Rogi za rogi

Przeczytano: 775 razy
Rogi za rogi

Rogi za rogiNie wierzyłem w pogłoski, że moja Kaśka strzela mnie „w rogi” z moim najlepszym kumplem. Jakoś nie chciało mi się wierzyć w to, że ona i Piotrek, razem… Ale… W każdej plotce jest trochę prawdy, więc nie dawało mi to spokoju. No, cóż… To byłoby możliwe. Od ponad pół roku przebywałem w Norwegii na kontrakcie. Pojawiałem się w domu raz na trzy lub cztery tygodnie, na weekend. A Kasia była młoda, ładna, miała swoje potrzeby, a ja daleko. Miałem czas, aby przygotować się na taką ewentualność i początkowa wściekłość na cały świat i Kaśkę ustąpiła miejsce trochę bardziej racjonalnemu myśleniu.

Czwartek, 24 maja/piątek, 25 maja
Z wielką radością, ale i niepokojem i obawą przyjąłem więc fakt, że podwykonawcy zawalili sprawę i pojawił się czterodniowy przestój. Mogłem więc wyskoczyć do Polski, bo to akurat weekend nastąpił. Po trzech godzinach lotu znalazłem się na Okęciu, po dalszych trzech wysiadałem już z pociągu w moim mieście. Potem taksówka…

Spojrzałem na zegarek stojąc przed bramą. Była 2:15. Cicho wszedłem do domu. Gdy stanąłem w drzwiach sypialni wszystko stało się jasne.
Kaśka i Piotrek leżeli wtuleni w siebie na naszym łóżku. Oboje oczywiście nadzy. Rozgardiasz, który panował w sypialce pokazywał wyraźnie, że wieczór był niezwykle namiętny i ognisty. Porozrzucane byle jak ubrania, wypalone w połowie świece, kieliszki na stole, paczka prezerwatyw… Całość robiła wrażenie… Ale, wbrew wszystkiemu nie byłem wściekły.

Oparłem się o ścianę. Sięgnąłem do kieszeni. Wyciągnąłem paczkę papierosów i zapalniczkę. Odgłos jej, gdy zapalałem papierosa zbudził Piotrka. Po chwili oczy otworzyła także Kaśka. Patrzyliśmy dość długo na siebie bez słowa. Piotrek pierwszy nie wytrzymał spojrzenia i spuścił głowę.
– Jestem trochę padnięty podróżą – odezwałem się – idę się wykąpać, jak wrócę, to nie chcę cię tu, Piotr, widzieć.
Rzeczywiście tak zrobiłem. Pod prysznicem jeszcze raz, na spokojnie przeanalizowałem wszystko. Kaśka była moją kobietą. Kocham ją. Piotr, to mój kumpel, może nawet przyjaciel. Ale co to za przyjaciel co posuwa w tak zwanym międzyczasie moją kobietę, którą jednak kocham. A Alina, żona Piotrka… Jeszcze ona na dokładkę. K…a mać. Trochę to skomplikowane.

A Alinka, swoją drogą, przyznaję, bardzo mi się podobała. Kiedy „chajtnęli” się z Piotrkiem, nie przestała mi się podobać. Dzięki niej poznałem Kaśkę. Podobała mi się nawet i teraz, po tych paru latach naszej wspólnej znajomości. Tworzyliśmy fajną pakę i prawie wszystko robiliśmy razem. I nagle myśl jak płomień. Szatańska myśl wpadła mi do głowy. Trzeba było ją przemyśleć…

