30 Piersi

Przeczytano: 805 razy
30 piersi

30 piersiMiał na sobie tylko szlafrok kąpielowy. Zza drzwi dochodziły go piski dziewcząt i szum wody. Czuć było gorącą parę. Zapewne otworzyły wszystkie prysznice na pełny regulator. Kąpały się, zmywając pot po całodziennej wędrówce w dotkliwym skwarze. Mówiły, że dziś plecaki wycisnęły z nich siódme poty. Przeszli w sumie prawie 17 kilometrów, często piaszczystymi drogami. Pchnął drzwi i zmrużył oczy. Najbliżej niego stała Danka. Głowę odchyliła do tylu i rękami masowała włosy. Spłukiwała szampon. Jej nagusieńkie piersi sterczały wyzywająco. Zdobiące je brodawki najwyraźniej stwardniały; były duże, jak i same piersi. Stała na lekko rozchylonych nogach. Wspaniała figura! Po bokach ni jednej fałdki tłuszczu, brzuch idealnie płaski, bez żadnych zniekształceń. Ekscytująco wyglądał jej wzgórek łonowy, obficie pokryty czarnymi włoskami. A te nogi! Wręcz z okładki gazety dla starszych panów

– O, jest pan profesor! – krzyknęło kilka dziewcząt.

Danka otworzyła oczy i uśmiechnęła się do Marcina. Spojrzała na niego też Dorota, która razem z Danką stała pod jednym prysznicem. W ich oczach było wyczekiwanie i najzwyklejsza ciekawość. Cóż, wypadało mu zdjąć szlafrok i przystąpić do kąpieli. Podszedł do wieszaka i zdjął przyodziewek frotte… Obnażył im się od tyłu… No i trzeba było podejść do któregoś prysznica! Przy każdym z nich było po dwie lub trzy dziewczyny. Wszystkie były uczennicami z jego liceum. Znali się dobrze ze szkoły. Ba, ale podczas lekcji pannice były w sukienkach i bluzkach, w spódnicach lub spodniach. Miały na sobie bieliznę… A teraz były nagusieńkie! Zaraz obok „dwóch d”, czyli Doroty i Danki, kąpała się Iza, Sabina i Jolka. Trochę w lewo Basia z Elką. Za nimi polewały się wodą Violetta, Teresa i Jadźka. Dostrzegł też Edytę, Justynę i Stasię. Odruchowo policzył swoje podopieczne – piętnaście, a więc komplet, z Emilką włącznie.

Podszedł do „dwóch d”. Danka i Dorota były przyjaciółkami, razem siedziały w ławce, mieszkały blisko siebie i razem wszędzie chodziły. Ktoś powiedział kiedyś w szkole: „O, idą dwie d”… I tak już zostało – wszyscy w szkole, łącznie z nauczycielami, przyzwyczaili się do tych „dwóch d”.

Dorota odsunęła się trochę spod prysznica, robiąc miejsce dla profesora. Nie sposób było stanąć pod wodą, aby nie dotknąć którejś z dziewcząt. Z uda Danki promieniowało ciepło, rozgrzany był też bok Doroty. Kąpały się już kilkanaście minut.

– Czy będzie pan mył głowę? – spytała Danka.
– Chyba tak, ale nie wziąłem szamponu – odparł Marcin.
– Pożyczymy panu nasz – zaofiarowała Dorota. – Może być nawet z usługą.
– Uwielbiam myć włosy, sobie i komuś.
– Ona minęła się z powołaniem – skomentowała Danka. – Powinna zostać fryzjerką, a nie ekonomistką.
– Proszę stać prosto i tylko głowę lekko schylić. Rozluźnić się komenderowała Dorota.
– Tylko nie nalej mi szamponu do oczu. Strasznie nie lubię, jak mnie szczypie w oczy.
– Oczy trzeba zamknąć. Otworzy je pan, gdy już cały szampon spłucze.

Zrobił, co poleciła. Była z niej chyba niezła figlarka. Nie była wysoka, można właściwie powiedzieć, że była niska. Sięgając do jego czupryny musiała chyba wspinać się na palce. Nie stanęła za jego plecami, ani też z boku. Zajęła pozycję z frontu. Poczuł jej piersi na swoim torsie, a po chwili i na udach czuł dotyk jej ciała. Ugniatała jego męskość, która powoli zaczęła ożywać…
– A ja umyję panu profesorowi plecy – zgłosiła ofertę Danka.

Okazało się, że „dwie d” są bardzo uczynne. Ręce Danki były bardzo sprawne. Namydliła go dokładnie, a potem delikatnie przeciągnęła paznokciami wzdłuż kręgosłupa. To było podniecające skrobanie! Usłyszał znów głosik Doroty:
– Czy nie sądzi pan, że trzeba wykorzystać pianę nie tylko do mycia włosów na głowie?
Nic nie odpowiedział. Ale po chwili poczuł, że Dorota zgarnęła dłonią sporą część puszystego szamponu z jego głowy i umieściła ją na wzgórku łonowym. Ruchy jej dłoni były prawdziwym majstersztykiem. Masowała najpierw koronę włosów, potem przesunęła ręce na boki, obniżając swe palce coraz bardziej. Wreszcie poprosiła ciepło:
– Proszę lekko rozsunąć nogi. Potrzebny jest mały rozkrok.

