Ujarzmienie Oli

Przeczytano: 2 302 razy
Ujarzmienie Oli

Ujarzmienie OliCzas gonił. Obcisła sukienka Oli nie pozwalała jej na stawianie dużych kroków, więc musiała szybko przebierać nogami. Była świadoma, że wygląda zabawnie drepcząc tak w szpilkach, ale spóźnienie nie wchodziło w grę. Nawet głupie uśmieszki robotników, krzątających się przy drogowym wykopie, nie spowolniły jej tempa. Nie dawała poznać po sobie, że czuje na sobie ich badawczy wzrok.
– Zaraz coś ci strzeli – Jeden z nich popisał się wyszukaną formą stylistyczną.
Ola nie chciała robić scen, więc tylko przyśpieszyła kroku, aby jak najszybciej ominąć pole rażenia cennych uwag robotników. Nie bojąc się, że ”coś jej strzeli”, parła do przodu starając się puszczać mimo uchem inne docinki i oznaki podziwu dla jej zewnętrznych walorów. Nie mogła jednak wyjść z podziwu dla oratorskich zdolności jednego z nich, gdy na swój zniewalający sposób, rzucił za Olą na pożegnanie:
– Takie ciało by się grzało.

Faktycznie, pomimo że dawno już minęła 30-stke miała się czym pochwalić. I to w każdym detalu. Tym bardziej teraz, gdy w pośpiechu wszystkie te „detale” rytmicznie podrygiwały w rytm jej kroków. Ale nie koniecznie pragnęła akurat w ten sposób być doceniana. Zresztą i tak cały dzień spadały na nią same nieszczęścia począwszy od awarii samochodu, po zgubienie kluczy do mieszkania. Takie, więc drobnostki nie miały już dla niej znaczenia. Teraz chciała tylko dobrnąć na czas do celu. I udało jej się – minuta przed czasem – przebieranie nogami nie poszło na marne. Jeszcze tylko ogarnęła się i nacisnęła na dzwonek od drzwi piętrowego domku położonego gdzieś na peryferiach miasta. Otworzyła kobieta w średnim wieku:
– Zapewne pani Ola? – Sympatyczny uśmiech powitał ją w progu – Nasza pociecha już czeka – szczególny akcent postawiony na słowie: pociecha zwrócił uwagę Oli.

W holu pojawił się jeszcze mężczyzna – zapewne mąż gospodyni. Po wymianie uprzejmości kobieta zaprowadziła Olę po schodach na pierwsze piętro wprost do pokoju „pociechy” – syna – cały czas rozwodząc się nad jego zdolnościami, które nijak nie mogą być docenione przez innych. Zbliżała się matura i właśnie Ola, jako ceniona Anglistka, miała pomoc nadrobić ekspresowo wieloletnie braki. Rodzice na edukacje pociechy nie szczędzili grosza, więc chętnie podjęła się korepetycji. W końcu wspięli się na górę, weszli do pokoju syna i…. Ola jęknęła w duchu i nogi się pod nią na chwilę ugięły. Ale sumie … po reszcie dnia mogła się spodziewać, że i tu ją spotka coś strasznego.

Z kanapy, ledwo zauważalnej pośród walających się w koło klamotów, wstał wyrośnięty młodzian. Co prawda minęło już kilka lat odkąd uczyła go w 8smej klasie na zastępstwie, co prawda w międzyczasie rysy mu zmężniały i zdążył przerosnąć Ole, ale … nigdy nie zapomni tej znienawidzonej twarzy i tego szelmowskiego uśmiechu. Żaden bachor jej tak za skórę nie zalazł. Jedyne, czego pragnęła to już do końca życia nie oglądać tej twarzy. Ale jak widać jej pragnienia były zbyt wygórowane. Jeszcze do dziś pamięta te szpilki podkładane jej na krzesło, notoryczne olewanie zajęć, bijatyki na lekcjach z kolegami, jak i to, gdy mało mu ucha nie wytargała po przyłapaniu go na podglądaniu jej w toalecie. Ola wzięła głębszy oddech policzyła w myślach do pięciu i odsunęła wszystkie złe myśli na bok – trzeba być przecież profesjonalista. W końcu to już nie ten sam dzieciak, co parę lat temu a prawie dorosły facet – pocieszała się w duchu.

