Delikatnie i namiętnie

Przeczytano: 331 razy
Delikatnie i namiętnie

Delikatnie i namiętnieTakie były początki. I jej, i jego. Nie poznali swoich imion. Wakacyjna „miłość” może obejść się bez tego. Nie dbali o to, jakiego są wyznania; było im obojętne, z jakich środowisk się wywodzą i jakie odebrali wychowania. Wpadli sobie w oko. Zafascynowani własną seksualnością żądaliby sprawy zaszły za głęboko. Takie były początki. I jej, i jego. Górska rzeka rwała brzegi, świerki kołysały się lekko, wszyscy ludzie byli wtedy tak daleko miejsca, w którym oni leżeli.

Wiedząc o tym, jak szybko pędzi życie, jak ulotne potrafią być chwile, mając świadomość tego, że ona jest stąd, a on urodził się i żyje daleko, i że on mówi innym językiem, i – lada moment – będzie musiał wrócić za granicę, liczyli się z tym, że każde z nich w tej chwili musi dać z siebie wszystko, co tylko jest w stanie albowiem nigdzie nie jest powiedziane, że w przyszłości będą mieli jeszcze, choć jedną ku temu okazję… Takie były początki. I jej, i jego.

Musieli liczyć się z czasem. Wy macie może go dość, by czekać, aż dacie komuś coś, co chcecie dać – oni nie mieli tego luksusu. A jednak, gdy już wiedzieli, co ich czeka poczuli jak wszelki pośpiech ucieka od nich. Rzeka płynie swoim korytem i ani przez chwilę nie musi drżeć o to, że rozminie się z ujściem. Postanów tylko, by nie tracić okazji w życiu, znajdź w sobie dość odwagi, by korzystać z każdej chwili, a pęd, pogoń, pośpiech nie będą miały racji bytu. Takie właśnie były początki. I jej, i jego.

By im łatwiej później było zapomnieć o tym, każde z nich wymyśliło sobie jakieś pseudo. Ani on nie całował jej, ani ona nie całowała jego. Całowali się razem. Mieli zamknięte oczy, bo – gdyby tak nie było – co mogliby zobaczyć? Są chwile, które rodzą w człowieku ciepło, TO ciepło. Czujesz je i patrzysz ślepo w przyszłość. Nie ma znaczenia, co widzisz. Czy on ja muskał ręką? Językiem? Czy czymś, co było piekielnie sztywne i miłe w dotyku, jak rozpalony do czerwoności aksamit pokrywający berło – symbol władzy nad chwiejnym światem na granicy tego, co tak oczywiste i wszystkim dobrze znane? Spojrzała w niebo. Szukała jakiejś chmury. Ale w jego sposobie dochodzenia do sedna sprawy, nie było niczego, co mogłoby ją zrazić. Takie były początki. I jej, i jego. Zanim stali się nadzy minęła wieczność, chociaż zasób czasu, jakim dysponowali był ograniczony. Gdzie tu logika, spytacie? Siedzi w kącie i się nie odzywa. Teraz do głosu dochodzi siła, dzięki której każdy pąk zakwita. Jeśli sądzisz, że można coś robić tylko lekko lub tylko mocno nazbyt często będziesz wystawiać pomniki swoim lub czyimś lękom lub wątpliwościom. Zgoda, czekał na moment, w którym ona będzie gotować się jak woda niezbędna do tego by japońska ceremonia parzenia herbaty mogła się odbyć, ale czekał nie, dlatego, że tak trzeba, że ktoś mu kazał. Czekał, bo potrzebowała tego ona. Wiedział kiedy. I gdy po raz pierwszy dotknął jej cipki to właściwie nie był dotyk (bezwzględne tknięcie czegoś), to muśnięcie (jak aluzja dalekie). Takie były początki. I jej, i jego.

loading…



Są drzwi zawsze otwarte, są i takie, które otwierasz kopniakiem, ale są też i te, do których musisz mieć klucz lub znać szyfr. Rób, co chcesz. Trzeba tylko wyczuć, co, kiedy i gdzie…
– Wejdź we mnie… – szepnęła – Chcę więcej…
Niebo ciągle było bezchmurne, ale w tym chwiejnym świecie burza sunęła wartkim nurtem znad horyzontu. (Pamiętacie logikę siedzącą w kącie? Już zasnęła…) Każdy, kto uprawiał miłość wie, że to kwiat, który – gdy upływa czas – potrafi zmieniać swe upodobania. Dla jednych z Was może to być dziwne, dla innych mniej, ale nadszedł moment, w którym ona rzekła:
– Pieprz mnie… Mocniej… Mocniej…
Zaraz potem ścisnęła swe trzęsące się cycki; jej palce wskazujące i kciuki tarły ich szczyty. Zacisnęła szczęki. W ustach miała pełno śliny. Była sobą, ale była też jakby obok. Usłyszała własne jęki. Myślała, że one nie pasują do takiej dziewczyny, za jaką się uważała. On nie przestawał jej pieprzyć. Złapała się za głowę. Bała się tego, co się dzieje i co się stać może.
– Nieee! Nieee! – krzyczała. Ale czy chciałaby przestał? Wątpię…
– Boże… – szepnęła. Poczuła się ciepła
– O, kurwa! – tak ciepła jak kula światła, co oświetla jeden świat, dwa światy, miliardy światów.
On się w nią spuszczał, lecz dla niej nie miało to żadnego znaczenia. Po co miałaby czuć jego ręce, jego język (w swoich ustach), jego fiuta? Po co, skoro mogła bujać w obłokach, które zawiera w sobie luka pomiędzy jednym oddechem, a drugim? Takie były początki. I jej, i jego.

Proszę nie oceniajcie tego. To dobrze? Czy źle? Do diabła, zamknijcie się! Uszanujcie tę ciszę w umyśle podobną do ciszy, w której pracują siły nad tym, by pąki zakwitły. Nic tu po Waszej woli, wiedzy czy mądrości… Nie dziwiła się, że nie spytał, jak jej było. Wystarczyło, że rzucił okiem (a oczy miał niebieskie) i mógł zobaczyć to – szczęście? Nie wiem, nie wiem, jak to nazwać. Nie muszę wiedzieć. Ale on chciał wiedzieć, co było tego przyczyną. Co naprawdę sprawiło, że znów poczuła się jak dziewczynka, która może liczyć na mamusię i tatusia – taka niewinna? W czym tkwi przyczyna jej weselnego uśmiechu? Niedługo myślał, bo uznał, że to proste: uwaga, uwaga i jeszcze raz uwaga na to jak ona reaguje. Wtedy, wśród tych niezapominajek, postanowił zawsze robić to z takim wyczuciem. Już nigdy nie lękał się, czy mu stanie, czy nie. Nie snuł planów, jak to robić będzie w konkretnym przypadku. Nabrał odpowiedniego dystansu do kobiecych westchnień i jęków, które często jak gałęzie potrafią rzucić cień, omamić faceta tak, że ten traci panowanie nad sobą. Powabne kształty, gorące usta, wilgotne uda – to już na zawsze miało być tylko szatą. Celem była droga do sedna sprawy. Co Wy na to? Takie były początki. I jej, i jego.

Nie poznali swoich imion. Czasem wystarczy się skupić, zwrócić uwagę na to, jak człowiek sam się czuje, gdy robi coś tak, a jak gdy robi to inaczej. Co do niego – zapamiętał raz na zawsze to uczucie, jakie w nim gości, gdy kobieta jest mu wdzięczna za sposób, w jaki ją traktuje. Takie były początki. Helen i Harry’ego. Nie poznali swoich imion. Obeszli się bez tego.