Gorąca Shalin

Przeczytano: 266 razy
Gorąca Shalin

Gorąca Shalin– Shalin! Przesuń się bardziej w prawo, no! Bo nie mogę Cię ująć dobrze w kadrze! – krzyczał reżyser.
– Tak może być? – zapytała ostentacyjnie szczupła dziewczyna o kruczoczarnych włosach i równie ciemnych, figlarnych oczach.
– Nie no…. W prawo, jeszcze! O, tak. Tak może być. Stój tam i się na razie nie ruszaj, potem podejdź bliżej tych murów. Z resztą, wiesz co masz robić. Akcja!

Shalin miała już dość. Dochodziła 23, a ona już od dobrych dwóch godzin zmuszona była do wytężonej pracy na planie przy teledysku do nowej piosenki. Uwielbiała to co robi, od lat pasjonowała ją muzyka gotycka, jej styl, jej cały urok. Od dziecka słyszała, że ma piękny głos, ciągle wszyscy powtarzali jej, że powinna wykorzystać kiedyś swój talent. Sama nie wiedziała czy bardziej za namową innych czy też z silnej wiary w siebie i sukces – podjęła próbę. Próbę zmierzenia się z sukcesem. Wygrała. Stałą się wokalistką zespołu, spełniła marzenia i krok po kroku, dzielnie pięła się po szczeblach kariery. Dla pasji, dla tych pieniędzy – marzła tu już od przeszło dwóch godzin, ubrana jedynie w czarną, powłóczystą suknię z gorsetem. Jej drapieżne spojrzenie podkreślały kreski pod oczami, a zmysłowe usta nabrały charakteru dzięki iście krwistej szmince. Wizażystka i tak co chwilę podbiegała do Shalin i z uporem maniaka przypudrowywała jej na biało nos by wyglądała jak rodowa córka wampira.

Stała teraz późnym wieczorem przed ruinami starego zamku, wokół którego krążyły kruki, gdzieniegdzie przeleciał nietoperz, pohukiwała sowa. Blask księżyca mieszał się z gorejącym światłem gwiazd, zaś w tle słychać było nasilające się dźwięki organów, perkusji i gitar. Nagle poczuła przejmujący wiatr i mimo tego, iż dobrze wiedziała, że powinna już wejść z solówką, stała tak jak kołek w płocie ze wzrokiem zawieszonym gdzieś w pustej przestrzeni.
-Shalin! Co jest? Było by takie dobre ujęcie! Cholera! Wszystko popsułaś! Jakieś 2 sekundy temu miałaś zacząć śpiewać! – krzyczał reżyser.
– Tak wiem… Przepraszam, zamyśliłam się. – odpowiedziała mechanicznie.
W tej chwili rozdzwonił się telefon.
– Który idiota nie wyłączył telefonu jak kręcimy?! – warknął facet.
– Alex, ale to twój telefon – roześmiał się kamerzysta.
– Tak, tak. Co?! Ale… Co wy sobie wyobrażacie?! My MUSIMY nakręcić tą scenę, ja go chcę tu zaraz widzieć! Jak to się nie da?! Z kim ja pracuję… Żegnam! – Alex wydzierał się do telefonu nie żałując ani trochę gardła.
Gdy skończył „rozmowę” okazało się, że chłopak Shalin, a jednocześnie współtwórca teledysku, nie będzie mógł przyjechać na plan.
– No to nic dzisiaj bez niego nie zrobimy. Dobra chłopaki, składamy się. I bez gadania, bo jestem wystarczająco wściekły – fuczał Alex.

*

Shalin zapomniała już jak bardzo było jej zimno. Usiadła nad brzegiem rzeki płynącej nieopodal zamku i zanurzyła wzrok w jej gładkiej tafli. Poświata księżyca odbijała się w jej szafirowych oczach, zaś wiatr zdawał się nucić specjalnie dla niej cichutką pieśń. W pewnej chwili poczuła na sobie jakiś miękki materiał.
– Kochanie, włóż to, bo zmarzniesz. – powiedział tak dobrze znajomy głos.
– Max?! A co Ty tutaj robisz?! Miało Cię nie być!
– Ciii… – uciszył ja – przyjechałem specjalnie dla Ciebie, tak dawno się nie widzieliśmy, a ja nie mógłby pracować przy Tobie.
– Rozpraszasz mnie – uśmiechnął się.
Długie, swobodnie spadające na ramiona włosy, sokole spojrzenie i charakterystyczna bródka, czyniły go prawdziwym i dostojnym królem nocy.
– Kocham Cię… – szepnęła Shalin i delikatnie musnęła Maxa ustami.