Ale gdy usłyszał a ten przesadnie miły głos
– Dzień dobry szanownej pani -, gdy zobaczyła znów ten uśmieszek, z którego nie wiadomo czy się cieszyć , czy się go bać, wszystko wróciło na nowo z podwójna siłą.
– Dzień dobry – jakoś pozbierała się do kupy i odwzajemniła powitanie. Matka pociechy nie zauważyła tego jej zmieszania. Ola musiała wysłuchać jeszcze kilku zachwytów nad kochanym synalkiem zanim ich zostawiła na górze..
– Ślicznie Pani wygląda – usłyszała Ola, gdy zostali sam na sam – naprawdę jestem pełen podziwu, ta klasa i szyk, to niecodzienne dzisiaj – Komplementy to nie było to, czego akurat w tej chwili pragnęła najbardziej, ale i tak sprawiły jej one przyjemność. Nawet odrobinę się rozluźniła i pomyślała, że może nie będzie tak źle. Lecz gdy Marek wpatrywał się w nią intensywnie, śledząc wzrokiem wszelki jej krągłości, znów zrobiło się Oli troszkę nieswojo. Kolejne jego wyznanie całkiem rozpędziło wszelkie pozytywne emocje:
– Aż żałuje, że wtedy, w tej toalecie, nie udało mi się wystarczająco dużo zobaczyć.

Wcale nie zależało jej na wspominaniu dawnych czasów i Ola nie chciała już wracać wspomnieniami. Po prostu pragnęła jak najsprawniej wykonać swoja pracę. Bez większych ceremonii wyciągnęła, więc swoje materiały i rozpoczęła od określania poziomu wiedzy, czy też raczej jej braku u swojego nowego pupila. Miała nadzieję, że mimo wszystko będzie to jedna z wielu normalnych korepetycji. Los jednak chciał, że w swej nadziei była w błędzie jak nigdy przedtem. Już prawie od samego początku doszło do niej, że nie obędzie się bez dodatkowych atrakcji. Przy omawianiu rzeczowników większość czasu musiała spędzić na tym żeby odwracać uwagę Marka od swojego biustu – w tym momencie żałowała swojego dekoltu. Szczególnie jego wzrok przyciągały miejsca, gdzie przez materiał widać było delikatny zarys jej sutków, i co najgorsze.. każde takie jego świdrujące, pełne ekscytacji spojrzenie powodowało, że Ola rumieniła się, a jej sutki nabrzmiewały jeszcze bardziej i jeszcze bardziej stawały się widoczne. Musiała przyznać, że podobały jej się jego oczy – były takie pełne energii i jednocześnie tajemnicze i zmysłowe – zmieniły się strasznie od ostatniego razu, ale wciąż też widziała w nich ten dawny, niebezpieczny błysk, jakby coś właśnie miało się złego wydarzyć. No i poza tym pozwalały sobie na zbyt wiele. Natomiast przy czasownikach, całkiem już z Marka dzieciak wyszedł. Dopiero, gdy czwarty raz spadł mu długopis na ziemię, a ten schylał się by go podnieść z pod stołu, Ola połapała się, że bardziej go interesuje, co ona ma pod sukienką, niż czas przeszły złożony.








Przekładając nogi na bok krzesła gorączkowo starała się przypomnieć, które to jej majtki Marek miał okazje popodziwiać. Modliła się w duszy by nie były to te różowe, co ich prawie nie widać. Ale zadowolona mina krnąbrnego ucznia mówiła jej, że ma na sobie chyba właśnie te.
– Myślę, że za dużo sobie pozwalasz szczeniaku! – nie wytrzymała.
– Dla takich widoków warto sobie za dużo pozwalać – mówiąc to przybliżył się do niej i spojrzał głęboko w oczy.
Chwilę „siłowali się wzrokiem”, po czym Ola ustąpiła. Tego było już było dla niej za wiele. Prawie, że trzasnęła książką, spytała gdzie toaleta i wyszła. Gdy zamknęła za sobą drzwi łazienki odetchnęła z ulgą. Pochyliła się nad kranem i zerknęła w lustro. Nareszcie mogła chwilę odsapnąć. I właśnie wtedy stało się…. Nieszczęście.

