Fido

Przeczytano: 377 razy
Fido

FidoFak – pomyślał, gdy stary ruski budzik świdrującym dźwiękiem starego młota pneumatycznego penetrował jego ucho wewnętrzne, rozbijając resztki snu.
„Fak!” – powtórzył na głos, kiedy uświadomił sobie, że czarnowłosa, czarnooka i czarnoskóra Angela tylko mu się przyśniła i że wcale nie miał w spodniach murzyńskiej pukawki sięgającej do kolan. Świadomość, że ten przeraźliwy łoskot to tylko poniedziałkowa pobudka, a nie alarm uruchomiony przy piłowaniu pasa cnoty egzotycznej kobiety, sprawiła, że zachciało mu się płakać.
„Eee… Studia, saks” – powiedział do zaspanej twarzy w lustrze rezygnując z nudnego golenia. Umył tylko żeby i powlókł się do kuchni. Na śniadanie znowu była „zupa z trupa”, czyli mleko z kartonu plus dodatki. O dodatkach lepiej nie wspominać.

Śniadanie wcale nie poprawiło mu humoru. Wręcz przeciwnie – nakarmiony śmieciami żołądek przypomniał o wczorajszym mega kacu i sobotniej imprezie. „Leje na te budę” – postanowił z satysfakcją i zamiast grzecznie pojechać na uczelnie i godzinami umierać z nudów jak inne flety, walnął się z powrotem do wyra. Eee… Khm… Przepraszam, położył się do łóżka. Kiedy wstał, już o ludzkiej porze – około trzynastej – włączył kombajn i ściągnął pocztę. Fido to było to. Sieć pozwalała mu się wyłączyć i odprężyć. Mimo, ze 75% piszących tam ludzi, to takie same flety jak na uczelni, te 25% to byli naprawdę „kul ludzie”.

Po rozpakowaniu polmegowego pakietu, olał fachowe konferencje i zaczął od swojej ulubionej – FREE.STYLE.POL. Wiedział, że tylko tam może liczyć na poważną konwersację .”[censored] [censored] [censored] [censored] [censored] dupa!” – od razu poznał autora listu i ucieszyła go jego treść. Reszta listów była kupą śmieci wystruganych przez lamerów próbujących wykrzesać coś czadowego. Po długim opisie sobotniej imprezy w DRINKS.POL zabrał się za SEKS.POL.”Miłość, kocham, opuściła, zazdrość, uczucia” – rzygać mu się zachciało od takiego nawału bzdetów, więc spłukał nieprzyjemny posmak butelką nieśmiertelnego Królewskiego. Od razu lepiej. Nagle jego wzrok przyciągnął wyraz, którego dawno tu nie widział. „Pieprzyć”. Odruchowo wytarł zbierającą się w kąciku ust ślinę i przeczytał list. Treść byłą krótka: „Chłopcy, przestańcie pieprzyć i zacznijcie pieprzyć.”

Pod każdym względem dojrzale zdanie musiała ułożyć doświadczona kobieta. Szybko zerknął na pole „From”. Tak, to była ona. Kilka razy odpowiedziała na jego listy. Kilka razy widział ją na spotkaniu Fido w jakimś pubie. Raz nawet z nią rozmawiał. Nie wiedział, czemu taka dupa zawsze przychodziła sama. Może po prostu miała duże wymagania. W tym momencie przypomniał sobie murzyńskie narzędzie ze snu i prawie zapłakał.”W każdej chwili.” – odpisał zadowolony z chwilowego przypływu odwagi. Resztę dnia spędził na oglądaniu nowego cedeka z panienkami. Wieczorem, kiedy próbował rozwiązać egzystencjalny problem, czy lepszy dżejpeg z Pamela Andersen w budyniu czy z Nami Campbell w śmietanie, odruchowo połączył się z węzłem i pobrał nowa paczkę. Dostał od niej odpowiedz. Już. I to netmailem. „Jutro wieczorem. Zadzwoń 555-55-55 – to mój BBS. Extasy BBS. Zapejdzuj.”

