Zabawki z Hanoweru – relacja

Przeczytano: 427 razy
Zabawki z Hanoweru - relacja

Zabawki z Hanoweru - relacjaW dniach 06 – 11 czerwca odbywała się w Hanowerze duża wystawa, na której również nasza firma prezentowała swoje wyroby. Reprezentowani byliśmy przez zespół pięcioosobowy, 3 osoby z Polski, 2 osoby z naszego przedstawicielstwa w Hamburgu. Stoisko było czynne od godziny 10-tej do 18-tej. Ponieważ każdy z nas chciał coś jeszcze zobaczyć, ustaliliśmy dyżury i czas wolny dla poszczególnych osób.

Podczas mojej wizyty w Hamburgu w maju, Manfred przekazał mi informację, gdzie znajdują się sklepy, które ewentualnie by mnie interesowały.
Oczywiście interesowały mnie sklepy z ciuchami, biżuterią artystyczną no i oczywiście sklepy z wyrobami erotycznymi. Mając już we wtorek wolne popołudnie poszłam, jak to się mówi, w miasto. Ale dopiero w czwartek zdecydowałam się na określone zakupy. Dłuższą chwilę zastanawiałam się nad wyborem, ale wrócić z pustymi rękoma też nie chciałam.

Ostatnio jakby bardziej preferowałam Pupcie, więc po pewnej analizie zdecydowałam kupić „coś dla niej”. Były to:
> Plug & Joy – analny koreczek z czarnej, elastycznej gumy, trójstopniowy, 15 x 5,5
> Winogrono analne – 10 posrebrzanych kuleczek o średnicy 2,5 – 5cm. Każda z nich umieszczona na odpowiednio długim srebrnym łańcuszku, tak, że zawieszone wspólnie na agrafce dają wrażenie winogrona.
Ale o Cipce też nie zapomniałam i kupiłam jej:
> Wibrator z płynną regulacją drgań. Karbowana powierzchnia, złota końcówka zakrzywiona anatomicznie, długość 18,5x4cm.
> Wibrator Perl – Sine, perełkowy, wodoodporny, 20 x 3,5 – 4.
> Wibrator „Różowa główka”. Podwójny wibrator, wykonujący ruchy wibracyjne i rotacyjne. Rozmiar 20 x 4cm.

W hotelu miałam wspólny pokój z koleżanką, więc poprosiłam sprzedawcę o odpowiednie ich opakowanie, bo ze sprawdzeniem ich „walorów” musiałam poczekać aż do powrotu do domu. Ponieważ miałam przerwę w drodze, więc swoją walizkę odebrałam dopiero w poniedziałek i nie mogłam doczekać się końca dnia pracy. A jak to zwykle bywa, jak się komuś śpieszy, to wychodzi wszystko na odwrót. No, ale koło 18-tej udało mi się dotrzeć do domu i wzięłam się do rozpakowywania swoich „zdobyczy”. Rozłożyłam je na łóżku, przyglądałam się nim dłuższą chwilę, Cipka robiła się już mokra, a ja dalej zastanawiałam się „co i jak będzie smakowało”. Ale nie było, nad czym się zastanawiać, weszłam do łazienki, wzięłam prysznic i wróciłam na łóżko.

Ponownie popatrzyłam i postanowiłam zacząć od Pupy. Wzięłam w rękę trójstopniowy Czarny Koreczek, który swoim wyglądem bardzo przypominał Bałwanka. Był to specjalista z samozasysającą nóżką. Według instrukcji, wystarczy go tylko odpowiednio ustawić, przyssie się i można go rytmicznie używać. Miał on też odpowiednie rozmiary – 18 cm długości i 4.5 cm w nasadzie. Więc już dłużej nie zastanawiałam się, przyniosłam z łazienki stołeczek, ustawiłam się naprzeciwko lustra, Korek postawiłam na stołku, podstawę jego lekko smarując, czubek
posmarowałam kremem, rozstawiłam szeroko nóżki, chwyciłam rękoma pośladki, mocno rozciągając je na boki i kiedy wyczułam, że jest już nad moją dziurką zaczęłam się wolniutko opuszczać.

Na początku nie było problemów. Pupcia nawet chętnie pochłonęła pierwszą kulkę, ale przy drugiej już mocno czułam, jak ją rozciąga, jednak też się wsunęła. Ale kiedy zaczęłam pochłaniać trzecia zaczęły się schody. Pupcia zaczynała być coraz bardziej rozciągnięta i coraz mocniej wypełniona. Patrząc w lustro widziałam, że doszłam dopiero do połowy trzeciej kulki, a czułam, że jestem już zupełnie pełna. Zaczęłam kręcić się na tym stołku i głaskać Brzuszek, licząc, że mi to pomoże. Ale za bardzo nie pomogło, więc mocno już jęcząc, bo zaczynało mnie w środku pobolewać, mocniej naparłam i po chwili już cały korek był we mnie. Zaokrąglenie po trzeciej kulce spowodowało, że Pupa prawie się zamknęła, na zewnątrz wystawała tylko stopka.