Prostując się z nad kranu zahaczyła o półeczkę z kosmetykami i wylała na siebie prawie cała butelkę szamponu pokrzywowego. Tak jak jest jedna szansa na 1000 że będąc na korepetycjach spotka akurat ucznia, który najbardziej jej zalazł za skórę. Tak jak kolejne 1 do tysiąca, że akurat w trakcie takich korepetycji wyleje coś na siebie, tak też już gwoździem do trumny w tej statystyce musiało być to, że akurat wyleje na siebie coś, na co miała alergię. I to mocną alergię. Gdy doszło do niej, co się stało zaczęła działać automatycznie. Mając w pamięci, co z nią robi szampon pokrzywowy niemal bezwiednie zrzuciła z siebie ubranie. Na nieszczęście okazało się, że i bielizna też już nasiąkła (notabene majtki rzeczywiście to były te różowe, – więc Marek Musiał mieć tam niezłe widoki). Zmyła prędko z siebie dłonią resztki szamponu. Tak, więc w kilka sekund została całkiem nagusieńka w łazience obcym domu, na zewnątrz krzątał się nieznośny młodzian, a na dole jego rodzice. „co robić, co robić” kotłowało się w jej głowie. Chwilę trwało zanim się pozbierała, – ale jej umysł pracujący na najwyższych obrotach szybko poukładał klocki w całość. Nie pozostało jej nic innego jak wrzucić do pralki ubranie i powiadomić jakoś Marka. Wszystko było by ok. gdyby nie (a jakże by) dodatkowe komplikacje. Zatrzasnęła drzwiczki od pralki a ta nie chciała ruszyć.

Męczyła się z nią chwilę, po czym uchyliła lekko drzwi od łazienki i głośnym szeptem kilka razy wezwała Marka. Ten na szczęście usłyszał. Przyszedł pod łazienkę i Ola, przez szparę od drzwi, plątając się w wypowiedziach, w końcu po wielu trudach wytłumaczyła mu, w czym problem. Tym razem była pewna, że Marek w swój pokrętny sposób będzie chciał przekręcić sytuację na swój użytek i… nie pomyliła się. Okazało się, że oczywiście pralka jest zepsuta i tylko Marek wie jak ją uruchomić. A drzwiczek bez zakończenia prania otworzyć się oczywiście w tej usterce nie dało. Marek chętnie zaoferował pomoc
– No Problem – żując gumę zwrócił się do Oli – Proszę otworzyć, minuta i załatwię sprawę.
W tym momencie pojawił się dodatkowy kłopot. Ola rozejrzał a się po łazience i … nigdzie nie było nawet żadnego ręcznika, którym by się mogła okryć. Dopiero teraz przypomniało jej się jak kilka z nich pomiętolonych leżało porozrzucanych po całym pokoju Marka. Ola napomknęła, więc mu o swoim problemie i poprosiła go czy może z łaski swojej pofatygować się do pokoju i przynieść jej coś do okrycia.
– Hmm – Marek przez chwilę zgrzewał sytuację, zapalczywie walcząc z gumą do żucia. W końcu wydmuchał z niej balona, a gdy ten strzelił, przybliżył się do drzwi:
– A co ja z tego będę miał ? – zapytał zuchwale – Mogę wejść teraz i pomóc, dla mnie luzik, a jak nie to niech Pani radzi sobie sama. Odpowiedź Marka zaskoczyła Olę.
– Co ty sobie myślisz smarkaczu? – oburzona odpowiedziała – To wcale nie było zabawne!.
– Nie to nie – wzruszył ramionami Marek, włożył ręce do kieszeni i ruszył w stronę pokoju – nie będzie kolejnej szansy – rzucił na odchodne. Na twarzy Oli pojawiło się przerażenie. Widziała jak Marek się oddala, a z nim nadzieja, że jakoś bezboleśnie z tego wybrnie. Chwilę walczyła ze sobą w końcu nie wytrzymała uchyliła drzwi i rzuciła lekko proszącym tonem za odchodzącym młodzianem
– Marek. Gdy to usłyszał, odwrócił się i z lekko szyderczym uśmiechem zapytał
– Tak?
– No dobrze – trochę się ociągając, ale nie widząc innej możliwości, zgodziła się. – możesz wejść, choć tu, zrób coś z tym.
Zasłoniła się jak mogła dłońmi i uchyliła drzwi.

Stanęła w nich naga przykrywając jedynie dłonią swa kobiecość, a drugą swe piersi. Marek objął ją wzrokiem. Przez chwilę napawał się widokiem jej pięknych bioder, ud, brzucha, ramion. Cmoknął z uznaniem.
– Nie – usłyszała zdziwiona Ola – Nie pomogę od tak. Trzeba było się od razu decydować, a teraz …-Marek zrobił znaczącą pauzę – cena rośnie.
Ola zrobiła pytającą minę. Marek nie czekając wszedł do swojego pokoju i po chwili wyszedł z małym pakunkiem. Poszedł do drzwi łazienki i powiedział bezczelnie
– Po pierwsze…. Nie będziesz zasłaniała swoich cycków, po drugie …. Założysz jeszcze to przy mnie i poparadujesz w tym trochę – tu podał jej przez szparę w drzwiach pakuneczek, w którym znajdowała się para pończoch. Ola już miała zaprotestować, ale słowa Marka przystopowały ją:
– I pamiętaj … potem cena może być jeszcze wyższa. Przez chwilę biła się z myślami, potem opuściła wzrok. Marek pchnął bardziej drzwi, wszedł do środka i stanął obok niej wpatrując się intensywnie w jej kształty
– No – powiedział – w dół rączka.- gdy nie zareagowała sam podniósł dłoń i powoli odsunął jej rękę, którą zasłaniała piersi.
– Mioooodzio – szepnął, gdy jego oczom ukazały się jej obie kształtne, jędrne i takie bezbronne sutki.

