Rozłąka – epizod trzeci

Przeczytano: 426 razy
Rozłąka – epizod trzeci

Rozłąka – epizod trzeciRozłąka – epizod trzeci

Z mężem wynajmowaliśmy pokój prawie w centrum miasta. Mieszkanie należało do dwudziestoletniej dziewczyny – Marty. Zajmowaliśmy największy pokój, a ona dwa mniejsze. Płaciliśmy sensownie, a i z Martą nie było większych problemów. Robiliśmy wspólne imprezy i całonocne balangi. Nasza wersalka była we wnęce, za ciężką zasłoną, która sąsiadował a z sypialnią Marty. Stąd też nieraz słyszeliśmy jak pojękuje nocnych wizyt swojego chłopaka.

Oczywiście, ona również musiała słyszeć, jak wydawał am różne odgłosy podczas orgazmu. Mówiąc między nami – nigdy nie udało mi się „dojść” po cichu. Traktowaliśmy to jak coś normalnego i nie było to żadnym problemem. W końcu czerwca mąż musiał wyjechać na delegację i to aż na cały miesiąc. Mówi się trudno. Pierwszy tydzień minął jakoś szybko i bez wydarzeń. Praca, dom, praca i tak w kółko. Drugi też nie zaznaczył się niczym ważnym. Parę razy dzwonił mąż i skarżył się na samotność. Dłużyło się mu coraz bardziej.

Wczoraj przez pięć minut opowiadał, co mi zrobi jak „mnie dorwie” i że przez dwa dni nie wypuści mnie z łóżka. Też już tęskniłam za seksem. Jakoś wytrzymam. Dziś kończył się trzeci. Był kiepski. W pracy jakieś problemy, pogoda paskudna i zaczęła nachodzić mnie chandra. Pomyślałam, że poprawię sobie nastrój dobrym winem. Kupiłam na wszelki wypadek dwie flaszki bo czułam, że Marta dotrzyma mi towarzystwa. I… miałam rację. Też coś ją dołowało i chciała odreagować. Wlazłyśmy pod kołdrę tylko w majtkach i bluzkach. Oparłyśmy się o ścianę i oglądałyśmy telewizję popijając wino z dużych szklanek.

Gadałyśmy o wszystkim i o niczym. Jak to baby, a że wino robiło swoje zaczęłyśmy się sobie zwierzać z różnych spraw. Na szczęście nie upijałyśmy się na smutno. Prawie już opróżniłyśmy te butle wina, gdy odezwał się dzwonek u drzwi.
– Kogo niesie o tej porze, wstając zadała, retoryczne w końcu pytanie Marta.
Okazało się, że to jej obecny chłopak Łukasz. Wszedł, przywitał się ze mną na odległość i rozsiadł się w fotelu. Marta wgramoliła się z powrotem do mnie pod kołdrę. Byłyśmy na rauszu i co chwila wybuchałyśmy śmiechem bez żadnego istotnego powodu. Łukasz nie był „na naszym poziomie”, więc męczyło go nasze zachowanie. Wyraźnie nami zmęczony spytał się Marty czy zrobi mu jakąś kanapkę.
– Ależ oczywiście kochanie …Marta odrzuciła kołdrę, aby wstać, ale też odsłoniła mnie w majtkach. Nim zdążyłam się przykryć z powrotem, zauważyłam jak wzrok Łukasza powędrował w kierunku mojego krocza. Złapałam go wzrokiem na tym „wykroczeniu” i pośpiesznie podążył za Martą. Babska impreza dobiegła końca. Nie chciało mi się nawet umyć. Zrzuciłam z siebie odzież i bieliznę na fotel i założyłam nocną koszulkę.

Gdy przytuliłam głowę do poduszki, uświadomiłam sobie, że jestem zupełnie padnięta. Zgasiłam telewizor i odjechałam w noc, zanim zdążyłam o czymkolwiek pomyśleć. Przebudziła mnie czyjaś dłoń wsuwająca się pomiędzy moje uda. Wyrwana ze snu, nie bardzo wiedziałam, co się dzieje. Chciałam krzyknąć, ale druga ręka zasłoniła mi usta.
– Bądź cicho, bo obudzisz Martę.
To był Łukasz. Zupełnie nagi leżał na mnie częściowo swoim torsem i jedną nogą blokując moje ręce.
– Jak wpadnie Marta – ciągnął dalej, to powiem, że mnie zaciągnęłaś do łóżka. Nawet jak mi nie uwierzy, to ty mieszkanie będziesz miała z głowy.
– Skurwysyn – wysyczałam przez zaciskane usta.
– Wyluzuj, brzydko ci z przekleństwami. Spodoba ci się, zobaczysz, szeptał mi do ucha.
Zdjął rękę z mojej buzi i zaczął mnie całować. Odwracałam głowę na bok, ale przyciągnął mnie za włosy, aż jęknęłam. Jego ręka pod kołdrą nadal penetrowała moje uda i wzgórek łonowy. Na swoim ciele czułam ocierającego się o mnie grubego fallusa. Był duży. Takie miałam odczucie. W końcu udało mu się rozewrzeć na tyle moje uda, że złapał mnie całą dłonią za wygolone wzgórki.