Jej głos dochodził gdzieś z dołu. A więc kucnęła… Zrobił, o co go prosiła. I pomyślał: czy ja nie robię z siebie pajaca? Oto czterdziestoletni belfer kąpany jest przez młode dziewczęta, które dopiero kilka tygodni temu zdały maturę. Jestem sam, a ich piętnaście. Czy nie wyglądam śmiesznie w ich oczach?!
– Ja też chcę trochę pomyć pana profesora! – dobiegł go jakby z oddali głos Edyty.
Mówiła chyba do Doroty. Po chwili poczuł w okolicy męskości inną dłoń. Tak, z pewnością mycie przejęła Edyta. Wyczuł, że Dorota stoi teraz z boku i znów sięga do jego czupryny. Robiła to jakoś tak, że na ręce poczuł jej puszek… napierała dość mocno. Rozprostował swoje palce…

Tymczasem Edyta okazała się jeszcze śmielsza od „dwóch d”. Tylko przez chwilę udawała, że myje mu wzgórek łonowy. Poczuł jak delikatnie bierze od spodu jego wyprężoną już solidnie męskość. Drugą ręką zaczęła przesuwać gąbkę od góry. Lekko otworzył lewe oko i zobaczył, że tuż obok stoją Basia i Justyna. Przyglądały się z zainteresowaniem, co tamte trzy robią. Zdumiało go, że właśnie Justyna. To przecież najbardziej nieśmiałe dziewczę z klasy! Zmienił położenie głowy i dyskretnie zerknął prawym okiem na bok. Tutaj stały trzy inne dziewczyny i też się przyglądały, coś szepcząc sobie do uszu. Edyta zaś odrzuciła gdzieś gąbkę i obu rękami pieściła delikatnie jego członka. Znów zamknął oczy i skoncentrował się na odczuwaniu pieszczot. To było zupełnie fajne. Zaczęła go podniecać świadomość, że tyle dziewcząt przygląda się jego ciału i śledzi pieszczoty Edyty. Czy nie ma w tym, pomyślał, szczypty ekshibicjonizmu?… Dziewczyna zaprzestała pieszczot i poczuł, że przytuliła się do niego. Usłyszał przy uchu szept Edyty:
– Umyłam go ślicznie i aż prosi się by ucałować. Czy mogę panie profesorze?
Znów nic ni odpowiedział. Energiczniej przylgnął do łona Doroty. Poczuł jak Edyta, przyciśnięta piersiami do jego ciała, wolno opuszcza się coraz niżej. Na chwilę wędrówkę zatrzymała na jego męskości, która trafiła między te cudowne piersi. Poczuł wreszcie, iż dziewczyna delikatnie muska wargami jego członka. Znów lekko rozchylił oczy. Zobaczył, że podchodzi do niego Basia i robi głupie miny. Z boku stała Danka i machała rękami, wskazując, co następna powinna robić. Rzeczywiście, przez moment pocałunki ustały.. by znów… Tak, to pewnie Basia go całuje. Dotknęła ręką jąder. Ho, ho!








Przypomniał sobie, że Dorotka cały czas czochra mu czuprynę. Rany, powyrywa mi wszystkie włosy. Uznał, że trzeba przerwać tę scenę. Szkoda mu było, ale wypadało wyjść z roli posągu, obcałowywanego przez pensjonarki. Cóż, pomyślał, że chętnie brałby takie kąpiele co wieczór. No, ale…
– Doroto, czy zaspokoiłaś już swoje upodobania fryzjerskie? Boli już mnie cała głowa. Spłucz ten szampon, abym mógł otworzyć oczy. Po chwili usłyszał:
– Już po wszystkim.
Otworzył oczy. Część dziewcząt nadal się pluskała. Koło niego stała Iza, najwyższa z całej grupy. Trzymała w ręku kąpielowy ręcznik i uśmiechała się:
– Dziewczyny wyznaczyły mnie do wycierania panu włosów. Jest pan dzisiaj sułtanem, a my wszystkie tworzymy harem.

Rozluźnił się. No, chyba nie szykują mu jakiejś zgrywy. Raczej nie chcą go ośmieszyć, choć… A może te wszystkie dziewczęta po prostu go lubią, lubiły też w szkole. Był ich wychowawcą przez cztery lata. Starał się być srogi, ale one wcale się go nie bały. Pewnie wiedziały, że są jego ulubienicami. Cóż za noc!

Marcin wyszedł spod prysznicu. Był w tej umywalni metalowy, długi stół. Oparł się o niego pośladkami i rękami. Iza podeszła bardzo blisko, zmuszając go do rozstawienia nóg. Zarzuciła ręcznik na jego głowę i energicznie wzięła się za wycieranie włosów. W takt ruchu jej rąk podążały jej piersi. Już nie musiał zamykać oczu i z radością przyglądał się pysznemu zjawisku. Chyba wszystkie dziewczęta miały przepiękne piersi. Zaś Izy były na dodatek wspaniale opalone. Podskakiwały w górę i dół, przesuwały się na boki. Wyczyniały przedziwne półkola i elipsy. Ba, każda z nich zdawała się być samodzielna. Zeza można było dostać patrząc z tak bliska na te dwie szampańskie krągłości. Poczuł zapach jej skóry. Znów krew żywiej popłynęła w żyłach czterdziestoletniego belfra.

