Niegrzeczna dziewczynka

Przeczytano: 622 razy
Niegrzeczna dziewczynka

Niegrzeczna dziewczynkaBył późny wieczór. Tomek siedział w swoim ulubionym fotelu i przebierał paluchami po pilocie od telewizora. Przełączał z kanału na kanał tak jak by szukał jakiś ważnych wiadomości.
– 50 kanałów a nie ma, co oglądać – burknął sam do siebie.
Z kuchni dochodził go zapach smażonego kurczaka. Podniósł się z fotela i odrzucił niedbale pilota. Wszedł do kuchni i oparł się o futrynę.
– Co gotujesz? – ciepło zapytał się.
– Odsmażam kurczaka zrobionego dwa dni temu. Przestanę dla ciebie gotować, jeśli nie będziesz jadł w domu – Ewa była wybitnie niezadowolona z faktu trzaskania garami bez żadnego celu.

Tomek podszedł do niej i czule ją objął. Poczuł jej wystające pośladki na swoim podbrzuszu i objął ją wpół. Przytulił się do niej mocno i wyszeptał jej w ucho
– Kocham Cię
– Myślisz, że mnie obłaskawisz takim zachowaniem? – odezwała się Ewa
– Myślę, że tak.
– Przestań, bo przypale i nie będziesz miał, co jeść!
– To zjem Ciebie – wbił swoje usta w jej golą szyje, delikatnie nadgryzając skórę.
– Przestań, bo mi zrobisz malinkę – Ewa zaczęła się kręcić, dając mu do zrozumienia, że chce uniknąć ukąszenia.
Uwielbiał jak mu się opierała. Wprawnie rozpiął guziki od koszuli, jaką miała na sobie i ułożył dłonie na jej piersiach.
– Co mi robisz? – zapytała w podnieceniu Ewa.
– Nic, dobieram się do ciebie – uwielbiał to mówić, kiedy masował delikatne i kształtne piersi. Ewa odchyliła głowę w jego stronę wypinając swój zgrabny tyłek. Całowali się. Smażony kurczak skwierczał na patelni i zaczął się delikatnie przypalać
– Spalę tego kurczaka – wyszeptała Ewa
– A spal go – niedbale odpowiedział ocierając swoimi naprężonymi od podniecenia spodniami o jej ledwo zakryty tyłek.

Dry fuck – pomyślał przez moment, przypominając sobie nazwę tego, co właśnie robili. Przeczytał o tym na grupie towarzyskiej w internecie i bardzo go bawiło takie stwierdzenie. Ewa zakręciła kurek od gazu i odwróciła się do niego.
– Co cię tak podnieciło rybko – odezwała się chwytając mocno dżinsowe spodnie.
– Czemu jest taki duży – udała zdziwienie jego podnieceniem zaczęła rozpinać kolejne guziki rozporka.
– Nic mnie tak nie podnieca jak zapach podpalanego kurczaka.
– Tak?. A ja cię nie podniecam? – zapytała uwalniając jego męskość.
– Nie, nie podniecasz mnie wcale – ledwo wypowiedział.
– To może to cię zacznie podniecać – ukucnęła i łapczywie połykała jego nabrzmiałego penisa.
– Nie, to mnie w ogóle nie podnieca – wzdychał.
– Nie podniecam cię już – chwytając go ręką oblizała się.
– Może trochę – chwycił ją za włosy jakby chciał zmusić do ciągłego pieszczenia.

