Ona…

Przeczytano: 775 razy
Ona

OnaZwracała na siebie uwagę, nie sposób było Jej nie zauważyć. Nie była żadną pięknością, ale wzrost około 180 centymetrów, niezwykle długie nogi i miła dla oka sylwetka sprawiały, że wpadała w oko. Poza tym ubierała się raczej krótko, co dodatkowo przyciągało wzrok.

Jak się okazało była na naszym wydziale asystentką i miała z nami zajęcia na czwartym roku. Prowadziła zajęcia na luzie, trudno było z Nią dyskutować, nawet mając sporą wiedzę. Próbujących robić sobie żarty na zajęciach ośmieszała bezlitośnie. Chociaż trzeba przyznać, że panowie mieli u Niej fory, więc Ją lubiliśmy. Polubiliśmy Ją jeszcze bardziej na wiosnę, kiedy panie zaczynają ubierać się coraz lżej, a ich ciuszki są coraz krótsze…

Kiecki naszej pani asystent robiły się wraz ze wzrostem temperatury coraz bardziej kuse, więc zamiast skupiać się na zajęciach, podziwialiśmy Jej nogi. Patrzyliśmy na Jej buty na wysokim (zawsze) obcasie, na kształtne łydki, na uda odsłaniane stopniowo dzięki coraz bardziej letnim spódniczkom i sukienkom. Marzyliśmy o zobaczeniu czegoś więcej… Czasami marzenia się spełniały, gdy spod kiecki nieuważnie siadającej pani asystent błysnęły do nas niewyraźnie majteczki. Na taki moment czekaliśmy wszyscy, chociaż czasami trudno było z całą pewnością stwierdzić, czy coś widzieliśmy, czy tylko nam się wydawało.

Któregoś pięknego dnia przyszła w pięknie porozcinanej minispódniczce, a gdy usiadła, naszym oczom ukazał się brzeg Jej pończochy. Widząc tak seksowną garderobę wzmogliśmy obserwację, licząc na kolejne atrakcje. Udało nam się jeszcze dostrzec gumkę podtrzymującą pończochę, gdy rozcięta na udzie spódniczka rozchyliła się. Niestety to było wszystko – obiekt naszych marzeń był znacznie ostrożniejszy przy siadaniu, wstawaniu i chodzeniu.

Zbliżała się sesja, przyszedł czas zaliczeń. Zrobiło się gorąco – dosłownie i w przenośni. Nasza pani asystent była bezlitosna, wymagała konkretnej wiedzy, a niedouczonych odsyłała. Wreszcie skończył się semestr, zaczęły się egzaminy, a część z nas wciąż nie miała u Niej zaliczenia. Pytała nas maruderów w swoim gabinecie siedząc za biurkiem i patrząc z góry na studentów siedzących naprzeciwko Niej w niskich fotelach. Cierpieliśmy na tych dyżurach niewysłowione katusze, dopóki naszej pani asystent nie wymienili mebli, a konkretnie biurka. To nowe nie miało pełnej osłony wnęki na nogi, a jedynie kawałek płyty, która zaczynała się kawałek nad podłogą i kończyła sporo poniżej blatu. Teraz siedząc w fotelu wystarczyło pochylić się lekko do przodu, aby ujrzeć Ją od pasa w dół. Wyraźnie nie połapała się w tej zmianie, bo przyjmowała pozycje raczej swobodne. Wreszcie mogliśmy do woli przyglądać się Jej rozcięciom w spódniczkach, udom, a nawet majteczkom – a było co podziwiać!

Widząc jak atrakcyjne stały się cotygodniowe wizyty „naukowe”, stwierdziliśmy we dwóch z kolegą, że egzamin z tego przedmiotu możemy zdawać nawet we wrześniu, byle tylko jak najdłużej do Niej chodzić. Nieświadoma naszych planów odsyłała nas jako ostatnich nieuków na kolejne terminy. Nie domyślając się, że widzimy wszystkie jej pozy zakładała powoli nogę na nogę, albo tylko opierała jedną nogę o drugą siedząc w szerokim rozkroku. Czasami siedziała po prostu z szeroko rozstawionymi kolanami. W miarę jak zmieniała pozycje, Jej sukienki i spódniczki odsłaniały coraz ciekawsze rejony. Po miesiącu znaliśmy Jej kolekcję majteczek na pamięć – wszystkie były bardzo eleganckie, niektóre seksowne, ale tylko niektóre przyprawiały nas o drżenie rąk. Raz była ubrana w mocno wycięte majtki z bardzo wysoką talią, dzięki którym wyraźnie widzieliśmy Jej pachwiny. Innym razem założyła majteczki o niezwykle wąskim przodzie. Jej cipka o mało z nich nie wyskoczyła, a krótko obcięte włoski łonowe były doskonale widoczne. Kilka razy miała na sobie koronkową bieliznę pod którą rysował się kontur kępki włosów. Któregoś dnia przyszła w majteczkach, które nie przylegały do ciała, ale rozchylały się po bokach dużymi falbanami ukazując nam całkiem spore fragmenty Jej łona. Szczęki nam opadły, gdy pewnego dnia zobaczyliśmy zupełnie przeźroczyste czarne majteczki, które pozwalały ujrzeć nieznane rejony. Wyraźnie widzieliśmy, że włoski ma tylko na łonie, a sama cipka jest dokładnie wygolona. Do tego miała pończochy i bardzo seksowny pasek. Cóż to był za widok!

