Brzoskwiniowa herbata

Przeczytano: 392 razy
Brzoskwiniowa herbata

Brzoskwiniowa herbataCzułam postępującą sztywność karku. Nic dziwnego, przecież ile można wlepiać wzrok w prawie nieruchomy ekran? Czytałam dokumentację silnika baz danych od ponad trzech godzin i niestety wcale nie czułam się w tym obszarze mądrzejsza niż rano. Odchyliłam się nieco do tyłu, położyłam dłonie na karku, zaczęłam się delikatnie masować. Wzięłam kilka głębokich oddechów i spojrzałam za okno.

Za szybą uśmiechała się do mnie wiosna. Zieleń wielkiego kasztana optymistycznie wypełniała większość widoku za szybą. Słońce przebijało się między liśćmi, a soczysta trawa ciągnęła się aż po wzgórze na horyzoncie. Uwielbiam widok z tego okna. Pozwala oderwać myśli i odpocząć oczom. Wstałam i przeszłam kilka kroków po pokoju. Ruszałam ramionami, jednak ból pleców i uczucie sztywności w karku nie ustąpiły. Przeszłam się kilka razy wzdłuż pokoju i wtedy właśnie poczułam ten zapach.

Był to unoszący się w powietrzu aromat… rozgrzanej brzoskwini. Wyobraź sobie świeżutką brzoskwinię, jędrną, pokrytą delikatną skórką, soczystą… i teraz taki właśnie apetyczny owoc włóż w swojej wyobraźni do rozgrzanego piekarnika. Poczekaj kilka minut i wciągnij mocno powietrze. Właśnie o takim zapachu mówię. Ciepłym, unoszącym się falującymi pasmami po całym biurze. Zawróciłam i wyciągnęłam szyję w kierunku, z którego dochodził ów kuszący aromat. Mijałam kolejne biurka, zapach stawał się coraz wyraźniejszy, jednocześnie źródło zapachu zaczynało się krystalizować w naszej biurowej kuchni.

Pięć metrów. Z tej odległości zapach nie był już tylko zawieszoną w powietrzu, delikatną jak pociągnięcie struny w harfie nutą, ale intensywnie otulał mnie z każdej strony, prowadząc prosto do celu. Czułam się jak Jazon przyzywany dźwiękami syren, niczym zahipnotyzowana płynęłam przed siebie. Z odległości metra zapach był już zniewalająco silny i nie było teraz w całym biurze rzeczy, która byłaby w stanie powstrzymać mnie przed wejściem do kuchni…

… a jednak… kiedy już miałam chwycić za klamkę przymkniętych drzwi coś mnie powstrzymało. Usłyszałam oddech. I to nie pojedynczy, ale całą serię głośnych oddechów, sugerujących, że wewnątrz ktoś albo ma atak astmy, albo kuchnię przerobiono na mini – salon fitness, albo… no właśnie, ta ostatnia możliwość – wydała mi się szalenie podniecająca. Zatrzymałam się przed drzwiami, rozejrzałam po korytarzu. Ku memu niepomiernemu zdziwieniu nikt inny nie zwabił się na ten cudny, brzoskwiniowy zapach. Zajrzałam przez uchylone lekko drzwi… i poczułam, jak na twarzy pojawiają mi się czerwone rumieńce.

Przez uchylone lekko drzwi nie było widać całej kuchni, ale to, co widziałam, wystarczyło mi w zupełności. Na blacie stały dwa kubki, wypełnione parującą herbatą. Metki ekspresówek były splątane ze sobą. Obok stało kartonowe pudełko z brzoskwiniową herbatą. Z drugiej strony kubków na blacie znajdowały się oparte ręce Eli z działu marketingu. Ela to przeciętnej budowy ciała blondynka, zawsze imponowała mi tym, że bardzo o siebie dbała. Nienaganny makijaż, zawsze pomalowane paznokcie (dziś – na różowo), eleganckie ciuchy, dobre perfumy… Więc Ela opierała się o blat, w zasadzie – w połowie na nim leżała, wypinając się mocno do tyłu. Widać było podciągniętą do góry spódniczkę i Piotra, który stał tuż za nią… żeby nie powiedzieć: w niej. Piotr z kolei był wiceprezesem naszej spółki. Wielokrotnie sama fantazjowałam na temat uwodzenia Piotra – podobał mi się jako menedżer i jako mężczyzna – był brunetem o ciemnych oczach i ciemnej karnacji skóry, dobrze zbudowanym. Właśnie potężna ramiona zawsze najbardziej mnie w nim kręciły, wielokrotnie zastanawiałam się, jak by to było, gdyby mnie nimi przytrzymywał, nie pozwalając się ruszyć, jednocześnie zachłannie biorąc moją kobiecość dla swojej przyjemności…