W tym momencie trochę się rozluźniłam i kręcąc się na tym stołku usadowiłam go sobie dobrze w środku. Ale teraz chciałam się nim trochę popieścić. Więc przytrzymując stołek rękoma lekko zaczęłam się unosić. Jeżeli myślicie, że wysuwanie go jest prostsze, niż wsuwanie, to się mylicie. Czułam bardzo wyraźnie, jak trzecia kulka przesuwa się przez mięśnie, później druga. Kiedy poczułam, że już wyszła, szybkim ruchem bioder ponownie na nim usiadłam. Owszem, wszedł łatwiej, ale na głębokości poczułam go tak samo mocno. Tym nie mniej, było mi już lepiej. Więc postanowiłam jeszcze kilka razy na nim „poćwiczyć”. No i przez te „ćwiczenia” Pupa na tyle się rozluźniła, że czułam go bardzo dobrze w sobie, ale już nie bolało. Zrobiło mi się dobrze.

Teraz postanowiłam pomyśleć o Cipce. Podważając palcem stopkę odkleiłam korek od stołka i podeszłam do łóżka, aby wybrać coś dla niej. Wybór padł na „Krzywego”. Jest to wibrator o karbowanej powierzchni, na wysokości 3 od dołu zaczynała się część metaliczna, pozłacana, stożkowo zakrzywiona, końcówka spłaszczona w formie owalu. Ułożyłam się wygodnie na łóżku, podłożyłam sobie poduszkę pod Pupę, nogi szeroko rozsunęłam i powolutku zaczęłam go wsuwać. Nie było to takie proste, bo przecież w Pupie siedział Korek. Pierwsza część wsunęła się bezproblemowo, ale kiedy skończyła się część metalowa poczułam jak opornie zaczyna się wsuwać jego pozostała część. Wzięłam jego nasadę w obie ręce i zaczynałam go mocno wpychać, wręcz rozpychając ścianki Cipki na boki. Ta moja Cipka nie jest zbyt głęboka i pomimo dużego jej rozluźnienia udało mi się wsunąć jakieś 2/3 jego długości. Napierając jeszcze mocniej poczułam, jak jego „pyszczek” przylgnął do Szyjki.
Było to bardzo miłe wrażenie, pomyślałam, że było by jeszcze lepsze, jeśli by ten docisk powodowany był naporem męskiej ręki. Ale niestety, jej nie było, więc przytrzymując go w tej pozycji włączyłam wolniutko wibrację. No i w tym momencie zaczął się odlot. „Pyszczek” zaczął bardzo mocno drażnić Szyjkę, ta powodowała narastające podniecenie. Przekręciłam jeszcze mocniej pokrętło i poczułam, że „Pyszczek” wręcz w nią się wpycha, a ja zaczynam bardzo mocno pojękiwać na skutek narastającego podniecenia. Obawiając się, że nie utrzymam go, kiedy włączę dalsze obroty, postanowiłam zmienić pozycję.

Moje łóżko ma tylną krawędź praktycznie równą z wysokością materaca. Ale można materac trochę ugiąć, wówczas wystaje kawałek oparcia. Więc położyłam się na brzuchu i zsuwając się w dół doszłam do krawędzi łóżka. Teraz pomagając sobie ręką oparłam stopkę „Krzywonosa” o krawędź łóżka, wykonałam kilka ruchów na boki, aby odpowiednio ułożyć biodra, nogi mocno ścisnęłam i zaczęłam obciążać go ciałem, osuwając część bioder w kierunku krawędzi łóżka. Kiedy poczułam, że już bardzo mocno napiera na moje wnętrze lekko popuściłam i włączyłam wibrator na maksa. To, co się wtedy zaczęło dziać, nie jest tak łatwo opisać. Pyszczek buszował napierając na Szyjkę, a Szyjka tym pobudzona dostawała drgawek. Cała Cipka czując się mocno pobudzona zaczęła puszczać swoje soki namiętności.

To pobudzenie zmieniło się w narastające podniecenie, które doprowadziło mnie do dużego odjazdu. W pewnym momencie, leżąc całym ciężarem brzucha na tym „Krzywonogie” prawie wbiłam go całego w siebie, samej wyrzucając ręce do przodu. Przyszedł moment skurczów orgazmu, ja rękoma tłukłam w tapczan jęcząc w pełnym odlocie. Te skurcz były na tyle mocne, że pomimo dużego wysiłku, nie utrzymałam się w tej pozycji, „Krzywonos” wysunął się poza krawędź łóżka i trzymając go jeszcze mocno w dłoniach osunęłam się bezwładnie na podłogę. Po chwili wysunęłam go z siebie, wolniutko poszłam do łazienki i wysunęłam Korek, wzięłam ręcznik, wsunęłam go między nogi i poszłam na łóżko. Dopiero po dłuższej chwili pozbierałam się, pozbierałam swoje „Zabawki”, Korka i Krzywonosa umyłam, sama też się opłukałam i poszłam odpocząć. W tym dniu już miałam dość pieszczot z „Zabawkami”. Pozostałymi będę próbowała się bawić w następne dni, przekazując następne relacje.