Weekend – epizod trzeci

Przeczytano: 387 razy
Weekend – epizod trzeci

Weekend – epizod trzeciWeekend – epizod trzeci

Było późne piątkowe popołudnie, gdy zadzwonił telefon.
– Cześć – usłyszałam w słuchawce.
– Kto mówi? zapytałam nie rozpoznając głosu.
– Łukasz – odpowiedział ciepły głos z drugiej strony telefonu.
– Jaki Łukasz? – nie bardzo kojarzyłam.
– Jak to jaki, Łukasz z Norwegii – padł o w słuchawce. No, tak, teraz wiedziałam, kumpel z dawnych czasów, który wyjechał do Norwegii.
– Cześć, co robisz w kraju? –

Zapytałam mocno zdziwiona. Miał być do końca roku.
– A co to – książkę piszesz – odpowiedział pytaniem na pytanie. I dodał po krótkiej chwili
– Przyjechałem wczoraj i niedzielę wyjeżdżam. Miałem okazję, ktoś jechał w tę stronę no i się zabrałem. To źle? – zakończył pytaniem.
– No, co Ty – powiedziałam szybko. To fajnie – dodałam pośpiesznie i szkoda, że na tak krótko.
– Dlatego dzwonię – powiedział spokojnie. Wpadnijcie do nas wieczorem na dużego drinka, zapraszam serdecznie. Przygotuję coś ekstra z ryb.
Było to zachęcające, szczególnie, że nie mięliśmy żadnych planów na weekend, więc bez chwili zastanowienia odparłam
– Zgoda.
– To fajnie – skwitował szybko i dodał – Na ósmą.
– Zgoda – odpowiedziałam i odłożyłam słuchawkę.

Łukasz, to nasz dawny kumpel, z którym widujemy się zawsze jak jest w kraju. Lubimy spotkać się na „dużym drinku” i pobradziażyć do rana. Jego żona – Marta – z początku boczyła się na nasze długie balangi, ale w końcu i ona je polubiła. O Łukaszu nigdy nie myślałam jak o mężczyźnie. Zawsze to był nasz kumpel. Nie przeczę, podobał mi się, ale tak samo jak wielu innych facetów, których spotykałam. Mąż wrócił po dziewiętnastej, a ja już byłam wyszykowana na imprezę. Jak mnie zobaczył, to tylko zapytał, – „Dokąd idziemy?” – Łukasz przyjechał wczoraj, a w niedzielę wyjeżdża, zaprasza na wieczór, zrelacjonowałam sprawę.
– To fajnie odparł i poszedł do łazienki.
U „Łukaszów” pojawiliśmy się punktualnie. To ważne, bo On zawsze tak przygotowywał „swoje dania”, aby były na określoną godzinę. Faktycznie, dzisiejszy łosoś na surowo i szaszłyki z łososia były fantastyczne. A że rybka lubi pływać, nasi panowie zakrapiali ją sowicie zmrożoną Finlandią. Z Martą piłyśmy z początku drinki, ale nas zakrzyczeli i „przeszłyśmy” na kieliszki. Łukasz cały czas opowiadał o swojej Norwegii.

Oczywiście, najwięcej było opowieści o popijawach i wypadach w weekendy, po pracy. Za każdym razem, gdy opowiadał o swoich wypadach Marta patrzyła na niego wymownym wzrokiem. Łukasz podobał się kobietom i ona o tym dobrze wiedziała. Wkalkulowała to ryzyko „wypuszczając” go w świat. Atmosfera stawała się coraz bardziej luźna i wesoła. Zaczęłam odczuwać wypite kolejne kieliszki. Coraz więcej mówiliśmy o seksie i sprawach męsko – damskich. Wszyscy bawiliśmy się świetnie. Nawet zaczęły się drobne tańce. Mąż poprosił Martę i zaczęli kołysać się na środku pokoju. Marta też już była na rauszu i przytulała się do swego partnera. Nie widziałam w tym nic zdrożnego. Było normalnie.