Ewa bez oporów zachłannie oblizywała go całym językiem jakby smakowała niewielka ilość wody rozlanej na pustynnym piasku. Tomek naprężył się i poczuł ogarniającą go fale ciepła i rozluźnienia. Pociągnął ją delikatnie do góry i zaczął wysysać z jej mokrych ust słonawą zawartość.
– Kto cię tego nauczył? – spytał.
Zadawał to pytanie za każdym razem. Zastanawiał się przy tym nad każdym jego poprzednikiem, który doświadczał wcześniej takich rozkoszy. Przytulił ją do siebie. Nagle rozdzwonił się telefon. Nie wykonali jednak żadnego ruchu. Byli przytuleni do siebie i mocno się obejmowali kołysząc na boki. Telefon przestał dzwonić i odezwała się sekretarka.
– Halo słucham….. – Tomek usłyszał swój głos w intercomie
– Dzień dobry, zastałem Ewę? -. Myśli szybko napływały mu do głowy. Czego on chce
– ….przykro mi, ale nie ma mnie w domu – kontynuował automat. Po usłyszeniu sygnału bip zostaw wiadomość.
– Cyborg! – usłyszał – Aaaaa….. Jeśli Ewa mogłaby oddzwonić do Marka, proszę jej przekazać – ciągnął nieznajomy głos.
– Tak! Słucham! – Ewa chwyciła słuchawkę.
– A jesteś? – zdumiał się Marek – wybacz, że śmiem dzwonić i cię niepokoić, ale chce się z tobą spotkać.
– To jest jakaś pomyłka proszę pana – odezwała się Ewa patrząc na Tomka.
– Nie możesz rozmawiać? Ok. Zadzwoń jak będziesz mogła.
– Przykro mi, że nie mogę Panu pomóc – westchnęła
– Kto to był – zapytał się Tomek sięgając po papierosa.
– Nie wiem kociaku. Jakaś pomyłka, zbieżność imion – próbowała uspokoić dziwnie spoglądającego na nią Tomka.

Minął następny dzień. Tomek wychodził z biurowca gdzie mieściło się jego przedsiębiorstwo. Minął strażnika i skierował się na parking. Idąc do samochodu przypomniał sobie rzekomą pomyłkę. Wyjął z teczki telefon i wykręcił numer do miejskiej centrali
– Centrala Słucham – usłyszał miły kobiecy głos.
– Dzień dobry, Czy mogę mieć prośbę. Wczoraj wieczorem dzwonił mój znajomy. Chciałbym oddzwonił do niego, ale w pośpiechu zapomniał o tym żeby mi podać swój numer. Czy może mi pani podać, spod jakiego numeru dzwonił?
– Pana numer?
– 651-22-34 – zarecytował
– Połączenie o 22.13? – czekała na potwierdzenie telefonistka – 754-23-12
– Dziękuje. – odpowiedział i zapisał numer na kartce. Wybrał podany numer. Nikt jednak nie odbierał. Wykręcił raz jeszcze.
– Słucham? – usłyszał czyjś głos.
– Zastałem Marka? – zapytał
– Nie widzę nikogo przy budce poza mną stary wiec chyba go nie zastałeś. – oznajmił nieznajomy głos.

Tomek odrzucił telefon na siedzenie pasażera.
– Kto mógł dzwonić do mnie a prosić z Ewą? – zastanawiał się. Ona nie jest u mnie zameldowana. To strasznie dziwne. – Kochał Ewę i był o nią chorobliwie zazdrosny. Była dziewczyną jego najskrytszych marzeń. Zawsze się nim opiekowała. Była czuła i troskliwa. Nie była kobietą nazbyt mądrą, ale on sam uważał ją jednak za bardzo rozsądną. Odpowiadała mu w zupełności i widział ją jako wspaniałą matkę swoich dzieci, których nie mógł się już doczekać. Telefoniczna pomyłka wprowadziła go w lekki niepokój. Ona coś przede mną ukrywa – pomyślał.
– A może mi się wydaje.
W jego głowie kotłowały się dwie myśli. Jedna ukazującą Ewę z jakimś fatygantem. Druga uspakajająca go. Zaczął przekonywać sam siebie, że to była tylko zwykła pomyłka.

Wsiadł do Jeepa. Wrzucił bieg i ruszył z piskiem. Samochód bujał się na boki od mocy pełnych obrotów silnika. Wymusił pierwszeństwo przed przejeżdżającymi pojazdami. Spojrzał we wsteczne lusterko widząc szybko zmniejszającą się sylwetkę osiemnastokołowego ciągnika z naczepa. Silnik wył, a poustawiane słupki na drodze powoli zaczęły zlewać się w ściany tworząc coś na kształt korytarza. Dojechał do zjazdu, jaki kierował go do restauracji. Jeep chwycił mocny przechyl, a opony piszczały od siły pędzącego dwutonowego pojazdu. Wjechał na szutrowy parking i zaciągając ręczny hamulec zarzucił wpasowując się w wolne miejsce. Zgasił silnik. Posiedział przez moment czując jak po jego plecach rozpływa się dawka adrenaliny. Uwielbiał to podniecenie, jakie towarzyszyło mu podczas różnych samochodowych ewolucji. Kłęby kurzu otoczyły go, po czym zaczęły powoli opadać. Wszedł do ciemnego korytarza. Przejrzał się w pękniętym lustrze ledwo dostrzegając swoją twarz.
– Co za spelunka – pomyślał – gdyby nie mój głód….