Marek musnął delikatnie jedną jej pierś czubkami palców. Ola wzdrygnęła się:
– Nie było mowy nic o dotykaniu! Marek tylko uśmiechnął się i spojrzał jej w oczy:
– Chcesz, aby cena jeszcze bardziej wzrosła? He? – mówiąc to uchwycił całą jej pierś, a w jego oczach pojawił się błogostan.
Ola nic nie odpowiedziała tylko zacisnęła zęby i odwróciła wzrok. Po chwili zabawy jej piersią jego dłonie zsunęły się w dół wzdłuż brzucha w stronę bioder i zasłanianego wstydliwie futerka.
– Na więcej nie licz – wycedziła z determinacją jeszcze szczelniej zasłaniając szparkę. I jej okolice. Choć musiała przyznać, że podobały jej się jego dłonie wędrujące po jej ciele. Były takie męskie i zadbane i naprawdę, nawet z takim prawie, że podziwem patrzyła jak gładziły jej ciało z wprawą jakby wiedziały dokładnie gdzie „uderzyć”. Ale wiedziała, że na więcej nie może sobie pozwolić i nie pozwoli. I wyraźnie dawała znak, że tam między udami jest granica nie do przekroczenia. W tym momencie Marek zaprzestał „oględzin”, wyciągnął pończochy z paczki i spojrzał i podał jej:
-Już czas – spojrzał na nią znacząco – założysz to i pochodzisz w nich chwilkę przede mną. – mówiąc to oblizał się drapieżnie.





Ola nie chciała go prowokować wiec nie protestowała za bardzo. Złapała pończochy do ręki, ale nie za bardzo wiedziała jak ma je założyć nie odsłaniając się. W końcu obróciła się do niego tyłem i w ten sposób mogła uwolnić dłoń. Całą uwaga Marka oczywiście skupiła się na jej osłoniętej pupie. Ola prawie aż czuła jego badawczy wzrok na niej, a po chwili w trakcie zakładania pończoch poczuła tam jego dotyk. Poklepał ją najpierw lekko dłonią, pogładził, a potem lekko uszczypnął. Następnie niebezpiecznie zaczął się zbliżać się dłonią między jej pośladki.
– Ej!– zawołała i momentalnie spięła się.- Tam nie ma wstępu! Marek głaszcząc ją wciąż po tyłku dziwnie miłym tonem odezwał si ę do Oli.
– Spokojnie … to już naprawdę ostatni bonus dla mnie – tu w środeczku ma Pani – to przejście powrotem na Pani zdziwiło trochę Olę – dużo takich fajnych włosków widzę, są całe mokre – zapewne był to jeszcze pozostałość po tym jak zmywała z siebie ten cholerny szampon – jeszcze tylko Pani da mi się nimi zająć, je obsuszę i to już będzie wszystko, no? – Ola dalej nie rozluźniała pupy.
– No nie wiem – niepewnie odpowiedziała.
– Przecież – kontynuował Marek miłym tonem – Pani największy sekret bezpieczny, to tylko pupa, pomogę ją Pani tylko wysuszyć, żadna rozpusta … Oczywiście zdawała sobie sprawę z bzdurnej argumentacji Marka. Ale nie wiedząc innego wyjścia zacisnęła zęby i rozluźniła pupę otwierając przed Markiem całe jej wnętrze.

