Rozłąka – epizod czwarty

Przeczytano: 552 razy
Rozłąka – Epizod czwarty

Rozłąka – Epizod czwartyRozłąka – Epizod czwarty

Z mężem wynajmowaliśmy pokój prawie w centrum miasta. Mieszkanie należało do dwudziestoletniej dziewczyny – Marty. Zajmowaliśmy największy pokój, a ona dwa mniejsze. Płaciliśmy sensownie, a i z Martą nie było większych problemów. Robiliśmy wspólne imprezy i całonocne balangi. Nasza wersalka była we wnęce, za ciężką zasłoną, która sąsiadowała z sypialnią Marty. Stąd też nieraz słyszeliśmy jak pojękuje podczas nocnych wizyt swojego chłopaka. Oczywiście, ona również musiała słyszeć, jak wydawałam różne odgłosy podczas orgazmu. Mówiąc między nami – nigdy nie udało mi się „dojść” po cichu. Traktowaliśmy to jak coś normalnego i nie było to żadnym problemem.

W końcu czerwca mąż musiał wyjechać na delegację i to aż na cały miesiąc. Mówi się trudno. Pierwszy tydzień minął jakoś szybko i bez wydarzeń. Praca, dom, praca i tak w kółko. Drugi też nie zaznaczył się niczym ważnym. Parę razy dzwonił mąż i skarżył się na samotność. Dłużyło się mu coraz bardziej. Wczoraj przez pięć minut opowiadał, co mi zrobi jak „mnie dorwie”, i że przez dwa dni nie wypuści mnie z łóżka. Też już tęskniłam za seksem. Jakoś wytrzymam.

Dziś kończy się trzeci. Był kiepski. W pracy jakieś problemy, pogoda paskudna i zaczęła nachodzić mnie chandra. Pomyślałam, że poprawię sobie nastrój dobrym winem. Kupiłam na wszelki wypadek dwie flaszki, bo czułam, że Marta dotrzyma mi towarzystwa. I… tu się pomyliłam, Marty nie było w domu. Cóż miał am robić, nalałam sobie stosowną do nastroju szklaneczkę i zasiadłam przed telewizorem.

Pierwsze szkło opróżniłam dosyć szybko, gorąco rozchodzące się po moim ciele wyganiał o smutki, rozluźniało członki i powoli burzyło krew. Druga szklaneczka spowodowała, że stałam się walczącą o swoje prawa (czort wie, jakie) buntowniczką. Przy trzeciej roniłam łezki na myśl o tym, jak bym się przytuliła do mojego kochanego męża. Byłam już prawie, AP!!. Gdy już zbliżałam się do smutnego końca mojej walki z wredną chandrą, otworzyły się gwałtownie drzwi i wpadła rozogniona Marta.
– Zbieraj się idziemy na imprezę do akademika polibudy. Zobaczywszy mnie w fotelu zatrzymała się w pół kroku.
– Ale się nawaliłaś – skonstatowała moja przyjaciółka. Faktycznie, niezbyt się mijała z prawdą.
– No i co ja mam teraz z tobą zrobić, wpadła w głośną zadumę.
– Dobra, zimny prysznic, czyste majtki i mocna kawa. Zaordynowała jak dobry lekarz. Nie czekając na moją reakcję, już ciągnęła mnie do łazienki.

Zostawiając mnie pod prysznicem w bieliźnie, zniknęła w kuchni. Oczywiście zanim wepchnęła mnie pod strumień chłodnej wody, zdjęła ze mnie bluzkę, rajstopy i spódnicę. Delektując się spadającą z góry wodą pozbyłam się resztek garderoby. Uderzające w moją skórę strumienie wody były kojące i zaczęłam się im poddawać jak wyrafinowanym pieszczotom. Z błogiego letargu wyrwało mnie wołanie Marty
– Chodź w końcu, kawa stygnie.
Powoli wracał am do rzeczywistości. Owinięta tylko ręcznikiem wpadłam w podsunięty fotel.
– Nie chcę kawy, daj mi wina – zaczęłam walczyć o swoje prawa. Niestety, nie miałam żadnego poparcia. Ujęłam filiżankę gorące kawy i popijając małymi łykami zadawałam sobie zasadnicze pytanie
– O co w końcu ten cały raban……….. odpowiedzi nie znałam, a i Marta nie kwapiła się na razie z żadną odpowiedzią. Po pół godzinie byłam na tyle na chodzie, że ubrałam się w czystą bieliznę i wybrane przez Martę ciuchy.