Po piętnastu minutach wróciłem do naszej sypialni. Kaśka siedziała przy stole ze stopami na stylowym krześle. Paliła papierosa, a w szklaneczce przed nią stało Martini. Nalałem także i sobie. Usiadłem naprzeciw. Spoglądałem na nią uważnie. Mimo zmęczenia, zaskoczenia, może wstydu i zakłopotania, wyglądała uroczo. Normalnie, jak dziewczynka z zapałkami.
– Darek, ja… – zaczęła, ale nie pozwoliłem jej dokończyć
– Nic nie mów…
Siedzieliśmy tak chyba następne dziesięć minut. Wreszcie Kaśka odstawiła z trzaskiem kieliszek, wstała.
– Spakuję się i wyprowadzę rano – oznajmiła
Wstałem też. Podszedłem do Kaśki i objąłem ją mocno.
– Jak długo to trwa? – spytałem
– Niecałe dwa miesiące, to był trzeci, może czwarty raz, ja czułam się taka samotna, ty daleko, nie znam tu nikogo, był Piotrek, przyszedł kiedyś pomóc mi przy baterii w kuchni, zaproponowałam wino, wypiliśmy, potem… Ja… ja nie wiem co powiedzieć.
W oczach Kaśki pojawiły się łzy.
– Nie mów nic… ściągaj te ciuchy – powiedziałem.
Miała na sobie długą koszulę.

Zaczęła rozpinać guziczki. Rzuciła ją na oparcie krzesła. Pięknie wyglądała. Widok jej nagiego ciała jak zwykle zaparł mi dech w piersiach. Cholernie zgrabna bestia. Super laska. Moja Miss Universum…
– Klęknij – poleciłem. Zsunąłem do kolan slipy.
– Weź go do buzi
Zrobiła to natychmiast. Delikatnie otuliła go ustami. Zaczął pęcznieć aż wreszcie osiągnął słuszny wymiar. Trochę sobie pomogłem. Wyobraziłem sobie nagle jakby to wyglądało gdyby to Piotrek był na moim miejscu, a ja obserwuję całą sytuację z boku. Kiedyś owszem fantazjowałem na temat Kaśki i jakiegoś innego faceta, ale pozostawało to w sferze fantazji i niczego innego. A teraz Kaśka robiła mi super laskę. Czułem jak nabrzmiała głowica uderzała w jej podniebienie. Nie zakrztusiła się ani razu chociaż łykała go głęboko i dość gwałtownie.
Jakby była wciąż nienasycona i głodna. Jej włosy niemalże podskakiwały przy każdym odruchu. Była niesamowicie skupiona na oralnej pieszczocie. Była jak zahipnotyzowana. Jej ruchy były automatyczne. Przez głowę przeleciało mi określenie: jak maszynka do obciągania… Nic nie widziała, nic nie słyszała zatopiona w tym, co robi. Odgarnąłem jej włosy.
– Zaczekaj – szepnąłem.

Podniosłem Kasię i poprowadziłem do łóżka. Położyłem się na plecach, a ona przywarła do mojego lewego boku. Dłoń Kaśki zjeżdżała w dół, by zatrzymać się tam, gdzie mój nabrzmiały instrument. Zacisnęła dłoń na nim. Powoli, ale mocno poruszała zaciśniętą pięścią. Wiedziała dobrze, że tak uwielbiam. Owszem lubię silnie, mocno, zdecydowanie i gwałtownie. W tej chwili szczególnie przyszła mi na to ochota.
O tak, tak, to było świetne… Kaśka wgryzała się w moją szyję. Poddawałam się tej pieszczocie z zamkniętymi oczami. Zaczęła całować mój tors nie wypuszczając z ręki penisa. Gorące fale uderzały w moje ciało. Zanurzyłem się w ten przepiękny świat, który wciąż tworzyliśmy. Wszystko wokół wydawało się być nierealne. Wydawało się być tylko przepiękna iluzją. Iluzją nasyconą do przesady kolorami, osnutą dodatkowo przez delikatną mgiełkę i jakby nieco rozmazane.