Podszedł do stolika. Pomieszczenie, w jakim siedział miało imitować restauracje wraz z salą do tańczenia. Był jedynym gościem, lecz fakt ten wcale nie wpływał na obsługę. Siedział i dalej rozmyślał nad wczorajszym telefonem. Był głodny i zziębnięty. W oczekiwaniu na kelnera wykręcił numer do siebie do domu. Nerwowym ruchem poszukał papierosów, lecz poza pustą paczką i odrobiną tytoniu na dnie nie znalazł niczego, co mogłoby imitować upragnionego papierosa.
– Tak słucham – usłyszał głos Ewy. Poczuł się błogo i bezpiecznie. Jej głos zawsze go uspakajał.
– Cześć kochanie….. jestem w drodze do domciu –
– Cześć mój kociaku – odpowiedziała Ewa.
– I jak, jestem gotowa do wyjazdu? – zapytał
– Słuchaj, nie mogę wyjechać.
– Jak to? – zdziwił się Tomek
– Dzwoniła moja matka. Jest chora i chce żebym ją odwiedziła. – wydukała
– Szkoda. Mieliśmy ten weekend spędzić na Mazurach, pamiętasz? – z wyrzutem zapytał. Coś w środku mówiło mu, że Ewa kłamie. Klocki same zaczęły się układać. Ten jej nagły wyjazd oraz wczorajszy telefon – zadumał się.
– Wybacz, ale nie mogę, chyba to rozumiesz
– Może pojedziemy razem – zaproponował
– Nie, nie. Ona jest w bardzo złym stanie. – zająknęła się – Może innym razem.
– Może będę ci pomocny – upierał się dalej
– Dam sobie rade. Poza tym parę dni rozłąki dobrze nam zrobi – Ewa była już lekko poirytowana.
– Jak sobie życzysz – syknął w słuchawkę. Zaczął spoglądać przez niedomyta szybę.

Świat wirował w jego oczach. Nie był załamany. Czuł tylko jak znów wbija się w swoją zbroje. Zbroje, która pozwalała mu nie odczuwać czegokolwiek związanego z emocjami i uczuciami. Był to jego mechanizm obronny. Nie znosił czuć się zawiedzionym, więc za każdym razem, kiedy napotykała go jakaś porażka przywdziewał coś na kształt metalowej zbroi. Przeobrażał się tak, aby nie czuć smutku. Tylko zwykły chłód. Suka – pomyślał. Nie czuł się tak od dawna. Jego serce skamieniało. Intuicja podpowiadała mu, że może spodziewać się najgorszego. W wyobraźni pojawiały się dziwne obrazy. Widział Ewę zabawiającą się z wieloma facetami. Widział jak stoi naga i nachyla się do każdego z nich. Mężczyźni ci stali w kręgu. Każdy z nich napinał się i prężył od rozkoszy, jaką im dawała.
– Mam chore pomysły. Czy kurewstwo tego świata mnie przerasta? – zapytał sam siebie – życie to jeden wielki burdel. Przychodzisz, walisz konia i czekasz na rachunek. – Posiedział tak przez chwile. Był wściekły. Nie doczekał się kelnera, a głód w jego żołądku wzrastał. Chciał zapalić, ale nie miał już papierosów. W końcu wstał i poszedł do samochodu.
– Zjem jakąś Mac kupę w chamburgerowni. Już lepszy jest kurczak przemielony z kurnikiem i łańcuchem. – Usiadł za kierownica.
– To na nic – pomyślał.

