Opowieść pewnej pani

Przeczytano: 681 razy
Opowieść pewnej pani

Opowieść pewnej paniPaweł od czasu jak go poznałam był raczej zdystansowany i nieufny w stosunku do ludzi. To ja w naszym związku byłam stroną aktywniejszą. On wolał wędrówki po górach, kino, wyjazdy na działkę do rodziców czy wręcz domowe zacisze. Ja wyciągałam go na dyskoteki, wyjazdy na mazury ze znajomymi – między ludzi. Paweł nie był gburem, czy odludkiem, na imprezach jak miał swój dzień potrafił się świetnie bawić, ale miałam wrażenie, że go to męczy. Poza tym wydawał się zazdrosny o to, że ja bawię się i tańczę z innymi.

Trochę mnie to śmieszyło, bo od czasu jak byliśmy ze sobą nie istnieli dla mnie inni faceci, równocześnie cieszyłam się, że tak mu na mnie zależy. Zdarzało się, że na imprezie do partnera, z którym akurat tańczyłam mówił niby żartem „nie tańcz tak zmysłowo z moją dziewczyną, bo zaraz ja z tobą zatańczę”. Krępowało mnie to czasami, bo ja uwielbiam tańczyć, ale też rozczulało. Często, gdy wracaliśmy z balangi czując, się „winna” tańców z innymi, specjalnie dla niego robiłam pokazy naprawdę zmysłowych i uwodzicielskich pląsów. Paweł uwielbiał to i budził się w nim wtedy prawdziwy tygrys ( wiecie, co mam na myśli:)).

Zdarzenie, o którym piszę było w cztery lata po naszym ślubie. W piątek, gdy wracałam z pracy już na schodach usłyszałam hałasy dochodzące z naszego mieszkania. Zaciekawiona weszłam do środka i okazało się, że Paweł ma gościa. Kolegę ze studiów w Krakowie – Marka. Siedzieli w fotelach, popijali piwo, wspominali czasy studenckie i śmiali się głośno. Z przyjemnością dołączyłam do nich i z ciekawością słuchałam opowieści o ich młodzieńczych przygodach.

Ponieważ nie miałam przygotowanego nic specjalnego do jedzenia zaproponowałam, że wyjdziemy na miasto, aby coś przekąsić a przy okazji pokażemy Markowi Warszawę. Zjedliśmy późny obiad w Bazyliszku, wypiliśmy butelkę czerwonego wina, pospacerowaliśmy po Starówce. Oni byli naprawdę we wspaniałych humorach, a ja cały czas miałam wrażenie, że przechadzam się z dwoma małolatami. Byli zabawni i to na dziecinny, a może na szczeniacki sposób, ale mnie rozbawiali do łez. Postanowiliśmy pójść potańczyć, Marek chciał iść do Stodoły, bo to klub studencki, trochę oponowałam, bo daleko i wiedziałam, że Paweł nie przepada za takimi wielkimi dyskotekami, ale Pawłowi ten pomysł wydał się wspaniały.

Mimo, że na imprezie przeważała młodzież szkolna i studenci bawiliśmy się świetnie. Tańczyłam na zmianę z Pawłem i Markiem, popijaliśmy rozcieńczone drinki i dalej tańczyliśmy. Oni w międzyczasie podrywali chichoczące osiemnastki – wyglądali śmiesznie, w końcu mieli po 29 lat, a zachowywali się jakby właśnie zdali maturę. Ja korzystając z okazji zatańczyłam kilka razy z innymi chłopakami. Jeden z nich zrobił na mnie szczególne wrażenie. Tańczył hmm… jak Fred Aster. Miękko, płynnie sprężyście i wspaniale prowadził, przy każdym obrocie czułam się jak bogini tańca. Gdy muzyka na chwilę ucichła podziękowałam, ale poprosił o kolejny taniec. Oczywiście nie domówiłam. Niestety puścili wolny kawałek, mój partner przyciągnął mnie bliżej. Przez jego ramię zobaczyłam jak Paweł tańcząc z jakąś dziewczyną uszczypnął w pupę odwróconą do niego tyłem dziewczynę tańczącą z Markiem – ale szczeniackie zabawy – zaraz któryś powinien zarobić w michę – pomyślałam.

