Urodzinowe życzenie

Przeczytano: 1 311 razy
Urodzinowe życzenie

Urodzinowe życzenieBył ciepły wiosenny poranek. Wąska smuga pierwszych tego dnia promieni słońca padała na jej młodo wyglądającą twarz. Otworzyła powoli oczy i spojrzała na puste miejsce obok siebie. Od tak dawna żaden mężczyzna go nie zajmował. Wtedy, gdy straciła dziewictwo i została poczęta jedyna miłość jej życia. Jej syn, Robert, który właśnie dziś obchodził swoje dwudzieste pierwsze urodziny. Była wtedy w jego wieku. Dopiero co skończyła studium pielęgniarskie i rozpoczęła pracę w miejscowej klinice.

Ojca Roberta znała zaledwie od kilku dni. Był młodym, przystojnym lekarzem. Podobał jej się i czuła swoim kobiecym instynktem, że i jemu wpadła w oko. Już drugiego dnia znajomości zaprosił ją na kolację do drogiej, przytulnej restauracji. Wino wprawiło ich oboje w dobry nastrój.

Obudziła się rano u jego boku, nie bardzo zdając sobie sprawę z tego, co się stało. Nie była pijana, a przynajmniej nie sprawiło tego wino. Bardziej rozkosz tego, co z nią robił. Nawet nie czuła bólu. Niedługo później już wiedziała. Jest w ciąży. Bała mu się o tym powiedzieć. Zwlekała, zaczęła go unikać. Po dwóch miesiącach wyjechał na staż do Anglii. Więcej go nie zobaczyła.

Przesunęła się leniwie. Zsunięta kołdra odsłoniła jej duże, pełne piersi. Mimo czterdziestu trzech lat były jędrne, ze sterczącymi, jak co rano, sutkami. Zawsze spała nago. Na luksus chodzenia po mieszkaniu w stroju Ewy nie mogła już sobie pozwolić, odkąd Robert zaczął dorastać. Choć i później, gdy miała wolny dzień po nocnej zmianie, a Robert był właśnie w szkole, lubiła rozebrać się i paradować po mieszkaniu na golasa.

Podobała się sama sobie, choć nabrała już kobiecych kształtów. Nie była gruba, niemniej miała dość szerokie biodra, na brzuchu niewielkie fałdki tłuszczu, ale i tak miała wspaniałą figurę i na pewno niejednego mężczyznę postawiłaby na baczność. Była ładną i zadbaną kobietą, a mimo to nie potrafiła się zdobyć na odwagę, aby poznać kogoś bliżej. Od momentu wyjazdu Jurka i urodzenia Roberta, syn był jedynym mężczyzną w jej życiu. Cały wolny czas poświęciła na jego wychowanie. Pensja pielęgniarki nie starczała na wiele, ale oboje z Robertem nie mieli nigdy wielkich wymagań. Dodatkowe dyżury w szpitalu pozwalały na w miarę godziwe życie.

Zrzuciła całkiem kołdrę. Promień słońca przesunął się po jej dokładnie wydepilowanym łonie. Podkurczyła i rozsunęła nogi. Poczuła podniecające ciepło, dostające się do wnętrza jej ciasnej szparki. Całe jej ciało zadrżało. Tak bardzo pragnęła mężczyzny…

Wyjęła z nocnej szafki sztucznego penisa. Rozchyliła wargi sromowe i najpierw delikatnie wsadzała tylko czubek fallusa, a później coraz głębiej i głębiej, aż cały zanurzył się w ciepłej otchłani. Jej ruchy, z początku powolne, stawały się coraz szybsze i szybsze. Jak przez mgłę przypomniała sobie tę jedną, jedyną noc, spędzoną z ojcem Roberta. Ponownie poczuła jego sztywny pal, posuwający się w niej. Nagle fala gorąca ogarnęła całe jej ciało.

Włożyła rękę między nogi i dotknęła rozgrzanego niemal do czerwoności centrum rozkoszy. Ręka stała się mokra od jej soków. Wytarła ją chusteczką, a potem przez kilkanaście minut leżała w błogiej rozkoszy, delektując się wspomnieniem przeżytego orgazmu. Uwielbiała się masturbować. Robiła to prawie od trzydziestu lat, odkąd poznała swoje ciało i zrozumiała, jak wielką sprawia jej to przyjemność.