Samochód ruszył. Koła boksowały zostawiając wyżłobione ślady. Chciał jechać do domu. Zrezygnował jednak i zawrócił. Jadę na porządną wyżerkę. W końcu i mnie się coś należy. Do kompleksu motelowego miał jakieś pół godziny jazdy. Głośna muzyka zagłuszała jego myśli. Silnik wył, a dwutonowe cielsko przeskakiwało z pasa na pas. Inne samochody obtrąbiały go za taką jazdę, lecz Tomek wcale nie zwracał na to uwagi. Znów czuł silną dawkę adrenaliny. Bawiło go to i podniecało. Prędkość, z jaką się poruszał była dwukrotnie wyższa od dopuszczalnej. Wydawało mu się jakby inne samochody stały w miejscu, a on omijał je jak słupki na placu manewrowym. Różowy neon wskazywał drogę do sieci moteli i restauracji. Tomek czuł się zmęczony. Do domu nie było daleko, ale postanowił wynająć pokój. Nie chciał wracać do domu. Uważał, że to nie sensu. Nie chciał siedzieć samemu przed telewizorem i gimnastykować paluchów na pilocie. Wziął gorący prysznic. Poczuł się bardziej rześko. Zszedł na dół do baru. Po drodze minął grupkę motelowych szmatek.

Wytapirowane włosy, mini, ostry makijaż. Nienawidził tego. To, co pociągało go w Ewie to jej naturalność. To, że w makijażu jak również bez niego wyglądała tak samo podniecająco. Usiadł przy stoliku i skierował wzrok na kelnera. Ten podszedł i przyjął zamówienie. Czekając na posiłek Tomek siedział i rozmyślał o tym, co powinien zrobić. Nie chciał podejmować pochopnej decyzji. Chciał wierzyć w chorobę jej matki. Wiara ta jednak była zbyt słaba. Wiedział, że odejście od Ewy nie wchodzi w grę. Za bardzo ją kochał. Wierzył, że wszystko się ułoży, mimo że zazdrość, jaką czuł nakłaniała go do bardziej radykalnych poczynań. Zastanowił się przez moment czy w ich półrocznym wspólnym życiu zdarzyło się coś, co ewentualnie mogłoby być wykorzystane jako karta przetargowa. Nie przypominał sobie jednak niczego takiego, co mogłoby stanowić zagrożenie dla ich związku. Opowiadał Ewie o tym, co robił. Nie robił z tego tajemnicy. Czasami koloryzował. Nie opowiadał jednak o swoich porażkach. Czasami nie było za dobrze, ale przynajmniej nie stresował osoby, jaką darzył wielkim uczuciem. Szanował ją bardzo i nie chciał żeby sprawy zawodowe odbijały się cieniem na jego szczęśliwym związku. Kobiety źle znoszą kryzysy i porażki swoich mężów. Odczytują to jako zagrożenie ich bezpieczeństwa. Czasami odchodzą. Wiedział jednak, że są bardzo blisko siebie. Kelner przyniósł zamówione jedzenie oraz piwo. Nie był już specjalnie głodny, ale zjadł z rozsądku. Popijał piwem, które dość szybko zaczęło mu szumieć w głowie. Skończył jeść i sięgnął po papierosa.
– Ma pan może ogień – skinęła do niego wysoka dziewczyna siedząca na przeciwko jego stolika.

Wcześniej nie zwracał na nią uwagi. W potoku myśli nawet nie zastanawiał się nad jedzeniem tego, co zamówił. Była szczupła. Miała śliczne długie czarne włosy. Była skąpo ubrana w czarną mini z dużym dekoltem na piersiach. Czarna sukienka była bardzo opięta, wiec szybko wyobraził sobie jak może wyglądać zupełnie naga. Miała duże piersi, które przylegały do siebie tworząc bardzo fascynujący rowek.
– Tak mam, proszę – wstał i podszedł do niej.
– Dziękuję – odpowiedziała i ciągnęła dalej – ładna zapalniczka, pewno od dziewczyny, nie? – Zadała standardowe pytanie, jakie zadaje każda kobieta o profesji dziwki.
– Nie, nie od dziewczyny. Sam ją sobie kupiłem. – Skłamał. Nie chciał dać jej możliwości ciągnięcia tematu. Zatrzasnął metalowe wieko tak charakterystyczne dla amerykańskich zapalniczek.
– Aaaa… może się pan dosiądzie – zaproponowała
– Właściwie – odsunął sobie krzesło – to, czemu nie
– Jestem Angielka – wyciągnęła do niego rękę
Typowo kurewskie pseudo – pomyślał – Tak naprawdę to masz inaczej na imię ty bladzio.
– Ładne imię – przypalił głupa – jestem Tomek – uścisnął jej szczupłą dłoń obwieszoną tanią biżuterią.
– Co tu robisz, na tym zadupiu – zapytała
– Odpoczywam – westchnął zaciągając się papierosem
– Od czego?
– Od kobiet – uśmiechnął się i spojrzał na złoty medalik, jaki spoczywał miedzy piersiami. Widok ten zaczął go podniecać.
– Tak Ci zalazły za skórę? A co takiego zrobiły
– Chcą się dobrać do mojego …. – ugryzł się w język. – Do mojego …. – myślał dalej, ale nic mu nie przychodziło do głowy. Do mojego …. – powtórzył
– Siusiaka? – zaśmiała się
– Tak, to chciałem powiedzieć
– Jeśli jest tak przystojny jak ty to się nie dziwię – uśmiechnęła się zakręcając sobie loka.
Zaczynała go kokietować tak jak czynią to motelowe szmatki. Tani komplement, ale przełknął go. – Szybka jesteś jak siekany kotlet do trawienia – pomyślał. Uśmiechnął się do niej wpatrując się, co jakiś czas w sterczący biust.

