Pokój hotelowy

Przeczytano: 388 razy
Pokój hotelowy

Pokój hotelowy– Tak bardzo się cieszę że zabrałeś mnie na ten wyjazd służbowy. Bankiet w ambasadzie był cudowny. Ileż smakowitości. I nawet kilka ciekawych osób. Thomas był jak zwykle rozbrajający. Ale cieszę się, że już wróciliśmy. Jestem taka zmęczona, że nawet marzenia o gorącej kąpieli odkładam na lepsze czasy. Szybki prysznic i pod kołderkę. Co ty na to Słonko?

Pół godziny później..
Słychać szum kryształowej wody z łazienki. Ja już wyleguję się na rozłożystym łóżku, a raczej oparta o ścianę przeglądam bezmyślnie obrazki w gazecie. Noc jest bardzo ciepła. Uchylone okno i zwiewna zasłona zapraszają do środka świeży zapach. Mam na sobie tylko lekką, jedwabną koszulkę nocną, wykończoną koronką, na cieniutkich ramiączkach, zakrywającą ledwie mięciutkie pośladki. Lubię czuć jak materiał pływa samoistnie moje ciało, kiedy czasem niewinny ruch ręki unosi rąbek i odsłania kawałek bioderka. Lubię też to uczucie gdy pod wpływem ulotnej myśli lub twojego spojrzenia pod delikatnym materiałem wyrastają dwa jędrne punkciki.

Wychodzisz z łazienki szczelnie owinięty szlafrokiem. Kręcisz się jeszcze przez chwilę, rzucasz ubrania, czegoś szukasz, po czym siadasz w fotelu naprzeciwko milczący. Patrzysz. Ślizgasz się po mnie wzrokiem. Czuję to. Zerkam znad gazety. Zawstydzona poprawiam koszulkę, ale jest ona na tyle krótka, że nie jest w stanie ukryć wszystkiego między ugiętymi w kolanach nogami. Na moje krótkie pytania odpowiadasz milczeniem. Wpatrujesz się bez mrugnięcia okiem. Na przekór i ja zagłębiam się w twoim spojrzeniu. Odkładam gazetę. Podciągam kolana pod brodę. Zaczynam głaskać swoje piszczele, łydki, zatrzymuję się na paluszkach. Palce wędrują po gładkich udach nie skrępowanych cieniem materiału. W pewnym momencie cedzisz przez zęby:
– Pokaż mi jak to robisz.
Zastrzeliłeś mnie swoim pytaniem-prośbą.
– Ale ja jeszcze nigdy nie robiłam tego publicznie.
– Spróbuj, będę twoim jedynym widzem. Jesteś taka piękna. Proszę.

Po chwili konsternacji:

– Zgaś górne światło [pali się tylko nocna lampka na szafeczce]

Ja tymczasem osuwam się niżej, kładę głowę na poduszce. Włosy otulają jej miękkość puszystością. Lewa noga pozostaje tam gdzie była, prawa zaś również ugięta w kolanie opada na bok.

Czuję się spięta, więc przymykam oczy.

Podsuwam koszulkę, kładę rękę na brzuchu i masuję opuszkami. Wyobrażam sobie, że to twoje palce. Okolice pępka, pod piersiami i boki są szczególnie wrażliwe. Lewa dłoń tymczasem wędruje po udzie, znacząc ślady na jego wewnętrznej stronie i na pośladkach. Sutki mają to do siebie, że bardzo szybko reagują na bardzo mały bodziec, ale i nie stymulowane dość szybko więdną. Tym razem jednak pod wpływem dotyku są twarde jak groszki. Stoją na baczność pod materiałem. Zadzieram koszulkę jak najwyżej, by mogły ujrzeć nieśmiały blask światła. Obejmuję pierś całą dłonią i kciukiem trącam sutek. Napina się jeszcze bardziej. Zataczam kręgi wokół brodawki.

Kiedy jest już jak stal, prześlizguję po nim wszystkie cztery pozostałe palce. Są nieco rozchylone, więc czuję jędrny owoc wygina się pod każdym z nich, na chwilę powraca do pionu, by znów być przygniecionym przez sąsiada. Tak samo druga pierś. Trochę przyszczypuję. Ściskam. Trącam. Wracam co jakiś czas do brzuszka i boczków. To wszystko sprawia, że czuję wypływającą ze mnie lepką namiętność, ciało wygina się w łuk. Tak jakby pośladki chciały spotkać się z karkiem. Wydaje mi się wówczas, że mój wewnętrzny tunel się rozszerza i prostuje.. w oczekiwaniu na ekspres.

Prawa ręka, która jeszcze niedawno plądrowała mój biust zjechała w dół i zaopiekowała się udami. Spływa z gór do wąwozu i spina się znów po drugiej stronie. W końcu zostaje na dole na dłużej. Głaszcze to delikatne ciałko jak matka głowę dziecka czy kociak kłębek włóczki. Delikatnie, spokojnie. Teraz zaczyna swój taniec wyobraźnia. Przesuwają się sceny, obrazy ociekające namiętnością. Czasem sama jestem tu i teraz z tobą, czuję twoje ciepło, oddech, dotyk innym razem jestem aktorką w ramionach innego aktora albo wspominam wiecznie ciepłe ciała mężczyzn, którzy świecili w moim życiu przez chwilę czy zdecydowanie dłużej – każdy z nich dotykał i pieścił w inny sposób, ale na zawsze odcisnęli w moim ciele swoje palce i usta, czasem po prostu obserwuję obce splecione ciała, słyszę namiętność ich języków, zachłanność w ich oddechach.

Szczyt rozkoszy wygląda już zza rogu. Jeszcze tylko kilka bardzo energicznych ruchów ręki i… rozpływam się w słodkiej rozkoszy. Z uśmiechem na ustach przewracam się na bok. Czuję na pośladkach twoje ciepło, na policzku twój oddech, twoją rękę obejmującą brzuszek lub piersi.. i czuję się jak dziecko w ramionach matki. Zamykam senne powieki i zatapiam się w błogi, spokojnym, kolorowym śnie…

Na marginesie – tak naprawdę to nie był jeszcze koniec wieczoru w hotelowym pokoju… nie mogliśmy się oprzeć jacuzzi w łazience… a poza tym zatopiliśmy się w tańcu na początku niewinnym… może wkrótce słodka tajemnica dojrzeje do tego by ujrzeć światło dnia czy księżyca.