Wstała i podeszła do okna, odsłaniając żaluzje. Pragnęła wziąć prysznic. Drzwi łazienki znajdowały się naprzeciwko jej pokoju. Była pewna, że Robert jeszcze śpi, dlatego też, nie zakładając nic na siebie, wyszła z pokoju. I nagle stanęła twarzą w twarz z synem. Oboje stali zaskoczeni. Stała bez ruchu, zapominając z wrażenia zasłonić swoich intymnych części ciała. Robert przesunął po niej wzrokiem od góry do dołu.

Po dłuższej chwili wydusił z siebie – „Cześć mamo” i ustąpił jej z drogi. Uśmiechnęła się do niego i z impetem wpadła do łazienki. Stała wpatrzona w lustro. Była zażenowana tym, że Robert widział ją nagą. „Ale przecież widział mnie nie raz – pomyślała – fakt, że był wtedy dzieckiem”. Dopiero teraz dotarło do niej, że Robert nie jest już jej małym chłopczykiem, a zupełnie dorosłym mężczyzną. Zrezygnowała z prysznica i postanowiła wziąć kojącą kąpiel.

* * *

Robert wrócił do swojego pokoju. Położył się na łóżku ze wzrokiem skierowanym w sufit. Widział matkę nagą, z bliska. Nie matkę. Była nią i ją kochał. Ale nie jak matkę. Jak kobietę. Najpiękniejszą na świecie kobietę.

Sam nie wiedział, jak to się zaczęło. I kiedy. Nie po raz pierwszy widział ją bez ubrania. Podglądał ją podczas kąpieli przez kratkę w drzwiach. Ale to nie to, co zobaczyć ją przed sobą z bliska. Wiedział, że sypia nago. Często, gdy wracała zmęczona z pracy, zasypiała jak nieżywa. Nic nie było w stanie jej obudzić. Zakradał się wtedy do jej pokoju i patrzył na jej śliczną twarz. On też zawsze był nagi. Czasami zdarzało się, że zsuwała się z niej kołdra. Nie raz widział jej pełne piersi. Pragnął wtedy znów stać się małym chłopcem i tak jak wtedy ssać jej piersi. Pragnął przytulić się do nich i pieścić je, aż staną się twarde jak kamień.

Nieraz bywało, że kołdra zsuwała się niżej i wtedy mógł podziwiać jej wygoloną cipkę. Uwielbiał wygolone. Widział ich wiele, co prawda tylko na zdjęciach i w filmach, ale żadna nie była tak piękna, jak cipka jego własnej matki. Gdy nie było jej w domu, brał jej majtki. Czuł słodkokwaśny zapach jej cipki. Tak bardzo pragnął znaleźć się znów tam, gdzie kiedyś już był.

Wziął w rękę swojego kutasa. Był duży, większy niż przeciętny. Zaczął ruszać ręką w górę i w dół, stopniowo zwiększając ruchy. Myślał o tym, co zobaczył przed chwilą. Nie lubił kobiet o wyglądzie chudej modelki. Kochał ciało swojej matki. Duże piersi, które trudno było by objąć jedną ręką, lekko pofałdowany brzuszek, szerokie biodra – jak u prawdziwej kobiety.

Zawsze go strasznie podniecała. Gdy widział ją nago pod prysznicem lub w łóżku, od razy sztywniał. A później, gdy wracał do swojego pokoju, wystarczało kilka ruchów i osiągał niebiańską rozkosz. Tak jak teraz.