Wzdrygnęłam się. Zaczął je pieścić i lekko uciskać. Robił to delikatnie i moje napięte mięśnie powoli się rozluźniały. Moja trzytygodniowa abstynencja seksualna zaczęła dochodzić do głosu. Poczułam delikatne skurcze wewnątrz i spływające w dół soki. Pomimo tego, nadal zachowywałam obojętność i nie odwzajemniałam jego pieszczot. Czując, że moje ciało reaguje na jego zabiegi, położył się szybko na mnie i swoimi kolanami rozszerzył moje nogi. Gdy tylko otworzyłam się pod nim, pchnął swoim orężem tak mocno, że od razu zagłębił się we mnie, aż zderzyły się nasze podbrzusza. Jęknęłam głucho i gdyby nie to, że mnie całował, to krzykiem obudziłabym Martę. Chciałam uciec z biodrami na bok, ale byłam zupełnie bezbronna pod jego naporem. Zaczął rytmicznie pogrążać się we mnie, a ja z trudem pochłaniałam jego wielkość. Moje ciało zaczęło samodzielnie reagować na jego posuwiste ruchy. Popuszczałam ogromne ilości moich soków, mrowienia i skurcze opanowały moje trzewia. W końcu i ja podałam się woli hormonów. Zaczęłam poruszać biodrami w rytm jego pchnięć. Zgięłam nogi w kolanach i objęłam nimi jego biodra. Teraz już byłam całkowicie wystawiona na jego ataki. Czułam jak moje soki strużkami ściekają mi po pośladkach. Miałam wrażenie, że przebija mnie na wskroś i stawało się to nie do zniesienia. Doświadczałam bólu, który sprawiał mi dziką przyjemność. Nigdy czegoś podobnego jeszcze nie przeżywałam. Pojękiwałam po cichu drapiąc paznokciami jego plecy. Dogadzał mi i miał tego świadomość. Doświadczałam tego, co przeżywały bohaterki czytanych przeze mnie erotycznych romansów. Chciałam, aby trwało to w nieskończoność. Chciałam, aby jego fallus na zawsze pozostał w mnie i abym zawsze go tak odczuwała. Powoli zatracałam się w otchłani doznań.

Orgazm przyszedł nagle. Wybuchnął jak wulkan, którego żadna siła nie była wstanie opanować. Wypychałam podbrzusze w górę mocnymi ruchami, całym moim ciałem wstrząsały dreszcze, a przy każdym skurczu, fale moich płynów spływały na nasze zespolenie. Widząc, co się dzieje wcisnął mi w usta róg poduszki, którą zaczęłam gryźć z całej siły. Gdy minął ostatni skurcz, gdy ostatni dreszcz przebiegł po moim ciele, opadłam bez tchu na pościel. Byłam jak nieżywa. Jak ryba wyjęta z wody z trudem łapał am powietrze. Łukasz uniósł się teraz na rękach i wolno przesuwając się we mnie, delektował się swoim zwycięstwem. Objęłam go i cicho wyszeptałam
– To było cudowne. Prawie umierałam z rozkoszy. Myślałam, że to niemożliwe, że to tylko w opowieściach.
Moje słowa wyraźnie go podniecały. Przytulił się do mnie ponownie.
– Zsuń się niżej i weź mnie do buzi – szeptał mi przy uchu, jednocześnie znowu podnosząc się na rękach.
Był teraz w pozycji na czworaka, a ja zsunęłam się tak, że miałam przed swoimi ustami ogromnego fallusa. Dopiero teraz go zobaczyłam. Wzięłam go w obydwie ręce i zaczęłam delikatnie pieścić. Byłam nim urzeczona. Prężył się przede mną jak żołnierz na baczność z uniesioną dumnie głową. Jakby z namaszczeniem dotknęłam ustami jego główki. Języczkiem wodziłam po jej obwodzie, a ręką pieściłam naprężonego i gotowego do ataku wojownika. Starałam się dać mu jak najwięcej przyjemności, jakby w podzięce za doznaną rozkosz.

Łukasz zaczął wykonywać biodrami powolne ruchy. Zrozumiałam jego intencje i ułożyłam odpowiednio usta. Zapadał się w moich ustach coraz szybciej i coraz głębiej. Słysząc jego postękiwania wiedziałam, że lada moment po raz pierwszy mężczyzna zespoli się ze mną w moich ustach. Trochę się bałam, ale też bardzo tego pragnęłam. Pierwsza fala jego ekstazy uderzyła mnie w gardło, a następna w podniebienie. Nie wiedziałam, czy mam to połykać, czy pozwolić, aby wypłynęło z moich ust. Miałam je pełne lepkiego, gorzkawego w smaku płynu. Powolnym ruchem wyślizgnął się z mojej buzi. Patrzyłam jak kolejne salwy zwycięstwa spadały na moje policzki i piersi. Trzymałam go cały czas w dłoni, aż stał się tylko namiastką potężnego fallusa, jakiego jeszcze przed chwilą miałam w sobie. Pomimo to, trzymanie go sprawiało mi ogromną rozkosz. Gdy ostatnie krople opadły na moje piersi, to odchylił się do tyłu i patrzył na moją twarz skąpaną w jego sokach. Jego oczy były jakby zamglone, jeszcze nie ochłonął po doznaniach zdobywcy. Po chwili pochylił się nade mną i pocałował mnie w usta.
– Wiedziałem, że jesteś stworzona do dawania rozkoszy – powiedział uśmiechając się do mnie.

Zostałam sama. Doprowadziłam się do porządku. Moje myśli wędrowały bezdrożami mojego sumienia. Bałam się, że już nigdy nie będzie tak samo. Poznałam naprawdę o ekstazie i rozkoszy. Wiedziałam, że wyzwoliłam się okowów zahamowań, i że zostałam niewolnicą skrywanych żądzy