Podeszła Teresa, jego najlepsza uczennica. Przytaszczyła krzesło i ustawiła przy stole.
– Izo, twój ręcznik jest już mokry. Ja mam prawie suchy. Może pan profesor usiąść na krześle? – poprosiła ciepło.

Usadowił się wygodnie i szerzej rozsunął nogi. I Teresa też ustawiła się do niego frontem. Jego męskość bodła ją w kolana. Suszyła mu czuprynę naperfumowanym ręcznikiem. Podeszła do nich Dorota, też wycierając sobie głowę.
– Za umycie głowy fryzjerki biorą sporą zapłatę. – uśmiechnęła się szelmowsko.
– Jak mam zapłacić za usługę? Czy mogę cię ucałować w oba policzki?
– O, nie! Tym się pan nie wykpi. Profesorze, teraz usługi są bardzo drogie.
– No… więc jak?
– Panie profesorze, oprócz mycia komuś głowy lubię też szalenie, gdy ktoś całuje moje piersi.

Znów go zaskoczyła tym bezceremonialnym żądaniem. Ale te młode dziewczęta są teraz bezpośrednie. Cóż, wiedzą, czego chcą! A może tak właśnie powinno być, tak… naturalnie. Uśmiechnął się do Doroty. Teresa ustąpiła jej miejsca. Zbliżyła się do niego powoli i objęła za szyję. Nie musiał wstawać z krzesła – jej piersi były niemal na wprost jego ust. Zanim zaczął je całować zauważył, że znów podeszły Basia i Justyna. Wziął w wargi najpierw jedną sutkę Doroty, potem drugą. Obcałował jej piersi dookoła. Chciał odsunąć głowę, ale ona kurczowo dociskała ją do swoich krągłości. Szepnęła:
– Jeszcze!
Poczuł, że drżą jej nogi. O, pannica się podnieciła! Pobawił się jeszcze przez chwilę dotykając językiem koniuszków jej brodawek. W końcu klepnął w dupcię i zdecydowanie się oswobodził. Odeszła jakby z żalem…
– Ja też chyba zapracowałam na nagrodę. A kto wyszorował plecy? upomniała się Danka.
– Masz absolutną rację! – powiedział Marcin.
– Ale ja wolę tradycyjne nagrody, pocałunki w usta.

Danka była znacznie wyższa od Doroty, prawie tak wysoka jak Iza. Siadła mu na kolanach, lewą ręką objęła szyję i nadstawiła usteczka. Poczuł jej krągłości na swojej piersi. Jego męskość została przyduszona jej pośladkami. Skoncentrował się na pocałunkach, konstatując, iż dziewczyna umie to robić już dobrze. I ona też podnieciła się, jak jej przyjaciółka. W trakcie całowania odruchowo gładził ją po plecach i pośladkach. To było naprawdę miłe i nieco się zapomniał. Danka roznamiętniała się w szybkim tempie. On zaś był starym wróblem. Owszem, sprawiały mu frajdę takie niewinne figielki, ale do roznamiętnienia była jeszcze długa droga, nie mówiąc już o osiągnięciu szczytu. To całowanie z Danką przerwała Edyta:
– A teraz ja! Musi być sprawiedliwie…

Danusia niechętnie przerwała pocałunki. Zaś Edyta usiadła mu na kolanach, ale nie bokiem. Zsunęła jego kolana i wgramoliła się okrakiem. Hm, było to… zachowanie bardzo swobodne! Udami przywarła do jego lędźwi i odchyliła się mocno do tyłu, wypinając piersi:
– Ja proszę tak jak Dorota!
Musiał wychylić się do przodu, by sięgnąć jej sutek. A ona znów ulokowała dłonie na jego męskości. Marcin usłyszał, co mówią „dwie d” do koleżanek.
– Dziewczyny, profesor to wielki talent w całowaniu…. Pieści piersi jak artysta!… – stwierdziła jeszcze podniecona Dorota.
– Poproście go, aby wszystkie z was wycałował… – dodała Danka.
– Rany, nie będę mogła teraz zasnąć! – wpadła jej w słowo druga.

Kąpiel się przeciągała. Musiało być już późno. Ale żadna z dziewcząt nie kwapiła się z pójściem do namiotu. Chyba przyjęły sugestię Danki, że profesor powinien wszystkie je wycałować. Edyta nagle się wyrwała:
– Nie, nie mogę! Za chwilę może stać się nieszczęście…
Powiedziała to tak paradnie, że wszyscy wybuchnęli śmiechem. Roznamiętniona Edyta pobiegła pod zimny prysznic. Zbliżyła się do niego Teresa i śmiało popatrzyła w oczy:
– Moje zasługi są raczej znikome! Nie zasłużyłam na pocałunki. Ale czy może mnie pan tylko przytulić i pogłaskać, jak kotkę?
Usiadła mu na kolana i wtuliła twarz pod jego policzek. Przytulił, jak chciała. I usłyszał jej szept:
– Czemu pańska żona nie przyszła pod prysznic?
– Poszła z Zenkiem na spacer.
– Co by powiedziała, widząc nasze figle?
– Nic złego, możesz być pewna!

