Teściowa

Przeczytano: 2 367 razy
Teściowa

TeściowaTego dnia obudziłem się wyjątkowo wcześnie. Nie spiesząc się wziąłem prysznic, zjadłem śniadanie i zadzwoniłem do Sylwii. Miałem ją zawieźć do szkoły. Spotkaliśmy się jak zwykle przed blokiem. Pocałunek na dzień dobry. Po przebiciu się przez wszystkie korki wróciłem do domu. Miałem trochę roboty. Musiałem zabrać się za moją pracę dyplomową. Około dwunastej zadzwonił telefon.
– Cześć Przemek.
– Dzień dobry – odpowiedziałem rozpoznając głos przyszłej teściowej.
– Mam do ciebie sprawę. Pomógłbyś mi przestawić kanapę.
– O. K.

Otworzyła mi drzwi i zaprowadziła do dużego pokoju. Kanapa nie należała do wielkich, to też przestawienie jej nie sprawiło mi najmniejszych trudności.
– Wypijesz coś – spytała Danka, (bo tak miała na imię)
– Coś zimnego. Dziękuję. – Powiedziałem odbierając szklankę Sprite`a.
Zachowywała się jakoś dziwnie. Dziwne spojrzenia, głupie uśmieszki. Usiadła obok mnie. Wyjątkowo blisko. Zacząłem zastanawiać się, co ja tu robię. „Sylwia w szkole, wróci popołudniu, mąż Danki na delegacji, głupi brachol gdzieś biega, zresztą i tak nie ma kluczy. Co mi tam” pomyślałem.

Nasza rozmowa staczała się na jakiś dziwny tor. Spojrzała mi głęboko w oczy. Widziałem w nich duże podniecenie. Z resztą ja też czułem się dziwnie. Była przecież całkiem niezła. Miała 35 lat. Sięgające ramion kasztanowe włosy. Uwielbiam ten kolor. Wielu moich kumpli zazdrościło mi takiej teściowej. Objęła mnie, zaczęła całować mi szyję. Jak gdyby nigdy nic rozpięła mi koszulę i zaczęła zniżać się w kierunku mojego ptaszka. Rozpięła mi spodnie, najpierw delikatnie zaczęła oblizywać główkę. Potem wzięła go całego. Nie mogłem długo wytrzymać wytrysnąłem jej cały mój ładunek.
– Teraz ty pokaż mi, co umiesz. – powiedziała.

Położyłem ją na kanapie. Rozebrałem do naga. Zacząłem masować jej stopy. Moje ręce podążały już w kierunku jej kwiatuszka. Lizałem jej uda, czułem już ten cudowny zapach, zbliżyłem się. Muskając językiem zacząłem delikatnie ją drażnić. Coraz szybciej, szybciej i głębiej. Włożyłem jeden palec. Drugą ręką pieściłem jej piersi. Miała zamknięte oczy, uśmiechała się. Tym swoim figlarnym uśmieszkiem zachęcała mnie: „No dalej, dalej”. Zanurzyłem język w jej cipce. Rozsuwając palcami płatki jej kwiatka, wchodziłem głębiej. Miała ten wspaniały, lekko kwaskowy smak. Zaczęła wić się, niczym kotek drapany pod głową. Jej oddech stawał się coraz szybszy. Już dwa palce penetrowały jej wnętrze.

Obróciła się. Teraz ja położyłem się na kanapie. Ona wypięła do mnie swój tyłeczek i zajęła się moim ptaszkiem. Nie chciałem być dłużnikiem. Namiętnie lizałem jej cipkę. Ona wciąż ssała i ssała. Czułem, że zbliża się do orgazmu. Nagle padła.
– To jeszcze nie koniec – powiedziałem.
Posadziłem ją na skraju kanapy, sam klękając na ziemi. Wszedłem w nią. Poczułem się jak w siódmym niebie. Ona zresztą też. Napierałem na nią coraz silniej. Mogłem tak. Zwolniłem. Raz lekko, dwa razy szybko. Dwa razy głęboko. Wszedłem na kanapę, ona uklękła rakami zapierając się o łóżko. Wypięła swoją pupcię. I znów jestem w niej. Posuwałem ją rytmicznie. Jedną ręką gładziłem jej łechtaczkę, drugą masowałem piersi. Powoli dochodziliśmy. Ruchy stawały się coraz szybsze, coraz intensywniejsze. Piersi cudownie falowały, niczym hawajskie tancerki na pokazie.

Już długo nie mogłem wytrzymać. Jeszcze trochę. Wyciągnąłem, całą zawartością wytrysnąłem jej na tyłek. Położyliśmy się. To było dziwne uczucie. Leżałem nagi z nagą matką mojej dziewczyny. Czas nam się kończył. Trzeba było jechać po Sylwię.