przebywa tutaj wbrew własnej woli? Nie zamierzał jej naprawdę pomagać, cokolwiek by mu powiedziała. Ale chciał zbadać grunt i pomyśleć, co dalej. Rodził się w jego głowie pewien niejasny jeszcze plan. Plan nakablowania na nią pracodawcy, narobienia jej kłopotu, może odcięcia jakichś kuponów dla siebie, spowodowania, żeby była bardziej uległa, żeby zrobiła rzeczy, na które się nie godziła, żeby ją mógł upokorzyć, zmusić do tego czy owego… Tak naprawdę nie chciałby jej upokorzyć, nie było by to w jego stylu, ale lubił popuszczać wodze fantazji.

Nic nie powiedziała. Wyglądała na przestraszoną jego pytaniami, może jego wyrazem twarzy. Złapał ją za włosy, delikatnie pociągnął jej głowę do tyłu i wyszeptał jej do ucha
„ja tu jeszcze wrócę, zobaczysz! Idę to szefa”. Teraz była już nie na żarty przestraszona. Objęła go ramionami, pogłaskała drżącą ręką po głowie, zbliżyła usta do jego ucha i szeptała, żeby nie szedł, że jak znowu przyjdzie to będzie fajnie, że da mu szczytem członka pocierać jej sutki tak jak tego chciał… że mógłby nawet trochę dotknąć jej cipkę… Koniuszkiem języka liznęła jego ucho.
„OK, to powiedz mi teraz: będziesz mi ssała? aż do wytrysku?” Spuściła wzrok, ciężko oddychała, nie dala odpowiedzi.
„Będziesz?!?” szepnął głośno, świszcząco w samo ucho, lekko potrząsając ją za ramiona. Nadal ze wzrokiem spuszczonym w dół, pokręciła przecząco głową.

Dobra. Co teraz? Wstąpiło w niego coś złego. Szantażem nie da rady wytargować tyle, ile by chciał. Odepchnął ją, wyszedł z pokoju, skręcił w prawo i jeszcze raz w prawo, do kuchni. Facet, pewnie ten, z którym rozmawiał wcześniej przez telefon, siedział przy stole i czytał jakąś chińskojęzyczną gazetę. Podniósł wzrok i gwałtownie wstał, widocznie zaniepokojony niespodziewaną wizytą klienta. Wstała również kobieta, też mniej więcej pięćdziesięcioletnia i też z Chin, szczupła, w okularach.
„Wszystko w porządku?” spytała z charakterystycznym akcentem.
„Właściwie tak, ale chciałem chwilę pogadać, jeżeli można” – uśmiechnął się, chcąc przełamać lody.
Mężczyzna podszedł do niego i zapraszającym gestem pokazał drzwi na korytarz
„Chodźmy do pokoju, tam porozmawiamy, o-ka?” „O-ka” – odpowiedział i poszli korytarzem, gdy nagle oddalone drzwi się uchyliły i wyjrzała znana mu już masażystka. Coś szybko powiedziała po chińsku, może spytała „co się stało?” Facet krótko i energicznie coś odpowiedział, ona na chwilę zniknęła z powrotem w pokoju, ale po sekundzie jeszcze raz otworzyła pomieszczenie i rzuciła się w kierunku drzwi wejściowych.

loading…



Chińczyk za nią. Złapał ją, gdy już otworzyła drzwi, wciągnął do środka, ale się wyrywała i zaczęła krzyczeć. Szarpanina tych dwojga trwała już z dziesięć sekund, Poley postanowił pomóc. Podszedł do szamoczącej się pary, zatrzasnął drzwi i wpakował się pomiędzy tych dwoje. „Spokój, spokój! Ty jej nie szarp, a ty kochanie przestań hałasować!” Zamilkła i przestała się szarpać. Boss wepchnął ją do najbliższego z trzech chyba pokoi, rzucając jeszcze coś, co wyglądało na jakąś groźbę.
„Szat-ap!” – „zamknij się” dorzucił jeszcze po angielsku, pewnie przez uprzejmość dla klienta.
Zamknął pokój, wyjął z kieszeni klucz i zaryglował zamek. Zdyszany poprawił ubranie i poszli porozmawiać.