Jego prymuska była więc ciekawska! Inne dziewczęta nie przejmowały się absencją Mirki. Tylko ta Teresa. Czy nie było to złośliwe? Cóż, taka to z niej była spryciara, niby spokojna muszka, ale…
– Ja też bym chciała, ale lubię tylko na leżąco! – zadudnił potężny bas Aldony.

Pierwsza zareagowała Basia. Rozłożyła swój ręcznik na stole. W jej ślady poszły inne i błyskawicznie zrobiły łoże. Marcin położył się na wznak i zrobił miejsce dla Aldony. Położyła się na boku i zaczęli się całować. Któraś z dziewcząt wpadła na pomysł, żeby zgasić światło – zostawiła tylko jedną żarówkę. Poczuł nagle na swojej męskości stertę włosów. To Edyta znów dobrała się do jego męskości. Bardzo delikatnie całowała wciąż sterczącego członka.

Dziewczęta kładły się koło niego po kolei. Stasia, ta ze wsi, zupełnie nie potrafiła się całować. Emilka była niezła. Chorobliwie nieśmiała Justyna zamknęła oczy kładąc się koło niego – nie zdobyła się na odwzajemnienie pocałunków, nie odważyła się na żadną aktywność. Wszystkie popieścił. Gdy wracali już do namiotów, zbliżyła się do niego Edyta:
– Mówił pan, że przyjdzie do namiotu, opowiedzieć bajkę! Proszę zacząć od mojego. Bardzo proszę!
– A kto śpi z tobą? – spytał Marcin.
– Justyna. Ona się zgodziła – szybko dodała. – Jest taka nieśmiała tylko przy ludziach. Ale ona kochała się cały czas w panu profesorze!
– Nie, nie przyjdę do was. To wy odwiedźcie mnie za kilka minut. Dobrze?
– Och, oczywiście!

Marcin i Mirka byli jednak dobranym małżeństwem. Potwierdziło się to również wtedy, gdy jego żona wyznała mu, że od pewnego czasu podniecają ją tylko młodzi chłopcy. W lipcu, na plaży naturystycznej w Łebie poznali Zenka, który stracił „dziewictwo” właśnie z Mirką. Młodzieńcowi bardzo podobało się ciupcianie, a i Mirka była zachwycona! Tenże Zenek miał dołączyć do ich wędrownego obozu. Szykowali się w pośpiechu. Marcin spakował duży namiot. Mirka kompletowała ciuchy. Jednak myślami wybiegła w przyszłość:
– Jestem ciekawa, czy Zenka nie będą nęciły te twoje młodziutkie uczennice? Wtedy mnie zostawi…
– Ależ on jest tobą oczarowany. Ale dla pewności nastrasz go, że zadawanie się z nastolatkami może spowodować, że zostanie ojcem.
– Jeśli Zenek przyjedzie – dodała po chwili – to nasz namiot ty będziesz miał do dyspozycji. Ja przeniosę się do niego.
– Dobrze! – powiedział i pomyślał, że żoneczka chce pilnować chłopaka nawet w nocy.
– Chyba będzie ci to na rękę? Będziesz mógł poświntuszyć sobie z dzierlatkami.
– Jeśli będzie odpowiedni nastrój, to chętnie popieszczę swoje byłe uczennice.





Ten wędrowny obóz, to było takie nieoficjalne pożegnanie się z budą. W liceum ekonomicznym uczyły się prawie wyłącznie dziewczęta. Kilku „rodzynków” nie dało się namówić na pieszą wycieczkę przez Polskę. No więc dziewuchy postanowiły, że wystarczą im spodnie na nogach pana profesora, który był przez cztery lata ich wychowawcą. dowcipkowały, że go uwiodą. Na to Marcin zaproponował, że dla przyzwoitości zabierze ze sobą żonę. Zgodziły się bez protestów. Tak naprawdę to przyzwoitka nie była potrzebna, bo pannice miały już po dziewiętnaście, dwadzieścia lat. No i były już… po maturze! Dziewczęta traktowały Marcina z dobrotliwą ironią. Chyba go lubiły. Oczywiście płatały różne figle, ale to było normalne. On uczył je biologii i wiedzy o życiu. Dyskutowali o AIDS, o ciąży, o wolnej miłości. On ostrzegał je przed pułapkami życia, czasem trochę straszył. One zaś często żartowały, nawet z chorób wenerycznych…

Na zbiórkę stawił się komplet. Przyjechały wszystkie. Piętnaście młodziutkich, świeżutkich, i zgrabnych samiczek. Ciepło przyjęły Mirkę. Pojawił się też Zenek, który wyglądał na szesnaście lat. Nie wzbudził zainteresowania – był dla nich srajdkiem. One, to ho, ho – już po maturze. Marcin zauważył, że Mirka jest zachwycona, iż jego podopieczne ignorują jej kochasia. Zenka peszyły dziewczęta, i był ostrożny – nie chciał narazić się na docinki i kpiny. Wyczuł, że nie miałby żadnych szans, bo przecież ich było aż piętnaście.