Chłopak przyciągnął ją do siebie i złożył czuły pocałunek na jej szyi. Nagi dekolt przeszedł dreszcz.
– Nie jest Ci zimno? – zapytał z troską w głosie.
– Przy Tobie nigdy… Stęskniłam się… – mruknęła wtulając się w jego silne ramiona.
– Ja za Tobą też, nawet nie masz pojęcia jak bardzo… – szepnął gładząc ją po plecach. Po chwili ich usta stopiły się w namiętnym pocałunku, a języki rozpoczęły dziki taniec niepohamowanych uczuć.
– Gdzie jest ekipa? – oderwał się od niej nagle.
– Złożyli się już chyba…
– Napewno?
– Kocie…Napewno. Proszę… Nie każ mi na siebie tak długo czekać. Jesteś bezlitosny – spojrzała na niego, a on poczuł tylko jak serce zaczyna bić mu szybciej.

Najchętniej zdarłby z niej tą aksamitną suknię i pożerał dotykiem każdy milimetr jej ciała. Nie była doskonała. Nigdy nie zaliczała się do modelek z wybiegu, ale nie obchodziło go to. Dla niego byłą najwspanialszą kobietą pod słońcem. Kochał ją taką jaka była. Ze wszystkimi wdziękami jakimi obdarzyła ją natura. A teraz chciał na nią patrzeć, widzieć ją nagą, w blasku gwiazd, w majestacie nocy…. Powolnymi, lecz zdecydowanymi ruchami zaczął rozsznurowywać jej gorset, zaś jego usta, nie pozostały jej dłużne. Muskał i delikatnie całował całą jej szyję i dekolt, zaś palcami ostrożnie wodził wzdłuż linii kręgosłupa.








Cichutko mruczała, co tylko jeszcze bardziej go podniecało. Serce i tak gotowe było już by wyskoczyć z piersi, sama jej obecność, jej bliskość, jej oddech doprowadzały go do obłędu. Wreszcie delikatna tkanina zsunęła się na zimną ziemię, a ona stała przed nim jedynie w koronkowej, skąpej bieliźnie i czarnych pończochach z podwiązkami.
– Jesteś jak bogini… Nie zasługuję nawet na to by móc na Ciebie patrzeć – zachwycał się, jednocześnie rękoma delikatnie błądząc po jej talii. Palce przesunął nieco niżej, na biodra. To na brzuch. Ona wciąż milczała, jakby chciała dać mu tym do zrozumienia, że jest już jego, że ma prawo z nią zrobić co tylko zechce. Sięgnął wreszcie do zapięcia jej biustonosza. Zwlekał z odpięciem go długo, ale w końcu koronkowa bielizna opadła na jej ramiona. W półmroku widział tylko zarys jej jej ciała i piersi, które tak bardzo łaknęły teraz jego dotyku. Shalin nie mogła już wytrzymać. Chciała go tu i teraz, jak najszybciej, nie obchodziło ją czy ktoś ich widzi, co się stanie potem. Chciała tylko jednego – JEGO.
– No chodź… chodź tu… chodź… weź mnie… – szeptała, a jej oddech stawał się coraz szybszy.

Max objął dłońmi jej kształtne i jędrne piersi i zaczął je masować z ogromną wprawą. Wodził palcami w górę i w dół, zataczał kółka, uciskał, ugniatał, przyciskał… Nagle zjechał niżej, na brzuch, to znowuż to góry. Był nieobliczalny. Ona patrzyła się na niego pożądliwym wzrokiem i nie wahając się ani chwili dłużej, zdarła z niego koszulkę. Przewrócili się na ziemię. Błądziła dłońmi po jego nagim torsie, rozkoszując się każdą sekundą. On z podziwem przyglądał się jej piersiom. Chwycił jeden z sutków i zaczął nieznacznie go przygryzać. Czuła jego zwinny język na piersi, który zajmował się sutkiem jak prawdziwy mistrz. Lizał go, przygryzał, ssał…. Shalin zaczynała nieznacznie jęczeć, zwłaszcza gdy czuła ból na całej piersi od jego pieszczot. Chciała tego więcej. Podniecało ją to. Nie przestawał bawić się jej piersiami. Ona pochylała się nad nim i nie mogąc już wytrzymać sięgnęła po jego rękę. „Zaniosła” ją w okolice majtek – wprost do ucha szepnęła: „Tutaj”.

Przymknął oczy i palcami zaczął gładzić jej wzgórek przez koronkę. Masował go, jeździł w górę i w dół, zataczał ósemki, zdawać by się mogło, że zna mapę jej ciała na pamięć. Shalin czuła już jak zaczyna podchodzić wilgocią. Max również nie mógł już doczekać się tego, gdy zobaczy ją w pełnej okazałości. Zwinnym ruchem zsunął majtki. Dziewczyna podniosła się z ziemi i zalotnie patrzyła na niego z góry. On zaś nerwowo sięgnął do rozporka.
– Nie pomóc Ci? – uśmiechnęła się zawadiacko.
Odsunęła rozporek i zdecydowanym ruchem chwyciła jego męskość przez bokserki.
– Coś kolega zaniedbany jest… – mruknęła wręcz sama do siebie – ja się Tobą kochaniutki zajmę – dodała i zerwała bokserki Maxa.