* * *

– Robert, śniadanie! – zawołała z kuchni.
– Daj mi pięć minut. Szybki prysznic i jestem.
– W porządku. Tylko pospiesz się, bo wszystko wystygnie.
– Dobra. Nie ma sprawy.
Po kilkunastu minutach ogolony i odświeżony wszedł do kuchni. Matka siedziała przy stole. Widząc go, wstała, podeszła do niego i ucałowała.
– Wszystkiego najlepszego, synku – powiedziała szczerze i z uśmiechem.
A potem nagle posmutniała.
– Widzisz, jest tylko jeden problem. Nie zdążyłam, a właściwie to nie byłam pewna, co tak naprawdę chciałbyś dostać. Ale obiecuję, że spełnię każde twoje życzenie. Stanę na głowie, ale zrobię wszystko, abyś był zadowolony. Co chciałbyś dostać? – powiedziała i uśmiechnęła się szeroko.
– Hmm. Niech no pomyślę… Powiedziałaś, że spełnisz każde moje życzenie? Obiecujesz?
– Obiecuję. Każde.
– A gdyby to było takie nie.. no… niecodzienne życzenie?
– Co masz na myśli? – rzekła zaciekawiona.
– Powiedzmy… – odparł – powiedzmy, że mam takie jedno życzenie. Marzenie, które tylko ty możesz spełnić.
– Mów. Jeżeli tylko będę mogła, dla ciebie zrobię wszystko. Nawet jak to będzie zupełnie zwariowane życzenie. Słucham.
– Wiesz? Przełożymy to, aż zjemy śniadanie. OK?
– OK! – powiedziała i nalała kakao do kubków.








Podczas śniadania nie rozmawiali wiele. Chciała poruszyć temat ich porannego spotkania, ale nie była do końca pewna, cy powinna do tego wracać. Po śniadaniu i umyciu naczyń, usiedli naprzeciw siebie przy stole.
– Teraz możesz już wypowiedzieć swoje życzenie – rzekła. – Jestem strasznie ciekawa, o czym marzysz?
– Kocham cię, mamo! – Powiedział, patrząc jej głęboko w oczy. – Bardzo cię kocham!
Nastała krótka chwila milczenia, po czym trochę zaskoczona, odpowiedziała:
– Ja ciebie też kocham, synku. Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu. Zawsze byłeś.
– Wiem, mamo. Ale nie do końca to miałem na myśli – rzekł zagadkowo.
– To… to znaczy co? – Zapytała, zupełnie zdezorientowana.
– Kocham cię nie tylko jako matkę. Kocham cię jako kobietę. – Nie był pewien, czy zdoła to kiedykolwiek wydusić. Zawsze chciał jej to powiedzieć, ale bał się jej reakcji.
– Nie rozumiem, kochanie. Co masz na myśli, mówiąc, że kochasz mnie jako kobietę? – Spytała, kompletnie nie wiedząc, co o tym myśleć.
– Dokładnie to, co powiedziałem. Dzisiaj nie pierwszy raz widziałem cię nago. Często cię podglądałem. Patrzyłem jak śpisz. Podziwiałem twoje piękne ciało. – mówił, patrząc w jej szeroko rozwarte ze zdziwienia oczy. Jakże piękne dla niego oczy. – Kocham cię jako kobietę. Chciałbym pieścić i całować każdy skrawek twojego ciała. Chciałbym znów móc znaleźć się w tobie. Chciałbym zostać twoim kochankiem.
– Ale synu…
– Obiecałaś mi, – przerwał jej – że spełnisz każde moje życzenie. Tylko o to cię proszę. Zawsze o tym marzyłem. Nie mogę już dłużej. Nie gniewaj się na mnie, mamo. – szło mu coraz bardziej gładko. – Tak bardzo cie pragnę. Już nie mogę tego dłużej znieść. Pozwól mi być twoim mężczyzną.
– Ale przecież ty jesteś moim synem!? Tak nie można!
– Dlaczego? Przecież takie rzeczy się zdarzają. Nikt nie będzie o tym wiedział. Tylko ty i ja. To będzie nasza słodka tajemnica.
– Dlaczego mi to robisz? – Powiedziała ze łzami w oczach.
– Nie chcę cie skrzywdzić. Pragnę cię! Nie odpowiadaj od razu. Przemyśl to…

Była oszołomiona. Co on powiedział? Mój syn? Że mnie kocha? Kocha jak kobietę? Kręciło jej się w głowie. Owszem, zdarzało jej się, że patrzy na niego inaczej niż na syna. Patrzyła jak na mężczyznę. Ale to były takie marzenia. Marzenia… podczas masturbacji. Gdy był mały, głaskała go często po maleńkim penisku. A nawet więcej. Brała go do ust i pieściła. Obejmowała go całego razem z maleńkimi jąderkami. Ale teraz jest duży. Na pewno nie zmieściłaby go całego do ust. Chociaż… pragnęła tego. Gdzieś w pokładach swojej podświadomości czuła to samo co on…

