Nienasycona

Przeczytano: 588 razy
Nienasycona

Nienasycona– Więc do roboty! – powiedziała Karolina i zadarła głowę, by spojrzeć krótko ostrzyżonemu blondynowi w oczy. Położyła dłonie na piersiach Jacka i pchnęła go. Łóżko aż zatrzeszczało, gdy opadał. Wydarła ze spodni jego kutasa. (Poddawał się jej woli, bo niby czemu miałby tego nie robić?). Brązowy kok, w który spięła włosy sprawiał, że ich gęsty wodospad nie przeszkadzał w tej czynności.

Ścisnęła członka u nasady. Był nabrzmiały. Żyły mu występowały z brzegów. Przez sekundę merdała językiem jego czubek, a potem pieściła go wargami i zaopatrzyła ręką w nacisk – nie stały, a zmienny, raz lżejszy, raz mocniejszy. Oj, żyła, żyła!… Nienawidziła różowego. Pierdoliła się na prawo i lewo. A Wam nic do tego. Powtarzam: Wam nic do tego! Czasem zerkała na jego twarz, by upewnić się, że…
– Tak… Tak…
…tak to właśnie robić ma.
Traktowała jego jajka, jego kutasa jak łup, jak skarb – była namiętna i zaborcza. Nikomu by go teraz nie oddała. Nikomu – bez dwóch słów!
– Tak… Tak…
Tak, czy inaczej była szczęśliwa, bo żyła, żyła – nienawidziła różowego. Która z Was odważyłaby się pier…ić na prawo i lewo? Przecież innym nic do tego.
– Tak… Tak…
Innym nic do tego.

Naga, w tenisówkach, weszła na łóżko. Gdy go sobie wkładała był już lśniący – „spocił się” (lizała go przecież długo). Od biegania po korcie miała silne nogi, więc mogła ponadprzeciętną ilość razy unosić się i opadać. Unosiła się i opadała. Zegar na ścianie dawał znać, że jest jedenasta, a ona, zamiast w szkole, była u Boga, który nie ocenia i nie wie, co to grzech, który potrafi tylko kochać.

Ujeżdżanie Jacka to była żyła złota, ale gdy Karolina dokopała się do skarbu nie padła samo-zadowolona. Nienawidziła różowego i nienawidziła tez błota w którym taplają się ludzie, starała się więc robić wszystko po swojemu, choćby miało to wywołać burze w jej otoczeniu. Nie myślała o kamieniu, którym mogłaby rzucić w kogoś. Dlaczego ktoś miałby rzucać kamieniem w nią? Żyła, żyła, pier…iła się na prawo i lewo. Co komu do tego?

Unosiła biodra wysoko i patrzyła, jak on się z niej wymyka, a część jego nasienia wycieka z jej cipki. Wtedy Karolina ponownie wzięła jego fiutka w usta i wylizała go do sucha. To była frajda! – Patrzeć, jak taki kawał draba ugina się pod ciężarem jej zainteresowania. (A przecież rankiem jeszcze go nie znała…) Oj, Jacek nie powie, że z Karoliny jest żyła. Nie skąpiła mu pieszczot. Czy było coś, czego wtedy mu nie zrobiła ?

Zanim od niej wyszedł, z pokoju matki zwędził gruby złoty łańcuszek. Od razu włożył go sobie na szyję. Zostawił Karolinę zszokowaną i zafascynowaną, bo ona nienawidziła różowego. Żyła, żyła – pełnią życia, najlepiej jak potrafiła – co nam do tego ?