loading…



Któregoś dnia – był to już koniec lipca – zaskoczyła nas zupełnie. Na początek poinformowała nas, że idzie na urlop, a nas nieuków ma już dosyć. Słysząc, że mamy ostatnią szansę humory nam się zważyły i nawet nie zaglądaliśmy pod biurko, próbując skupić się na zadawanych pytaniach. A ona gnębiła nas z coraz szerszym uśmiechem, aż coś mi zaczęło nie pasować. Kolega stękając próbował odpowiedzieć na kolejne pytanie, a ja rzuciłem okiem na wdzięki pani asystent. Najpierw myślałem, że źle widzę, ale spojrzałem po raz drugi i nic się nie zmieniło. Ona nie miała majtek!!! Na dodatek siedziała z mocno rozchylonymi nogami, przez co Jej szparka była rozwarta. Podniosłem oczy na Nią i zobaczyłem, że się bezczelnie uśmiecha. Ona wszystko wiedziała! Wiedziała, że Jej zaglądamy pod spódniczkę, a pokazy nie były wcale przypadkowe! Trąciłem kumpla kolanem, żeby spojrzał. Popatrzył i miał taką samą mądrą minę jak ja. Przerwał odpowiedź na pytanie i obaj gapiliśmy się to na cipkę pod stołem, to na uśmiechniętą panią asystent. Nie wyglądała wcale na speszoną, raczej na zadowoloną z siebie. Po chwili powiedziała:
„Jak się napatrzyliście to zaczynamy egzamin!” Gapiliśmy się nie wiedząc o co Jej chodzi, aż wydała polecenie:
„Wyciągnijcie te swoje instrumenty.” Zrobiliśmy co kazała i siedzieliśmy – Ona za biurkiem z cipką na wierzchu – a my na fotelach z wyciągniętymi fujarami.

Nasza pani asystent stwierdziła, że jak nam się nie chciało uczyć, to teraz wykonamy dla niej pokaz męskiego onanizmu i zależnie od tego, czy Jej się spodoba, być może dostaniemy zaliczenie. Widok Jej nagiej szparki sprawił, że byliśmy gotowi do czynu i właściwie mieliśmy na to ochotę. Zaczęliśmy, najpierw trochę sztywno, ale po chwili się wyluzowaliśmy. Pomógł nam widok paluszków błądzących po cipce, Ona też zaczynała się pieścić. Po chwili w pokoju było słychać tylko sapanie całej naszej trójki. Powoli dochodziliśmy, skończyliśmy prawie równocześnie ochlapując przy tym pół pokoju. Ona skończyła chwilę po nas, co obserwowaliśmy z dużą przyjemnością.

Wstała z krzesła, wyszła zza biurka, usiadła na nim rozchylając szeroko uda i powiedziała do nas:
„O ile dobrze pamiętam panowie, to miało być zaliczenie ustne?” Nie wiedzieliśmy co powiedzieć, więc siedzieliśmy cicho. Po chwili spytała: „To który pierwszy użyje języka?” Kumpel nie wyglądał na zachwyconego tym pomysłem, ale mnie nie trzeba było powtarzać tak miłego polecenia.

Klęknąłem przed Nią i zacząłem całowanie. Najpierw zająłem się brzuchem, później biodrami i udami. Najlepsze zostawiłem sobie na koniec. Wreszcie doszedłem do trójkącika włosów i do zakamarków poniżej. Sądząc po jękach jakie wydawała moja partnerka, była zadowolona. Wzmogłem więc wysiłki, chcąc sprawić Jej rozkosz. Zabawa potrwała dłuższą chwilę, zanim szczytowała. Gdy już skończyła jęczeć i wzdychać, a ja wstałem, ujrzałem Ją siedzącą na biurku z rozłożonymi udami, rozchyloną cipką, mokrą od soków płynących z Jej wnętrza i patrzącą łakomym wzrokiem na nasze instrumenty. Spojrzałem na kumpla, myślał o tym samym co ja. Podeszliśmy do Niej aby kontynuować „zaliczenie”.

Nie zmieniła pozycji tylko patrzyła wyczekująco. Spytałem Jej:
„Jak lubisz to robić? Z przodu, z tyłu, jeden, a może dwóch równocześnie?” Odpowiedź nas zaskoczyła:
„Lubię wszystko o czym mówisz. Macie gumki?” Odpowiedziałem, że nie.
„To wynoście się!!!” krzyknęła. Zapytałem nieśmiało:
„A co z zaliczeniem?” W odpowiedzi kazała dać nam indeksy i usiąść.

Siadła za biurkiem i wpisała coś do indeksów. Oddając indeks koledze powiedziała
„Pan – marne trzy”, do mnie powiedziała
„Panu stawiam czwórkę.” Gdy wychodziliśmy spojrzała na nas z wyrzutem i dodała:
„A mogliście panowie dostać piątki. Ale żeby dostać taką ocenę trzeba być przygotowanym!”