Noc sylwestrowa

Przeczytano: 577 razy
Noc sylwestrowa

Noc sylwestrowa13.grudzień.1981r. Ta data w średnim pokoleniu jest wyjątkowa. Stan wojenny. Dla jednych wybawienie od problemów, dla drugich tragedia narodowa. Jako młody licealista byłem mocno związany z demokratycznym ruchem Solidarność. Tego dnia jak zwykle w niedzielę miałem dużo zajęć związanych z kolportażem prasy i kilkoma spotkaniami z ludźmi odpowiedzialnymi za materiały do druku.

Wstałem rano, wziąłem kąpiel i już miałem wychodzić, gdy do pokoju weszła moja mama. Na jej pięknej twarzy rysowało się przerażenie i strach. Nigdy wcześniej nie widziałem jej tak załamanej. W tym momencie zauważyłem, że niespełna czterdziestoletnia kobieta o pięknych i szlachetnych rysach, wyglądała jak staruszka. Opowiedziała mi, co się stało. Nie mogłem uwierzyć w to, co zgotowała nam komunistyczna władza. Włączyłem telewizor, z którego dobiegały tylko pomruki dumnych z siebie władców PRL-u. Mijały kolejne dni stanu wojny z Narodem. Przyszły Święta Bożego Narodzenia, a po nich Sylwester. Moi przyjaciele już trochę otrząsnęli się z pierwszego szoku.

Wspólnie postanowiliśmy wyprawić hucznego Sylwestra w domu na warszawskim Żoliborzu. Jak postanowiliśmy tak też się stało. O godzinie 20 przybyli pierwsi goście. Po nich następni i następni tak, że już o 21 była pełna chata. Wśród zaproszonych gości były dwie dziewczyny z mojej szkoły. Nigdy bym nie przypuszczał, że one, córeczki tatusiów na wysokich stołkach są również zaangażowane w walkę o Nową Polskę. Obie były piękne, wypieszczone przez socjalistyczny dobrobyt. Ja chłopak nieśmiały z raczej niezamożnej rodziny, nie miałem żadnych szans na choćby zagadnięcie którejś z nich. Tak mi się wcześniej wydawało.

Minęła godzina na wspólnej zabawie. Atmosfera z każdym wypitym toastem stawała się coraz bardziej sielska. Nagle poczułem na swoich plecach czyjś bardzo delikatny dotyk. Odwróciłem się i……. stanąłem jak wryty. Przede mną stały obie szkolne piękności.
– cześć ……. jestem Paulina, a to moja przyjaciółka Agnieszka. My się chyba znamy ze szkoły.
Z wrażenia stałem z głupią miną, serce kołatało jak oszalałe, a w pysku zrobiło się sucho. Nie mogłem z siebie wykrztusić nic sensownego. Wybełkotałem tylko
– JJJJJJJaceeeek ! no chyba ze szkoły.
Dziewczyny zaczęły się śmiać, a ja chciałem włożyć głowę w piasek i udawać, że mnie nie widać. Stałem tak przed nimi jak dupa wołowa i chyba bym się zapadł, gdyby nie Agnieszka. Ujęła mnie za rękę i poprowadziła na parkiet. Tam trochę wróciłem do równowagi i zaczęliśmy w tańcu rozmawiać.

Opowiadała mi o sobie, o rodzinie, zainteresowaniach, a ja wpatrzony w nią jak w obraz słuchałem. Nie mogłem uwierzyć, że ona najładniejsza dziewczyna w szkole jest teraz tu i teraz, taka realna i tańczy ze mną. Mijały minuty. Towarzystwo podzieliło się na dyskutantów i zabawowiczów. Z głośników płynęła upojna muzyka. Nagle podeszła do nas trochę podirytowana Paula. Nie miała, z kim się bawić. Na niekończące się dyskusje o naprawę Rzeczypospolitej nie miała ochoty. Od Agi dowiedziałem się, że rozstała się ze swoim chłopakiem i ten Sylwester miał podziałać na nią kojąco. Postanowiliśmy tańczyć we troje. Po kwadransie nasza trójka bawiła się na całego. Tak dotrwaliśmy do północy.

O dwunastej gospodarze wystrzelili jakiegoś taniego szampana. Wszyscy składali sobie życzenia. Z kieliszkiem wypełnionym musującym płynem podszedłem do moich nowych przyjaciółek. Złożyliśmy sobie życzenia i chciałem pocałować Agnieszkę w policzek, lecz stało się inaczej. Ona przywarła do moich ust tak, że nogi ugięły się pode mną. Poczułem niewyobrażalną rozkosz. Moje zmysły zostały całkowicie zablokowane. Jedno, o czym marzyłem, to zatrzymać czas. Nasze usta, nasze ciała, nasze zmysły wyrażały chęć przeżycia czegoś, co pozwoli połączyć nas w najwspanialszy jednolity twór natury. Ująłem drżącą dłoń Agnieszki i pędem pobiegliśmy na górę do starej nieużywanej części stryszku.