Czując się już w miarę pewnie, rzuciłam w jej kierunku
– Gdzie mnie chcesz zaciągnąć? Spojrzała na mnie z pewnym ubawieniem i zapytała:
– Pamiętasz tych cudzoziemców z Polibudy, co twój mąż kupił od nich sprzęt nagłaśniający?….i nie czekając na moją odpowiedź
kontynuowała……… zaprosili nas na wieczór, bo wyjeżdżają do Afryki czy gdzieś tam daleko……
Nie bardzo pamiętałam, ale doszłam do wniosku, że to w zasadzie jest bez znaczenia.
– Bez męża nigdzie na balety nie chodzę, oświadczyłam stanowczo. Zostaję w domu. Marta trochę się wściekła,
– Nie zrobisz mi tego, obiecałam im, że przyjdziemy, a ponadto odwołałam już spotkanie z Łukaszem (to jej aktualny facet) i nie będę siedziała jak kołek w domu.
Później wysłuchiwałam różnych „rzeczowych argumentów” uzasadniających złożenie wizyty w akademiku. Marta widząc moją stanowczą postawę, zaatakowała mnie z drugiej flanki……….
– Dobra, jak zostajemy, to, chociaż poczęstuj mnie winem.
Trafiła w dziesiątkę, bo to miało dla mnie sens. Wino było półwytrawne i jedno z moich ulubionych. Przy kolejnej szklaneczce zaczęłam się dopytywać o szczegóły imprezy. Przy kolejnej pytałam się już, czy dobrze wyglądam, a po kolejnej wychodziłyśmy już z domu.








Do akademika dotarłyśmy z dobrym godzinnym opóźnieniem. Przywitano nas z aplauzem. Na szczęście na ławie stało porządne jedzenie, bo byłyśmy obie bardzo głodne. Rzuciłyśmy się na różne smakołyki, a panowie co chwilę podnosili jakieś toasty. Oprócz nas były jeszcze dwie dziewczyny, których nie znałyśmy. Gospodarze, to dwaj „czekoladowi faceci” kończący studia i znikający w otchłani afrykańskiego lądu za trzy dni. Jak na „obcych” mięli nawet sympatyczne buźki i faktycznie przypomniałam ich sobie z tamtej sytuacji. Widzieliśmy się wtedy kilka razy, bo mój mąż miał ciągle jakieś wątpliwości. W sumie osiem osób. Trunki, które nam serwowano były jakieś orientalne. Nigdy czegoś podobnego nie piłam. Miały smak trochę goździków, a trochę anyżu. Oczywiście, byłyśmy z Martą w tyle, w stosunku do pozostałego towarzystwa, co do poziomu spożycia i było to widoczne. Jednak gospodarze mocno zabiegali, abyśmy im dorównali.

Atmosfera zrobiła się mocno przyjacielska i całe towarzystwo bawiło się na totalnym luzie. Te „dwie” okazały się sympatycznymi dziewczynami z medyka. Ich faceci byli z polibudy i mieszkali w tym akademiku. Miałam coraz bardziej w czubie, jak resztą całe pozostałe towarzystwo. W pewnym momencie stwierdziłam, że zniknęły gdzieś pozostałe dwie dziewczyny i ich faceci. Próbowałam się dopytać, ale nikt nie chciał ze mną gadać. Dałam w końcu spokój. Czułam, jak popadam w nieznany mi do tej pory stan błogości. Świat stawał się kolorowy i przytulny. Ulegałam
temu stanowi całkowicie. Patrząc na Martę odnosiłam wrażenie, że przeżywa to samo, co ja.
– Marta, idziemy siusiu, próbowałam ją wyrwać na słowo, na osobności.
Jakoś się udało. Wylądowaliśmy w łazience dzielącej dwa sąsiadujące ze sobą pokoje. Oczywiście, po wejściu najważniejsze okazały się nasze potrzeby fizjologiczne i nawet zaczęliśmy się kłócić o sedes………….
– Marta, znikamy stąd. Jest już zdrowo po północy, a mój wskaźnik spożycia dawno przekroczył punkt alarmowy. I wiesz oni chyba nam coś dosypali, bo czuję się wyjątkowo dziwnie. Mam ogromna chcicę na seks, że boję się sama siebie. Gdzieś tam we mnie coś jeszcze czuwało.
– Chyba spadłaś na głowę, ripostowała Marta. Nigdzie nie idę, przecież dopiero, co przyszłam. Brakuje ci czegoś rzuciła przez ramię, poprawiając makijaż przed lustrem.
– No, nie, ale…… próbowałam coś wymyślić, ale mi się nie udało.

Gdy wróciliśmy nasi gospodarze siedzieli na swoich łóżkach. Marta od razu przysiadła się do znawcy obróbki plastycznej czy czegoś tam. Na mnie czekał architekt. Usiadłam obok niego. Jakby tylko na to czekając objął mnie i zaczął całować. Mój stan powodował, że bezwolna poddawałam się jego pocałunkom. Nawet, gdy wsunął rękę pod bluzkę i zaczął obmacywać moje piersi przez biustonosz, nie próbowałam go powstrzymać. Nie byłam zupełnie sobą, więc mój status mężatki był iluzją. Odkąd jestem żoną, nie dotykał mnie żaden facet poza mężem. A teraz…… Nie miałam żadnych oporów. Moja bierność spowodowała, że ruszył do frontalnego ataku. Pociągnął mnie na łóżko i przycisnął swoim ciałem do pościeli. Gdy wsunął mi rękę pod spódnicę, to zaciśniecie ud było tylko podświadomym odruchem. Całe moje ciało domagało się seksu.

