Hamburg – Pożegnanie

Przeczytano: 640 razy
Hamburg - pożegnanie

Hamburg - pożegnanieMijał już ponad rok, kiedy objęłam stanowisko dyrektora. Okazało się również, że koleżanka, którą poleciłam na swoje stanowisko sprawdza się, więc postanowiłam przekazać jej również nadzór nad naszym przedstawicielstwem w Hamburgu. Było to o tyle uzasadnione, że mając samemu sporo innych wyjazdów, nie bardzo miałam już czas latać do tego biura. Dlatego uzgodniłam, że w połowie stycznia polecimy z moja następczynią, aby załatwić tę kwestię. Z układu kalendarza pasowało nam, aby to był 16 – 18 stycznia.

Wyleciałyśmy w niedzielę, wieczorem już była wspólna kolacja z personelem biura. Rozmowy zakończyłyśmy we wtorek dobrą kolacją i moja kierowniczka Działu Marketingu w środę wróciła do kraju, a ja starym zwyczajem zostałam do końca tygodnia, mając w planie w czwartek spotkać się z Manfredem, w piątek zajrzeć do „Lustrzanego Pokoiku”, natomiast w sobotę spotkać się w „Piekiełku”. Planując już wcześniej taki sposób spędzenia czasu nawiązałam kontakt elektroniczny z Manfredem, przedstawiając mu swoją propozycję. Nie widziałam się z nim od maja, ponieważ nie bardzo wiedziałam, kiedy będę następny raz, poprosiłam go o spotkanie już w środę, informując jednocześnie, że mam dla niego również czas w czwartek i mam nadzieję, że spędzimy ten czas atrakcyjnie, może być w gronie znajomych, sugerując Johana. W poczcie wyjaśniłam mu również, że pozostaje do niedzieli, ale piątek i sobotę rezerwuję sobie na spotkania według własnego scenariusza i według indywidualnych ustaleń.

Manfred moją propozycję zaakceptował i już w środę po południu pojechałam do znanego mi już pensjonatu, gdzie po pewnym czasie dojechał również On. Znamy się już kilka lat, a pomimo tego, kiedy tylko widzimy się, zachowujemy się tak, jak byśmy się godzinę temu poderwali. Oczywiście wszedł z bukietem pięknych róż, ale kiedy tylko już je włożyłam do wazonu przywarł do mnie swoimi namiętnymi ustami w bardzo mocnym pocałunku. Przerwy, kiedy usta nasze nie dotykały się były po to, aby zdejmować z siebie poszczególne części ubrania. Nie trwało to długo, kiedy ostatnie rzeczy spadły z nas, już wchodziliśmy do łóżka. Te kilka pocałunków spowodowało, że on był już mocno podniecony, a Cipka moja już roniła krople namiętności. Ułożyłam się, pozwalając mu swobodnie we mnie wejść. Tutaj się powtórzę, bo już to parę razy pisałam, nie wiem, czym jest to spowodowane, ale tę jego pałkę czuję w sobie w sposób szczególny, wypełnia mnie do końca, a każde jego pchnięcie czuje niesamowicie mocno. Ta moc narastała systematycznie, aż przyszedł wspaniały moment spełnienia, potwierdzony przeze mnie bardzo przyspieszonym oddechem i głośnym pojękiwaniem.

Opadliśmy obok siebie, głośno jeszcze oddychając i patrząc sobie w oczy z zadowoleniem. Manfred poszedł pierwszy do łazienki, a ja jeszcze przez chwilę przeżywałam minione zbliżenie. Po chwili ja też się umyłam i położyłam się obok niego, biorąc do ręki przygotowanego przez niego drinka. Kilka łyków i mocno do niego przylgnęłam. Tak leżąc uświadomiłam sobie, że mam duży niedosyt po tym zbliżeniu. Jeszcze przez chwilę leżałam tak w niego wtulona, ale zaraz moje usta zaczęły szukać jego ust. Zwarliśmy się w namiętnym pocałunku, kiedy brakło nam już oddechu, puścił mnie, a ja zaczęłam wolniutko opuszczać się, przesuwając się w dół, najpierw zaczęłam podszczypywać jego włosy na klatce piersiowej, przez krótki czas zatrzymałam się na wysokości pępka i kiedy zaczęłam opuszczać się niżej Manfred zrozumiał moje intencje i rozsunął nogi, tak, abym mogła odpowiednio ułożyć ręce i móc zacząć pieścić jego pałkę ustami. Widać było, że sprawia mu to przyjemność, bo lekko uniósł biodra a ja mogłam bardziej intensywnie pieścić tę jego pałkę. Była jeszcze mocno wiotka, więc oblizywałam ją ze wszystkich stron, to poskutkowało, a kiedy już zaczęła się usztywniać, zaczęłam ją systematycznie wprowadzał w usta coraz głębiej.