Rozmawiali jeszcze przez moment i popijali drinki. Alkohol szumiał mu już mocno w głowie. Czuł podniecenie, jakie wywoływał jej widok.
– Może pójdziemy do mojego pokoju? – zaproponował – zamówię jeszcze butelkę szampana. Co ty na to? – czknął zakrywając usta.
– No wiesz? – zdziwiła się. – Nie za szybko?
– Ciasto pieniądz – zaseplenił
– Pokaż mi numer Twojego…… pokoju? – zawahała się jakby nie do końca przekonana o słuszności swojej decyzji
– 102 – odpowiedział. Był zadowolony z biegu wydarzeń.
– Poczekaj tam na mnie. Przyjdę za pół godziny. Muszę się rozmówić z pewną osobą.

Wstała od stolika. Tomek siedział i rozmyślał nad różnymi sposobami rżnięcia jej chudego tyłka. Wyobraźnia podnieciła go jeszcze bardziej, tak, że poczuł jak podłużny mięsień w jego spodniach zaczyna się naprężać. Zapalił papierosa i skierował wzrok na bar. Ujrzał tam dwie sylwetki. Jedna z nich łudząco przypominała Ewę. Taki sam wystający tyłeczek. Ta sama talia. Skronie uwydatniły się od adrenaliny, jaką poczuł. Zmarszczył brwi i przyglądał się dalej. Obok Ewy stal jakiś facet i obejmował ją w pasie. Widział jak zamówili szampana, po czym odeszli. Podszedł do barmana i spytał.
– Widział pan tych ludzi.?
– Tak młodzi zakochani, przyjechali się zabawić.
– To moi znajomi. umówiliśmy się tutaj. Pomyślałem, ze zrobię im niespodziankę. Może mi pan dać tego szampana. Sam im zaniosę.
– No nie wiem zawahał się barman
– To dla pana za nie fatygowanie tego no … jak to się mówi obsługi – wybąknął i położył brązowy banknot z dużą dwójką i dwoma zerami.
– Myślę, że faktycznie szkoda fatygować obsługę. Mają ważniejsze rzeczy do roboty. Zaraz panu podam – barman odwrócił się i sięgnął po Don Perignot
– Może mi pan przypomnieć numer ich pokoju
– 101 – odpowiedział barman podając mocno oszronioną butelkę
– No tak. To obok mojego – Tomek chwycił butelkę i odszedł.





Wyszedł przed motel. Alkohol szumiał w głowie. Podenerwowanie jednak było silniejsze i to ono brało górę. Odszukał samochód. Otworzył schowek i sięgnął po pistolet. Wyciągnął magazynek. Policzył naboje i zatrzasnął za sobą drzwi od samochodu. Wystarczy na połowę personelu – pomyślał. Szybkim krokiem doszedł do wejścia i wbiegł po schodach. Butelka szampana, jaką trzymał w ręku wymknęła mu się i poleciała na korytarz. Poturlała się pod ścianę
– Mam szczęście jak nigdy – chwycił za szyjkę i wsadził pod pachę. Podszedł do drzwi od ich pokoju. Po jego plecach rozpływała się zimna fala potu.

