Rozłąka – epizod drugi

Przeczytano: 461 razy
Rozłąka - epizod drugi

Rozłąka - epizod drugiRozłąka – epizod drugi

Z mężem wynajmowaliśmy pokój prawie w centrum miasta. Mieszkanie należało do dwudziestoletniej dziewczyny, Marty. Zajmowaliśmy największy pokój, a Marta dwa mniejsze. Płaciliśmy sensownie, a i z Martą nie było większych problemów. Robiliśmy wspólne imprezy i całonocne balangi. Nasza wersalka była we wnęce, za ciężką zasłoną, która sąsiadowała z sypialnią Marty. Stąd też nieraz słyszeliśmy jak pojękuje nocnych wizyt swojego chłopaka.

Oczywiście, ona również musiała słyszeć, jak wydawałam różne odgłosy podczas orgazmu. Mówiąc między nami – nigdy nie udało mi się „dojść” po cichu. Traktowaliśmy to jak coś normalnego i nie było to żadnym problemem. W końcu czerwca mąż musiał wyjechać na delegację i to aż na cały miesiąc. Mówi się trudno. Pierwszy tydzień minął jakoś szybko i bez wydarzeń. Praca, dom, praca i tak w kółko. W druga sobotę Marta zaprosiła mnie na balangę. Namawiała mnie cały wieczór.
– Chodź, będzie kilka osób. To nic, że nie ma twojego męża, przecież nie idziesz na seks party. W końcu uległam. W sobotę rano Marta zapytała, czy impreza się może odbyć u mnie, bo mam największy pokój i będzie luźniej. Oczywiście – odparłam bez zastanowienia. Po południu zaczęliśmy przygotowywać imprezę.
– A może wypijemy po jakimś porządnym drinku – zaczęła kusić Marta posuwając w moją stronę dużą szklaneczkę dżinu z tonikiem.
Wiedziała dobrze, że takim propozycją nie odmawiam. Byłam bez obiadu i od tego drinka zakręciło mi się lekko w głowie.

Towarzystwo przyszło prawie punktualnie o dwudziestej. Łukasz – chłopak Marty – przyszedł ze swoim kumplem z roku. Marcin był dość wysoki i prezentował się zupełnie dobrze. Było w sumie sześć osób. Janusza i Agaty nie znałam wcześniej. To z Marty roku. Niby nie byli parą, ale trzymali się często razem. Tak poinformowała mnie Marta. Byliśmy nastawieni na zwykłą balangę. Stąd też stół nie był zbyt wykwintny, za to trunków w lodówce nie brakowało. Na początku panowie narzucili szybkie tempo, po godzinie czułam już szum w głowie. Rozluźniła się też atmosfera i coraz częściej pojawiały się tematy męsko-damskie. Oczywiście nie zabrakło rozważań, że po dwóch tygodniach postu muszę być wygłodzona i pewnie po nocach śnią się mi fallusy. Były to typowe zbytki i nikt się nimi nie przejmował.

Ktoś rzucił hasło do tańców. Nie miałam zbytniej ochoty, a po drugie, czułam się już niepewnie w pozycji pionowej. Prawdę mówiąc, najchętniej położyłabym się już spać. Podniosłam się jakoś i poszłam do łazienki. Byłam zamyślona i nie zwróciłam uwagi, że paliło się światło. Weszłam zdecydowanie i zatrzymałam się w drzwiach. Przed sedesem stał Marcin i najspokojniej w świecie siusiał. Odwrócił się w moją stronę, ale nie przestał sikać. Trzymał w ręku swój oręż. Patrzyłam się na niego i nie wiedziałam, co zrobić.
– Podoba ci się. Rzucił w moją stronę.
Odwróciłam się do niego tyłem zawstydzona i już wychodziłam, gdy złapał mnie za rękę i pociągnął w głąb łazienki.
– Puść mnie… omal nie wykrzyknęłam, ale nie zabrzmiało to zbyt przekonywająco, bo Marcina przycisnął mnie do ściany i zaczął całować w usta. Szarpałam się, na ile pozwalały mi siły wstawionej nieźle kobiety. Słabłam z chwili na chwilę i czułam, że tracę kontrolę nad sytuacją. Nawet nie zauważyłam, w którym momencie zaczął obmacywać moje piersi, wsunąwszy rękę po biustonosz.. Po chwili zadarł go do góry uwalniając moje duże piersi z objęć materiału. Moje sutki wyprostowały się wbrew mojej woli.
– Proszę, mam męża. Nie chcę go zdradzać. Zrozum mnie. Uderzyłam w błagalne tony.
– Przecież on się o niczym nie dowie, zaczął mnie przekonywać szeptem do ucha.
– Zobaczysz jak będzie dobrze. Zostawił cię samą, to jego wina, a twoje ciało potrzebuje rozkoszy.
Jego język stawał się nachalny, i cała sytuacja zaczęła mnie podniecać. Moje ciało zaczęło uwalniać swoje żądze i poczułam jak z każdą sekundą robi się mi coraz bardziej mokro w majtkach, a w podbrzuszu pojawiło się znajome mrowienie. Resztką świadomości opanowałam swoje chucie i odepchnęłam Marcina od siebie.