I te właśnie silne ramiona mogłam teraz oglądać w akcji, ponieważ Piotr prawą dłonią ściskał wypiętą pupę Eli, podczas gdy lewe ramię miał owinięte wokół jej talii, było widać pod białą bluzką, że silnymi dłońmi ściska intensywnie jej pierś. Ela miała zamknięte oczy i cichutko jęczała, w rytm ruchów Piotra. Patrzyłam na nich przez chwilę, całkowicie zaskoczona zastaną sytuacją. Kompletnie nie wiedziałam, jak się zachować, jednak coś kazało mi zostać i patrzeć dalej na tę kochającą się w najlepsze parę. Boże, jakaż w nich musiała być namiętność, nawet nie zatroszczyli się o porządne zamknięcie drzwi na klucz, wyobrażałam sobie, jak Ela robi sobie herbatę, a Piotr wchodzi do kuchni… na pewno poszedł wówczas za nią, wszedł, stanął z tyłu za nią… ona doskonale wiedząc, że tym go prowokuje, delikatnie wypina pupę i pochyla głowę, odgarniając włosy, żeby odsłonić swoją szyję… a on zaczyna ją delikatnie głaskać opuszkami palców, a następnie całować – muskać wargami, potem odważniej, wreszcie delikatnie kąsać…

Żałowałam, że nie mogłam od początku widzieć tego, co tam się rozgrywa, ale zdążyłam najwyraźniej na punkt kulminacyjny. Pojękiwanie Eli stało się coraz głośniejsze, Piotr chyba się nieco tym speszył, bo ręka, która pieściła jej pierś, zatkała teraz bezpardonowo jej usta. Poczułam, że robi mi się ciepło między udami, kiedy widziałam, jak Ela jest całkowicie we władaniu Piotra, który wchodził w nią od tyłu raz za razem, coraz szybciej i szybciej, kiedy widziałam, jak Ela całkowicie położyła się na stole i kiedy przez przymknięte drzwi wydostał się jej zduszony dłonią Piotra okrzyk obwieszczający jej orgazm…

Dopiero po kilku sekundach, kiedy ucichła całkiem, Piotr zabrał dłoń z jej ust. Oddychała głęboko, przez moment najwyraźniej nie mogąc podnieść się z blatu… Po chwili schyliła się i włożyła opuszczone do kostek majteczki z białej koronki. Piotr odsunął się do tyłu, przestałam go wówczas widzieć. Przez moment widziałam tylko jego, lśniącego jeszcze sokami Eli, wciąż naprężonego penisa, po chwili jednak zasłoniła mi go Ela, która uklękła przed Piotrem tak, że teraz widziałam tylko jej plecy i włosy, kiedy rytmicznie się poruszała, najwyraźniej dopieszczając Piotra po francusku. Tym razem po kilku sekundach było słychać ciche jęczenie o znacznie niższym tonie. Pierwszy raz słyszałam, jak mojemu szefowi jest dobrze… szkoda tylko, że nie mogłam zobaczyć tego z bliska… na samą myśl o tym zrobiło mi się słono w ustach… Dopiero teraz uzmysłowiłam sobie, że to już koniec tej sceny i że kochankowie za chwilę wyjdą z kuchni. Wstrzymałam oddech i na palcach zaczęłam się wycofywać, kiedy oddaliłam się od kuchni na trzy metry, zaczęłam iść szybciej.