Tymczasem chłopak, z którym tańczyłam przyciągnął mnie jeszcze bliżej tak, że piersiami oparłam się o jego tors i w tym momencie na swoim podbrzuszu poczułam coś twardego. Zamurowało mnie i nie wiedziałam jak się zachować.
„Jestem Piotr, świetnie tańczysz, jak masz na imię” – spytał niskim głosem,
„Monika” – odpowiedziałam. Jak gówniara oblałam się rumieńcem, na szczęście było ciemno.
A co tam pomyślałam, jak Paweł może podszczypywać dziewczyny to ja pozwolę poocierać się o mnie temu chłopakowi. Dopiero w tej chwili uświadomiłam sobie, że jest nie tylko partnerem w tańcu, ale też mężczyzną. Piotr mógł mieć około 25 lat nie był ani specjalnie wysoki
ani szczupły, ale z pewnością nie tylko świetnie tańczył, ale mógł się podobać i ten niski głos, którym mnie zagadywał.

Myśląc o tym i czując coraz wyraźniej jego sprężystość sama poczułam, że wyschły mi usta, a zwilgotniała muszelka. Piosenka ciągnęła się w nieskończoność, a my rozmawialiśmy i kołysaliśmy się zmysłowo. Gdy tylko się skończyła wystrzeliłam jak z procy w kierunku gdzie przed chwilą tańczyli Paweł i Marek, ale już ich tam nie było. Tańcząc z Piotrem nawet nie zauważyłam jak zniknęli z parkietu. Znalazłam ich przy barku zamawiających kolejne drinki.
„Ale masz wypieki” – zauważył Paweł.
Zrobiło mi się głupio, ale wymówiłam się duchotą na sali. Marek też miał wypieki, a w zasadzie wypiek na jednym policzku. Okazało się, że zgodnie z moimi przypuszczeniami zarobił w pysk od jednej z dziewczyn, której ich zabawy nie przypadły do gustu. Osuszyliśmy szklaneczki, a ponieważ chłopakom odeszła ochota na tańce postanowiliśmy wracać do domu.

loading…



Zaproponowaliśmy Markowi by przenocował u nas. W taksówce znowu zrobiło się wesoło, w końcu wypiliśmy już parę kropel alkoholu. Chłopcy wspominali ile to kiedyś mogli wypić, Marek zaczął się trochę przechwalać swoimi podbojami miłosnymi, ale Paweł zmienił temat, opowiedział jakiś kawał i tak śmialiśmy się całą drogę. Lekko zataczając się wbiegliśmy po schodach, bo chłopcy chcieli jak najszybciej otworzyć butelkę koniaku, którą Marek przywiózł z Krakowa.

Chłopcy zajęli się flaszką, ja wzięłam szybki prysznic i poszłam do kuchni zrobić kanapki, a łazienkę zajęli kolejno panowie. Gdy weszłam z kanapkami do pokoju chłopcy siedzieli na kanapie, Marek podszedł i podał mi lampkę koniaku, a Paweł poprosiłbym włączyła muzykę. Puściłam jakąś nastrojową muzykę i wówczas Paweł powiedział
„Byłaś dziś niegrzeczną dziewczynką, widziałem jak się ocierałaś o tego dupka w Stodole. Za karę zatańczysz dla nas”. Na moment zaniemówiłam.
„Możemy potańczyć w trójkę” – próbowałam wybrnąć sytuacji. Ale on zdecydowanie zaprzeczył
„My usiądziemy wygodnie, a ty pokażesz nam jak wygląda zmysłowy taniec”.

Nie mogłam uwierzyć. Paweł taki zdystansowany i zazdrosny o mnie namawia mnie do erotycznego tańca w obecności innego faceta???? Uznałam to za blef.
„OK” – powiedziałam „powiedz, kiedy mam przerwać”, ściemniłam światło, jednym łykiem opróżniłam zawartość kieliszka i zaczęłam kołysać się w rytm muzyki. Przerwie mi jak tylko odepnę pierwszy guzik – pomyślałam, więc nie śpieszyłam się. Lubię taniec i szybko wciągnął mnie w rytm melodii, zalotnie kręciłam biodrami, rozpuściłam swoje długie włosy i pozwoliłam im szaleć razem ze mną. Powoli zaczęłam rozpinać guziki bluzeczki. O dziwo mąż nie protestował, na jego twarzy wyraźnie rysował się uśmiech zadowolenia, a nasz gość nerwowo pociągnął duży łyk koniaku wpatrując się we mnie wielkimi oczami. Bluzka poleciała na oparcie fotela, a ja tańczyłam dalej, czarna opięta spódniczka podkreślała moje biodra, a biały koronkowy staniczek kontrastował z opalonym ciałem, czułam się naprawdę seksi.