Aż przyszedł ten moment, kiedy poczułam, że jest już odpowiednio twarda, więc spojrzałam na niego, mówiąc, że chcę od tyłu. Manfred kiwnął głową i po chwili ja wypinałam Pupę, a on zajmował wygodną pozycję. Tę pozycję zajął szybko, bo po chwili poczułam, jak we mnie wchodzi. To wejście było łagodne, ale pełne. Wypełnił mnie całą, czułam go całym ciałem. Podniecanie narastało za każdym pchnięciem, oddech robił się coraz krótszy, aż przyszedł wspaniały moment spełnienia. Wyrzuciłam mocno głowę do góry, kiedy on wbił się, strzelając we mnie swoim strumieniem namiętności. Opadliśmy oboje na łóżko, przez chwilę odpoczywając. Manfred poszedł pierwszy się umyć, a kiedy wrócił, stwierdził, że na dzisiaj to już koniec, przyjeżdża po mnie jutro o siódmej i jedziemy do znanego mi Klubu Żeglarskiego. Kiedy mi to powiedział, nawet się ucieszyłam, bo lubiłam ten klub i poznanych tam ludzi.

W czwartek, o umówionej godzinie przyjechał razem z Johanem. Witając się, uśmiechnęłam się do niego, ale nie powiedziałam ani słowa, już było wiadome, że mam ich dwóch. I wcale nie omyliłam się. Obaj zaczęli się do mnie tulić, przesuwając swoje dłonie po moich plecach, opuszczając je aż na pośladki. Ja dłużej nie czekałam, rozebrałam się, pytając, który pierwszy. Manfred stwierdził, że dzisiaj ustępuje Johanowi, a Johan pokazał mi, że chce od tyłu. Weszłam na łóżko i wysoko wypięłam Pupę. Nie czekałam długo na niego, poczułam, jak przystawił się do Gniazdka, a po chwili już był we mnie. Wypełnił mnie całkowicie, czułam go niesamowicie mocno. Po chwili już było słychać odgłos odbijanych od siebie ciał, ja zaczęłam już jęczeć w narastającym podnieceniu, po chwili pojawił się przyspieszony oddech, poczułam mocniejsze wejście wyrażające dojście do szczytu. Oboje opadliśmy na łóżko, Johan poszedł się umyć, a ja jeszcze przez chwilę przeżywałam to zbliżenie.

Zebrałam się do łazienki, a kiedy wyszłam, czekała na mnie szklaneczka z drinkiem podana przez Manfreda. Wypiłam ją dosyć zachłannie, po czym oboje poszliśmy do łóżka, ja rozłożyłam nogi, pozwalając mu na swobodne wejście. Tak, jak poprzednio, tak i teraz, to zbliżenie z nim jest jakieś niesamowicie mocne, wypełniające mnie do końca. Będąc już trochę podniecona po poprzednim zbliżeniu szybko zaczęłam jęczeć, mając przyspieszony oddech. Manfred też już dochodził i oboje jednocześnie krzyknęliśmy, spełniając się. Opadł na mnie, ale różnica ciał nie pozwoliła na zbyt długie leżenie, wstał i poszedł do łazienki. Ja zwinęłam się w fasolkę, podtrzymując podbrzusze, w którym jeszcze mocno czułam to zbliżenie.