* * *

Teraz żałował tego. Nie powinien był mówić, że jej pragnie. Zawsze łączyły go z matką bardzo dobre stosunki. Świetnie się rozumieli. Byli bardziej kumplami, niż matką i synem. Ale teraz wszystko mogło się zmienić. Mogła mu tego nigdy nie wybaczyć. Z jednej strony cieszył się, że wreszcie wyrzucił to z siebie, ale z drugiej…

Bał się wrócić do domu i spojrzeć jej w oczy. Być może, gdyby nie natknął się na nią dziś rano nagą, nie doszłoby do tego. Ale cóż. Stało się. Może mu wybaczy. Przecież kto jak kto, ale ona powinna go rozumieć. Była przecież jego matką i najlepszym kumplem.

Wszedł do mieszkania. Pragnął iść do swojego pokoju. Nie chciał się widzieć z matką.

Nagle usłyszał dziwne jęki. Wszedł do pokoju i zamarł. Dźwięki dochodziły z telewizora. Na ekranie młoda panienka robiła laskę starszemu facetowi. Wszedł w momencie, gdy ciepła sperma wytrysnęła z niego niczym lawa z wulkanu, prosto w otwarte usta dziewczyny, która połykała ją niczym najwspanialszy nektar.

Robert zszokowany spojrzał na kanapę prosto w rozszerzone ze zdziwienia i przestraszone oczy matki. Była całkiem naga. Zamarła z ręką w swoim kroczu. Przez dłuższą chwilę patrzyli na siebie, nie robiąc żadnego ruchu. Wreszcie matka, jąkając się, powiedziała:
– Musiałam się przygotować… Robiłam to tylko raz w życiu wtedy, gdy zostałeś poczęty. To było tak dawno temu, że nawet nie pamiętam jak to się robi… A nie chciałam, żebyś pomyślał, że twoja matka nie potrafi się nawet pieprzyć…
– Czy to znaczy, że… spełnisz moje życzenie? – Powiedział Robert, patrząc z pożądaniem na jej piękne, pokryte warstewką potu, ciało. W kroczu czuł nabrzmiałego niemal do bólu członka. Pomyślał, że jeżeli go zaraz nie wyciągnie, rozsadzi mu spodnie.
– Przecież obiecałam ci, że zrobię dla ciebie wszystko. Wszystko… – mówiąc to wstała powoli z kanapy i ciągle patrząc mu prosto w oczy, podeszła do niego.

Był od niej prawie o głowę wyższy. Spojrzał z góry na jej sterczące z podniecenia sutki, a potem znów głęboko w oczy, i już wiedział, że ona pożąda go tak samo, jak on jej. Nachylił się do jej otwartych i wilgotnych ust, i złączyli się w namiętnym pocałunku. Nawzajem pieścili językami wszystkie zakamarki swoich ust.

Jego ręce głaskały jej nagie plecy, zniżając się coraz niżej, aż w końcu zaczęły pieścić i szczypać jej pośladki. Jej gorące wargi odsunęły się od niego, uklękła przed nim i zaczęła rozpinać mu spodnie, które po chwili opadły do kostek. Od jego męskości dzielił ją tylko cienki materiał jego bokserek. Po wypchanych do granic możliwości spodenkach widziała, jak bardzo jest podniecony. Przedłużała moment, kiedy wreszcie zobaczy jego organ. Widząc, jak bardzo się męczy, złapała za brzeg spodenek i ściągnęła je do dołu.