Kaśka kontynuowała pieszczotę.
– O tak, o tak… – jęczałem z rozkoszy – uwielbiam jak maltretujesz tak mojego kutasa…
Trzepała nim naprawdę mocno. Bez żadnej litości dla maltretowanego zwierzątka. Teraz poczułem się jak w raju. Fala orgazmu zbliżała się nieubłaganie. Sperma już gotowała się w jądrach. Dosłownie ułamki sekund dzieliły mnie od spełnienia. Kaśka wyczuła to i uwolniła rękę. Szybko zbliżyła tam twarz i objęła mocno wargami.
– Zaraz wytrysnę… – wyjęczałem.
I rzeczywiście nastąpił wytrysk spermy, która uderzyła w twarz Kaśki. Strugi spływały po jej policzkach opadając na moje podbrzusze. Kaśka wysysała ostatnie krople nasienia.

Doszedłem niepokojąco szybko. Zbyt szybko w przeciwieństwie do Kasi. Ona, niezrażona tym, że mój penis nie prezentował się już tak okazale nadal trzymała go w ustach. Po chwili zacisnęła na nim dłoń. Przysunęła się wyżej. Zaczęła całować moją klatkę piersiową a po chwili przeniosła moc swych pocałunków na inne części mego ciała. Nie było chyba miejsca, którego by nie pieściła wargami.
– Kocham cię – szeptała nie przerywając – zrobię dla ciebie wszystko, naprawdę…
I tak bez przerwy. To odniosło skutek. Mój mały dźwigał się powoli. Kaśka widząc co się dzieje wzmogła swe starania. Byłem już gotowy…

Kaśka odwróciła się do mnie tyłem. Wypięła w moją stronę swój kształtny tyłeczek. Dotknąłem palcami wilgotnej szparki. Była naprawdę nadzwyczajnie mokra. Soki wyciekały z niej obficie. Zbliżyłem do jej cipki swe usta i całowałem srom. Pachniała i smakowała prawdziwą napaloną kobietą, która pożąda i pragnie. Wylizywałem łapczywie jej intymną słodycz. Kaśka zaczęła jęczeć i wić się z rozkoszy. Głęboko oddychała. Nie tracąc czasu schwyciłem swoją pałkę i wsunąłem ją pomiędzy rozwarte wargi sromowe. Kaśka jęknęła głośniej. Przytrzymując ją mocno w biodrach wykonywałem płynne, mocne i zdecydowane ruchy. Za każdym pchnięciem wydawało mi się, że wchodzę w nią coraz głębiej i głębiej. Kaśka oparła dłoń o ścianę i asekurowała się, gdy wpychałem się w nią. Jej jęki były coraz głośniejsze. Zbliżała się do finału…








Leżeliśmy wtuleni w siebie. Słońce było już wysoko na niebie, a jego promienie wpadały przez okno wprost na nas.
– Co z nami będzie? – spytała nagle Kaśka.
Nie odpowiedziałem od razu. Musiałem jeszcze pozbierać szczątki ostatnich myśli. Mój plan dopiero nabierał kształtów.
– Kocham cię, głupia cipo – odezwałem się wreszcie – bardzo… to, co się stało… może to trochę i moja wina, bo za bardzo zająłem się robotą i zaniedbałem cię, ale to trochę świństwo…
Nabrałem głębszego oddechu.
– Piotrkowi muszę się jednak odegrać – kontynuowałem – aby równowaga nie była zwichnięta, ale musisz mi w tym pomóc.
– Zrobię wszystko, co chcesz…
– Powiem ci co wymyśliłem…