Wszystko w nim kipiało. Swoim wyglądem przypominał szybkowar. Można się było tylko domyślać, że coś się w nim gotuje. Drzwi od pokoju nie były domknięte. Słyszał pojękiwania Ewy przeplatane z posapywaniem fatyganta. Pchnął je delikatnie. W pokoju panował półmrok. Bezszelestnie prześlizgnął się do przedpokoju i cichutko zamknął za sobą drzwi. Widział dwie poruszające się sylwetki.
– Uwielbiam jak mnie tak rżniesz, uwielbiam to,. Auuu o tak proszę. Mocniej, zerżnij mnie – stękała Ewa, obejmując swoimi smukłymi nogami sapiącego faceta.
– Tak taaak! proszę jeszcze tak – Tomek przyglądał się rytuałowi, jaki uprawiali gniotąc się na wzajem.
– Wsadź mu palec w dupę – odezwał się zapalając światło. Jego oczom ukazała się muskularna sylwetka z wielkim mokrym penisem, jaki powoli, lecz skutecznie zaczął opadać. Ewa podskoczyła przerażona i opierając się o ścianę próbowała się przykryć prześcieradłem.
– Co tu tutaj robisz? – wykrztusiła z siebie zadyszana Ewa
– Kim ty kurwa jesteś – odezwał się fatygant. Czuł zażenowanie widokiem, jaki sprawiał
– Nie mów do mnie kurwa tylko kurwo. Kim ty kurwo jesteś, Na pewno nie śmiercią, jaka przyszła po Twojego chomika – skierował pistolet w jego stronę. Wielki penis nie był już tak wielki, ale nadal swoimi rozmiarami był imponujący.
– To prawdziwe? – zapytał przyglądając się męskości sapiącego faceta. – Cud natury czy techniki? – skrzywił się.
– Co zmusza cię suko do tego żeby się pieprzyć przy użyciu czegoś, co przypomina małą samochodową gaśnicę…… – Spojrzał się wymownie na Ewę.
– A tobie widzę już się kurwa nie chce już pieprzyć. Czegoś tak wymiękł jak fujara na widok teściowej. No dalej pokaż mi jak powinno się rżnąć takie kozy jak ta suka.
– Zwariowałeś, co to koncert życzeń dla prawiczków – odezwał się jegomość
– Rżnij ją! Jak Ci nie dyga to Ewa z pewnością Ci pomoże.
– Tomek oszalałeś? – wzdrygnęła się Ewa.
– Ja oszalałem? To ty oszalałaś dając sobie wepchnąć coś, co może robić jako cześć od spłuczki sedesowej.
– Zaczniesz ją rżnąc czy mam ci pomoc w podjęciu decyzji. – skierował pistolet w kierunku mężczyzny i strzelił.

Obydwoje z Ewą podskoczyli a wokół nich unosiło się pierze. Mężczyzna był przerażony tym, co go spotkało.
– Nie dam tak rady. Jestem za bardzo zestresowany – wydukał jakby chciał płakać. Spojrzał błagalnym głosem na Ewę oczekując od niej jakiejś pomocy. Ewa przechyliła się w jego kierunku. Ona również była przerażona całą sytuacją. Chcieli grać na zwlokę. Huk wystrzału był znaczny wiec ktoś z obsługi powinien się zainteresować.
– Więc zobaczę coś w waszym wykonaniu czy nie? – przerwał Tomek sięgając wolną ręką po papierosa.
Pomachał lekko pistoletem dając im do zrozumienia żeby zabrali się do roboty. Ewa przykucnęła i objęła swoja dłonią obwisłego penisa. Wsadziła go sobie w usta i zaczęła go pieścić. Mężczyzna wziął głęboki oddech jakby miał zanurkować na sporą głębokość. Tomek upajał się widokiem i łapczywie zaciągał papierosa.
– Ten świat byłby przejebany gdyby wszystkie teściowe były takie jak to… – pomachał wielkim pistoletem.
Olbrzymia lufa 11 mm SigSauera była nie mniej imponująca niż wielki penis nawet w stanie spoczynku.
– Problem, polega na tym, że takich teściowych jest za mało – kontynuował. Przymierzył się celując prosto w nabierającego rozmiarów męski organ.