Usłyszała jak Marek kuca za nią i poczuła jak jego palce zbliżają się w okolice jej drugiego otworka. Bała się najgorszego, ale … poczuła tylko jak Marek delikatnie, z dużą starannością zajmuje się jej włoskami obsuszając je po kolei chusteczką. Marek się nie śpieszył. Opisywał nawet wesoło jak to fajnie tak sobie zorganizować bezkarny dostęp do takiej ładnej pupy. Ola cały czas z zaciśniętymi zębami dzielnie znosiła tą upokarzającą sytuację. Ale po chwili nawet już się przyzwyczaiła prawie i oswoiła z tą niecodzienną „higieną”. Nawet do tego stopnia, że gdy poczuła, że Marek ma utrudniony dostęp do niektórych włosków, sama bezwiednie oparła się o wannę, pochyliła lekko i wypięła się troszkę bardziej tak by miał łatwiej.
– O, tak dobrze – usłyszała.
Na koniec pociągnął ją lekko za włoski i zaczął nimi tarmosić
– To za moje wytargane wtedy ucho – Powiedział z satysfakcją w głosie. Nagle Marek zaprzestał swych czynności
– Naprawdę ślicznie Pani wygląda tak w samych pończochach. A teraz nóżkami parę kroków w miejscu poproszę, w ruchu będzie ładniej. Ola nieśmiało uniosła jedną nogę potem następną i tak na zmianę. Nagle nie przestając tych kroków poczuła jak dwa palce Marka rozszerzają jej pośladki. Spowolniła trochę ruchy, ale „zachęcające” słowa Marka spowodowały, że znowu je przyśpieszyła:
– Dalej, niech Pani nie zatrzymuje się. Czuła cały czas palce rozszerzające jej pupę.
– Zabawnie Pani wygląda w tym kłusie z dziurką odsłoniętą – te wesołe słowa Marka naprawdę były perfidne, – ale gdy poczuła jak drugą dłonią musnął same centrum jej otworka nie wytrzymała i cichutko jęknęła. Miała nadzieje, że Marek nie usłyszał tego, aby nie dostarczać mu pożywki dla jego zabawy, ale jej nadzieje były złudne.
– Jak ślicznie, widzę, że trzeba to powtórzyć – usłyszała niezwykle zadowolony z siebie głos. Tym razem wiedząc, co się stanie zacisnęła mocno zęby, ale gdy palce Marka ponownie popieściły jej tylną dziurkę lekko się w nią wsuwając nie wytrzymała i znów jęknęła.

Markowi spodobała się ta zabawa i powtórzył ją kilka razy, za każdym razem wywołując u Oli jęknięcia, nad którymi nie mogła zapanować. Musiał kilka razy przy tym przypominać jej by dreptała bardziej miarowo i nie wypadała z rytmu. W końcu mu się znudziło wstał, a Ola pozostała tak na wpół wypięta z, bezbronną pupą.
– A teraz – usłyszała i zastygła w oczekiwaniu – a teraz pójdzie pani ze mną. Popatrzę jak łanie Pani wygląda w ruchu. To było w umowie – przypomniał jej. Ola już sama nie wiedziała, co było w umowie a co nie, ale nie miała siły o tym jakoś myśleć. Zasłoniła dłonią swe futerko i odwróciła się. Marek wyszedł z toalety i spoglądając za siebie wykonał zapraszający gest. Ola nieśmiało ruszyła do przodu. Marek wolnym krokiem szedł w stronę pokoju, patrząc za podążającą za nim golaską. Bardzo krepujące było dla Oli paradowanie tak nago w samych pończochach po czyimś korytarzu, wiedząc jeszcze, że na dole siedzieli niczego nie świadomi rodzice Marka. Nagle zauważyła, że jego mina stała się niezadowolona.
– Tak to się nie liczy – usłyszała, – co to za widok jak nie widać najważniejszego! – i nawet się nie spostrzegła jak odciągnął jej dłoń od szparki – taka ładna cipka a Pani się wstydzi? – Ola skuliła się.
– No proszę się nie bać … nie dotknę – przytrzymywał cały czas jej dłoń by nie mogła się zasłonić.
– No… tylko parę kroków.

Ola powoli wyprostowała się nie dowierzając całkowicie Markowi i stanęła przed nim cała odsłonięta.
– Naprawdę fajne futerko, nawet trochę szparki przez nie widać – usłyszała – pierwsza klasa, idziemy.- Powoli pod czujnym wzrokiem Marka doszła za nim do jego pokoju. Marek wszedł pierwszy stanął przy biurku i powiedział
– Proszę, niech Pani wejdzie. Ale tak dystyngowanie, z największą duma, na jaką Panią stać.
Oli trudno było sprostać temu zadaniu świecąc nagimi piersiami, nabrzmiałymi sutkami i cała resztą. Ale wyprostowała się weszła rzeczywiście jak jakaś kobieta z klasą, prawie jak modelka. Markowi spodobało się to i kazał jej przejść tak kilka razy w tą i w tamtą stronę. Ola ruszyła przed siebie. Trudno jej było opanować wstyd, ale skoro już musiała tak paradować to przynajmniej chciała dobrze wypaść. Miarowo ruszała biodrami, a jej piersi falowały przy każdym kroku. Czuła jak Marek delektuje się tym widokiem….