Na szczęście od razu za rogiem było wejście do łazienki, weszłam i pochyliłam się nad umywalką. Przez moment, kiedy patrzyłam na siebie w lustrze, wyobrażałam sobie, że w tej chwili stoi za mną Piotr i kocha się ze mną tak, jak Elą chwilę temu, kilka metrów obok. – Stop! Jesteś przecież w pracy! – pomyślałam, odkręcając wodę. Lśniąca bateria była gładka i chłodna w dotyku. Wsunęłam dłonie do strumienia, nabrałam zimnej wody i przetarłam twarz. Czułam wciąż palące gorąco na policzkach, dopiero kilkukrotne dotknięcie ich wilgotnymi dłońmi przyniosło ulgę. Wytarłam się, odetchnęłam… czułam, że między udami wciąż jest mi gorąco… mimo, że moja twarz nie była już taka czerwona, czułam w dole napięcie.

Weszłam do kabiny i rozpięłam jeansy. Oparłam się o drzwi, wsunęłam dłoń w usta… Kilka sekund ssałam swoje dwa palce, po chwili były już wystarczająco cieplutkie, żeby włożyć je pod widoczne w rozchylonym trójkącie rozporka czerwone majteczki. Nie spodziewałam się, że jestem tam taka wilgotna… dopiero teraz poczułam, jak bardzo podnieciła mnie ta scena w kuchni… zaczęłam masować swoją szpareczkę, po chwili zapragnęłam mocniejszych pieszczot, opuściłam spodnie i majteczki, wypychając nieco biodra do przodu… rozchyliłam uda i bawiłam się swoją muszelką coraz intensywniej, pocierając nastroszoną łechtaczkę… byłam bardzo blisko, czułam gorące fale przyjemności rozchodzące się po moim ciele, drugą ręką sama zaczęłam ściskać swoje sutki, czułam, jak twardnieją pod moim dotykiem… tak strasznie chciałam, żeby były to jego ręce, żeby mnie teraz ściskał, żeby pocierał je mocno… wsunęłam wreszcie palec do środka swojej rozgrzanej szpareczki, teraz ja oddychałam głośno, ale było mi wszystko jedno, czy ktoś wejdzie do toalety i to usłyszy, pragnęłam tylko poczuć się porządnie wypełniona… wkrótce dołączyłam drugi palec, wsuwałam je w ten sposób, że wnętrzem dłoni jednocześnie pieściłam swoje najwrażliwsze miejsce na zewnątrz… cicho jęknęłam, sama się nieco już wystraszywszy hałasu, jaki powoduję, przeniosłam drugą rękę z piersi do ust… Po chwili doszłam trzymając trzy palce w ustach i dwa w swojej mokrej szparce…

Dopiero teraz poczułam wyraźną ulgę. Boże, jak oni mnie podniecili, pomyślałam. Nieczęsto zdarza mi się pieścić w toalecie w pracy, zawsze czuję wtedy, że ktoś może wejść i mnie przyłapać… Zawsze się wtedy spieszę, co odbiera mi część przyjemności… tym razem jednak było mi naprawdę dobrze. Cholernie dobrze…

Doprowadziłam się do porządku i otworzyłam drzwi. Nad umywalką stała poprawiająca makijaż Ela.
– Cześć! – powiedziałam, jednocześnie zastanawiając się, czy zorientowała się, co robiłam w kabinie.
– Cześć gorąca lasko! – odparła mrugając do mnie okiem. – Cholera. A więc się zorientowała. No trudno – pomyślałam, w końcu to ja ją pierwsza dziś nakryłam. Uśmiechnęłam się i wróciłam do swojego pokoju. Usiadłam za biurkiem. Czułam się fantastycznie, byłam znakomicie odprężona. Sztywność karku była już tyko niewyraźnym wspomnieniem, natomiast w całym brzuchu czułam uczucie głębokiego relaksu.

Szybko dokończyłam problem nad którym bezskutecznie pracowałam cały ranek i wyszłam do domu wcześniej. Po drodze wstąpiłam do sklepu z herbatą po mały prezent na wieczór dla swojego faceta…