Ewa instynktownie drgnęła. Wyjęła go z ust i trochę się odsunęła. Przymknął lewe oko i nacisnął spust. Mężczyzna złapał się za resztki swojego przyrodzenia, naprężył ciało próbując powstrzymać krwotok. Mimo silnego uścisku krew tryskała niczym wzburzony szampan. Mężczyzna zajęczał i opadł na łóżko ciężko dysząc.
– Tomek coś ty zrobił! – zapiszczała Ewa. Jej twarz była cała zakrwawiona.
– Odstrzeliłem mu wielkiego penisa – zarechotał.
– Odbiło ci. – Zaczęła ocierać oczy, jakie zalała czerwona maź. – Jesteś pierdolnięty. Odwaliło Ci chyba – była w wielkim szoku. Skuliła się i obcierała zakrwawioną twarz. Przegarnęła swoje blond włosy, które bardziej przypominały kolor marchewki. Tomek podszedł do niej.

Chwycił ją za nogę i pociągnął tak, że znów leżała na łóżku.
– Lubisz duże kalibry prawda.? – zapytał dotykając końcówką lufy jej blade nogi. Wodził nią silnie po udach pozostawiając czerwone ślady
– To boli – przestań. – jęczała Ewa. Wybacz mi proszę wybacz. Nie rób mi krzywdy, blaagaaaam – Szlochała. łzy, jakie spływały po policzkach skapywały na białe prześcieradło, zostawiając czerwone plamy.
– A to boli? – wsadził jej lufę miedzy nogi. Czy to boli? – Chwycił mocno za jej szyje dociskając ją do dołu.
– Boli – wykrztusiła – boli, puść mnie proszeeee – jęczała. Nie rób mi krzywdy
– Krzywdę? – krzyczał na nią wpychając coraz silniej pistolet. Kręcił nim aż do momentu, kiedy osłona spustu mocno się wbijała w jej wzgórek łonowy

Ewa spojrzała się na Tomka. W jej oczach widać było wielki ból.
– Czy taki kaliber Ci wystarczy? – pokręcił znów pistoletem.
– Tak Ty wstrętny chuju – wykrzyknęła
Rozległ się huk wystrzału. Tomek oderwał rękę od silnie krwawiącej szyi Ewy. Kawałki głowy rozbryzgały się i ociekały po ścianie.
– Ty to nawet chujem nie jesteś – odpowiedział do korpusu, jaki drągal pod wpływem niekontrolowanego skurczu mięśni. Wyciągnął mokry pistolet spomiędzy nóg. Obtarł ręce i wyszedł z pokoju. Na dole słychać było odgłosy policji. Angela stała pod jego pokojem wpatrzona w jego zakrwawioną twarz. Szybko ją chwycił za rękę i wciągnął do swojego pokoju.
– Co Ci się stało – jęknęła z przerażenia
– Nic – chwycił ją mocno za włosy i pokierował w okolice swojego rozporka
– Nie zrobię tego! – spojrzała się swoimi dużymi zielonymi oczami. – Nie zrobię!
– Tak myślisz – przystawił jej lufę do skroni. – Ciągnij suko! Ale już!
– Jesteś najbardziej jebniętym klientem, jakiego miałam.
– Może jak ci spuszczę trochę spermy z mózgu to oprzytomniejesz – mamrotała do siebie. Rozpięła mu spodnie. Trzęsącymi się rękoma sięgnęła po jego penisa. Powoli włożyła go sobie do ust i zaczęła ssać. Płakała przy tym a jej szlochanie przerywało na moment przyjemność, jaką odczuwał oparty o dużą drewnianą szafę.
– Ciągnij kurwo, bo ci łeb odstrzelę! – wrzeszczał na nią. Był silnie podniecony. Adrenalina pulsowała mu w skroniach a nogi zaczęły się powoli uginać od rozluźnienia. Poczuł nadchodzącą przyjemność. Jego penis rytmicznie się kurczył, strzelając silną dawką bialutkiego kremu.
Mam już dosyć tej pieprzonej miłości – pomyślał. Mocno chwycił ją za podbródek i skierował jej wzrok na siebie.
– Dzisiaj suko robisz za friko – Włożył pistolet do swoich ust i strzelił…