Od razu ruszyli na trasę. Ale trafili na upał. Około jedenastej dziewczęta zaczęły wysiadać. Wychodziło z nich także zmęczenie podróżą. Znaleźli w lesie ustronną polankę. Część dziewcząt zaczęła się opalać, kilka przysnęło. Marcin przykładnie leżał na kocu obok małżonki. Podeszły do nich „dwie d”.
– Czy mógłby pan profesor spytać żony, czy możemy opalać się bez staników? – spytała Danka. – Topless jest modny i bardzo wygodny.
– Naturalnie, że możecie. – Mirka odpowiedziała bezpośrednio.
– To miło z pani strony. – zaszczebiotała Dorota.
Po kilkunastu minutach wszystkie leżały i chodziły z gołymi piersiami. Jakie skojarzenia budził tan widok w Mirce, tego się Marcin nie dowiedział. Może zazdrościła im tej cudownej młodości? Może była zazdrosna o… Zenka? Chłopak przyglądał się dziewczętom z zainteresowaniem.
– Chodźmy na spacer. – zaproponowała Mirka Zenkowi.
Poszli.

Marcin też wstał. Podszedł do dziewcząt. Był tylko w slipkach. Zaczęli sobie dowcipkować. Dziewczęta nie krępowały się swojego byłego belfra. Nawet Stasia, mocno związana z rodziną i tradycją wiejską. Edyta poprosiła Marcina, aby wysmarował jej plecy olejkiem…
– Och, przydałaby się jakaś woda! – rozmarzyła się Elka. – Jestem cała brudna.
– Znajdziemy ją jeszcze! – pocieszył.
– Pewnie jakieś brudne jeziorko – powiedziała Edyta. – Ba, a ja chciałabym gorący prysznic. A potem mogłabym z dziesięć godzin spać bez przerwy!
– Ja nie mogę zasnąć, jeśli ktoś nie opowie mi bajki – zalotnie stwierdziła
Dorota, przysuwając swój odsłonięty biuścik w stronę Marcina. – Tylko kto tu umie opowiadać bajki?…
– Och, na pewno pan profesor! – oświadczyła z przekonaniem Edyta.
– Pan na pewno zna dużo bajek!
– Prosimy opowiedzieć nam bajkę! – krzyknęło kilka dziewcząt i przysiadło się do Marcina. Jakże one ślicznie pachną, pomyślał. Dookoła siebie miał dosłownie wianuszek z młodziutkich cycuszków.
– Bajki opowiada się tylko wieczorem, a nie w samo południe! zaprotestował stanowczo.

Rozmowa potoczyła się na inne tematy. Dziewczyny prawie siedziały na nim. Najbliżej zaś Edyta i Dorota. Pierwsza z nich oparła się gołymi plecami o jego kolana, druga zaś swoim biustem muskała jego kark. Tak ich zastali powracający ze spaceru Zenek i Mirka. Jeden rzut oka na tę parę pozwolił Marcinowi wywnioskować, że odbyli już czułe powitanie po kilkudniowej rozłące. Pod wieczór dotarli do małej miejscowości, w której jednak znajdował się spory ośrodek wypoczynkowy. Trafili akurat na zmianę turnusów. Właśnie ta noc i następna była bez pensjonariuszy. Odbyło się generalne sprzątanie. Marcin poprosił kierownika, aby pozwolił im rozbić namioty na terenie ośrodka. Dozorcy zaś dał trochę forsy, aby nagrzał wodę, by dziewczęta mogły wziąć prysznic. I tak oto doszło do kąpania Marcina przez jego byłe uczennice. Zenek umył się w zimnej wodzie, zaś Mirka zanim pojawiły się dziewczęta. Potem para ta się znów ulotniła.

W namiocie Marcin miał duży, gruby, podwójny materac. Przykrył go kocem, pod podgłówki włożył różne swetry i kurtki. śpiwór rozsunął, robiąc z niego lekką kołderkę. Klapy od namiotu lekko uchylił i czekał… Przyszły obie! Miały na sobie tylko bluzeczki, przypominające krojem męskie koszule. Bluzka Justyny była zapięta, Edyty tylko na jeden guziczek. Domyślił się, że są bez majtek. Przysiadły na skraju materaca.
– Dziewczęta, ja zawszę śpię nagi. Gramolcie się pod śpiwór, ale może zdejmijcie te bluzeczki, bo się pogną. No, śmiało!
Edyta klęknęła i jednym ruchem pozbyła się przyodzienia. Nagusieńka wślizgnęła się pod kołdrę, z prawej strony Marcina. Justyna dość wolno rozpinała swoją bluzkę. Ale wreszcie i ona ułożyła się obok swojego profesora. Wstydliwie przykryła pośladki, ale ten manewr zmusił ją do dotknięcia nagiego boku Marcina. Inicjatywę przejęła Edyta:
– Bardzo przepraszam pani profesorze, że tak raptownie uciekłam od pana w łazience. Strasznie się podnieciłam. Pan bardzo działa na moje zmysły.
– Pan ma takie wspaniałe ciało. Marzę, aby pana wycałować od stóp do głowy. Może opowie pan Justynie jakąś bajkę, a ja zniknę pod kołdrą?