Usiedli na zdezelowanych krzesłach, przy małym, niskim stole.
„Jestem Brajen” – przedstawił się Chińczyk, wyciągając rękę – „ale możesz mnie nazywać Bi Dżej”.
„Ben jestem, miło mi” – przedstawił się zmyślonym imieniem jego gość.
„Ta dziewczyna jest fajna, ładna”. „Tak..” „Ale zadaje różne dziwne pytania!”
„Ben, to ciekawe co mówisz, powiesz mi jakie pytania na przykład? Ona mało powiada po angielsku, jakie pytania ona może zadawać?”
„A na przykład, jak się nazywa ta dzielnica, w której jesteśmy…” Chińczyk przygryzł usta, zmarszczył brwi:
„Co inne?”
„Czy jest jakiś dworzec, jak daleko stąd do dworca… Podałem jej jakąś zmyśloną nazwę dzielnicy. Widzisz Bi Dżej, ja jestem w porządku, ale jak ona zacznie różnym klientom zadawać takie pytania… Pomyślałem, że lepiej będzie, jeżeli ci powiem.”
„Dziękuję, Dziękuję. Dziękuję!” Dłuższa chwila milczenia.
„Ona z prowincji, ze wsi. Uczyła się po angielsku mało w szkole. Tu chce pracować, żeby poprawić po angielsku. Dziwne pytania, bo mało zna po angielsku. Pytania z książek, z rozmówek po angielsku. Jak dojść do dworca i inne. Pytania jakie uczą w Chinach po angielsku. Ale ja z nią pogadam, żeby nie uczyła takich głupich pytań z kursu po angielsku na klientach.” Jego rozmówca milczał, ciekaw dalszego ciągu.
„Chcesz jeden masaż za darmo, drogi Ben?” No, nareszcie jakaś oferta.
„Słuchaj Bi Dżej, wierzę ci, że ona jest z prowincji, ale pewnie tu przyjechała na czyimś paszporcie albo została nielegalnie, nie obchodzi mnie to. Tylko myślałem, że może dostanę jakieś specjalne masaże, wiesz, że może pomogę ci ją ukarać za te głupie pytania. Wiem, że z wami Chińczykami to trzeba prosto i konkretnie, toteż mówię: będę płacił jak za normalne masaże, ale bym chciał, żeby dała mi specjalny, super serwis, jakiego normalnie nie chce dawać. Da się to zrobić?”

Chińczyk był już z powrotem sobą, opanowany, spokojny, ale nie obcy, nie wyniosły, nie za jakąś szklaną ścianą. Obaj czuli, że nawiązała się miedzy nami nic sympatycznego porozumienia.
„Słuchaj Ben, jak nie wierzysz to zaraz zobaczysz, ona dziewica. Wiele dziewcząt z prowincji przyjeżdżają tu robić masaż, ale wiesz, że one nie pierdolą. Ona też nie. Ona robi masaż, ale nie może pierdolić, bo musi wrócić na wieś i być dziewicą, rozumiesz Ben? My Chińczycy nazywamy to, że ktoś straci twarz, my możemy zrobić że ona straci twarz, my możemy zobaczyć jej pipkę i ona straci twarz, bardzo będzie płakać. Ale nie możemy zrobić żeby nie była dziewicą. Nie pierdolić.” Wyszedł, dało się słyszeć skrzypienie drzwi i rozmowa, wrócił z dziewczyną. Mimo protestów, energicznym ruchem ściągnął jej majteczki i zadarł sukienkę do góry. Wyglądała na bardzo zawstydzoną i zdenerwowaną. Mimo obiekcji Poly’ego, popchnął ją na podłogę, powiedział po chińsku parę słów.

Leżała na wznak, czarne futerko wyróżniało się na tle jasnej skóry złączonych nóg. Szef uklęknął za jej głową, pochylił się w stronę jej brzucha, złapał jej nogi pod kolanami i podciągnął je najpierw do góry, a potem na boki i ku sobie, żeby wyeksponować jej krocze. Zaczęła gwałtownie szlochać i naciągnęła sobie sukienkę na głowę. Piersi w różowym staniku podrygiwały w rytm szlochu. Chińczyk włożył sobie jej uda pod pachy, uwalniając swe dłonie, tak, by miały dostęp do jej otworu. Przywołał gościa, ale ten, zażenowany, nie chciał podejść. „Słuchaj Bi Dżej, nie zależy mi, żeby straciła twarz ani nic w tym stylu… Daj spokój…”
„Ale musimy wiedzieć, że jest dziewicą, żebyś potem nie mówił mi, że nie była!”
„No to może…”
„No, chodź tu Ben i zobacz!”