Łukasz poprosił mnie do tańca. Tańczyliśmy przytuleni do siebie. Muzyka sączyła się cicho. Poczułam jak Łukasz zaczyna całować mnie w szyję. Wzdrygnęłam się. Ale nie miałam zamiaru robić z tego afery. On potraktował to jako przyzwolenie. Przycisnął mnie mocniej, a jego ręce powędrowały na moje pośladki. Przycisnął mnie do swojego brzucha i poczułam jego nabrzmiewającą męskość na swoim podbrzuszu. Ocierał się o mnie, jakby kusił mnie swoimi walorami. Wiedziałam, że jak tego nie przerwę, to może się to skończyć skandalem towarzyskim i bardzo niemiłym zgrzytem. Nigdy nie zdradziłam swojego męża i nie miałam zamiaru tego robić. W końcu odsunęłam się od niego i powiedziałam, że chce mi się pić. Marta i mój mąż również skończyli taniec i usiedli przy ławie. Po wypiciu, poszłam do łazienki. Lekko pobolewało mnie podbrzusze, byłam podniecona.








Opuściłam majtki i usiadłam na bidecie. Majtki w kroku były całe mokre. W moim ciele budziło się pożądanie, i gotowość do spełnienia – „popuszczałam” i nabierałam ochoty na seks. Wiedziałam już, że gdy wrócimy z imprezy „nie daruję mu tej nocy”. Wycierając się po sikaniu delikatnie dotknęłam mojego wejścia i mój palec zupełnie odruchowo wślizgnął się w do środka. Zrobiło mi się błogo. Pukanie do drzwi przerwało moje igraszki. To był Łukasz.
– Długo jeszcze – usłyszałam z za drzwi.
– Już wychodzę – rzuciłam i podciągnęłam majtki.
Wychodząc rzuciłam spojrzenie Łukaszowi i uśmiechnęłam się do niego. Przechodząc obok mnie przycisnął się do mnie i rękę położył na mojej piersi.
– Jesteś coraz ładniejsza – powiedział zalotnie i mocniej ścisnął mi pierś.
– Poskarżę się Marcie, zobaczysz – powiedziałam mało przekonywająco i odsunęłam jego rękę z moich piersi.
Znów poczułam mrowienie w podbrzuszu. Powoli zaczynałam przypominać tykającą bombę pożądania, która mogła wybuchnąć od maleńkiej iskierki, nawet poza moją kontrolą.. Szybko ruszyłam do pokoju. Usiadłam w głębokim fotelu i spostrzegłam, że siedząca naprzeciw Marta ma rozchylone nogi i widać jej kuse majteczki i wypukłe łono. Spojrzałam na męża i zobaczyłam, że zerka, co chwilę w Marty krocze. „pewnie byś ją chętnie przeleciał, gdybyś tylko mógł” – pomyślałam w duchu. Nie, żebym wiedziała o jego zdradach i to akceptowała, ale wszyscy czuliśmy się coraz luźniej i swobodniej – dotyczyło to również moich myśli.

Spoglądając chwilami na Martę czułam, jak podniecam się widokiem jej krocza i wzgórków ciasno opiętymi białymi majtkami. Mięliśmy już znacznie w czubie i chodziły mi po głowie głupoty. Wrócił Łukasz. Kolejne toasty i kolejne kieliszki. W pewnej chwili Łukasz myśląc, że my tego nie widzimy, wsunął rękę pod spódnicę Marcie. W pierwszej chwili złapała go za rękę, ale po chwili ją puściła i bardziej rozszerzyła nogi. Ręka Łukasza obmacywała jej wypukłości pod spódnicą coraz bardziej intensywnie. Było widać jak Marta jest coraz bardziej napalona. Widząc to wszystko poczułam, że przestaję panować nad swoimi reakcjami i moje soki wydzielają się coraz bardziej intensywniej.
– Choć zatańczymy – powiedziałam do męża i nie czekając na odpowiedź pociągnęłam go dna środek pokoju. Przytuliłam się do niego i zaczęłam się ocierać podbrzuszem o jego wypukłość w spodniach.
– Mam ochotę na ciebie – wyszeptałam mu do ucha i opuściłam rękę na jego podbrzusze.
Czułam, jak gwałtownie zareagował jego „wojownik” i zaczął podnosić się i pęcznieć. Zaczęłam go uciskać i pocierać.
– Przestań, bo będę musiał zmienić majtki, a nie mam innych – powiedział patrząc mi w oczy i dodał:
– Musisz poczekać, aż wrócimy do domu. Zarzuciłam mu ręce na szyi i pocałowałam go w usta.
Trochę mi się już plątały nogi, więc tańczyliśmy prawie w miejscu. Wróciliśmy do stołu. Oni byli zajęci sobą. Całowali się namiętnie, a Łukasz ją nadal obmacywał. Gdy podeszliśmy, wyciągnął szybko rękę z pomiędzy jej ud.