Następnego dnia siedząc na uczelni nie mógł się skupić. Jak zwykle, jednak tym razem powodem nie było kilka browarków wtrąbionych przed wykładem, tylko ona. Nie mógł się doczekać wieczora. O suchym pysku doczekał dziesiątej. Dodzwonił się bez problemu. Zalogował się na „niujuzer”. Zawołał SysOpa.
– To ty… – ujrzał w oknie czata.
– Jak ci jest. – Odpisał wprawnie stukając w klawiaturę. -, Więc chcesz to zrobić…?
– Po to żyje… No, jeszcze żeby pić, ale to z innej beczki.
– A cyberseks?
– Sex. To jak robić to gumowej lalce bananem.
– Jak podniecisz mnie teraz, będę twoja jutro.
– Jesteś tam?
– Uff… Musiałem zdjąć spodnie.;)
– To milo. Ja zawsze siedzę przed komputerem nago.
– Szkoda, że tego nie widzę.
– Wyobraź sobie. Opisze ci siebie. Siedzę rozparta wygodnie na kręconym fotelu. Moja skóra jest wilgotna – właśnie wyszłam spod prysznica. Mam rozpuszczone włosy, które sięgają mi do piersi. Delikatnie łaskoczą sutki sprawiając, że twardnieją. Cienkie strużki wody z mokrych włosów sięgają pępka. I jeszcze niżej. Ręką sięgam miedzy nogi i gładzę się po krótkich czarnych włoskach, które też jeszcze nie wyschły… Co ty na to…
– Wow… [ALT-I] [Image saved] Wyobraziłem sobie ciebie i to całkiem wyraźnie.
– Nawet wyobraziłem sobie siebie przy tobie.
– Więc, co dalej robi twoja wyobraźnia?.
– Delikatnie odgarnia twoje mokre włosy na plecy. Głaszcze twoje ramiona. Zaczyna całować szyję. Całuję coraz niżej. Całując kanion miedzy pięknymi piersiami nie mogę się zdecydować, od której zacząć. Wygrywa lewa. Męskimi ustami otoczonymi trzydniowym zarostem całuję krągłość piersi zbliżając się do sutka. Sprawnym językiem muska różowy szczyt piersi przenosząc się na drugą. Po obdarzeniu prawej piersi sprawiedliwie jednakową ilością całusów podąża niżej. Rozpędzone usta napotykają pępek, który staje się placem zabaw dla końca języka… Potem…
– Stop. Udało ci się. Wygrałeś mnie. Przyjdź jutro wieczorem. Adres znasz. Jak nie przyjdziesz, moje podniecenie rozpalone właśnie do czerwoności będzie musiało zostać ugaszone w inny sposób. Drugiej szansy nie dostaniesz.
– Będę. Do jutra.








„Jes!” – wykrzyknął usłyszawszy klikniecie modemu – „Jes! Jes! Jes!”. Był niesamowicie podniecony. Jak nigdy dotąd. Żaden cedek, nawet ten z awikami, tak na niego nie podziałały. Zrzucił szybko ubranie, wskoczył pod prysznic i odkręcił zimną wodę. Na szczęście była lodowata. Nazajutrz obudził się wcześnie rano, jeszcze zanim budzik zdążył eksplodować tuzinami decybeli. Nie poszedł na uczelnie – za bardzo był zdenerwowany. Kręcił się po mieszkaniu jak Duke po labiryncie. Musiał sobie walnąć kielicha, bo chyba by dywan wydeptał. Na szczęście sąsiad odpalił mu parę litrów z aparatury. Podziałało. Prawie. Szybko przejrzał pocztę. Nie znalazł niczego od niej, więc wyłączył komputer i wyszedł się przejść. Włóczył się przez cały dzień, aż wieczorem dotarł pod jej drzwi. Był tak napalony, że olał windę i zasapany wdrałował na dwunaste piętro. Odczekał, aż oddech wróci do normy i zadzwonił do drzwi. Wyobraził sobie ją otwierającą mu drzwi w prześwitującej koszuli nocnej sięgającej tylko za pośladki.

Wytarł usta rękawem. Drzwi skrzypnęły. Nie miał a na sobie koszuli. Nie była też naga. Ubrana była w czarną obcisłą bluzkę zapinaną z tylu na suwak i krotką plisowaną spódniczkę w szkocką kratę. Włosy miała związane w zabawny kok na czubku głowy. Była bosa.