Jej oczom ukazał się dorodny penis, głodny jej pieszczot, jej dotyku… „No to do dzieła” pomyślała i chwyciła go w obie dłonie. W ułamku sekundy kutas znalazł się w jej ustach. Język oblizywał go dokładnie z każdej strony, a ona posuwała się nim to w przód to w tył. Przygryzała ząbkami, lizała, całowała. Uciskała go w rękach, wyjęła z buzi. Pociągnęła. Max aż zawył z rozkoszy. Zatopił palce w jej kruczych włosach i przycisnął jej głowę bliżej do siebie. Poczuła jak jego potężny penis sięga już niemalże jej gardła. Ssała go jak profesjonalistka, jej wilgotne wargi tylko łechtały jego rozpalone zmysłu. Masowała delikatnie jego jądra, a on zaczynał coraz szybciej oddychać.
– Jeszcze, jeszcze…. Tak…. ooo…. tak….aaaa..ahh… tak.. mmmm – powtarzał.

Pociągnęła jego penisa i poczuła, że lada moment Max eksploduje. Wyjęła go szybko z usta i przyparła swoim ciałem do jego. Jej twarde, stojące już na baczność sutki odciskały się na jego klacie, a jej gładka szparka zdecydowanymi ruchami napierała na wylizanego członka. Zaczęli się znów dziko całować, z wilczą zajadłością i drapieżnością. Nie znali granic. Znów wylądowali na ziemi. Tym razem Shalin rozłożyła najszerzej jak tylko mogła nogi, zaś Max, nie chcąc pozostać jej dłużny – włożył jej między uda głowę. Z zapartym tchem w piersiach wpatrywał się w jej cudowną szparkę, aż wreszcie utopił w niej swój zwinny język. Shalin aż zawyła. Kręcił nim w środku, lizał, ssał. Pamiętał także o łechtaczce, tak bardzo spragnionej pieszczot. Gdy zaczął ją przygryzać – dziewczyna oszalała. Zaczęła krzyczeć jakby już miała orgazm, a to był dopiero początek możliwości tego zawodowego kochanka.

Wysunął język z cipki i kładąc się na Shalin, zdecydowanym ruchem wszedł do jej raju. Posuwał się stopniowo powoli, w przód i w tył. I szybciej, i szybciej… Oboje dyszeli, a ich usta wręcz ziały ogniem namiętności. Jego kutas był już tak twardy, że dziewczyna miała wrażenie, jakby chciał rozerwać ją od środka. Nieopisana przyjemność sprawiała nawet odrobinę bólu, lecz ona w ogóle się tym nie przejmowała. Chciała pokonać wszelkie bariery i mieć go sobie jak najgłębiej. Jej słodkie soki, powoli zwilżały jego penisa. On nie umiał się już pohamować – krzyczał w niebo głosy, co doprowadzało ją dodatkowo do szaleństwa. Uciskał jej piersi, szczypał sutki, słowem – kochali się bez wytchnienia. Nie trwało to ani chwili dłużej – doszli w tym samym czasie. Euforia rozkoszy zalała ich nagie ciała. Płomień wciąż się tlił, lecz oddechy stopniowo ustawały.
– Chcę zobaczyć, jak robisz sobie dobrze – wysapał.

Shalin bez słowa wstała z ziemi i usiadła przed nim okrakiem. Zaczęła gładzić palcami okolice jej myszki, po czym zaczęła uciskać swoją delikatną perełkę. Odchyliła głowę do tyłu i dumnie wypięła piersi. Max siedział wpatrzony w każdy jej najdrobniejszy ruch. Ona natomiast polizała zmysłowo palca i zaczęła powoli zanurzać go w cipce.
– MmmmmmAhhhh… – jęczała. Drugą ręką zaczęła pocierać pierś, ślinić palca, masować nim sutki. Zdawać by się mogło, że ta zaradna dziewczynka poradziła by sobie z osiągnięciem orgazmu sama.
– Dosyć tego! – krzyknęła nieoczekiwanie i podeszłą do Maxa – teraz ja tu rządzę.
– Na ziemię. – syknęła zmieniając o 180 stopni ton głosu.
– Ale…? Max był zszokowany.
– Nie dotarło? Kładź się na plecach. – rozkazała.

Zdezorientowany chłopak posłusznie wykonał jej polecenie, a ona z triumfalnym uśmiechem weszła na niego. Dosiadła go jak prawdziwego ogiera. Penis powoli penetrował jej muszelkę, a ona czerpała z każdej sekundy ogromną rozkosz. W końcu zaczęłam zmysłowo poruszać biodrami, podnosić się w górę i w dół, pchać do przodu i do tyłu. Max przestał panować nad sytuacją, było mu tak dobrze… Shalin nie oszczędzała go. Powolny stęp zamienił się po chwili w ostry galop. Jej piersi falowały, oddech i puls prześcigały się nawzajem, zaś cała sylwetka podskakiwała jak na rasowym rumaku. Wkrótce, zmęczona opadła na jego nagie ciało…..

*

– Byłaś wspaniała… – szepnął całując ją we włosy.
– Ty też – odparła łapiąc go za jego męskość…