Sobota, 26 maja
Siedzieliśmy z Aliną w pokoju. Przyszła z wizytą, na zaproszenie Kaśki. Zdziwiła się, że jestem, bo według planu miałem być dopiero za tydzień. Według innej wersji, którą znała, Piotrek pojechał w czwartek na ryby. Chciało mi się trochę z tego śmiać, bo kija to on zamoczył tylko w Kaśce. No, ale nic… Kaśki zgodnie z planem nie było. Byłem ja i Alina.
– Czemu tak na mnie patrzysz? – zainteresowała się dostrzegając, a może czując mój wzrok na sobie.
Rzeczywiście, omiatałem ją wzrokiem. Świetnie wyglądała. Koszulka na cieniutkich ramiączkach, biuścik bez biustonosza, który falował przy nawet najdrobniejszym poruszeniu, dalej obcisłe spodnie typu „trzy czwarte”, bose stopy… Uśmiechnąłem się.
– Tak się właśnie zastanawiam jakbyś wyglądała bez tych ciuchów.
– Przestań – żachnęła się, ale chyba to, co powiedziałem sprawiło jej przyjemność.
– No, co? Fajna laska jesteś, więc… wiesz, zawsze mi się podobałaś i zazdrościłem Piotrkowi
– Dobra, ok, a co tam w tej norweskiej mieścinie i jak praca?
– Dzięki, nie najgorzej, a wracając do tematu…
– No, weź…
Wracałem z uporem maniaka do frywolnego kontekstu, aż w końcu Alina nie wytrzymała:
– Przestań, bo wyjdę zaraz
Chyba musiałem teraz odkryć karty. Spoważniałem.
– Zaraz ci wszystko wyjaśnię…
Opowiedziałem.
– … i tak to wygląda – kończyłem – zrozum, ja kocham Kaśkę, szanuję Piotrka, ale nie mogę sobie pozwolić na to, żebym był nazywany Rogasiem z doliny Roztoki. Nie chcę niszczyć stosunków – tu się ożywiłem – stosunków, to dobre słowo, między nami, bo znamy się kupę lat, ale uważam, że w tej kwestii powinniśmy być na kwita.

Alina słuchała mnie uważnie. Na jej twarzy pojawiło się najpierw zaskoczenie, potem zdumienie, a na końcu wściekłość. Wstała i podeszła szybkim krokiem do okna. Milcząco wpatrywała się w widoki za oknem.
– I co zamierzasz z tym…? – spytała
– Pomyślałem sobie, że skoro Piotrek przeleciał Kaśkę, ja przelecę ciebie i można powiedzieć zostanie zachowany konstans, bo równowaga powinna być zawsze zachowana
– Nie zamierzasz się inaczej odgrywać?
– Nie.
Podszedłem do Aliny od tyłu i położyłem dłonie na jej ramionach. Nie strząsnęła ich. Pozostała nieruchomo. Pochyliłem się nieco i musnąłem ustami jej szyję. Odchyliła głowę do tyłu i oparła ją na mojej piersi. Nagle oderwała się ode mnie i odwróciła. Staliśmy twarzą w twarz.
– Zróbmy to – oświadczyła stanowczo

Schwyciła dolny brzeg swej koszulki i błyskawicznym ruchem ściągnęła ją przez głowę. Jej cycuszki były rewelacyjne. Duże pełne, leciutko obwisłe. Sutki różowiutkie, a aureole wokół nich duże. Przeszliśmy na środek pokoju. W tym czasie też zdążyłem pozbyć się swojej koszuli. Alina szamotała się ze spodniami. Ściągnęła je wreszcie razem z mikroskopijnymi majteczkami. Jej łono było idealnie wydepilowane. Opadłem na kolana i przywarłem wargami do wydatnego wzgórka. Delikatnie muskałem wargami i sunąłem językiem. Alina legła na podłodze. Ja wyzwoliłem się ze spodni i majtek. Położyłem się na niej. Ssałem duże piersi, a moja ręka zawędrowała pomiędzy nogi Aliny do wilgotniejącego gniazdka.
– Pieprz mnie, pieprz mnie mocno – zaczęła jęczeć Alina – chcę cię poczuć całego…
Uniosła biodra lekko do góry oparła je na moich nogach. Bez trudu wsunąłem się w jej rozgrzaną do czerwoności cipkę. Ona zawinęła na moich biodrach swe nogi. Blond loki Aliny utworzyły wokół jej głowy aureolę.