Widok jej nagich stóp, zgrabnych łydek i pięknie zbudowanych ud podziałał na niego jak cios w czoło. Natychmiast poczuł reakcje w spodniach, które nagle zrobiły się za ciasne. Ona to zauważyła. Uśmiechnęła się zapraszając go do środka gościnnym gestem. Jej białe ząbki otoczone ciemnoróżowymi pełnymi wargami stanowiły doskonały kontrast z piękną opalenizną. Śmiała się też swoimi wielkimi oczami osłoniętymi wachlarzami imponujących rzęs. Nie miała na twarzy makijażu. Nie potrzebowała go. Zaprowadziła go do salonu, poprosiła żeby usiadł i zniknęła w holu. Jej głos wydał mu się najpiękniejszym dźwiękiem, jaki w życiu słyszał. W tym momencie gotów był dla niej zabić.

Wróciła już z rozpuszczonymi włosami. Serdeczny uśmiech na jej twarzy ustąpił wyzywającemu rozchyleniu ust. Przymrużyła oczy i usiadła mu okrakiem na kolanach. Z chwilowego osłupienia i paraliżu wybawiła go długim i gorącym pocałunkiem. Jej miękkie wargi powoli tańczyły po jego ustach. Jej różowy języczek zaprzyjaźnił się z jego językiem. Głośne cmoknięcie dało mu do zrozumienia, że badanie migdałków już się skończyło i można otworzyć oczy. Poczuł się mężczyzną i postanowił działać. Szybkim ruchem rozpiął suwak na jej plecach i uwolnił jej piersi z bluzki. Zauroczony ich idealnym kształtem zaczął je pieścić dłońmi. Sutki twardniały na jego oczach. Zaczął je delikatnie lizać. Ona jedną ręką czochrała jego włosy, drugą zaś wprawnie rozpinała mu koszule. Gdy dotarła do ostatniego guzika, odepchnęła go nieco, zdjęła z niego koszule i zaczęła całować jego tors.

Był dumny ze swojej klatki. Siłownia w szkole średniej i codzienne pompki ukształtowały jego ciało odpowiednio. Czuł, że się jej podobało. Poczuł nagle w sobie siłę i wziął ją na ręce. Wstał i spojrzał jej w oczy pytającym wzrokiem. Zrozumiała i natychmiast wskazała drogę do sypialni. Rzucił ją na równo złożoną pościel i zabrał się za spódniczkę. Nie ściągnął jej przez nogi, lecz rozpiął guziki i odrzucił na boki. Ujrzał białe majteczki i maleńki tatuaż na udzie. Przedstawiał różę. Bez kolców. Wsunął palec pod delikatny materiał i powoli zsunął figi. Ujrzał krótko przystrzyżone włoski, które były za krótkie by przysłonić wydatne wargi. Ten widok sprawił, że zrezygnował z zabawy pępkiem. Jego język powędrował prosto do gniazdka, które po delikatnym otwarciu dłońmi ukazało swoje różowe, mokre wnętrze. Poczuł pod językiem smak ambrozji i przymknął oczy. Ona wyprężyła się jak kot i zaczęła mruczeć. Dłużej tak nie mógł.

Rozpiął rozporek i uwolnił uwięzioną tam męskość. Szybko przywdział kaptur, zrzucił spodnie i slipki, po czym umieścił mięso na swoim miejscu. Mruczenie przerodziło się w ciche jęki. Jego rytmiczne ruchy miały odbicie w jej postękiwaniu. Odwróciła się na brzuch i jego oczom ukazały się piękne, okrągłe pośladki. Zaczął nacierać mocniej. Po kilkunastu minutach wyczula jego zmęczenie i usiadła na nim, przejmując pałeczkę. Wniebowzięty obserwował jej biust podskakujący przed jego oczami. Nagle ogarnęła go fala nieograniczonej radości, ulgi i szczęścia. Kiedy powrócił na ziemie ujrzał, że ona leży na nim z przymrużonymi oczami i cicho mruczy. Zasnął.

Rano obudziły go naparzające się na parapecie gołębie. Był sam. Ubrał się i wyszedł zatrzaskując za sobą drzwi. Nie poszedł na uczelnie. Zamiast tego wrócił do domu i włączył komputer. W SEKS.POL był tylko jeden interesujący list. Od niej.

Do wszystkich. „Fido rulez.”