Chwyciłem ją w ramiona tak mocno, że oboje straciliśmy równowagę. Z hukiem upadliśmy na deski podłogi. Moje ręce jak szalone rozpinały a właściwie zrywały jej bluzkę. Nagle moim oczom ukazały się cudowne dojrzałe piersi młodziutkiej dziewczyny. Zacząłem je pieścić, całować i gryźć wyprężone do granic bólu wspaniałe sutki. Odpiąłem spódniczkę. Zerwałem majtki. Cudowne ciało, aksamitna skóra i ten boski trójkącik w tej chwili stały się moją, tylko moją własnością. Agnieszka z trudem rozpięła mi spodnie. Mój stojący jak maszt żaglowy członek wyskoczył gotowy na nowe wyzwanie losu. Przywarłem ustami do brzuszka mojej ukochanej i ssałem jej wspaniały pępuszek. Ssałem i lizałem jej piersi i brzuszek, schodząc coraz to niżej. Nagle moja głowa znalazła się między jej udami. Poczułem na twarzy ciepło i miękkość jej włosków. Powoli mój język jakby trochę nieśmiało dotknął jej wilgotnej szparki. Zacząłem lizać i całować uda, dziurkę, pupę i plecy. Początkowo ciche jęki, przerodziły się teraz w spazmatyczny szloch. Poczułem jak dłoń mojej lubej zaciska się na moim nabrzmiałym, pulsującym członku.

Zaczęła szalony galop. Nagle poczułem ciepło na czubku mego pala. Tak to były jej usta. Objęły go cudowne wargi mego Anioła. Zaczęła przesuwać ustami po moim fiucie wbijając go w samo gardło. Byłem tak podniecony, że natychmiast strzeliłem. Mój nektar wypełnił jej usta, a ona ssała i połykała tę boską ambrozję.

Nagle usłyszeliśmy cichutkie pojękiwania dochodzące z mroków strychu. Poszedłem w tym kierunku i to, co zobaczyłem przeszło moje najskrytsze oczekiwania. W rogu ze spuszczonymi majtkami stała Paulina. Dłonie jej w dzikim tańcu błądziły po półnagim ciele, a paluszki zagłębiły się w czeluściach wspaniałej szparki między udami. Jej Oczy wyrażały błaganie o trochę pieszczoty. Wstyd ustąpił miejsca podnieceniu. Ja stałem nagi, a ona w błogim grymasie wykonywała swój taniec. Aga podeszła do nas, chwyciła rękę Pauli i zaprowadziła do naszego gniazdka miłości. Uklękła przed nią i zaczęła lizać jej płonącą i ociekającą od soków szczelinkę. Gestem ręki przywołała mnie do nich. Widok, jaki rozpościerał się przede mną wywołał największą erekcję, o jakiej mogą tylko marzyć niedopieszczone kobiety. Teraz oboje pieściliśmy ciało naszej cudownej przyjaciółki i kochanki. Mój język zagłębił się w ociekającej od soków i śliny dziurce. Moje dłonie pieściły każdy milimetr jej targanego skurczami ciała. Kiedy wiłem się wokół szczelinki Pauli, mój sterczący przyjaciel znowu znalazł się w ustach Agnieszki. Rozkosz, jaką wypełniła moje ciało i umysł, była niewyobrażalna. Oto dwie najwspanialsze dziewczyny w całej galaktyce wybrały właśnie mnie. Niewydarzonego mola książkowego. Duma wypełniała mi duszę. Szczęście kipiało ze mnie. Moje palce pracowały nad dziurkami Agi, a język wykonywał cyrkowe ewolucje na pupie i cipci Pauli. Nasze ciała splotły się w swoistą figurę geometryczną, która jak w kalejdoskopie, co chwila zmieniała swoje kształty.

loading…



Teraz Aga dosiadła mego rumaka rozpoczynając swój galop jednocześnie zagłębiając język obok mojego w szczelince naszej kochanki. Nasze języki wykonywały wspaniały taniec. Splatały się i w tych pląsach wbijały w pupę i soczystą cipcię Pauliny. Z kosmosu nasze ciała
musiały przypominać wspaniały, rozkwitający kwiat otoczony cudowną mgiełką miłości. Czas się zatrzymał. My orbitowaliśmy zmieniając, co chwila pozycje. Teraz mój maszt zagłębił się w gorącej jaskini Pauli, a język penetrował wnętrze Aguni. Dziewczyny wiły się pojękując, a ja marzyłem tylko o ich szczęściu. Nasze ciała i zmysły były targane niesamowitym pędem poznania tego, co najwspanialsze i nieuchronnie zbliżało się milowymi krokami. Nagle nasze ciała wygięły się. Mięśnie targnął skurcz, a z ust wydobył się przeciągły jęk. I przyszło to, na co tak długo czekaliśmy. Poczułem rytmiczne skurcze na swoim członku. Moją twarz zalała obfitość cudownych, lepkich dziewczęcych soków.