Oparłam dłonie na biodrach kołysząc się zmysłowo, przesuwałam je wzdłuż ciała. Kręcąc biodrami podeszłam i napełniłam puste już kieliszki, gdy nachylałam się nad nimi zauważyłam pokaźne wypukłości w ich spodniach. To spowodowało, że poczułam falę ciepła przechodzącą przez moje ciało. Muzyka zmieniła się na nieco szybszą zrobiłam krok do tyłu i jak w transie kontynuowałam koci taniec w takt muzyki, jednym pociągnięciem odsunęłam suwak i spódnica dzięki ruchom bioder zaczęła zsuwać się na puszysty dywan. Marek mimowolnie odpiął guzik koszuli pod szyją, a Paweł nadal nie protestował. Taki jesteś pomyślałam – no to patrz. Mój brzuch pulsował w rytm melodii, dłońmi gładziłam ramiona, zjeżdżając w dół ku falującym piersiom. Sięgnęłam ręką do tyłu do klamerki staniczka i zapytałam zmysłowo
„Czy mam przerwać?” z ust Marka wydobył się bliżej nieokreślony dźwięk
„Eee ee” a Paweł lekko ochrypłym głosem poprosił
„Nie przerywaj”.

Mimo, że alkohol krążył w żyłach i mimo, że świat wirował mi od tańca przez moment pomyślałam, że nie powinnam tego robić, ale przecież Paweł był obok – to była tylko zabawa. Pochyliłam głowę do przodu gęste włosy zasłoniły staniczek. Odpięłam zamek, ramiączka zsunęły się w dół, a za moment staniczek pofrunął w kont pokoju. Zamiast wstydu czy skrępowania owładnęło mną nieznane wcześniej uczucie. Dreszcz podniecenia przeszedł mi po plecach do tego egzaltacja, wolność, szaleństwo, zatracenie się w erotycznym tańcu. Odchyliłam głowę do tyłu i moje piersi w pełnej krasie ukazały się widowni. Poczułam się niesamowicie seksownie, moje palce muskały w tańcu szyję, piersi, brzuszek, uda. Panowie niepewnie wiercili się na swoich miejscach – najwyraźniej zrobiło im się niewygodnie. Wówczas tańcząc podeszłam do nich
bliżej i poprosiłam
„Zatańczcie ze mną”. Wyciągnęłam lewą rękę do Pawła, a prawą do Marka.

Stanęli trochę niepewnie, jak dzieci, które nie wiedzą jak się zachować, i powoli zaczęli podrygiwać w rytm muzyki. To ja prowadziłam, obracałam ich kolejno, to znów sama kręciłam się wokół nich. Muzyka znów się zmieniła, teraz była powolna swingująca i zmysłowa. Przytuliłam się przodem do Pawła, a Marka za rękę przyciągnęłam do nas, kołysał się nieśmiało za moimi plecami, lekko opierając ręce tuż powyżej moich bioder. Przez dłuższą chwilę kołysaliśmy się tak w trójkę, czułam na swoim brzuchu wypukłość pulsującą w spodniach Pawła, po chwili ośmielony brakiem sprzeciwu również Marek przywarł do mnie mocniej i dokładnie wiedziałam, że też jest strasznie podniecony. Jak powracająca fala naszły mnie wątpliwości, podobało mi się, że ich tak rozpaliłam, ale co będzie dalej??

loading…



Nie miałam jednak czasu na to by rozmyślać, ręce stojącego za mną kolegi ożyły i zaczęły wędrówkę po moim ciele. Najpierw powoli centymetr po centymetrze w górę, nieśmiało, pewnie by mnie nie spłoszyć, później śmielej bokiem wzdłuż ciała aż do ramion i w dół do pośladków i znów do góry, ale tym razem bardziej z przodu. Całe moje ciało drżało. Gdy dłonie Marka wcisnęły się między mnie i Pawła i objęły moje piersi jęknęłam i odruchowo przywarłam ustami do ust Pawła. Całowaliśmy się namiętnie, a cztery dłonie wędrowały po moim i tak już rozpalonym ciele. Byłam wilgotna i gotowa w tej chwili na wszystko. Zaczęłam rozpinać guziki koszuli męża, gdy doszłam do ostatniego na dole przyszła kolej na spodnie, pasek, guzik i suwak, odchyliłam slipki i ogonek Pawła dumnie wyskoczył na zewnątrz. Tymczasem dłonie Marka sunęły w dół po moich udach ciągnąc za sobą moje majteczki i po chwili ostatnia część garderoby opadła mi na kostki.