Marcin nie zdążył odpowiedzieć, gdy szopa włosów Edyty bezceremonialnie powędrowała gdzieś w dół. Dziewczyna zsunęła się i bezceremonialnie przykryła jego członka. Na razie całowała mało ważne szczegóły. Justyna nic nie mówiła, leżała jak trusia. Położył jej głowę wysoko na barku, obrócił twarz w swoją stronę i łagodnie zaczął całować jej oczy. Przesunął ją bliżej siebie, przełożył jej rękę przez swoją szyję. Nie broniła się, ale była wyjątkowo pasywna. Wreszcie zaczął całować ją w usta. Nadal była bierna, jak pod prysznicem. Rękami odszukał jej piersi i cierpliwie starał się rozbudzić piękną dziewczynę.
– Ja chciałabym, abyśmy tylko razem… – wyszeptała w końcu nieśmiało.
– Ba, ale jak odgonić Edytę? – odszepnął jej do ucha.
Oboje się zachichotali i odruchowo spojrzeli w dół. Wybrzuszenie kołdry dokładnie wskazywało, gdzie znajduje się głowa Edyty. Justyna nie mogła mieć żadnych wątpliwości. Westchnęła. On znów zachichotał, no i ona też w końcu się uśmiechnęła. Wreszcie się odblokowała. Zaczęła oddawać pocałunki, mocniej przytuliła swoje piersi do jego ciała.

A tymczasem Edyta rozmawiała po francusku z jego członkiem. Pomagała sobie wszystkimi palcami. Leżała teraz tak, że jej pośladki wysunęły się całkowicie spod kołdry. Mocno zaciskała uda, drżała na całym ciele. Znów była bardzo podniecona. Przesunął jedną rękę na jej uda. Po chwili zrozumiała czego poszukuje i ochoczo rozsunęła nogi. Palce Marcina były doświadczone…
– Panie profesorze… – to Justyna znów zaczęła szeptać. – Bardzo bym chciała odwiedzić pana w Warszawie. Ale tak, abyśmy byli sami! Bardzo proszę!
– Dobrze! – zgodził się bez wahania.

Edyta wypuściła z ust jego członka. Gwałtownym ruchem odrzuciła śpiwór i pokrzykiwała. Jej nogi zaczęły wykonywać dziwne ruchy. Wreszcie osiągnęła orgazm, wydając taki krzyk, jak kapitan kutra podczas straszliwego sztormu. To było po prostu wycie, przeraźliwy jęk rozkoszy. Spłoszyła tym Justynę, która bez słowa przyglądała się drgającemu ciału koleżanki. Teraz Marcin przejął inicjatywę. Poprosił Justynę aby obróciła się o całe sto osiemdziesiąt stopni i zajęła się delikatną, podkreślił, pieszczotą jego męskości. Bezceremonialnie odwrócił się plecami do kontemplującej swoje zaspokojenie Edyty. łagodnie rozsunął uda Justyny i zaczął pieścić językiem najdelikatniejszy szczegół jej ciała. Dziewczyna chyba szybko zapomniała o obecności koleżanki, która taktownie nie przeszkadzała. Marcin był dumny z siebie. Dzięki swojej cierpliwości, no i doświadczeniu, udało mu się doprowadzić do orgazmu Justynę. Przeżyła to też gwałtownie, ale bez akustycznych efektów. Tylko popłakała się trochę. Ułożył delikatnie jej głowę na ramieniu i długo jeszcze pieścił. Zerknął na Edytę. Spała. Przesunął ją na materac, z którego się sturlała i okrył kołdrą. Po chwili wstał, okrył też Justynę i szepnął jej:
– Wyjdę na chwilę na papierosa. Odpocznij… I nie budź Edyty.
Wziął całą paczkę papierosów, zapalniczkę, i poszedł do toalety. Siusiając zastanawiał się, czy te wszystkie figle z młodziutkimi dziewczynami doprowadzą go do szczytu… Owszem, podniecał się, ale nawet zabiegi Edyty nie skłoniły jego członka do…

Wychodząc z dyskretnego miejsca natknął się na „dwie d”. Stały pod drzewem okręcone ręcznikami kąpielowymi. Danka była bezpośrednia:
– I my także zapaliłybyśmy papierosa!
Cóż, budę skończyły, są dorosłe. Podał im paczkę i przypalił. Dorota po chwili powiedziała:
– Zrobiło się jakoś zimno…
Wpuścił szczuplutką dziewczynę pod połę swojego szlafroka. Objęła go wpół i przytuliła szczelnie. Danka zaczęła mówić o pogodzie. Ale Dorota twardo trzymała się głównego tematu:
– Ja doprawdy nie potrafię zasnąć, jeśli ktoś nie opowie mi bajki. Panie profesorze, kilka godzin temu robił pan nadzieję, że jednak ukołyszę pan malutką Dorotę do snu!
Gdy to mówiła, jej ręka powędrowała do profesorskiego członka. Zdecydowanymi ruchami dała do zrozumienia, że na seksie się już trochę zna. Danka uśmiechnęła się przymilnie:
– Zapraszamy do namiotu, chociaż na chwilę.