Oswobodzony z objęć materiału kutas, wyskoczył na wierzch, o mało nie uderzając jej w twarz. Wreszcie po tylu latach miała go znów przed swoimi oczami. Przeraziła ją jego wielkość. Był ogromny, nabrzmiały i… wspaniały. Był najpiękniejszą rzeczą, jaką do tej pory widziała. I w tym momencie prysły wszystkie obawy. Nie czuła już wstydu, że oto stoi nago przed swoim własnym synem i pożąda go jak niczego na świecie. Zniknęły wszystkie opory moralne. Teraz już nie było odwrotu. Zresztą nawet nie pomyślała, żeby się wycofać. Już nie…

Ujęła go delikatnie w rękę i przesunęła do tyłu napletek, uwalniając do połowy odsłonięta nabrzmiałą, różową główkę. Pocałowała kilka razy w sam czubek. Lewą rękę wciąż trzymała na kutasie, a prawą objęła ciężkie jądra syna. Objęła ustami odsłoniętą główkę penisa i zaczęła go delikatnie drażnić koniuszkiem języka. Wyjęła go i przeciągnęła językiem wzdłuż całego kutasa, od samych jąder aż po czubek. Powtórzyła to kilkakrotnie, cały czas pieszcząc jedną ręką jego jądra. Znów objęła ustami główkę penisa, połykając go coraz głębiej. Będąc w trzech czwartych jego długości, poczuła jego główkę na swoich migdałkach. Głębiej już nie była w stanie włożyć. Obejmując go ściśle ustami, zaczęła poruszać głową wzdłuż penisa, cały czas masując jądra prawą ręką, a lewą opuściła na swoją cipkę.

Robert w tym czasie czuł niewyobrażalną rozkosz. Oto spełniało się jego największe marzenie. Kobieta, którą kochał najbardziej na świecie, jego matka, właśnie robiła mu loda. Żadne usta młodych dziewczyn nie dały się porównać z gorącymi ustami jego własnej matki. Jeszcze nigdy nie czuł takiego podniecenia. Czuł, że już dłużej nie wytrzyma, że zaraz eksploduje.

I nagle… Stało się. Wystrzelił prosto w spragnione usta swojej matki. Nie wyjęła go. Cały czas trzymała w ustach jego penisa, łykając chciwie ciepłą, lepką spermę syna. Nie chciała uronić ani kropli z tego wspaniałego daru, który jej ofiarował. Gdy połknęła wszystko, delikatnie wylizała główkę kutasa. Widząc, że wspaniała pałka syna ciągle stoi przed nią na baczność, uśmiechnęła się. Wiedziała, że to tylko wstęp, że jej rozkosz jeszcze się nie skończyła.

Wstała i ściągnęła górne okrycie z Roberta. Wzięła go za rękę i pociągnęła w stronę kanapy. Położyła się na plecach, podkurczyła nogi i rozsunęła uda na boki, odkrywając przed nim swoją kobiecość. Wiedział, co ma robić. Uklęknął przed nią i zbliżył usta do matczynej cipki.
– Wyliż mi ją tak, żebym się wiła z rozkoszy – wyszeptała.
Nie musiała go zachęcać. Tak długo pragnął poznać smak jej cipki, że rzucił się na nią jak wygłodniały wilk. Jej zapach go oszołamiał. Rozchylił delikatnie jej wargi sromowe i zaczął łapczywie pieścić językiem jej łechtaczkę. Głośne jęki matki upewniły go w przekonaniu, że nie pozostaje jej dłużny. Nagle poczuł, jak targają ją potężne drgawki i skurcze jej cipki, z której zaczęły wypływać cudowne soki. Zlizywał łapczywie jej lepki płyn, tak jak ona przed kilkoma minutami jego spermę.

Po zlizaniu całego nektaru, zaczął całować jej uda, łydki i stopy. Wrócił do jej wygolonego łona, złożył na nim kilka pocałunków i ruszył w górę jej ciała. Zaczął całować jej pępek, potem brzuch, aż doszedł do dwóch cudownych piersi. Ściskał jej duże cycki, liżąc przy tym i gryząc sterczące z ogromnego podniecenia sutki.

Całował jej szyję, ugniatając przy tym jej piersi. Podsunął się wyżej i wpił w gorące usta. Całowali się długo i namiętnie, zastanawiając się, czy mogą posunąć się jeszcze dalej, ponadto, co już zrobili. Oboje wiedzieli, że idąc dalej, przekroczą granicę, z której nie ma już powrotu. Leżąc w miłosnym uścisku wiedzieli oboje, że to się musi stać, i że oboje tego pragną. Ale nie dziś, nie teraz…

Teraz myśleli tylko o tym, co już się stało i jak zmieni się ich wspólne życie…

Autor: maki72