Pieszczoty moich delikatnych wzgórków wyzwalały dreszcze pożądania. Po chwili nie miałam już majtek, a jego palce poznawały otchłanie mojego ciała. Nigdy nie lubiłam jak mężczyźni zgłębiali mnie palcami, ale tym razem było to bardzo przyjemne. Pomagałam mu ściągać ze siebie resztę odzieży. Dążyłam sama do swojej nagości, jakby pozbycie się odzieży wyzwalało mnie z reguł.





Gdy ostatnia rzecz poleciała na podłogę, wstał i szybko zrzucił z siebie ciuchy. Patrzyłam na niego, a właściwie to patrzyłam tylko na jego podbrzusze. Chciałam zobaczyć atrybut jego męskości, zanim pochłonę go w swoje ciało. Nie wiele zobaczyłam w tym półmroku, a i on śpieszył się do moich krągłości. Położył się na mnie, a moje nogi uniesione do góry objęły jego biodra. Czułam jak trzymając swojego fallusa w ręce, pociera jego główką o moje rozchylone wargi. Nie mogłam się doczekać spełnienia. Czułam jak cienkie strużki spływają mi po pośladkach. Ale on wiedział, co robi. Gdy jego główka znalazła się na początku swojej drogi, poczułam, że jej rozmiar przerastał mnie. Wciskał się we mnie powolnym ruchem, a narastający ból powodował, że zaczęłam się wyrywać, próbując uciec przed kobiecym przeznaczeniem. Prosiłam go, aby przestał i było mi zupełnie obojętne, że może to ktoś słyszeć. Czułam jak coś niewyobrażalnie wielkiego próbuje przebić mnie na wylot. I wtedy mocnym ruchem wepchnął mi go, aż nasze podbrzusza się zetknęły.

Wydałam z siebie głuchy jęk i wgryzłam się w jego ramię. Leżał tak na mnie przez dłuższą chwilę, aż moje napięte mięśnie zaczęły się rozluźniać. W końcu złapałam pełniejszy oddech i wyszeptałam „Błagam, nie”. Wtedy powoli wysunął się trochę i ponownie dotarł do miejsca gdzieś niewyobrażalnie głęboko. Tak musi wyglądać nabijanie na pal, przemknęło mi przez myśl. Nie miałam pojęcia, że można doznawać takich odczuć. Ale gdzieś tam głęboko, poza świadomością rozbłyskały iskierki atawistycznych pożądań samicy. Jego ruchy stawały się coraz płynniejsze, a moje całe ciało poddawało się jego rytmowi i ogromowi. Każdy jego ruch wywoływał drżenie całego mojego ciała, a moje wnętrze dosłownie płonęło nieziemskim podnieceniem. Nie pamiętam, co wygadywałam i wykrzykiwałam podczas tego zespolenia. Żar, który mnie pochłaniał domagał się spełnienia, jakiego moje ciało jeszcze nie przeżyło. Byłam cała jego i jego fallusa. Moje oddanie w tym akcie udzieliło się również jemu. Pochłaniał mnie tak, jakby chciał zniewolić mnie na całe życie. Nagle z tego uniesienia wyzwolił się ogromny gejzer, który wystrzelił w moim wnętrzu. A za nim kolejne lawy gorącej ekstazy wypełniały mnie w rytmie jego uniesień i głębokich westchnień.

Poczułam nagle, jak traci swoją sprężystość i grubość. Gdzieś w głębi pojawił się niepokój. A co ze mną? Nie może mnie przecież zostawić w takim stanie……. Wtuliłam się w niego mocniej i chciałam przyśpieszyć nadejście mojego spełnienia. Gdy wysuwał się ze mnie, złapałam go za biodra i głośno zawołałam …”Nie, …… jeszcze nie”, Nie teraz…. Opadł obok mnie na pościel i głośno oddychał. Z zupełniej bezsilności zaczęłam płakać. Czułam się zdeptana i upokorzona. Łkałam cicho, a on głaskał mnie po plecach nic nie rozumiejąc. Pocałował mnie w szyję i poszedł do łazienki.

Leżałam roztrzęsiona wtulając dłonie w pulsujące niespełnionym pożądaniem moje ciało. Odpływały gdzieś w niebyt stany uniesień. A gdzieś w ciemności zaczynało do mnie szczerzyć swoje zęby, budzące się sumienie.