loading…



Zgodził się. Wzięły go pod ręce i podskakując powiodły do legowiska. Od razu zorientował się, że smarkate były pewne, że je odwiedzi. Pojedyncze materace leżały jeden na drugim. Położyły go na nich i przycupnęły po obu stronach. Dorota natychmiast przyssała się do jego członka. Danka nadstawiła się do pocałunków. Ta para dzierlatek była bardziej doświadczona. Szybciej go podnieciły. W szkole chodziły słuchy, że zarówno Danka, jak i Dorota, straciły cnoty już w trzeciej klasie. Czuł jak członek zaczyna domagać się… działania. Danka powiedziała:
– Lubię jeszcze bardziej, jak ktoś całuje nie usta, lecz to… Siadła mu okrakiem na piersiach, i podsunęła się w górę. Nie miał wyboru, musiał zrobić użytek ze swego języka. Ujął też w dłonie jej sterczące piersi. A tymczasem Dorota, doprowadziwszy go do należytej prężności, poszła w ślady koleżanki, dosiadając go okrakiem. Był zaskoczony siłą, z jaką nabiła się na jego męskość. Ho, ho!
One wiedzą, czego chcą, pomyślał. Na pewno ułożyły sobie zawczasu cały scenariusz. Na potwierdzenie tego przypuszczenia nie musiał długo czekać. Po chwili przyjaciółki zamieniły się miejscami. Danka z jeszcze większą zachłannością nabiła swe ciało na Marcina. Cóż, robiły to z wprawą, w zgodnym duecie. Oj, chyba te figle już wielokroć wcześniej trenowały… A potem Dorota położyła się na materacach, naprowadzając go na siebie. Wysoka Danka stanęła w rozkroku i nadal posuwała swoje łono. Tak, to były nie lada zbytnice… Szczyt osiągnęli prawie jednocześnie, całą trójką. Zapalili papierosa… I znów. „Dwie d” lubiły te klocki!

Wyszedł od nich, gdy na dworze było już bardzo widno. Rozćwierkały się ptaki. Od osady dolatywały pierwsze odgłosy porannej krzątaniny. Był solidnie zmęczony. Zanim dotarł do swojego namiotu podszedł do niego dozorca:
– Panie! A może zostaniecie na jeszcze jedną noc?!
– Nie, to jest obóz wędrowny…
– Panie, ja oddam pieniądze, które mi pan dał na podgrzanie wody i rozpalenie kotła…

Marcinowi nie chciało się rozmawiać z dozorcą. Ziewnął przeciągle.
– Panie! Jak zostaniecie jeszcze na drugą noc, to ja panu zapłacę!
– Coś się pan przypiął?!
– Wiesz pan… tak między nami, mężczyznami! Za łazienką jest takie maleńkie okienko w kotłowni. Pan rozumiesz… No, ja muszę zerkać czy woda cieknie z kranów…
– Panie! – Marcin się zeźlił, ale po chwili dodał: – Nie jest to głupia myśl!

W namiocie zastał przytulone do siebie Edytę i Justynę. Wślizgnął się pod kołdrę od strony tej mniej śmiałej, z którą umówił się na spotkanie w Warszawie…

Spał do południa, jak i większość dziewczyn, których nie niepokoiła żadna pobudka. Mirka upichciła wspaniałe żarcie. Zjedli w trójkę z Zenkiem. Znalazł się moment, gdy mogli porozmawiać tylko we dwoje:
– No i jak tam? – zagaiła żona.
– Zaliczyłem aż cztery. Uff! – przyznał się z nutką dumy.
– To świetnie! – ucieszyła się Mirka. – A nam to z Zenkiem jest wspaniale. Nie wyobrażasz sobie, jaki to subtelny chłopiec!
– Bardzo się cieszę. Baw się dobrze! – życzył jej szczerze.
– Zaraz idziemy z Zenkiem do lasu…

Gdy tylko zniknęła Mirka z młodzieńcem, do jego namiotu przyszła Danka z Sabiną.
– Panie profesorze, Sabina też jest bardzo potrzebowska. – powiedziała nieco wulgarnie i zarechotała bezwstydnie.
Tak więc sjestę miał z Sabiną. To dziewczę było rzeczywiście doskonałym deserem. Miała jeszcze cnotę. W trakcie figli poprosiła go, aby pozbawił ją dziewictwa. Ujęła to mniej więcej w taki sposób:
– Jestem już dorosła, zdałam maturę…