Kiedy Manfred wyszedł z łazienki, ja też się szybko umyłam, ubrałam i zaczęliśmy jechać w kierunku klubu. A w klubie gwar i zgiełk. Poszliśmy do naszej bocznej salki, a tam moi dawni znajomi Willi, sternik łodzi, na której mięliśmy pływać, Kurd i Erich, załoga łódki Willego, członkowie klubu, którzy uczestniczyli w naszych spotkaniach. Wieczór toczył się sympatycznie, gdzieś z głośnika sączyła się przyciszona muzyczka, wypiłam już prawie trzy piwa, zrobiłam się trochę wesoła, rozmawiając z chłopakami o rejsach, które mieli w tym roku, nie zwracając zupełnie uwagi na to, co się dzieje wokół. W pewnym momencie podszedł do nas barman, niosąc w ręku jakieś klucze, po czym zwracając się do Johana powiedział, jak skończycie, zamknij. Spojrzałam, wokół nas na sali nie było już nikogo, zostaliśmy tylko my. W tym momencie nie przeczuwałam tego, co mnie czeka. Jeszcze przez dłuższy czas siedzieliśmy i sączyliśmy piwko.

Kiedy trzeba było sięgnąć po następne piwka, Johan stwierdził, no Panowie, czas zacząć naszą zabawę. Panowie stanęli wokół stołu, sprzątnęli wszystkie puste kufle, położyli na stole koc, po czym stwierdził – na tym stole dzisiaj jesteś nasza. Oczy chyba zrobiły mi się jak talerze, ale Manfred spokojnie stwierdził – tam jest łazienka, idź się rozbierz i przyjdź w ręczniku.

Nie wierzyłam własnym uszom, ale Manfred spokojnie mi wyjaśnił. Pisząc do mnie list życzyłaś sobie pożegnać się również ze znajomymi. Ja nie wiem nic, abyś miała tutaj jakiś innych znajomych, których ja znam również. Miał rację, chodziło mi o tych znajomych, ale nie wiedziałam, że sprawa weźmie taki obrót. Nie miałam nad czym dyskutować. Poszłam do łazienki, rozebrałam się i owinięta w ręcznik przyszłam do stołu.

Willi pierwszy pokazał mi, że mam usiąść i rozsunąć nogi. Usiadłam, wówczas Kurd i Erich pomogli mi rozsunąć je na bok, a Willi patrząc na Manfreda, powiedział – jesteś organizator, masz pierwszeństwo – zaczynaj. W tym momencie dopiero spostrzegłam, że on też już stoi rozebrany, biodra ma przewiązane ręcznikiem. Zbliżył się do mnie, chwycił za biodra i patrząc prosto w oczy wszedł, mówiąc – myślę, że jest to pożegnanie czasowe, że kiedyś mnie jeszcze odwiedzisz. Mówiąc to wbijał się we mnie coraz mocniej, ja, robiąc się coraz mocniej podniecona zaczęłam pojękiwać, mając coraz bardziej przyspieszony oddech. Aż przyszedł moment spełnienia, ja krzyknęłam, on wbił się bardzo mocno, wlewając wszystko, co mógł.

Panowie puścili moje nogi i mocno się na nich chwiejąc poszłam do łazienki. Umyłam się i wracam do sali, Johan czeka na mnie z kuflem piwa, napiłam się kilka łyków a on pokazuje mi, że mam się położyć na stole. Wygodnie się rozłożyłam, wysuwając ręce przed siebie i poczułam jak w Cipce wpasowuje się jego pałka. Poczułam, jego ręce na swoich biodrach i mocne pchnięcie, aż uniosłam głowę, ale zaraz po tym nastąpiły już rytmiczne pchnięcia, potwierdzane odgłosem odbijanych się bioder. Czułam go w sobie bardzo mocno, a te rytmiczne ruchy powodowały narastające podniecenie, aż przyszedł moment spełnienia, potwierdzony moim głośnym jęczeniem.

Ponownie toaleta, tym razem Manfred podał mi piwo, piłam już zdecydowanie więcej, po czym Willi zaproponował mi pozycje na wznak. Położyłam się, unosząc nogi, pozostali panowie pomogli mu mocniej je rozsunąć, a on zaczął wypełniać Cipkę. Wydawało mi się, że po tych dwóch zbliżeniach Cipka będzie już na tyle rozluźniona, że nie będę miała z nim kłopotów. Okazało się to założenie błędne, bo jego pałka była znacznych rozmiarów, wypełniła mnie całkowicie, mocno napierając na Szyjkę. Jęknęłam, kiedy to poczułam i tak już jęczałam do końca, bo on wbijał się we mnie coraz mocniej. Aż przyszedł moment spełnienia, ja potwierdziłam to już ciągłym i dosyć głośnym krzykiem.