Wyszłam z łazienki tak szybko, że nie zdążyłam poprawić biustonosza. Wpadłam do pokoju Marty i oparta drzwi zaczęłam porządkować swoją odzież Byłam roztrzęsiona z dwóch powodów – pierwszy, to, to, że obcy facet mnie obmacywał, drugi, – że odezwały się moje żądze i prawie mną zawładnęły. Ochłonęłam nieco i uświadomiłam sobie, że mój pęcherz coraz mocniej domaga się swoich praw. Chciało mi się bardzo siku, ale bałam się ponownie wejść do łazienki. Zdobyłam się w końcu na odwagę i ponownie zajrzałam do ubikacji. Na szczęście nikogo już nie było. Wróciłam do swojego pokoju w nadziei, że będę mogła się położyć spać. Niestety. Towarzystwo bawiło się w jak najlepsze i szybko zaciągnęło mnie do stołu.

Wszyscy byliśmy już napici jak mopsy i puszczały po woli hamulce. Marta siedziała okrakiem na kolanach Łukasz i całowała go namiętnie w usta. Jego jedna ręka znikała gdzieś pomiędzy jej udami, a druga pieściła odsłoniętą pierś. Nikt na nich nie zwracał uwagi. Usiadłam w fotelu i trochę błędnym wzrokiem spojrzałam na Janusza i Agatę. Sprzeczali się o coś, ale nie bardzo rozumiałam, o co chodziło. Ciągnęło mnie do łóżka. Marzyłam tylko o tym, aby się położyć. Marcin przestał się mną interesować i popijał w samotności, błądząc błędnym wzrokiem po pokoju. Zdobyłam się na wysiłek i ruszyłam do swojego łóżka za kotarą. Ostatnie, co pamiętam, to jak moja głowa zapadała się w poduszkę, a gdzieś w oddali sączyła się muzyka. ….. świadomość powróciła mi w jakimś nieokreślonym momencie.








Próbowałam zlokalizować się w czasie i przestrzeni. Przestrzeń, to niewątpliwie mój pokój i moje łóżko. Czas zupełnie nieokreślony. Ale coś mi nie pasowało, czułam to podświadomie. Po chwili już wiedziałam. Leżałam naga pomiędzy dwoma gołymi facetami. Nie, to niemożliwe, to jeszcze tylko sen, wmawiałam sobie. Odruchowo sięgnęłam ręką między nogi i zamarłam z przerażenia – króciutkie włoski były całe posklejane znajomym mi płynem. Całe podbrzusze i uda też nosiły ślady męskich odwiedzin. Z przerażeniem dotarło do mnie, że miałam w sobie mężczyznę, który wypełnił mnie swoimi sokami. Zadrżałam. Łzy same pojawiły się w oczach. Bałam się poruszyć, bałam się obudzić leżących obok mnie facetów. Od ściany leżał na wznak Marcin, z odsłoniętym swoim przyrodzeniem. Jego atrybut leżał zwiotczały, ale nadal wyglądał okazale. Z drugiej strony miałam Janusza, odwrócony do mnie tyłem. Naciągnęłam na siebie delikatnie kołdrę i zwinęłam się w kłębek jak kociak. Na siłę zaczęłam przeczesywać zakamarki pamięci, w poszukiwaniu chociaż by okruchów minionej nocy. Daremnie.