Nadal trzymając jej uda pod pachami i przyciskając ją mocno do podłogi, rozszerzył wargi sromowe dziewczyny i obaj pochylili się nad widocznym w całej okazałości otworem. Rzeczywiście było widać błonę dziewiczą. Dla jednego z mężczyzn, tego starszego, widok nie był pierwszyzną, ale ten trochę młodszy jeszcze nigdy nie był w tak niezręcznej sytuacji i nie miał okazji przeprowadzać tego typu „badania” błonki. Zamykała ona dolną część wejścia pochwy, pozostawiając półksiężycowy jakby otwór u góry. Było w tej sytuacji coś za bardzo „medycznego” żeby się tak naprawdę zdrowo podniecił, ale jednak kręcił go trochę szloch dziewczyny. Pociągnął brzeg jej sukienki w dół, niby żeby zakończyć już te upokarzające ją oględziny, ale tak naprawdę to żeby zobaczyć jej twarz, zapłakaną, z grymasem wstydu i upokorzenia, z zamkniętymi oczami.
„Jest dziewica, widzisz?”
„Jest.”
„O-ka”

Chińczyk uwolnił dziewczynę, a ta pobiegła i wcisnęła się twarzą w róg pokoju.
„No to co chcesz Ben robić? Może tak mówmy: rób co chcesz, byle nie pierdolić, o-ka? I byle nie było śladów, że bili, o-ka?”
„Okej, ile razy mogę przyjść? Co parę dni?”
„Możesz przyjść raz na tydzień, zadzwoń zawsze najpierw, o-ka? Możesz przyjść co dzień, klient nasz pan, ale raz na tydzień możesz mieć ten swój specjalny serwis, o-ka?”
„Dobra, ale dzisiaj też jeszcze chcę krótko, pół godzinki, i to się nie liczy. Przyjdę pojutrze i to się będzie liczyć na ten tydzień. Ale dziś, zaraz, chcę takie dodatkowe pół godziny i w dodatku wyjątkowo za to nie płacę”
„O-ka”
Dziewczyna stała już przy drzwiach i coś mówiła.
„Co ona chce? Gdzie chce iść?”
„Ona musi piii-piii. Siu-siu”
„Nie pozwól jej. Razem pójdziemy do prysznica i tam jej dam zrobić siusiu”.

Chińczyk uśmiechnął się, przekazał polecenie dziewczynie i zniknął za drzwiami. Ona zaczęła znowu szlochać i chyba protestować, ale co było robić, poszli razem do pokoju, gdzie się oboje szybko rozebrali, a potem do prysznica. Portfel z dokumentami wziął ze sobą, na wszelki wypadek, gdyby komuś przyszło do głowy sprawdzić jego tożsamość. Położył go w rogu, niedaleko kabiny prysznicowej. W pomieszczeniu była też wanna, czysta, chyba nie używana, oraz biały okrągły taboret i półki na ścianie, pełne poskładanych czystych ręczników. Ona rzeczywiście chyba już musiała siusiu, ściskała nogi, przestępowała z jednej na drugą i ocierała udem o udo. Cały czas miała mokre oczy, od czasu do czasu szlochała. Gdyby nie te spore piersi i to czarne futerko u zbiegu ud, wyglądała by trochę jak mala zmarznięta i nieszczęśliwa dziewczynka.

Spytał, jak ma na imię.
„Jenny”.
„Ale ja pytam, jak naprawdę masz na imię!”
„Jenny, naprawdę”
„Chińskie imię, do cholery! Jakie jest twoje prawdziwe imię!”
„Aaaa…. Hongxia Li Chen”
„Posłuchaj mnie, Hongxia. Będę dla ciebie dobry i mam nadzieję, że ty też będziesz w porządku. Ale jeżeli nie będziesz w porządku, to wtedy będzie niedobrze, rozumiesz? Na przykład teraz: i tak musisz się tu wysiusiać i tak. Wiec lepiej bądź dobra, po co masz się męczyć. Rozumiesz? Będziesz dobra?” Kiwała głową, przestraszona.
„Hongxia, no to teraz zrobisz siusiu.”