Czwarty był Kurt. Pokazał mi, że mam się położyć na stole, wypinając Pupę. Cipka była już trochę zmęczona, ale nie miałam wyjścia, rozsunęłam nogi, pozwalając mu zająć odpowiednia pozycję. Wszedł we mnie bardzo mocno, a będąc mężczyzną dosyć wysokim i mocno zbudowanym, każde jego pchniecie powodowało, że wręcz fruwałam do góry. Już nie jęczałam, już mocno pokrzykiwałam, bo czułam go tak głęboko, jakby za chwilę miał znaleźć się pod moja brodą. Aż doszedł do szczytu, strzelił we mnie, a ja unosząc głowę już bardzo wysoko, potwierdziłam dojście do orgazmu bardzo mocnym krzyknięciem.

To pójście do łazienki było już bardzo trudne, bo mocno czułam już dotychczasowe zbliżenia. Myjąc się poczułam już mocno bolącą Cipkę. Miałam świadomość, że z racji takiej intensywności, to ostatnie zbliżenie będzie dla mnie bardzo trudne. Na dodatek trochę szumiało mi w głowie wypite piwo. Ale nie miałam wyjścia. Owinęłam się w ręcznik i poszłam na salę. Tam czekał na mnie Erich, ale pokazał mi, że mam położyć się na stole. Rozłożyłam się, mocno rozsuwając nogi, aby mógł jak najłatwiej we mnie wejść. A tutaj zaskoczenie. Okazało się, że on się przystawia do Pupy. Na szczęście był posmarowany, przystawił tę swoją pałkę do Brązowej Dziurki i pchnął. Ja aż skoczyłam do góry. Pchnął mocno i ledwo się wsunął. Kątem oka spojrzałam, a tam Pałka niesamowitych rozmiarów. Po chwili się o tym dobitnie przekonałam. Pchnął drugi raz i raptem jego żołądź weszła. Następne pchnięcia, to było wdzieranie się w moje wnętrze. Po kilku takich mocnych pchnięciach poczułam jego biodra, czyli był już cały. Teraz trzymając mnie mocno za biodra, zaczął swój taniec. Pupa trochę się rozluźnia, ja jęczałam, bo czułam, jakby chciał mnie przebić na wylot. Aż przyszły ostatnie, bardzo mocne pchnięcia i poczułam, jak się we mnie wlewa.

Jęknęłam z dużą ulgą, wzięłam ręcznik i po woli poszłam do łazienki. Umyta i ubrana wyszłam na salę. Wszyscy stali trzymając w rękach kufle z piwem. Stukając się ze mną stwierdzili, że nie wierzą, aby to było nasze ostatnie spotkanie. Na pożegnanie otrzymałam wyplecioną ze sznurka Gałkę Bosmańską. Ci, co żeglują będą wiedzieli, co to jest, Ci, co nie żeglują, niech zajrzą do Słownika Żeglarskiego. Dziękując, każdemu dałam siarczystego buziaka, poszłam do samochodu i Manfred odwiózł mnie do domu. Żegnając się ze mną, zapytał, czy mam do niego żal za tak zorganizowane pożegnanie. Uśmiechnęłam się do niego, mocno się pocałowaliśmy i stwierdziłam, że nie. Przecież chciałam pożegnać się ze znajomymi.

Weszłam do pokoju, rozebrałam się i położyłam do łóżka. Mocno czując podbrzusze zastanawiałam się, jak będzie wyglądnął mój następny dzień, przecież umówiłam się na spotkanie do Lustrzanego Pokoiku. Ale to miało być dopiero jutro, teraz trzeba było iść spać.

Kończę, standardowym stwierdzeniem. Opowiadanie to jest relacją moich osobistych doznań i przeżyć. Jakakolwiek zbieżność faktów lub sytuacji jest absolutnie przypadkowa i niezamierzona.