Rozłąka – epizod pierwszy

Przeczytano: 839 razy
Rozłąka - epizod pierwszy

Rozłąka - epizod pierwszyRozłąka – epizod pierwszy

Z mężem wynajmowaliśmy pokój prawie w centrum miasta. Mieszkanie należało do dwudziestoletniej dziewczyny – Marty. Zajmowaliśmy największy pokój, a ona dwa mniejsze. Płaciliśmy sensownie, a i z Martą nie było większych problemów. Robiliśmy wspólne różne imprezy i całonocne biesiady. Nasza wersalka była we wnęce, za ciężką zasłoną, która sąsiadowała z sypialnią Marty. Stąd też nieraz słyszeliśmy jak pojękuje podczas nocnych wizyt swojego chłopaka. Oczywiście, ona również musiała słyszeć, jak wydawałam różne odgłosy podczas orgazmu. Mówiąc między nami – nigdy nie udało mi się „dojść” po cichu. Traktowaliśmy to jak coś normalnego i nie było to żadnym problemem.

W końcu czerwca mąż musiał wyjechać na delegację i to aż na cały miesiąc. Mówi się trudno. Pierwszy tydzień minął jakoś szybko i bez wydarzeń. Praca, dom, praca i tak w kółko. W drugą sobotę do Marty przyszedł Łukasz. Zaprosili mnie na szklaneczkę czegoś mocniejszego. Popijając gadaliśmy o wszystkim. Było sympatycznie i wesoło. Alkohol dodatkowo rozluźniał atmosferę. Wszyscy już byliśmy podchmieleni. Łukasz coraz bardziej zdecydowanie obmacywał pod stołem Marty kolana i uda, – co nie uszło mojej uwadze. Widząc to, uświadomiłam sobie, że już dwa tygodnie moje ciało nie miało mężczyzny, i że zaczyna się tego dopominać. Myśli te spowodowały, że w kroku zrobił o mi się bardzo mokro i musiałam pójść do łazienki, aby doprowadzić się do porządku. Siedząc na sedesie pocierałam swoje wzgórki całą dłonią, myśląc tym, jak by to było dobrze leżeć teraz pod sapiącym samcem. Te rozmyślania przerwał głos Marty dobiegający z jej pokoju.
– Zasnęłaś tam czy co?
– Nie – odkrzyknęłam i podciągnęłam wilgotne majtki.
Gdy wchodziłam do pokoju, zauważyłam, jak Łukasz pośpiesznie wyciągał rękę spomiędzy Marty ud. Ona sama była rozpromieniona i przytulała się do swojego chłopaka. Kątem oka widziałam jak dłonią pociera spodnie Łukasza w miejscu, gdzie wybrzuszał się już we wzwodzie jego fallus.

Zrozumiałam, że powinnam już pożegnać towarzystwo.
– Na mnie już czas. Jestem trochę zmęczona i trochę wstawiona – powiedziałam wstając od stołu i nie czekając na ich reakcję skierowałam się do swojego pokoju. Nie zatrzymywali mnie. Pewnie ich myśli były zajęte zupełnie czymś innym. Rozścieliłam sobie łóżko, zrzuciłam z siebie ciuchy i bieliznę i w krótkiej koszulce wsunęłam się pod pościel. Próbowałam oglądać telewizję, ale złapałam się na tym, że nadsłuchiwałam tego, co dzieje się za ścianą. Z jednej strony nie chciałam tego słuchać, a z drugiej podniecałam się na samą myśl, że on ją tam pieści i posiądzie jej wnętrze w akcie namiętności i atawistycznych żądzy. W końcu wyłączyłam telewizor i wtuliłam głowę w poduszkę.








W ciszy, która nastała, słyszałam zza ściany sapania i głośne oddechy. Przewracające się po pościeli dwa ciała i przytłumione głosy. W pewnej chwili usłyszałam głośniejsze jęknięcie Marty, a po krótkiej przerwie jednostajne skrzypienie łóżka. To Łukasz wypełnił Martę swoim członkiem i teraz zagłębia się w niej rytmicznie. Myślami próbowałam wczuć się w jej ciało i jej doznania. Byłam tak podniecona, że gdyby teraz znalazł się obok mnie jakiś facet, to pewnie nie miałoby to większego znaczenia, że mam męża. Pewnie oddałabym mu się wbrew rozsądkowi. Byłam gotowa na przyjęcie męskiego wojownika, jak branka. Moja ręka odruchowo powędrowała pomiędzy uda. Pocierałam całą dłonią swoje łono, wygolone wzgórki i sterczący mój punkcik. Najpierw palec, a potem drugi odnalazł natychmiast właściwy otwór. Wilgotny od moich soków kusił jak zakazany owoc. Zaczęłam nimi poruszać w rytm słyszany zza ściany. Ta chwila uzmysłowiła mi, jak wielka przepaść dzieli moje zabiegi od czczonego przez różne kultury męskiego fallusa. Chyba zacznę być jej wyznawcą.

Parę razy zdarzyło mi się – jeszcze przed małżeństwem – dojść do orgazmu przy pomocy moich dłoni i miałam nadzieję, że i tym razem doznam rozładowania. Podbrzusze rozsadzało mi podniecenie, a pośladki miała całe mokre od moich soków, które mnie dosłownie zalewały. Wyobraźnią widziałam, jak penis Łukasza, – którego nigdy nie widziałam – pochłania Marty słodkości, które ofiarowała mu rozchylając nogi. Jęki za ścianą stawały się coraz głośniejsze, gwałtowniejsze były odgłosy wydawane przez łóżko. Mój orgazm przyszedł niespodziewanie. Zapomniałam na chwilę o spektaklu miłości za ścianą i unosząc biodra w górę, szczytowałam. Na dłoń popłynęły soki w rytm skurczów, jakie czułam. Pojękiwałam cichutko jak opuszczone dziecko. Zacisnęłam uda z palcami w środku i opadłam na pościel. Jakie to mogło być dzisiaj wspaniałe……. Trudno, ale i tak byłam z siebie zadowolona.

Leżałam chwilę na boku, czekając aż uspokoi się mój oddech. Powróciłam do ciszy i dobiegających zza ściany pojękiwań Marty. Nagle usłyszałam jej wyraźny głos:
– Dziś nie możemy do końca, ale chcę cię mieć w swoich ustach.
Przeżywając swój orgazm zupełnie nie słyszałam Marty, gdy dopełniało się jej kobiece przeznaczenie. Poczułam znowu mrowienie w podbrzuszu. Za ścianą zaskrzypiało głośniej łóżko i usłyszałam zduszone męskie sapanie, które przeobraziło się odgłos wyzwolenia. Łukasz osiągał orgazm i całą nagromadzoną w lędźwiach ekstazę przelewał w Marty usta. Jeszcze kilka oddechów w zadyszce i zrobiło się cicho. Ciszę przerwał głos Marty:
– Nawet nie wiesz jak cudownie smakujesz. Jakie to cudowne móc cię pochłaniać w tej płynnej formie.
– Kocham cię. Odpowiedzi nie dosłyszałam, tylko głośniej zaskrzypiało łóżko. Nagle uświadomiłam sobie, że znowu się pieszczę. Nawet nie wiem, kiedy, znów zawładnęło mną podniecenie. Powoli wysunęłam rękę i samotnie wtuliłam się w poduszkę.