Zaczęło się robić coraz bardziej erotycznie. Dobrze, że Marta zaproponowała wyjście na taras, to rozwiało wiszące nad nami coraz cięższe opary seksu. Na tarasie posiedzieliśmy z godzinę popijając szampana. Było już dobrze po trzeciej w nocy, gdy poczułam się źle. To pewnie po tym szampanie. Widząc to Marta zaprowadziła mnie do swojej sypialni i położył a mnie na łóżku.
– Odpocznij trochę – powiedziała i przykryła mnie kocem. Zrobiło się cicho. Zaczęłam przysypiać. Trochę kręciło mi się w głowie. Nie wiem ile upłynęło czasu. Ze snu wytrącił mnie dotyk jakiejś ręki na udzie. Na wpół śnie wyszeptał am tylko:
– Przestań, bo może ktoś wejść – myśląc, że to mój mąż dobiera się do moich skarbów.
Nie usłyszałam nic w odpowiedzi, a ręce zaczęły ściągać mi majtki. Cały czas myśląc, że to mój mąż, uniosłam biodra do góry, aby mu pomóc. Ręka wsunęła się teraz pomiędzy moje uda i zaczęła omacywać moje wargi, a palec delikatnie wciskał się do wilgotnego otworu. Podniecenie moje rosło. Byłam zdecydowana na uprawianie seksu, nawet gdyby ktoś z gospodarzy miał wejść. Bolało mnie całe podbrzusze i myślałem tylko o jednym – wyzwolić się z tego napięcia i odlecieć. W pewnej chwili poczułam na swoich pośladka sztywnego i ciepłego fallusa, lekko zadrżałam. Czułam jego przesuwającą się główkę po moich pośladkach. Podniosłam nogę do góry i pomiędzy uda wsunęłam rękę. Szybko odnalazłam go za sobą, objęłam całą dłonią i pieściłam lekko uciskając.
– Ale masz dużego dzisiaj – rzekłam cicho, – bardziej do siebie.
Przybliżyłam go do mojego łona i dotknęłam główką wejścia do pochwy. Posiadł mnie jednym ruchem. Jęknęłam trochę głośno. Był duży. Zatrzymał się na krótką chwilę i rozpoczął rytmiczną wędrówkę na szczyt. Gdy dotarło do mnie, jak jest duży, to zrozumiałam w jednej chwili, że to nie mój mąż. Nie wiedziałam, co mam zrobić. Oddawałam się obcemu mężczyźnie. Zdradzałam męża i byłam całkowicie sparaliżowana.

W tej samej chwili wytrzeźwiałam, a po głowie zaczęły gonitwę myśli przerażenia. A jeżeli ktoś wejdzie?. A jeżeli wiedzą….? Pomyślałam, że najlepiej będzie, jak będę udawała, że jestem pijana i myślę, że to mąż mnie posuwa. Zaczęłam cicho szeptać imię męża. Łukasz zaczął wpychać się w moje wnętrze coraz mocniej, czułam uderzenia jego klejnotów o pośladki. Jego ogrom powodował, że zniewalał mnie i rzucał w objęcia rozkoszy. Mimowolnie zaczęłam poruszać biodrami i podbrzuszem w rytm jego ruchów. Złapał mnie za biodra i dosłownie wbijał się w moje ciało. Później jego ręce powędrowały na moje piersi. Zaczął je mocno obmacywać sapiąc mi nad uchem. Sutki, od dawna w pozycji wyprężonej, poddawały się jego samczym pieszczotom i poczułam, że zbliżam się do orgazmu.
– Mocniej, mocniej – prosiłam szczypiąc go pośladki. Pochwa mnie trochę bolała, ale był to ból, którego chciałam. Zaczęłam jęczeć i gryźć poduszkę, aby nie krzyczeć. Łukasz widząc, że zbliżam się już do ekstazy, jakby poganiał mnie mocnymi pchnięciami. Byłam oszołomiona. Dostałam orgazmu, jakiego jeszcze nie znałam. Pełen odlot i te skurcze w pochwie. Leżałam zwiotczała, a on nadal przyśpieszał jakby chciał mnie dogonić. Chciałam, aby już skończył, miałam dość, i moje ciało też. Byłam już na drugim brzegu zupełnie zdruzgotana przeżytym aktem. Nie miałam już najmniejszej ochoty, by nadal mnie wypełniał. Miałam jednak świadomość, że muszę dotrwać, aż dopełni się jego zmaganie z żądzą posiadania.