Zaczęłam, więc domniemywać, co się mogło stać. Było to jak odczytywanie aktu oskarżenia. Puściłam się!!! Świadomie czy też nie, to bez znaczenia. Jeżeli są obaj nadzy i leżą obok mnie, to……… zaliczyli mnie obaj, chyba, że ………..któryś nie bardzo mógł. Żadna pociecha. Ta konstatacja podziałała na mnie niespodziewanie podniecająco. Wzdrygnęłam się, gdy to dotarło do mnie. A więc, to prawda. Moje skrywane fantazje urzeczywistniły się w nocy, a ja niczego nie pamiętam. Oddawałam się dwóm obcym facetom jednocześnie, a może po kolei. Czy przeżyłam orgazm? Czy było mi dobrze? Stawałam się coraz bardziej zbrukana, bo nawet nie pamiętam, który był pierwszy. Nagła myśl – o rany, przecież mój mąż……… jak mu spojrzę w oczy? Dlaczego nie można cofnąć czasu?

Wciskałam się w pościel i poduszkę, mając nadzieję, że zniknę i mnie nie znajdą. Na dodatek chciało mi się strasznie siusiu i suszyło mnie jak w gorączce. Ale to do był kac gigant. To dodatkowo od niego dygotałam w środku. Nie miałam wyboru – musiałam wstać do łazienki. Podniosłam się z łóżka naga i przeszłam nad śpiącym nadal Januszem. Do łazienki prawie pobiegłam. Z ulgą zamknęłam za sobą drzwi. Z sedesu wpadłam prosto pod prysznic. Dłuższą chwilę obmywałam swoje ciało i jego zakamarki, jakbym chciała zmyć z siebie minioną noc i wyrzuty sumienia. Wróciłam do pokoju owinięta ręcznikiem kąpielowym. Usiadłam przy stole i po raz pierwszy w życiu nalałam sobie w szklaneczkę na kaca. Ze wstrętem przełykałam alkohol i swoją upadłość. Nagle usłyszałam:
– Mi też nalej. To był Marcin, który podparty na łokciu przyglądał mi się zaspanym i skacowanym wzrokiem.
Gdy podałam mu szklaneczkę, uśmiechnął się do mnie
– Byłaś w nocy cudowna. Dawno nie przeżyłem takiej rozkoszy.
W jego głosie nie było żadnej pogardy. To chyba był autentyczny zachwyt. Zarumieniłam się jak dziewica po stracie cnoty. Zresztą naprawdę straciłam cnotę – cnotę wierności małżeńskiej.
– Jeszcze nalej małego, dorzucił. Wypił szybko popijając wodą mineralną.
– Chodź do mnie jeszcze, powiedział delikatnym i cichym głosem, odsuwając się jednocześnie pod ścianę.
– Nie, nie jestem taka jak myślisz. Wykorzystaliście mnie, bo byłam pijana. Wynoście się stąd.

Wyrzucałam z siebie jak automat. Najchętniej uciekłabym do Marty, ale ona spała z Łukaszem.
– Daj spokój. Histeryzujesz. W nocy kochałaś się z nami z własnej woli. Potrzebowałaś tylko trochę pieszczot na zachętę. Twoje ciało to wulkan seksu, którego wybuchu nie potrafił do tej pory uwolnić twój mąż. Jesteś ucieleśnieniem nieopisanych żądzy. Dajesz rozkosz i bierzesz wszystko, co wyzwolisz w mężczyźnie.

Jego słowa wprawiły mnie w osłupienie. Słuchałam go i czułam, że mówi prawdę. Patrzyłam na niego, a wypity alkohol rozchodził się gorącą falą po wszystkich moich komórkach. Fala podniecenia oblewała moje ciało, a ja zaciskałam ręce na poręczy fotela. Odnajdywałam w jego słowach skryte marzenia i nieujawnione nikomu seksualne fantazje. Czułam jak budzi się we mnie demon seksu i pożądania – Pan mój i Władca.

Wstałam z fotela. Podeszłam do wersalki, zrzuciłam z siebie ręcznik i naga wsunęłam się w otchłań wyzwolenia i pojednania z przeznaczeniem.