Jej cipka była niezwykle ciasna. Mój penis zanurzał się w niej aż do końca. Patrzyłem na to zjawisko z prawdziwą lubością. To widok nie mający sobie piękniejszego. Każdemu mojemu pchnięciu towarzyszyły coraz głośniejsze jęki Aliny. Wsuwałem się i wysuwałem. Coraz szybciej i szybciej. Wchodziliśmy coraz głębiej w krainę rozkoszy… Doszliśmy prawie jednocześnie. Wytrysnąłem w Alinę całym swym arsenałem. Zajebiście nam było. Opadłem twarzą na jej piersi. Leżałem tak bez siły i szczerze mówiąc mógłbym już tak zostać na wieki…

Zegar wskazywał 21:17.
Zbliżał się czas. Byliśmy umówieni na 21:30. Alina opierała policzek na moim torsie. Ja cały drżałem z emocji. Zacząłem się nagle obawiać tego, co nastąpi już za chwilę.
– Co ci jest? – spytała Alina.
Wyczuła mnie bez pudła.
– Okej – wziąłem głęboki oddech – zaraz wejdą tu Kaśka i Piotrek Wyrzuciłem to z siebie jednym tchem.
– Co?!!!!
Była zszokowana.
– Wkręciłeś mnie…
Tym słowom towarzyszył dźwięk otwieranych drzwi wejściowych. Alina zrobiła taki ruch jakby chciała uciec. Przytrzymałem ją mocno. Nagle znieruchomiała. Poddała się. Ściągnęła tylko z kanapy kolorową narzutę i owinęła się nią.

Drzwi pokoju otworzyły się. Kaśka, a za nią Piotrek stanęli w progu. Kuźwa… Mina Piotrka warta była wszystkie pieniądze, które posiadałem. To była wyjątkowa mieszanka osłupienia, zaskoczenia, złości. Kaska tymczasem podeszła do mnie i daliśmy sobie buziaka.
– Cześć Piotrek – odezwałem się luzacko.
Nie zmienił wyrazu twarzy.
– Teraz muszę ci coś wyjaśnić – mówiłem dalej – chociaż to chyba niepotrzebne, co nie?
– Okej, jesteśmy kwita – odezwał się wreszcie.
Wyciągnął rękę.

Alina patrzyła na nas osłupiała. Kaśka otworzyła barek, wyciągnęła butelkę wina i cztery kieliszki. Postawiła je na stole. Uścisnęliśmy sobie ręce.
– To skoro tak, to może zrobimy coś jeszcze – powiedziałem wstając olśniony nową myślą – ale może najpierw rozbierzcie się także, bo z Aliną czujemy się trochę głupio. Reakcje na moją propozycję były zróżnicowane. Alina wyrzuciła z siebie koleje „co” pełne osłupienia, Piotrek popatrzył na mnie w tym samym stylu, ale milcząco. Tylko Kaśka bez słowa zaczęła ściągać ciuchy. Piotr po chwili zaczął rozbierać się także nie chcąc zostać jedynym tekstylnym w naszym towarzystwie.
– O ja pierdolę, o co chodzi? – Alina nadal była w szoku.

Wszyscy staliśmy trzymając w dłoniach kieliszki wina. Cała nasza czwórka była nago. Zbliżyliśmy kieliszki.
– I tak jesteśmy przyjaciółmi od dawna, znamy się jak łyse konie, więc… – zacząłem
– … wszystko było w sumie wspólne oprócz mnie i Aliny – weszła mi w słowo Kaśka
– … więc może i nasze kobiety uczynimy dobrem wspólnym – dokończyłem
– Nie potrzeba nam więcej kwasów – dodała Kaśka
Spojrzałem na Alinę i Piotrka. Oboje nie przeczuwali takiego obrotu sprawy. Oboje milczeli.
– Jesteśmy pieprznięci – wydusiła z siebie Alina.
Ale wyczułem w jej głosie ulgę z takiego obrotu wydarzeń. Na Piotrka nie musiałem nawet spoglądać, by zobaczyć, że też mu to pasuje.
Stuknęły kieliszki.
– I nigdy nic bez wiedzy kogokolwiek – odezwał się wreszcie Piotrek.

Wychyliliśmy napój i wszyscy skierowaliśmy się w stronę naszego łóżka, by przypieczętować seksem nasze przymierze. Od tej pory mieliśmy siebie na własność.