Łukasz zaczął głośniej sapać i bardziej mnie przycisnął do siebie. Wiedziałam, że się zbliża do końca. Nagle jęknął głośniej, a jego „wojownik” wbił się najgłębiej jak mógł w moją kobiecość. Poczułam jak jego ekstaza rozpływa się gorącą falą w moim wnętrzu. Zagłębiał się we mnie pojedynczymi ruchami, a za każdym razem wyrzucał z siebie spazmatyczne pojękiwania i kolejne dawki swojego spełnienia. Dobrze, że biorę tabletki, przemknęło mi przez myśl w pewnej chwili. Stan ten wywołał we mnie dziwną rozkosz. Rozkosz, jakiej jeszcze nie znałam. Rozkosz, która drzemała we mnie i dopiero teraz ją poznawałam. Dzika i wyuzdana, brudna i namiętna. Obcy facet wypełniał mnie swoją gorącą i kleistą spermą, a ja odczuwałam z tego przyjemność. Gdy pozbył się całego swojego balastu, wcisnął się do końca i tak zamarł w bezruchu ciężko dysząc za moimi plecami. Trwaliśmy tak w bezruchu, a ja delektowałam się stanem wypełnienia, aż poczułam, jak powolnym ruchem wysuwa się ze mnie. Łukasz pocałował mnie w szyję i wstał z łóżka. Byłam pewna, że wie, że ja wiem. Zostałam sama.

Leżałam bezwolna, nadal jeszcze przeżywając swój odlot. Odlot w nieznany mi świat rozkoszy, który otworzył przede mną obcy mężczyzna, a nie mój mąż. Całe moje podbrzusze było klejące od jego bytności. Od niej kleiły mi się uda. Nie wiedziałam jak mam teraz wyjść z pokoju. Spojrzałam na zegarek, był o już po piątej rano. Odnalazłam pod kocem majtki i wytarłam się nimi. Niewiele to dało, bo i tak musiałam je na siebie włożyć. Musiałam szybko iść do łazienki. Chciało mi się siku i musiałam się podmyć. Dopiero teraz pomyślałam o tym, co robił mój mąż i Marta przez ten czas.

Nie zdążyłam jednak wstać, gdy otworzyły się drzwi i wszedł mój mąż.
– Wstawaj, jedziemy do domu – powiedział podpitym głosem. Podszedł do łóżka i odrzucił koc. Leżałam z wypiętą w jego stronę pupą i zadartą wysoko spódnicą . Wziął mnie za rękę i pociągnął, abym wstała. Podniosłam się i na chwiejnych nogach zrobiłam parę kroków. Podtrzymał mnie. Poczułam jak z moich zakamarków spłynęły w dół pozostałości po Łukaszu. Było tego jeszcze dużo i między nogami miałam znowu bardzo mokro.
– Muszę do łazienki – wykrztusiłam z siebie i ruszyłam w kierunku drzwi.
– Nie, już jedziemy, siku zrobisz w domu albo po drodze – rzekł stanowczo, popychając mnie do wyjścia. Nie rozumiałam tego pośpiechu. Jednak posłusznie ruszyłam za nim. Marty już nie widziałam. Nie bardzo wiedziałam, co się stało. Łukasz siedział w fotelu z głową opuszczoną w dół, chyba spał. Sami dotarliśmy do drzwi. Było już po szóstej rano.





Wolno jechaliśmy do domu w milczeniu. Wolałam nic nie mówić, aby nie wywołać jakiejś dyskusji.
– Zatrzymaj się, chcę siku – rzekłam rozkazująco. Samochód zjechał do lasu i zatrzymał się na leśnej drodze. Wysiadłam i przykucnęłam przy samochodzie. Rozszerzyłam nogi i odsunęłam na bok zupełnie mokre majtki. Gdy tak, w błogim stanie pozbywałam się zawartości pęcherza, z boku podszedł mąż i również zaczął zraszać żółtą strugą leśne rośliny. Patrzyłam na jego członka i widziałam, jak powiększał się z każdą chwilą. Kiedy indziej, bym się strasznie podnieciła, ale w tej chwili żaden seks nie był mi w głowie. Jednak on miał inne plany. Przysunął się bliżej do mnie i przyłożył swojego członka do moich ust.
– Jestem padnięta. Zostawmy to na później. W łóżku będzie wygodniej. Próbowałam odwlec w czasie jego zamiary.