Nadal całując Pawła jedną ręką sięgnęłam do jego ptaszka, był naprężony maksymalnie i miał wilgotną końcówkę, drugą ręką wyciągnęłam do tyłu i ku zaskoczeniu również napotkałam na nagi instrument gotów do boju. Nie był może tak wielki jak ten z przodu, ale był twardy jak skała. Kolejna fala gorąca i wilgoci zalała moje ciało.

Kołysaliśmy się tak jeszcze przez chwilę nie zważając już na muzykę, ale ja nie mogłam dłużej czekać, chciałam poczuć ich w sobie i to jak najszybciej. Zaczęłam całować piersi Pawła, potem pochyliłam się jeszcze bardziej i całowałam jego brzuch. W ten sposób wypięłam się w stronę Marka. Ale on nie bacząc na moją gotowość klęknął za mną i całował moją muszelkę. To było nie do zniesienia, ledwie stałam na nogach. Zrobiłam leki rozkrok by kochanek mógł dotrzeć do najbardziej czułych rejonów mego ciała i pochyliłam się jeszcze głębiej. Teraz złapałam ustami członek Pawła. Ssałam go łapczywie, ręką drażniąc jajeczka, a on sapał i rękoma dociskał moją głowę do siebie. Jego żyły na ptaszku wyglądały jak postronki i wiedziałam, że jest w stanie największego podniecenia.

Marek przerwał całowanie muszelki i wstał. Poczułam jak jego członek ociera się o moje pośladki, potem środkiem ku dołowi. Płatki mojej gorącej i mokrej różyczki natychmiast otworzyły się gotowe na przyjęcie spragnionego gościa. Ale on nie wchodził tylko ocierał się powoli aż znieruchomiał sztywny, pulsujący i gotowy. To trwało pewnie kilka sekund, ale dla mnie to była wieczność, nie do wytrzymania, o mało z napięcia nie ugryzłam trzymanego u ustach ptaszka. Wypuściłam go i zapierając się o biodra męża z całej siły nadziałam się na pal czekający u moich wrót. Wszedł, a w zasadzie został wciągnięty od razu w całości, pewnie wystarczyłoby kilka pchnięć bym odleciała, ale stało się coś, czego w tej sytuacji się nie spodziewałam.

Paweł złapał mnie za ramiona i szarpnął gwałtownie do przodu. Mimo, że Marek trzymał mnie za biodra szarpnięcie było tak mocne, że od razu nas rozłączyło. Paweł z trudem łapiąc oddech chrapliwym głosem krzyczał.
„Co wy robicie?… co wy robicie??? co wy…???”. Musieliśmy w tym momencie wyglądać przekomicznie, oni ze sterczącymi palami i ja cała drżąca jak galareta. Zapadła chwila grobowej ciszy. Przez moją głowę w ciągu sekundy przebiegło milion myśli wściekłość, pożądanie, wstyd, złość, słabość, bezsilność, agresja, poniżenie. Co ja miałam zrobić w tym momencie? Paść na kolana i prosić, aby dokończyli? Rzucić się na nich z pazurami? Czy też na kolanach prosić o przebaczenie, że doprowadziłam do takiej sytuacji!?!?

Spojrzałam na Pawła był czerwony na twarzy chciał coś jeszcze powiedzieć, ale tylko głośno łapał powietrze, Marek trzymając się za pulsującego ptaszka zrobił krok do tyłu i bełkotał coś, co przypominało
„Przepraszam ja nie chciałem”.
Zasłoniłam rękami piersi i łono i biegiem puściłam się do sypialni. Zanim tam dotarłam z piersi wydarł mi się głośny szloch. Trzasnęłam za sobą drzwiami i rzuciłam się na łóżko.

Szlochałam zwinięta w kłębek i znów ta plątanina myś li – wściekłość, pożądanie, wstyd, zł ość, słabość, bezsilność, agresja, poniżenie. Moje ciało ciągle drżało, ręką bezwiednie sięgnęłam w dół do muszelki. Wszystko tam było wilgotne od moich soków. Mimowolnie zaczęłam poruszać dłonią, najpierw powoli a już po chwili mocno i natarczywie. Po chwili moim ciałem wstrząsnęła seria dreszczy, wszystkie mięśnie napięły się aż do granicy bólu i wciąż szlochając szczytowałam w sposób niesamowicie intensywny. Kolejna fala dreszczy i bezsilna znów zwinęłam się w kłębek, naciągnęłam na siebie koc i tak naga i drżąca zasnęłam.