Wziął dwa kąpielowe ręczniki, rozłożył je na dnie wanny. Położył się tam na wznak, potem jednak wstał, by wziąć jeszcze dwa ręczniki. Uformował z nich poduszkę, położył się znowu – tym razem z głową na wygodnym i miękkim posłaniu. Przywołał dziewczynę, kazał jej klęknąć w wannie, nad nim, i pochylić się twarzą w kierunku jego twarzy. Spojrzał w jej przestraszone oczy, ale pospiesznie je zamknęła. Miał dwa pomysły do wyboru: jeden to kazać jej patrzeć mu w oczy podczas siusiania (czy się to uda?), z równoczesnym masowaniem ręką jej siusiającej pizdeczki. Drugi, to popatrzeć z bliska na uchodzący z cipki strumień moczu, też połączone z pieszczeniem otworu. Zamyślił się przez chwilę, ale ona widać już nie mogła i gwałtownie się zerwała, chcąc pewnie uciec do ubikacji. Podczas tego gwałtownego ruchu wylało się z niej parę kropel moczu, które spadły na jego brzuch. Mało brakowało, a by uciekła, ledwo ją zdążył złapać za nogi. Widząc cierpienie na jej twarzy, postanowił już dłużej nie czekać. Uniósł się lekko, mocno złapał ją za ramiona, potrząsnął i powiedział
„Hongxia, uważaj co mówię, do cholery, będziesz siusiać tutaj, bo ja tak każę!!”.

Puścił jej ramiona i szybkim ruchem rąk podciął jej kolana, tak że uklękła znowu w wannie, jej kolana spadły z łoskotem na dno wanny a jej pupa plasnęła o jego pierś. Chciała się znowu zerwać, ale trzymał ją mocno. Tak wiec pozostała na jego piersi, była lekka, dał jej tam siedzieć. Jej kolana podciągnął z dna wanny do góry, żeby dokładnie widzieć jej krocze. Jej stopy spoczywały teraz na położonym na dnie wanny ręczniku, pod jego pachami. Powyżej łydek były ładne, okrągłe kolana, i biegnące stromo w dół linie ud. Te linie się właściwie nie spotykały. Kończyły się po bokach ładnie wyeksponowanej cipki, jakieś dziesięć czy dwadzieścia centymetrów od jego twarzy. Najpierw, u góry, kępka czarnych włosów, potem delikatnie zaznaczona łechtaczka, mała teraz i okryta przez fałd skóry. Nad nią, cienkimi fałdkami, zaczynały się wewnętrzne wargi jej cipeczki, rozchodzące się w dół. Niżej to miejsce, skąd wcześniej wypłynęło trochę moczu, a jeszcze niżej, jak płatki róży, widniał duży już w tym miejscu motylek jej warg ze skierowanym trochę w dół dziewiczym otworem pośrodku. Te tak zwane wargi mniejsze były u niej właściwie większe, wyeksponowane i wysunięte. Uwielbiał takie.