Wieczorem też nie dane mu było odpocząć. Znów wykąpał się razem z dziewczynami, nie zdradzając im, że podgląda ich dozorca. Pod prysznic wzięły go tym razem Jola i Aldona. Kąpiel przebiegała spokojniej i znacznie krócej niż poprzedniego dnia. Ale przy wycieraniu się Aldona powiedziała swym zachrypniętym basem:
– Panie Marcinie – było to dość poufałe – jesteśmy z Jolką klinicznie czyste. Czy możemy przyjść do pana na bajkę lub na pieszczoty?
Jolka wzięła go za rękę i prosząco pogłaskała. Aldona zaś przytuliła się do niego i delikatnie ucałowała w policzek. Marcin stwierdził, że obie są ponętne i… zgodził się. Żadna z dziewczyn nie skomentowała, że wychodzą w trójkę z łazienki i idą prosto do profesorskiego namiotu. Tylko Dorota krzyknęła do Jolki: „Trzymaj się dzielnie! ” W ciągu jednej doby zaliczył więc – najpierw Edytę i Justynę, potem Dankę z Dorotą, Sabinę solo, a teraz Jolę i Aldonę. Zatem siedem dziewcząt, czyli prawie połowę stadka. No, nie mógł narzekać na brak erotycznych przygód. Gdy już się na pieścili do syta, Jolka powiedziała:
– Dziewczyny nie przesadzały. Pan rzeczywiście jest bardzo miły i cudownie jest w tym dużym namiocie.

Stało się jasne, że nie ma mowy o żadnej dyskrecji. Dziewczyny dzieliły się swoimi wrażeniami, wymieniały doświadczenia, doradzały sobie wzajemnie i chyba uzgadniały harmonogram wizyt. Powiedziały mu potem, że z kolejnością wizyt nie było kłopotów. Nie wszystkie były tak odważne jak „dwie d”. Ociągały się z tym pierwszym razem. I kolejno dojrzewały do decyzji o figlach z profesorem. Nie było tłoku, ani żadnych kłótni.

Na drugi dzień wędrówki wyruszył Marcin na gumowych nogach. Ale trzymał się dzielnie. Mirka i Zenek już bez krępowania się szli obok siebie i dziewczyny zorientowały się, że tworzą wakacyjną parę. Skojarzyły, że swoboda Marcina ma związek z adoracją Mirki przez Zenka. Powiedział im zresztą, że uważa, iż każde małżeństwo powinno mieć jakieś urozmaicenie. Choćby w wakacje. Czwartego dnia dotarli nad cudowne jeziorko w lesie. Wszyscy się nim zachwycili. Postanowili zatrzymać się tutaj na kilka dni. Zenek rozbił namiot nieco na uboczu, zaś dziewczęta ustawiły swoje wokół dużego namiotu profesora. Uradzono, że kąpać i opalać będą się wszyscy nago. Nie zeźliło to Mirki.
– Wiesz – zwierzyła się mężowi – gdy Zenek napatrzy się na te gołe cycki twoich uczennic, to nabiera więcej ochoty na pieszczoty ze mną.
– To wspaniale! – odparł Marcin. Odpowiadało mu całkowicie, że żonie tak bardzo podoba się ten układ. Promieniowała zadowoleniem.
Jedna tylko dziewczyna nie zdecydowała się na pieszczoty ze swoim profesorem. Była nią Stasia. Podobno miała już na wsi narzeczonego i chciała mu być wierna. Dziewczęta trochę jej dokuczały, ale nie za bardzo. Miał też kłopoty z Edytą, która miała niesamowity temperament. Chętnie codziennie przychodziłaby na miłość francuską. Pod koniec obozu zdecydowała się zresztą na utratę cnoty. Wykonawcą był oczywiście Marcin. Cnotę zostawiła nad tym jeziorkiem również Teresa. Jeśli zaś chodzi o Justynę, to ta co i raz przypominała mu o randce w Warszawie. Ale nie chciała już przychodzić teraz, tu, w lesie!

Zaniechano wizyt parami. Marcin przekształcił się w prawdziwego baszę. Zorientował się, że dziewczyny są bardzo chętne do pieszczot. Gdy tylko czuł się na siłach na kolejne figle, to po prostu wskazywał palcem i rzucał krótko: „Chodź”. Znikali we dwójkę w namiocie…

Już pod sam koniec tego seks – obozu rozpalili ognisko i zaczęli snuć plany na przyszłość. Wywołała tę rozmowę Dorota:
– Ach, jak tu cudownie! Może w przyszłym roku przyjedziemy tu na cały miesiąc?
– Akurat! – zgasiła ją Aldona. – Będziemy pracować w różnych biurach i figa będzie z wakacji.
– Ja już będę mężatką! – wtrąciła Stasia.
– Właśnie! – powiedział Marcin. – Każda z was przez ten rok znajdzie sobie jakiegoś chłopaka i zapomni o koleżankach, o profesorze. Jesteście wszystkie takie śliczne. Nie przepuszczą wam chłopaki. – Ale sam pan przecież powiedział – podjęła sprzeczkę Edyta – że dobre jest urozmaicenie. Nawet jeśli będziemy miały chłopaków, to przecież możemy wyrwać się na te dwa – trzy tygodnie. Powspominać budę…
– Ocho, akurat chodzi ci o budę. – wtrąciła Basia.

Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Tylko Justyna nie brała udziału w tej rozmowie. Swoje lekko załzawione oczęta wlepiła w Marcina. Zdawała się być myślami gdzieś daleko. Co ona knuje? Na to pytanie nie umiał sobie odpowiedzieć jej były wychowawca.