Na próżno…..Widziałam, jak jest napalony, i że na nic zdadzą się moje wybiegi. Zaczęłam, więc go pieścić ustami i języczkiem, mając nadzieją, że szybko wypełni się jego pożądanie. Przecież nie byłam w stanie oddać się mu w inny sposób. Pieściłam jego klejnoty palcami, a on trzymając moją głowę w dłoniach posuwał się w mojej buzi powolnymi ruchami. Nigdy dotychczas tak się nie kochaliśmy i byłam zdziwiona jego zachowaniem. Odczułam to, jakby chciał mnie upokorzyć, traktując mnie jak zwykłą dziwkę. A może się myliłam. Może to tylko jego skrywane żądze. Byłam zaskoczona i zdziwiona. Nagle przestał i powiedział:
– Ściągnij majtki i usiądź w samochodzie. Próbowałam protestować. Ściągnęłam w końcu majtki i usiadłam bokiem na siedzeniu w samochodzie. Mąż uklęknął przede mną i rozszerzył mi mocno nogi. Uniosłam je do góry i położyłam na jego ramionach. Zaczął mnie całować po udach, przesuwać językiem moich wypukłościach i zagłębiać go w każdy mój zakamarek. Wsuwał język jak najdalej, delikatnie ssał moją nabrzmiałą …. Zaczęłam się podniecać.

Ale najbardziej podniecała mnie świadomość, że jego usta scałowywały zaschnięte już soki po innym facecie. Jego język pieścił moje intymności, które jeszcze godzinę temu posiadł jego kumpel. To dziwne, ale nawet teraz nie miałam wyrzutów sumienia. Wypchnęłam jego głowę z pomiędzy swoich ud. Usiadłam i powiedziałam cicho
– Chcę mieć Cię w buzi. Zrobię to do końca.
Zdumiał się, bo nigdy nie pozwoliłam mu na to, chociaż często mnie prosił. Teraz, chciałam mu jakoś „wynagrodzić” moją niewierność. Podsunął do mojej twarzy nabrzmiałą swoją męskość. Ujęłam go dłonią i wsunęłam do buzi. Moje usta obejmowały jego główkę i pieściły żołądź. Podniecony zaczął wykonywać gwałtowne ruchy, coraz głośniej sapał i ściskał mnie za głowę. Wiedziałam, że za chwilę osiągnie swoje spełnienie i wytryśnie. Chwilami był tak głęboko, że dławiłam się trochę. Czułam jego główkę i sączący się z niej słonawy i lepki płyn. Jeszcze kilka ruchów, kilka ściśnięć i pierwsza fala uderzyła o moje podniebienie. Po niej nastąpiły szybkie kolejne wytryski i usta miałam pełne jego jestestwa.

Połknęłam to co mogłam, a reszta sączyła się z kącików moich ust na piersi. Nie przestawał drżeć, a jego męski oręż z dumnego fallusa, z każdym wypływem jego soków zmieniał się w pokonanego wojownika, aby po chwili opaść na mój policzek. Wzięłam go jeszcze do buzi i całowałam pieszczotliwie. Nie wierzyłam w to, co się stało. Przyjmując go w swoich ustach, doświadczyłam ogromnego podniecenia i przeżyłam zupełnie nowe, nieznane mi dotąd rozkosze. To jakby dopełnienie obrazu pełni przeżyć z mężczyzną. Już wiedziałam, że więcej tego mężowi nie odmówię. – Byłaś cudowna, wspaniała jak nigdy dotąd – szeptał przez chwilę, pochylił się i pocałował mnie w usta. Dalszą drogę pokonaliśmy prawie w milczeniu. Tylko w pewnym momencie powiedział jakby do siebie:
– Dziś miałaś jakiś inny smak, jakby nie twój. Nic nie odpowiedziałam, tylko przytuliłam się do jego ramienia.