loading…



Próbowała zewrzeć nogi, ale jego wyraz twarzy wybił jej z głowy takie pomysły. „Hongxia!” Siedziała z głową odrzuconą do tyłu, żeby uniknąć jego wzroku.
„Hongxia, możesz już siusiać. Popatrz na mnie!” Nie patrzała. Pogłaskał jej piersi, a potem jego ręka powędrowała niżej, za plecy dziewczyny, i zaczął się onanizować.
„Hongxia, możesz siusiać… Widzę wszystko, widzę twoją cipkę… Dokładnie widzę jak wyglądasz miedzy nogami, rozumiesz? Musisz siusiać, nie masz innego wyjścia!” Odczuwał wzrastające podniecenie, wywołane niecodzienną sytuacją.
„Jeszcze nikt nigdy nie widział jak siusiasz. Zawsze to robisz sama. Teraz ja wszystko dokładnie widzę, wszystko. Widzę jak twoja szpareczka już wydala pierwsze krople!” Prawą ręką nadal się onanizując, lewą nacisnął jej brzuch.
Jęknęła i popuściła powoli mały strumień moczu. Poczuł jej ciepłe siusiu na górnej części swojej piersi i na szyi, skąd spływało na ręcznik. Górna, cieńsza część „płatków róży” rozwarła się lekko, ustępując pod naporem znajdującego się poniżej łechtaczki różowego miejsca z malutką dziurką w środku. Rozwarł palcami jeszcze szerzej. Z tej dziurki po chwili zaczął znowu wypływać mocz, początkowo spływając znów na jego szyję, a potem, gdy strumień stał się mocniejszy, trafiając wprost pod jego brodę i na górną część szyi. Rozległo się głośne i przeciągłe ni-to westchnienie, ni-to szloch. Ale gdy zaczął delikatnie masować palcem okolice jej łechtaczki, gwałtownie przestała siusiać. „Nie, proszę, nie! Ja muszę jeszcze siusiu! O mój Boże!” Może na skutek masażu łechtaczki, a może całej sytuacji, wstrząsnęło nią coś w rodzaju orgazmu. Nie był to pewnie typowy orgazm, ale w otworze pochwy ukazało się trochę śluzu, tego słodkiego nektaru miłości, a i tak już długie brodawki jej piersi stwardniały i jeszcze bardziej się wydłużyły. Po chwili, podczas gdy on bawił się jej piersiami i delikatnie nacierał sutki jej własnym śluzem przeniesionym z otworu, ona już jakby uspokojona wylała na niego jeszcze parę kropel, ale nie więcej. „Kochany, miły, Hongxia cię bardzo bardzo prosi, nie patrz pomiędzy moje nogi bo wtedy nie mogę siusiu… A bardzo muszę!” – mówiła ze łzami w oczach.
„All right, kochanie, nie będę cie męczył, chodź tu, przytul się do mnie”. Pociągnął ją ku sobie. Nadal leżał na ręcznikach na dnie wanny, na nim ona, jej twarz na wysokości jego twarzy, ale wtulona w jego szyje i ramie.

Klęczała, jej cipeczka na jego brzuchu, kolana na dnie wanny po jego obu stronach. Wtulona w niego, jego ramiona wokół niej, i cichy uspokajający szept w jej ucho. Że nie będzie jej teraz tam dotykał ręką, żeby nie myślała o niczym jak tylko o ich błogiej bliskości…
Jego prawa ręka powędrowała znów do twardego członka, zaczął powoli pieścić wilgotną główkę. Znów czuł narastającą falę rozkoszy, ale bardzo chciał wtrysnąć dopiero wtedy, gdy ona obleje jego brzuch ciepłym strumieniem. Tak też się stało – dziewczyna uspokoiła się zupełnie, on delikatnie pieścił jej szyję ustami i językiem, po chwili wydała z siebie przerwane jakby szlochem głębokie westchnienie i powoli zaczęła wylewać na niego wszystko, co ją tak męczyło. Plecy jej lekko drżały. Jeszcze zanim skończyła, on poczuł początek orgazmu, aż uniósł ją lekko w górę na swym wyprężonym ciele, po czym jego wycelowane w stronę jej odbytu prącie wyrzuciło pierwszą porcję nasienia. Po sekundzie następną, która też wylądowała w rowku pomiędzy jej pośladkami. I następną, I jeszcze jedną… I jeszcze parę kropel spermy, i ostatnie krople moczu z jej cipeczki.
„Dziękuję, że nie patrzyłeś” powiedziała. Zamiast odpowiedzi, dotknął lekko ustami jej usta. Delikatnie, machinalnie jakby, odwzajemniła pocałunek, po czym nagle się zreflektowała, zerwała się i pobiegła do kabiny prysznicowej.

Usłyszał szum wody. Też wstał, poczekał na swoją kolej, poszedł pod prysznic, potem wziął portfel. Zauważył, że ona sprząta wannę, dobra dziewczyna. Delikatnie pogładził ją po plecach, pocałował w policzek i powiedział
„Dziękuję, Hongxia Li Chen, zobaczysz, będzie fajnie”. Nic nie odpowiedziała, unikała jego wzroku. Skierował się do pokoju, ubrał się. Przed wyjściem zajrzał jeszcze do kuchni
„Bi Dżej, tak jak się umówiliśmy, ona tu będzie, nie? Pamiętaj”, żartobliwie pogroził palcem,
„ona nigdzie nie wyjeżdża, tak jak mówiliśmy, ma tu być… Jak nie, to będzie duże poszukiwanie!”.

Szedł ulicą szczęśliwy i odprężony. Jądra bolały od dwóch dużych wytrysków i było mu trochę przykro, że użył siły, ale jednak ogólnie było to wszystko wspaniałe. Do zobaczenia pojutrze, Hongxia!