Poczułem się jak biedak obdarowany najwspanialszymi prezentami. Nasze ruchy z każdą chwilą stawały się coraz wolniejsze. Nasze zmęczone ciała domagały się chwili wytchnienia. Nadzy leżeliśmy wtuleni w siebie. W ciszy jeszcze raz przeżywaliśmy wspaniałe chwile uniesień. Nasze dłonie delikatnie głaskały spocone ciała. Leciutkie pocałunki były dopełnieniem przeżytych chwil. Rączki moich cudownych kochanek błądziły po moim torsie, brzuchu zmierzając w kierunku ciągle stojącego i nienasyconego przyjaciela. Objęły go malutkimi dłońmi i powoli, jakby nieśmiało rozpoczęły rytmiczny masaż. Moje ciało znów domagało się pieszczot. Poczułem ciepły uścisk na swoim członku. To wspaniałe usta Pauli doprowadzały mego fiuta do szaleństwa. Jej głowa rytmicznie falowała, a rączka Aguni pieściła moje kuleczki i masowała mój sterczący pal. Potem nastąpiła zamiana. Usta Agi zacisnęły się na członku, a ręka Pauli…………

Moje dłonie pieściły wypięte w moim kierunku ich czarowne, gładkie, młodziutkie tyłeczki. Palce penetrowały ich dziureczki. I nagle niepohamowana fala rozkoszy targnęła moim ciałem. Wygiąłem się w pałąk. Strzeliłem. Gorąca jak lawa wulkaniczna sperma wypełniła usteczka Pauliny. Moja armatka strzelała, wyrzucając coraz to nowe porcje pocisków. Moje dziewczyny były zachwycone. Lizały moją pałkę, mój brzuch i pępek. Śmiały się zlizując śmietankę z mego fiutka i ciała. Liżąc, ich języczki spotykały się przy każdej kałuży, obdarowując się wzajemnie moim nasieniem. A ja leżałem dumny w cudownie błogim nastroju.

Leżeliśmy tak przez jakiś czas. Wtuleni, wyciszeni, nadzy. Nagle Paula spojrzała na zegarek. Było pół do czwartej. Ubraliśmy się i zeszliśmy do reszty towarzystwa. To, co ukazało się naszym oczom przeszło najśmielsze oczekiwania. Na podłodze było kłębowisko ludzkich ciał…….. Wszyscy spali.

Wyszliśmy cicho zamykając za sobą drzwi. Szliśmy wtuleni przez warszawski Żoliborz mijając gęsto rozstawione wojskowe koksowniki. Tak minęła najcudowniejsza noc i Sylwester w moim życiu. Od tej czarownej pory zostaliśmy największymi przyjaciółmi. Nie było wolnej chwili bez naszej trójki.

Sześć lat później moja Agnieszka zachorowała. Lekarze wykryli u niej raka. Moja rozpacz nie miała granic. Codziennie po zajęciach na uczelni biegłem do szpitala. Do mojej Aguni. Ona powolutku stygła.

W nocy 27.Lipca.1987r skonała na moich rękach. Leży dzisiaj cichutko na warszawskim Wawrzyszewie, a ja i moja żona Paulina odwiedzamy ją
opowiadając o naszym szczęściu.

Mamy dwie magiczne daty. Wspaniały Sylwester 81 r 27.lipiec 87 r …………… W te dni siadamy z Paulinką do uroczystej kolacji i wspominamy Naszą Cudowną Agnieszkę. Wierzymy, że ona jest z nami. Oboje w chwilach uniesienia czujemy jej obecność. Nasza córka czasami pyta o tę panią na wspólnej fotografii. A my tylko się uśmiechamy i przytulamy nasze dziecko do piersi.Ma na imię …………..AGNIESZKA.

Wszystkie imiona i sytuacje w tym opowiadaniu są prawdziwe. Opowiadanie dedykuję Mojej cudownej Żonie Paulinie i naszej Ukochanej przyjaciółce Agnieszce. Odważyłem się opublikować to wspomnienie na prośbę mojej żony. Niech wszyscy dowiedzą się, czym jest prawdziwa potęga miłości.